Aktualności Prawo Sport i zdrowie 

Polski Związek Koszykówki uzależnił wypłatę premii dla sportowców reprezentacji od sygnowania przez nich umowy z homofobicznym zapisem.

Premie, podwyżki… Kogo one nie cieszą? Zgrzyt pojawia się wtedy, gdy pracodawca korzysta z systemu nagradzania w nieetyczny sposób. Tak, jak wiemy dzięki „Przeglądowi Sportowemu”, postąpił ostatnio Polski Związek Koszykówki.

„Kapitalna robota”

Mistrzostwa Świata w Koszykówce, jakie odbyły się w ubiegłym roku, skończyły się sukcesem naszej reprezentacji. Sportowcy znad Wisły pierwszy raz od ponad wieku dostali się do finału. Co więcej, uzyskali imponujący wynik, plasując się na 8. miejscu.

Prezes Polskiego Związku Koszykówki nie krył dumy z podopiecznych. Radość wywołaną ich dokonaniem żywo manifestował podczas bankietu wieńczącego zawody. Pełen euforii Radosław Piesiewicz obiecał, że grupa otrzyma łącznie milion złotych.

„Ambasadorowie”

Uśmiechy zeszły z twarzy zawodników gdy główni zainteresowani poznali rzeczywiste warunki promowania ich pracy. Okazało się bowiem, że otrzymanie obiecanej kwoty będzie możliwe tylko wtedy, gdy podpiszą umowę „ambasadorską” ze sponsorem – firmą Energa. Z jednej strony sygnowanie dokumentu było rzekomo dobrowolne. Z drugiej – brak parafki oznaczał dla koszykarzy utratę aż 60% tzw. premii, którą rozumieć możemy jako „zliczenie pieniędzy z różnych źródeł”.

Co więcej, w te 60% związek wliczył ministerialne stypendia. Nagrody tego typu “przysługują sportowcom za zajęcie określonego miejsca w rywalizacji międzynarodowej”, zaś “podstawę prawną do tego ich wypłacania stanowi ustawa o sporcie”. Ich wysokość reguluje natomiast rozporządzenie ministra sportu.

Treść porozumienia także pozostawiała wiele do życzenia. Szczegóły chronione są klauzulą poufności, ale wiadome jest, że koszykarze zostali obarczeni wieloma ograniczeniami. Wśród tych wymogów znalazł się „zakaz propagowania postaw i ideologii sprzecznych z art. 18 Konstytucji RP, stanowiącym, iż małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.

Od razu zwróciłem na to uwagę. Nie wiem, co by było, gdybym wypowiedział się na temat równouprawnienia osób homoseksualnych? Raczej zastosowano by wobec mnie jakieś potrącenie, bo konsultowałem się z prawnikiem. Uznałem jednak, że podpiszę, bo po prostu chciałem dostać pieniądze! Nie będę samotnie kładł się przed czołgiem – powiedział anonimowo jeden z kadrowiczów.

Decyzję o sygnowaniu dokumentu podjęła większość Biało – Czerwonych. Złożenia podpisu pod umową nazwaną przez Marcina Gortata absurdem odmówiła tylko czwórka sportowców: A.J Slaughter, Mateusz Ponitka, Dominik Olejniczak oraz Adam Waczyński. Żaden z nich nie zaznaczył jednak jasno, że odmowa była spowodowana niezgodą na milczenie w obliczu narzucania obojętności na los osób LGBTQ+.

Jak zapewnia lider reprezentacji Polski, każdy z jego kolegów „podjął decyzję indywidualnie”.

Nigdy nie namawiałem nikogo, aby tej umowy nie podpisywał. Jako kapitan i jedna z osób negocjujących premie czułem się w obowiązku, aby kolegów o sprawie poinformować i przeprosić, że nie wszystko jest tak jak miało wyglądać – tłumaczył.

Hajs się zgodzi?

O wypłacaniu premii „zgodnie z harmonogramem” rzecznik PZKosz poinformował redakcję Przeglądu Sportowego w drugiej połowie maja. Szkoda tylko, że Paweł Łakomski pominął fakt wpłacania środków na konta tylko tych zawodników, którzy podpisali umowę z Energą.

Tą – jakże istotną informacją – pośrednik między Związkiem a mediami podzielił się z pewnym opóźnieniem. Łakomski zapewnił ponadto, że „związek dogada się ze wszystkimi graczami i wypłaci im całość pieniędzy inną drogą niż poprzez umowę »Ambasadorską«”.

Tylko czy takie rozwiązanie jest wystarczające? Naszym zdaniem nie, bo w deklaracjach rzecznika nie padło słowo krytyki na temat tego, jak instrumentalnie została potraktowana nasza społeczność. Ważne, żeby “hajs się zgadzał”. Mniejsza o “tematy światopoglądowe”. A przecież zasady gry fair play powinny obowiązywać także poza boiskiem.

Interpelacja nr 7265

Przeciwko tłamszeniu swobody opowiadania się po stronie naszej społeczności sprawnie zareagował Krzysztof Śmiszek, który w środę – wraz z innymi posłami i posłankami należącymi do parlamentarnego zespołu ds. równouprawnienia LGBT – złożył interpelację „w sprawie działań Polskiego Związku Koszykówki i uzależniania premii dla zawodników od zakazu mówienia o prawach osób LGBT”. Wiceszef klubu Lewicy powiadomił o takim zamiarze kilka dni wcześniej, ogłaszając na Twitterze pracę nad pismem do Ministry Sportu

Takie rzeczy, tylko w Polsce PiS! @PZKosz uzależnia wypłatę premii dla zawodników od podpisania klauzuli milczenia nt. praw osób LGBT! A to wszystko za pieniądze @EnergaSA – skwitował.

Co prawda, jak zauważył Rafał Tymiński, sam sponsor drużyny Waczyńskiego też prawdopodobnie został postawiony przez PZKosz przed faktem dokonanym. Towarzyszy nam jednak nieodparte wrażenie, że ten akurat homofobiczny fragment nie spędza pracownikom koncernu snu z powiek. Tym bardziej że już wiosną 2017 r. „PiS całkowicie zawładnął gdańskim koncernem Energa”.

Od prezesów po szeregowych pracowników, od centrali po spółki-córki, etaty dostają tu związani z partią posłowie, radni, asystenci i znajomi ministrów” – alarmował wtedy Krzysztof Katka z Gazety Wyborczej.

Mało tego, w tym samym roku dostawca energii postanowił „oddać się pod opiekę opatrzności Bożej”.

A co Wy myślicie na ten temat? Czy PZKosz faktycznie dojdzie do porozumienia z zawodnikami reprezentacji? Czy interpelacja do Danuty Dmowskiej-Andrzejuk przyniesie jakiekolwiek pozytywne rezultaty? Zapraszamy do dyskusji!

Źródła: noizz.pl, queer.pl, oko.press, przegladsportowy.pl, twitter.com, sejm.gov.pl fot. sport.radiozet.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz