Aktualności Lifestyle 

Właściciel hotelu obraził goszczoną przez siebie parę lesbijek

Lauren Inglis i Nicole Cader wybrały się do Newcastle, żeby uczcić urodziny drugiej z nich. Ważny dla dziewczyn wyjazd uprzykrzył im właściciel hotelu, w którym się zatrzymały.

Nieudane urodziny

Nicole Cardler obchodziła  swoje urodziny. W ramach celebrowania tego dnia pojechała do Newcastle w towarzystwie partnerki, Lauren. Dziewczyny z Edynburga postanowiły, że zatrzymają się w Clifton Mount Hotel. Jak się później okazało – wybór ten był bardzo nietrafiony.

Pierwsze niedogodności wiązały się z zameldowaniem. Kobiety czekały dwadzieścia minut, aż hotelowy serwer zaakceptuje rezerwację, jakiej dokonały za pośrednictwem serwisu Booking.com. Co więcej, para nie otrzymała klucza do pokoju, który zamawiała. Solenizantka oraz jej dziewczyna „przymknęły oko” na ten fakt, gdyż najważniejszy był dla nich porządek… Którego nie było!

Cała podłoga usypana była okruchami, a kanapę szpeciły żółte ślady, przypominające farbę. Pościel w niektórych miejscach była czarna. Ktoś pokusił się o zostawienie na szklance swojej pomadki.

Krótko po tym, jak Brytyjki podjęły próbę rozgoszczenia się, do ich tymczasowego lokum wszedł nieznany jegomość, trzymający w ręku jakieś narzędzie. Chciał przejść do piwnicy, gdzie rzekomo siedział około dziesięciu minut. Sytuacja wyprowadzała niebieskookie zakochane z równowagi. Wiedziały jednak, że nie dałyby już rady znaleźć wolnego miejsca gdzieś indziej.

Poniósł ich melanż…

Wieczorem Nicole i Lauren wybrały się do miasta na urodzinowe świętowanie. Kiedy było już późno, cała czwórka skierowała się w stronę feralnego hotelu. Po dotarciu na miejsce nastrój paczki znajomych zdecydowanie się obniżył. „Zadbali” o to urlopowi sąsiedzi, którzy urządzili sobie dziką imprezę i balowali do piątej. Byli bardzo głośni, uderzali w drzwi do sypialni pary.

Dziewczyny uznały, że lokatorzy z pokoju obok trochę się zagalopowali. Starsza „połówka” duetu poprosiła więc pracownika recepcji o opanowanie sytuacji. W odpowiedzi usłyszała, że „domówki” są akceptowane na terenie obiektu, więc w tej sytuacji niewiele można zrobić.

Interwencja nie umknęła uwadze gospodarzy zabawy. gdy Inglis wróciła na dół, zaczęli zachowywać się agresywnie i w niewybredny sposób komentowali seksualność głównych zainteresowanych oraz je same. Lauren raz jeszcze poszła do recepcji. Osoba poproszona o pomoc wprawdzie zwróciła uwagę na zakłócanie ciszy nocnej, ale kompletnie zignorowała homofobiczne zaczepki wobec jubilatki i jej towarzyszki życia.

“Niedopasowane”

Rozgoryczona Nicole zdecydowała się na kontakt z właścicielem Clifton Mount Hotel. Odpowiedź od Andy Singh’a trudno nazwać okazaniem szacunku klientowi. Na początku mężczyzna zarzucił Calder i Inglis kłamstwo, sugerując chęć wyłudzenia przez nie odszkodowania.

Według niego oczekiwanie na meldunek spowodowane było błędem transakcji dokonanej przy użyciu karty kredytowej. Poza tym, pokój autorek zażalenia był – zdaniem biznesmena – czysty. Kierownik przyznał ponadto, że to on chciał wejść do piwnicy, ale przebywał tam „mniej, niż minutę”, a jego celem było odpowiednie ustawienie bojlera, zgodnie z prośbą dziewczyn. Anglik odparł również zarzuty dotyczące homofobii balangujących gości.

”Tak, skarżyłyście się na grupę z na przeciwka, która stwierdziła, że nic takiego nie powiedziała, to po prostu Wasze słowo przeciwko ich słowu” – napisał kierownik ośrodka.

W kolejnym liście elektronicznym, będącym ripostą na obronną wiadomość tęczowej dwójki, Singh „wykazał się” wyjątkową bezczelnością. Obwiniał dziewczyny za „niewystarczające dostosowanie” do przebywania w hotelu i zasugerował, iż „ludzie tacy, jak one powinni być trzymani w klatce razem z innymi dzikimi zwierzętami”.

“Nieporozumienie”

Mieszkanki szkockiej stolicy były zawiedzione postawą człowieka, który powinien wzbudzać w swoich gościach zaufanie. Młode kobiety opowiedziały swoją historię Harriet Whitehead z “The Scottish Sun”.  Ich zamiarem było ostrzeżenie innych przed zatrzymywaniem się w opisywanym przez siebie przybytku. Z przeprowadzonego przez nie małego śledztwa wynika, że Singh nazywał „kłamcami” i „ćpunami” także innych krytyków jego hotelu.

Przedstawiciel branży turystycznej chciał bronić swojego punktu widzenia i też wystosował oświadczenie dla szkockiego magazynu. W jego treści zapewniał, że „w żadnym wypadku” nie ma nic przeciwko gejom i lesbijkom. Przedstawił Nicole i Lauren jako agresywne i skłonne do nadużywania alkoholu. Sugerował, że to one – wraz z przyjaciółmi – były prowokatorkami, a inni goście nie powiedzieli nic niestosownego. Na koniec podkreślił, iż nie toleruje kłamców i może udowodnić (dzięki nagraniom z kamery przemysłowej), że wczasowiczkom chodziło o refundację pobytu.

”Członek personelu wytłumaczył Nicole i jej grupie, że doszło do nieporozumienia i nie powinny czuć się niekomfortowo (…) Rankiem, w dniu wyjazdu, klientka trzasnęła kluczami i była bardzo nieuprzejma, a ja zostaję przy zdaniu, które wyraziłem w swoich e-mailach” – zaznaczył Singh.

Swoim poglądem na zaistniały stan rzeczy podzielił się jeszcze rzecznik Booking.com. Reprezentant portalu dla podróżników chwalił swoich kolegów i koleżanki za umożliwianie ludziom odkrywanie świata. Odpowiedzialny za kontakt z mediami pracownik mówił o braku tolerancji dla homofobii i obiecał zbadanie sprawy, które prawdopodobnie doprowadzi do usunięcia Clifton Mount Hotel z listy proponowanych przez portal punktów.

”Organizujemy też pełny zwrot kosztów dla tych gości i wspieramy je w każdy inny, możliwy sposób” – podsumował spec od PR.

A co Wy myślicie o tej sprawie? Kto, Waszym zdaniem, ma rację? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.

Źródła: .advocate.comgaystarnews.comthescottishsun.co.uk fot. metro.co.uk

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×