Aktualności Prawo 

Włoski sąd oczyścił z zarzutów pisarkę twierdzącą, że homoseksualizm jest „chorobą”

Organizacja Torino Pride pozwała Dr Silvanę De Mari za zniesławienie. Powodem była jej wypowiedź, w której oceniła orientację homoseksualną jako „chorobę”. W niedzielę (3.12. br.) okazało się, że 64-latka została oczyszczona z zarzutów.

Wolność słowa – za jaką cenę?

W maju 1990 r. Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła homoseksualizm z listy chorób psychicznych. Nie wszyscy jednak przyjmują to wiadomości.

Jedną z osób ignorujących niewygodną dla siebie rzeczywistość jest Dr Silvana De Mari – pisarka, lekarka, blogerka włoskiego pochodzenia. Kobieta wzbudziła kontrowersje, gdy podczas audycji radiowej La Zanzara opowiadała o „tragicznej formie”, w jakiej żyją geje.

O osobach nieheteronormatywnych w kontekście ich zdrowia psychicznego niesprawiedliwie wyraziła się także na łamach swojego bloga. W wielu wywiadach wypowiadała się też na temat „naturalnego prawa rodzinnego”.

Jest wojowniczką o tzw. „wolność słowa”. Według popierającego ją magazynu oclarim.com De Mari pełni funkcję pogromczyni „wielkiej narracji”. W sierpniu br. udzieliła wywiadu na potrzeby zaprzyjaźnionego medium. Podczas rozmowy wielokrotnie narzekała na tęczowych działaczy. W jej ocenie zachodni świat boi się ich od 5 lat.

Jako przykład wspomniała polityków przeciwnych równości małżeńskiej, którzy za kadencji Baracka Obamy stracili pracę. Niezgodę na eksponowanie homofobii porównała do zmuszania Żyda do konsumpcji wieprzowiny.

„Przy pomocy straszaka w postaci homofobii stłumili swobodę wypowiedzi, narzucając wybory sprzeczne z religią, zdrowym rozsądkiem i tradycją kulturową”– ubolewała.

Pisarka nie mogła pogodzić się z tym, że kolorowi filantropi nie dają pozwolenia na to, by model rodziny z heteroseksualnymi małżonkami na czele był jedynym dozwolonym wzorem na tworzenie ogniska domowego. Nie może zrozumieć protestów, jakimi okupione są wszelkie konferencje promujące taki układ.

Wyznała, że ważne są dla niej cztery kategorie: prawdziwości, fałszu, poprawności i błędu. Zastrzegła, że jeśli nie wyraża się o kimś fałszywie, nie potęguje „oszczerstw” ani „zniesławień”, może artykułować wszystkie inne myśli. A nawet „musi”.

„Mam obowiązek, jako lekarz, mówić o ogromnych szkodach wyrządzonych przez sodomię, a także mam prawo używać słowa „sodomia”, ponieważ to słowo jest częścią mojego języka” – pouczała.

Przeciwniczka organizacji działającej na rzecz osób utożsamiających się ze znanym akronimem jasno określiła, czego chce. Wśród swoich oczekiwań wymieniła zaniechanie wsparcia dla grup wspierających część ludności nie poddającą się hetero normie, uniemożliwienie tym organizacjom wstępu do szkół a także zaprzestanie przez władze finansowania operacji „zmiany” płci. De Mari korektę płci uważa za „zbrodnię” i twierdzi, że jako podatnik „nie chce płacić za niszczenie człowieka”.

Ale to nie wszystko. Jako autorka książek fantasy dla dzieci postanowiła nie wychodzić na przeciw ludziom oferującym jej stypendium za stworzenie bajeczki o postaci żyjącej w rodzinie z dwoma matkami lub ojcami. Swoją decyzję argumentowała wartościami, jakie wyznaje. lojalności, odwagi i rycerskości. Zadeklarowała, że „ma odwagę, by walczyć o wolność słowa zarówno swoją, jak i innych ludzi”.

Niewinna

Włoskiej medyk nie odpowiada fakt, że członkowie kolorowej społeczności mogą wytoczyć proces, jeśli poczują się urażeni. Uczucia tego nie da się bowiem zmierzyć żadną obiektywną miarą (naszym zdaniem wystarczyłaby po prostu empatia. Swoją refleksję oparła na słowach, które niegdyś usłyszała od jednego z dziennikarzy. Zgodnie z jego światopoglądem- wolność słowa jest zagrożona, gdy „ktoś czuje się urażony i jest w porządku, że ruch LGBT zabierze Cię do sądu”.

Organizacje na rzecz osób LGBTQ+ potępiły jej homofobiczne wywody. W ich opinii wygłaszane przez pisarkę poglądy stanowią prowokację dla dyskryminacji i „nienawiści rasowej”. Jedna z włoskich grup aktywistycznych, Torino Pride, poszła o krok dalej i kilka miesięcy temu wytoczyła proces przeciwko pisarce fantasy. Aktywiści posądzili 64-latkę o to, że – uznając homoseksualizm za chorobę i patologię – skutecznie zniesławiła osoby nieheteroseksualne.

W toku sprawy De Mari utrzymywała, iż orientacja homoseksualna „wyraźnie nie jest normalnym stanem”. Zaakcentowała ukończenie przez siebie trzech specjalizacji: psychoterapii, specjalizacji medycznej, chirurgii. Powoływała się też na swoje wieloletnie doświadczenie, obejmujące współpracę z gejami i lesbijkami.

W niedzielę (3.12 br.) dowiedzieliśmy się, że nieprzychylna równouprawnieniu autorka „Ostatniego Elfa” została oczyszczona z zarzutów. Prokuratura zadecydowała, że niemożliwym było ustalenie poszkodowanych przez jej wypowiedzi.

Sąd zdecydował nie polegać na stanowisku radcy prawnego Grupy Torino Pride. Nicolo Ferraris próbował przekonywać, że treści wystąpień i publikacji lekarki nie są „opiniami”, a mową nienawiści, wymierzoną w tęczową społeczność. Zwrócił uwagę na to, że nienawistne przekazy nie są skierowane tylko w pojedyncze osoby, ale i w całe ruchy LGBTQ+.

Źródła: pinknews.co.ukoclarim.com.molastampa.itnews24.global, fot.: queerblog.it /EB

Polecane artykuły

Zostaw komentarz