Aktualności Lifestyle 

O tęczowych związkach bez stereotypów – Rozmowa z Agatą Stasinską

Jak tęczowe związki wyglądają w rzeczywistości? Jak wygląda ich życie codzienne, intymność? I w jaki sposób łączą te sfery?  Jak radzą sobie z brakiem należnych im  praw? O wszystkich tych kwestiach w wywiadzie dla tygodnika “Polityka” opowiadała Agata Stasińska – autorka książki “Socjologia pary. Praktyki intymne w związkach nieheteroseksualnych”.

Pionierka

Trudno policzyć, jak często związki osób LGBTQ+ stają się obiektem rozmów. Bywa, że w tych dysputach są one postrzegane przez pryzmat stereotypów. Innym razem ktoś, kto o nich opowiada, zna realia życia kolorowych zakochanych i potrafi o nich opowiadać w sposób merytoryczny, inspirujący do otwarcia się na drugiego człowieka. Do takich osób należy m.in. Agata Stasińska – socjolożka oraz adiunkt w Instytucie Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Specjalistka w dziedzinie relacji społecznych w tym roku wydała książkę pt. „Socjologia pary. Praktyki intymne w związkach nieheteroseksualnych”.

“W polskiej literaturze nie ma, a w światowej jest bardzo mało, publikacji tak kompleksowo analizujących związki nieheteroseksualne. Należy podkreślić, że recenzowana praca jest pionierska i ważna poznawczo”– chwaliła Małgorzata Fuszara

Feministka doceniła zgrabne odnajdywanie się Stasińskiej zarówno w gąszczu teoretycznych opracowań, jak i wniosków nasuwających się w toku badań empirycznych. W jej ocenie, Stasińska niewątpliwie zasłużyła się dla gender studies i rodzimej socjologii. Nowatorskie podejście to spora zasługa projektu “Rodziny z wyboru w Polsce”, stanowiącego fundament tej publikacji. Wcześniejsze, polskie opracowania tematu tęczowych związków bazowały na informacjach pozyskanych podczas wywiadów pogłębionych. Agata Stasińska – wraz z Joanną Mizielińską (liderka przedsięwzięcia) i liczną grupą współpracowników – w toku trzyletnich badań korzystała także z innych metod.

Wśród nich wymienić można obserwację etnograficzną. Polegała ona na tym, że każda zaangażowana w badania rodzina, a było ich 21, przez miesiąc gościła etnografkę. „Kobiety cienie” towarzyszyły im albo przez kilka godzin, albo cały dzień, jeśli jeden z gospodarzy lub jeden z gospodarzy lub z gospodyń zostawali z potomstwem w domu. Wszyscy byli tak zmotywowani, że – pomimo trudności psychologicznych – wytrwali do końca.

Pogadajmy

Jednym z wątków, jakie poruszyła socjolożka jest komunikacja. Stasińska wspomina, jak zatrudnione na potrzeby projektu etnografki odnotowały kilkukrotne telefonowanie do partnerek, a następnie wspólne omawianie dnia twarzą w twarz. Jak zauważyła autorka, takie rozmowy są bardzo pomocne w budowaniu związku i pokonywaniu sytuacji konfliktowych. Dotyczy to zarówno pań, jak i par tworzonych przez mężczyzn. Oni, według autorki, spotykają się na tym polu z pewnymi trudnościami.

”Mężczyźni muszą wiele rzeczy przełamać; stereotyp, że mężczyzna ma być twardy, milczący i skryty. Nawet geje mają taki wzorzec w tyle głowy. (…) Z domu często wynieśli przekaz, że mężczyzna nie powinien okazywać uczuć czy wywnętrzać się przed partnerem” – tłumaczyła.

Warto przeskoczyć pewne wewnętrzne blokady, Bo jeśli partnerzy lub partnerki nie będą dyskutować – ich związek może na tym ucierpieć. A nie otrzymają pomocy z zewnątrz. Ich relacji nie zabezpieczy żadna norma prawna. Społeczeństwo raczej też nie będzie im kibicować. W pielęgnowaniu tego, co ich łączy, mogą liczyć głównie na siebie.

Seks i “cicha intymność”

Wychowanka Polskiej Akademii Nauk podkreśla również duże znaczenie bliskości. W ogóle nie zaskoczył jej fakt, że o seksie, jako jednym z bardziej istotnych elementów relacji przeważnie mówiły kobiety. Jej zdaniem przyczyną jest to, że „dla kobiet seks najczęściej ściśle wiąże się z miłością”. Panowie częściej wspominali o trosce, jaką darzą partnera. Ta “cicha intymność”warunkuje  drobne, lecz niezwykle ważne gesty. chociażby przygotowanie herbaty dla chorego partnera.

Funkcjonowanie tęczowych związków można łatwo zrozumieć, jeśli przyjrzymy się wzorcom związanym z płcią. Celem lesbijek (i innych kobiet nieheteronormatywnych) jest pokazanie, że łączy je „coś więcej”, niż przyjaźń”. Nie mają nawet odpowiedniego słowa, by określić swoją ukochaną, więc radzą sobie w inny sposób, podkreślając swoją seksualność. Geje, szczególnie młodzi pokazują, że – wbrew stereotypom – nie zależy im tylko na seksie i imprezach. Dążą głównie do tworzenia związków monogamicznych. Wpływ na te ambicje ma świadomość praw, jakie powinny być im dane. Marzą o ślubie, związku partnerskim.

“Związki otwarte pojawiają się raczej wśród starszych i też nie zawsze w nich tylko o seks, ale też wielomiłość, bliskość także z kimś trzecim” – powiedziała naukowczyni i dodała, że wielu z nich nadal ma w pamięci czasy, gdy założenie wspólnego gniazdka nie było możliwe.

Bliskość fizyczna to również przytulenie, pocałunki czy chodzenie za rękę. W Polsce, niestety, nadal wiąże się to z ryzykiem. Bywa, że nawet pary LGBTQ+, stale obwinianie o “obnoszenie się”, używają homofobicznych zwrotów gdy rozmawiają o okazywaniu sobie pozytywnych uczuć. Podczas, gdy na Zachodzie wymiar sprawiedliwości stoi po stronie miłości i równości, w Polsce prawo do czułości w miejscach publicznych czy życia intymnego w dalszym ciągu jest kwestionowane (np. przez CBOS).

Taki stan rzeczy jest słabym świadectwem dla nas jako społeczeństwa. Nie powinno być tak, że pary homoseksualne żyją w strachu, bo większość dyktuje im swoje warunki i przedstawia jako przeciwników które nie otacza ich żadną opieką. Przez takie podejście grupy uprzywilejowanej kolorowe rodziny żyją w strachu.

Rytuały

W związku z brakiem możliwości uprawomocnienia bliskich relacji, nieheteronormatywni zakochani wymyślają własne rytuały przejścia. Bardzo często są to spontaniczne prośby „o rękę”. Inna grupa preferuje wspólne planowanie ważnych chwil. W grę wchodzą wtedy wymiany obrączek, pasujące tatuaże, nieśmiertelniki wykonane dla siebie nawzajem,

Najbardziej skłonni do emocjonalnej rozmowy o zaręczynach byli mężczyźni. Oni też przywiązywali większą wagę do celebracji tego kroku. Jak zauważyła humanistka: “Mają świadomość, że takie zaręczyny nie są realną obietnicą ślubu, ale też – gdzieś z tyłu głowy – nadzieję, że może kiedyś będzie to możliwe”.

Jednemu z duetów, który pomógł w badaniach “Rodziny z wyboru w Polsce” udało się zaczarować do bólu praktyczną czynność w coś romantycznego. W ramach prezentu z okazji wkroczenia na nową drogę życia jeden z partnerów spisał testament na korzyść swojego wybranka. Było to niespodzianką, jaka wypłynęła całkowicie z jego inicjatywy, a potem doczekała się odwzajemnienia.

Zazdrośnicy?

Czynnikiem spajającym bywa też zazdrość. Pojawia się ona np. w momencie mówienia o swoich fascynacjach, zauroczeniach innymi osobami lub oddzielnego spędzania czasu. Bohaterkę wywiadu niepokoi jedna rzecz: zazdrość o kontakty z innymi przedstawicielami, przedstawicielkami środowiska LGBTQ+. Okazuje się, że nieheteronormatywni zakochani też potrafią kierować się stereotypami i martwią się, że bliska im osoba z ochotą skusi się na „skok w bok”.

To, z perspektywy Stasińskiej, przyczynia się do destrukcji barwnej społeczności. Bo ludzie zamiast sobie ufać, integrować się – myślą o znajomych swojej „drugiej połówki” jako zagrożeniu dla własnego związku. Tymczasem dobre kontakty z innymi parami, które odrzuciły wymogi hetero matriksa, może naprawdę podnieść na duchu. Udowodnić komuś, że nie jest sam. Według socjolożki aspekt ten jest jeszcze ważniejszy w przypadku rodzin z dziećmi.

“Rodziny z wyboru”

Takie komórki społeczne nazywane są “Rodzinami z wyboru”. Geneza tego określenia nie nastraja optymistycznie… Rodzice społeczni, czyli Ci, którzy przysposobili biologiczne dziecko towarzysza życia, nie mają do szkraba żadnych praw. Ich zaangażowanie w wychowanie pociechy przypomina wolontariat. Badania ilościowe wykazały, że w takim modelu rodziny żyje ok. 100–120 dzieci. Głównie są one owocem poprzednich związków. Liczba ta byłaby większa, gdyby kolorowe duety mogły skorzystać z metody in vitro.

Ostatnio interlokutorka Joanny Podgórskej włączyła się w kolejny projekt badawczy. Tym razem będzie pracować z Hiszpanami i Włochami. Wspólnie chcą pokonać bariery prawne i ułatwić pracę terapeutom, lekarzom i prawnikom, pomagającym m.in. rodzinom jednopłciowym. Pierwszym etapem jest zdiagnozowanie potrzeb. Drugim – stworzenie “kodeksu dobrych praktyk”.

“U nas to wszystko działa w szarej strefie. Nie możemy radzić profesjonalistom, by łamali prawo, ale możemy ich uczulić, by byli bardziej otwarci na takie rodziny i żeby więcej o nich wiedzieli”– podsumowała socjolożka.

Po partnersku

Naukowcy z całego Świata zgadzają się w jednym: związki osób LGBTQ+ są bardziej nastawione na życie w równouprawnieniu. Wynika to z faktu, iż nikt nie przygotował ich do tej roli, nie dostali instrukcji. Muszą więc wszystko ustalić samodzielnie. Nawet w tych rodzinach, gdzie pojawiają się elementy tradycyjnego modelu – matka społeczna po pracy szybko wraca do domu, by poświęcić maluchowi więcej czasu. Dla niektórych badanych ważne są też zasady religii katolickiej. Wtedy np. pojawia się potrzeba zaczekania z “pierwszym razem” na „tę jedyną” lub „tego jedynego”.

Pocieszające jest to, że w badanych rodzinach prawie nie występuje zjawisko przemocy. Stasińska zastanawiała się nawet, czy skala przemocy, jaką obrały z profesor Mizielińską, nie jest przesadnie wrażliwa na polską rzeczywistość. Przyznaje, że między uczestnikami dochodzi czasami do naruszenia prywatności. “Twarda” przemoc ma jednak miejsce sporadycznie. Czasami jej wskazanie utrudniają pewne różnice kulturowe.

”Badaczkom z klasy średniej niekiedy trudniej jest zrozumieć praktyki komunikacyjne par, które żyją w o wiele cięższych warunkach, mają trudne życie i inny repertuar środków do rozwiązywania problemów” – wyjaśniała.

Może być tak, że krzyki, szturchanie, wyśmiewanie wcale nie oznaczają, iż związek można nazwać przemocowym. Sama autorka „Socjologii Pary” ostrzega, że prawdopodobnie pomyliła się w swojej ocenie.

I żyli długo i szczęśliwie…

Może się okazać tak, że w końcu pojawi się ta upragniona szansa na sformalizowanie związku. Bo chociaż nie trudno spotkać się w naszym kraju z dyskryminacją, podsycaną przez partię rządzącą – po raz pierwszy związki jednopłciowe są akceptowane przez ponad połowę społeczeństwa. zawdzięczamy to, na pewno, kontaktowi ze światem zachodnim. Widzimy, że pewne regulacje są już uniwersalne. Dużą zasługę mają w tym także pary wybierające otwarty styl życia. Bo motywują do przemyśleń. Kiedy widzimy, że Ci ludzie funkcjonują “w zwykły sposób”, odmawianie im podstawowych praw wydaje się być bezsensowne.

Wyjaśnieniem tego paradoksu może być, ponad to, ogólny sprzeciw wobec frakcji Jarosława Kaczyńskiego. Aktywiści nie zgadzający się z polityką PiS wzajemnie sobie pomagają. Na liście postulatów, które im przyświecają, są również te, które dotyczą problemów naszego środowiska. W tym roku w Paradzie Równości uczestniczyło aż 4,5 tys. osób. Oznacza to, że łamanie naszych praw jest dla mieszkańców Polski coraz bardziej oczywiste.

Aktywiści LGBTQ+ się odwdzięczają i biorą udział w innych demonstracjach: ochronie niezawisłego sądownictwa, czarnych protestach. Wiedzą też, jak ważna jest empatia i zrozumienie. A te są niemożliwe do pielęgnowania bez czynnika osobistego kontaktu. Ogromne znaczenia ma jeszcze przekaz medialny. Stasińska zauważa, iż dziennikarze coraz częściej podejmują się prób ochrony demokracji, walki o bardziej świetlaną przyszłość.

Psycholożka prognozuje, że pozytywna dla tęczowej społeczności może nastąpić dopiero w następnej dekadzie, a na razie nie możemy mówić nawet o lepszym “pojutrze”. A jak Wam się wydaje? Kiedy w końcu będzie normalnie? Zachęcamy do dyskusji! Jesteśmy też ciekawi, czy bylibyście gotowi wziąć udział w podobnym badaniu.

Źródła: nomos.pl, “Polityka” nr. 29 (3169)
Fot. Instytut Psychologii PAN

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×