Aktualności Lifestyle Prawo 

Formularz ważniejszy, niż życie.

W 2015 para Polek rozpoczęła walkę o transkrypcję brytyjskiego aktu urodzenia ich synka. Tym razem kłody pod nogi rzucił kobietom Naczelny Sąd Administracyjny, tłumacząc swoją decyzję troską o spójność polskiego prawa.

Zgodność nie wymagana

Na początku miesiąca Naczelny Sąd Administracyjny orzekł o niemożności transkrypcji do ksiąg USC brytyjskiego aktu urodzenia chłopca wychowywanego przez parę Polek. Zdaniem siedmioosobowego zespołu decydentów problemem jest to, że w dokumencie tym jako rodzice wpisane zostały dwie kobiety. Treść uzasadnienia wyroku z 2 grudnia wskazuje na fakt, iż polskie prawo nie uznaje kategorii rodziców innych, niż mama i tata. A o ile we wspomnianym akcie figurują dwie matki, o tyle danych ojca brak.

Według wyjaśnień złożonych przez przewodniczącego składu: transkrypcja ma na celu „wierne przeniesienie treści zagranicznego dokumentu”, ale nie polega na jego przetłumaczeniu. Treść takiego pisma nie musi się zatem pokrywać z zawartością jego polskiego odpowiednika. Jacek Chlebny podkreślił też, że procedura transkrypcji pozwala na dodawanie lub pomijanie poszczególnych fragmentów, ale wyklucza postępowanie wbrew polskiej literze prawa.

Co więcej, brak aktu narodzin uniemożliwia nadanie danej osobie numeru PESEL i polskiego obywatelstwa. Z tego względu skład sędziowski uznał, że jedna z pań figurujących w dokumencie musi posługiwać się brytyjską metryką. W ten sposób poświadcza ona bowiem, że rodzicielka pochodzi znad Wisły, a co za tym idzie – jej dziecko ma domyślne prawo do polskiego obywatelstwa.

Sprzeczne orzeczenia

Decyzja NSA podtrzymała podobne jej postanowienia, króre dotychczas wydały w tej sprawie kolejne urzędy,  począwszy od kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Piasecznie, poprzez wojewodę mazowieckiego, a na Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym skończywszy. Matka smyka odwoływała się do każdej z tych instancji już od 2015 r.

Warto wiedzieć, że wyrok ten nie jest spójny z innymi decyzjami. jakie sam NSA wydał w podobnych sprawach. Jednym z przypadków w 2018 roku organ uchylił decyzję Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie i przychylił się do skargi matki dziecka, której odmówiono transkrypcji. Z ustnego uzasadnienia tej decyzji mogliśmy się dowiedzieć m.in. tego, że.:

Naczelny Sąd Administracyjny za kluczową kwestię w rozpoznawanej sprawie uznał ochronę praw dziecka, której przejawem jest obowiązek transkrypcji aktu urodzenia. (…) Zgodnie z art. 104 ust. 5 ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego transkrypcja jest obligatoryjna m.in. jeżeli obywatel polski, którego dotyczy zagraniczny dokument stanu cywilnego, ubiega się o polski dokument tożsamości lub nadanie numeru PESEL. Taki zabieg legislacyjny miał na celu wyeliminowanie sytuacji, w której nie zostaną wydane dokumenty potwierdzające tożsamość, co mogłoby uniemożliwić realizację praw związanych z posiadaniem obywatelstwa polskiego przez małoletniego, tj. prawo do korzystania z opieki zdrowotnej, czy oświaty. Ustawowy obowiązek transkrypcji aktu stanu cywilnego – prowadzący do poświadczenia tożsamości dziecka – wpisuje się w cały system ochrony praw dziecka, co znajduje potwierdzenie m.in. w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Z żalem obserwujemy jak to, co rok temu było uważane za metodę ochrony praw małoletniego – aktualnie postrzegane jest zupełnie inaczej. Strach przed jakąkolwiek formą uznania istnienia jednopłciowego związku w polskim systemie prawnym jest większy, niż dobro małego obywatela. Co, w przyszłości, pomyśli o swojej ojczyźnie ktoś, kto został potraktowany przez państwo w ten sposób?

Powrót do PRL

Istotnym aspektem jest również źródło merytoryczne homofobicznej argumentacji. Sąd, powołujac się na istniejący porządek prawny, staje bowiem  w obronie zapisów kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, czyli ustawy z lutego… 1964 roku. To właśnie tam znajdziemy definicję tradycyjnego modelu rodziny. Tam i tylko tam, ponieważ – wbrew obiegowym opiniom – na próżno szukać jej w Konstytucji.

Wprawdzie art. 18, na który z lubością powołują się prawicowi politycy, zawiera zwrot o „Małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny”, lecz chodzi tu tylko o kontekst jego ochrony gwarantowanej konstytucyjnie. Fakt, że na mocy ustawy zasadniczej małżeństwo, rodzina, rodzicielstwo oraz macierzyństwo znajdują się pod „ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”, nie znaczy, że tęczowe rodziny nie mają racji bytu. Wykładnię tego przepisu pięknie wytłumaczyła zresztą wybitna konstytucjonalistka, prof. Ewa Łętowska.

Tor przeszkód

Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby ustawodawca, czyli de facto Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, zagwarantował równe prawa parom jednopłciowym. Musiałby tylko chcieć… Przeszkodą w realizacji takiego projektu jest jednak nie tylko obecny skład polskiego Sejmu, zdominowanego przez polityków wrogo nastawionych wobec osób LGBT+.

Wyrok NSA pokazuje, że rolę naszego przeciwnika mogą pełnić również sądy, a zwłaszcza Trybunał Konstytucyjny, gdzie znaczną przewagę mają ulegli PiSowi nominaci. Gdyby dziś wybory wygrało ugrupowanie popierające równość małżeńską i nawet ją uchwaliło – konserwatywni parlamentarzyści mogliby zaskarżyć progresywną inicjatywę do TK. Ten zaś stwierdziłby, że nieheteronormatywne śluby są niezgodne z polską Konstytucją, na wiele lat torując nam drogę do normalizacji tej kwestii. Jedyną szansą w takim wypadku byłaby zmiana Konstytucji, niezwykle trudna do przeprowadzenia w tym aspekcie.

Źródła: Newsweek.pl, rp.pl, nsa.gov.pl, prawo.pl, fot. fakty.interia.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz