Aktualności Lifestyle Multimedia 

Tęcza nad krainią fantazji – kilka refleksji o motywach LGBTQ+ w filmach Disney’a.

Choć świat disnejowskich fairy tales od zawsze zachwycał bogactwem kolorów, przez lata próżno było w nim szukać różnorodnych i otwarcie tęczowych postaci. Utrwalana w produkcjach sławnego animatora, konserwatywna wizja świata, odzwierciedlała   poglądy zarówno samego Disney’a, jak i statecznej, amerykańskiej klasy średniej.  Od czasów założyciela studia świat mocno się  jednak zmienił, co można zauważyć np. wśród postaci zaludniających baśniowe uniwersum stworzone przez Amerykanina. Księżniczki nie są już przedstawiane jako mdlejące panny, czekające na ratunek,lecz pełne energii bohaterki, które biorą sprawy w swoje ręce. Czy nie nadszedł więc czas, by ten pełen magii świat otworzył się również na bohaterów i bohaterki  LGBTQ+?

Queerowe tropy

Społeczność LGBT+ współtworzą – tak jak każdą inną na szeroko rozumianym Zachodzie – ludzie wychowani na produkcjach Disney’a. Nic zatem dziwnego, że wśród bohaterów kultowych  animacji od lat doszukujemy się postaci, z którymi moglibyśmy się utożsamić.  Czasem nadzieją na queer’owy wątek napełniały nas wypowiadane w kreskówkach kwestie, innym razem styl ubierania się, lub fakt nieposiadania rodziny.Tropy te rzeczywiście były widoczne, choć głównie w przypadku drugoplanowych lub epizodycznych postaci. Część z nich to nieraz sympatyczne, aczkolwiek mało istotne dla fabuły postaci, Jak LeFou – znany w Polsce jako Głuptas, czyli niezdarny pomocnik Gastona z „Pięknej i Bestii”.

Innymi stworkami, o których warto wspomnieć, są Timon i Pumba z „Króla Lwa”. Ich otwarty, wolny od uprzedzeń oraz osądzania związek może być odczytywany jako głos w sprawie tolerancji indywidualnych wyborów życiowych, m.in. dzięki piosence Hakuna Matata.Pewne nieheteronormatywne cechy widać u czarnych charakterów opowieści Disney’a: Skazy z „Króla Lwa”, Urszuli z „Małej Syrenki”, złej królowej ze „Śpiącej Królewny” czy Hadesa z „Herkulesa”.  W toku projektowania  tych antagonistów  użyty został bardzo prosty zabieg –  ubranie  zła w szaty inności, by łatwiej było odróżnić „mężnych i dobrych” bohaterów od istot  zasługujących na ostracyzm. Trudno uznać te zabiegi za pozytywne dla społeczności LGBT+

Tęczowe bohaterki?

Z powyższych schematów wyłamują się dwie główne bohaterki nowszych produkcji. Te wyjątkowe dziewczyny to Merida Waleczna oraz panująca „Krainą Lodu” Elsa. Wprawdzie wytwórnia nigdy oficjalnie nie potwierdziła zamierzeń scenarzystów w tym względzie, niemniej jednak losy obydwu postaci są w znacznej mierze zbieżne z perypetiami wielu członków i członkiń społeczności LGBT+. Nic więc dziwnego, że wyśpiewana przez starszą siostrę Anny deklaracja posiadania niezwykłej mocy stała się nieoficjalnym hymnem dla osób dokonujących coming outu,  zaś nieugięta postawa Meridy w sprawie jej potencjalnego zamążpójścia posłużyła jako inspiracja do walki o możliwość samodzielnego dokonywania wyborów życiowych. Na pewno zdajecie sobie sprawę z tego, że dla wielu osób nieheteronormatywnych  podejmowanie tych decyzji bywa bardzo trudne, szczególnie w obliczu oczekiwań i presji ze strony rodziny.

Ale wróćmy jeszcze do naszej wielkodusznej królowej zimy. Jesienią ub.r. na wielkich ekranach zagościła „Kraina Lodu 2”. Z tej okazji jedna z  fanek jasnowłosej królowej Arendelle, Alexis Isabel Moncada, zainicjowała  na Twitterze akcję  #GiveElsaAGirlfriend.

Gdy dorastałam, nigdy nie widziałam, by księżniczka zakochała się w innej księżniczce – dziewczynki dorastające w dzisiejszych czasach również nie. Przemysł rozrywkowy dały nam dziewczyny zakochane w bestiach, ogry zakochane w ludziach, a nawet dorosłe kobiety kochające pszczoły. Ale nigdy nie było nam dane ujrzeć niewinności w queerowej relacji – tłumaczyła inicjatorka.

I chociaż scenarzyści kolejnej części przygód białowłosej władczyni bajkowego świata nie spełnili prośby Alexis, to nie wepchnęli też Elsy w ramiona jakiegoś księcia… Przedstawili nam za to postać Honeymaren, z którą ulubienica Moncada’y chętnie spędzała czas. Tak więc wszystko przed nami.

Pierwsze koty za płoty

Wszystkie powyższe przykłady queerowych wątków – nawet, jeśli były wprowadzane do fabuły świadomie – nie były otwarcie tęczowe i nie doczekały się oficjalnego potwierdzenia. W tej sytuacji możemy wnioskować, iż Disney, którego oferta to głównie kino familijne, pozostał  daleko w tyle za producentami innych gatunków filmowych.  Tam wątki gejowskie, lesbijskie, a ostatnio także transpłciowe przebijają się coraz śmielej. I jest to efekt celowej strategii, a nie kaprys poszczególnych twórców.

Nadszedł jednak czas, że barwy  tęczy w krainie  fantazji powoli zyskują na nasyceniu. W najnowszej produkcji Disney/Pixar pt. „Naprzód”, pojawia się postać policjantki, która wspomina o swojej dziewczynie i jej dziecku. Dzięki gigantowi animacji mamy zatem do czynienia nie tylko z relacją jednopłciową, ale nawet całą tęczową rodziną! Szkoda tylko, że w  życiorysie bardzo epizodycznej postaci. Z drugiej strony, chcielibyśmy docenić zawarcie w „Onward” przesłania podkreślającego to,  że związek LGBTQ+ jest naturalny i wychowywanie w nim dziecka to nic nadzwyczajnego. I właśnie o to chodzi, o „odczarowanie” innych modeli rodziny. Wbrew pozorom, kraina wyobraźni to najlepsze miejsce, by to uczynić.

Jako jeden z głównych, tęczowy motyw pojawił się za to w serialu „Love, Victor”, czyli kontynuacji popularnej produkcji „Love, Simon”. Tym  razem tytułowy uczeń szkoły średniej odkrywa, że w rzeczywistości ma słabość do innych chłopców. Queer’owymi historiami już wkrótce uraczy nas jeszcze ekipa odpowiedzialna za uniwersum Marvel’a. Będzie więc na co czekać.

Homofobia w natarciu

 Zabiegi czynione przez wytwórnię obiecującą większą inkluzywność ,  nie wszystkim się spodobały. Do cenzury fragmentu „Onward” lub całkowitego zakazu emisji tego filmu doszło w wielu krajach arabskich, Chinach, tudzież Rosji. Podobne restrykcje zastosowano też nad Wisłą. Tłumacze polskiej wersji “Naprzód” postanowili bowiem ukryć fakt,  że Spectre ma partnerkę, wychowującą krnąbrną córkę. Żeby osiągnąć swój cel  przedstawili cyklopie dziecko jako “pasierbicę”.  Mało tego, pod naciskiem opinii publicznej Disney przesunął serial „Love, Victor” z platformy Disney+ na serwis streamingowy Hulu, argumentując, że temat jest odpowiedni dla „bardziej dojrzałej widowni”.

Wkrótce coraz więcej „zaniepokojonych obywateli” zaczęło naciskać na producentów dziecięcych marzeń. Jedną z takich zatroskanych obywatelek jest Caroline Farrow z organizacji CitizenGo. Aktywistka zdecydowała się dokładnie przepytać CEO Disney’a o  poruszane w produkcjach studia – i zaznaczmy: ledwo widoczne na tle ogólnoświatowych trendów – tematy LGBTQ+.

W czasie gdy Wasza sprzedaż spadła o 20%, może czas rozważyć, co Disney może zrobić, by być bardziej przyjazny rodzinom? Aby wszyscy ludzie czuli się bardziej bezpiecznie i komfortowo, a nie tylko jedna, konkretna mniejszość? –prowokowała.

Zaczepka Farrow zakłada oczywiście , że jeśli dzieci zobaczą normalną relację jednopłciową, to od razu poczują się źle i mniej bezpiecznie… Bob Chapek pozostał jednak nieugięty i nie poddał się szantażowi  przystrojonemu w dbałość o  „normalne rodziny”. Ducha postępowego filmowca nie złamał nawet fakt, że pod napisaną przez CitizenGo petycją pt. „STOP indoktrynacji LGBT w Disneylandzie” podpisało się ponad 400 tys. osób.

Tworząc produkcje Disneya, wierzymy, że powinniśmy odzwierciedlać treści i zróżnicowanie, jakie znajdziemy wśród naszych fanów i odbiorców. Dlatego wierzymy, że kontynuując ten kierunek idziemy naprzód. Chcemy reprezentować całą naszą widownię. Opowiadać historie, które chce słyszeć i odzwierciedlać życie, takim, jakie ono jest – odparł.

Jeśli Disney będzie się trzymał tych zasad, możemy mieć nadzieję, że w przyszłości społeczność LGBT+nigdy więcej  nie będzie chowana pod czapką niewidką i stanie się zwyczajną częścią disnejowskiego uniwersum. Tak, jak jest nią w naszym codziennym życiu.

Źródła: pride.com cbr.com, bbc.com polygon.com latimes.com,natemat.pl, parents.com fot. film.wp.pl

 

Polecane artykuły

Zostaw komentarz