Aktualności Lifestyle 

Miłość połączyła Koszalinian

 

W sobotę (06.04.2019) z Placu Polonii ruszył pierwszy, koszaliński Marsz Równości. Pomimo kilku incydentów z udziałem konserwatystów, połączeni miłością mieszkańcy oraz przybysze i przybyszki z innych miast radośnie dotarli do mety. W spacerze uczestniczyło około 1000–1200 osób, a jego sukces przeszedł najśmielsze oczekiwania organizatorów.

Koszalin miastem miłości

Ostatnia sobota (0.04.2019) była wyjątkowym dniem dla osób LGBTQ+ żyjących w Koszalinie (i nie tylko!). To właśnie wtedy odbył się przecież pierwszy, lokalny Marsz Równości! Do zorganizowania tego pięknego wydarzenia zmotywowały miejscowych działaczy trzy cele, które przyjęli za swoje także pozostali uczestnicy.

Pierwszym z nich jest „zamanifestowanie pełnego wsparcia dla postulatów społeczności LGBT+” oraz wyrażenie „pełnej solidarności” z tą grupą. Ważnym powodem jest także mobilizacja do sprzeciwu wobec „wszelkiej dyskryminacji ze względu na orientację psychoseksualną, poglądy, płeć oraz wiarę lub jej brak”, a z drugiej strony – „pokazanie, że tolerancja, miłość i życzliwość są silniejsze niż nienawiść, pogarda i wykluczenie”.

Warto wspomnieć, że wielkie zasługi w kontekście realizacji „święta demokracji, wolności, tolerancji i wzajemnej życzliwości” miał wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego. Tomasz Sobieraj nie tylko niezwłocznie i pozytywnie odpowiedział na prośbę o udzielenie bajecznemu zgromadzeniu swojego patronatu, ale zdecydował się też na finansowe wsparcie inicjatywy.

Na miejsce dotarliśmy kwadrans przed rozpoczęciem Marszu. Na placu Polonii, w okolicach koszalińskiej Biblioteki, stał już samochód jadący później na przedzie marszu oraz tęczowy Icarus. Zebrała się tam także całkiem spora już grupa osób. A każda z nich wyjątkowa – z własnym pomysłem na wyrażenie siebie i odwagą, by to robić. Jak pewnie się domyślacie, dla garstki Koszalinian i ich gości jedną z ulubionych metod pokazywania swojego „ja” było przygotowanie zabawnych, wzruszających i zaskakujących transparentów. Nam najbardziej przypadł do gustu znak oznajmiający iż „homofobia jest gejowa”.

Duże wrażenie zrobiła też na nas tablica ze słowami o chronieniu dzieciaków przed tą – jakże szkodliwą – postawą oraz kolorowe serca przygotowane przez zaangażowanych rodziców. Na kartonowych symbolach miłości mogliśmy przeczytać: „Rodzice murem za dziećmi”, czy „Zawsze możesz na mnie liczyć – mama”.

Cieszy bardzo obecność na marszu rodziców manifestujących wsparcie dla swoich homoseksualnych dzieci. Jakkolwiek co jakiś czas pojawiają się postulaty legalizacji jednopłciowych związków partnerskich, nie należy zapominać, że póki co – nic kompletnie z takich postulatów nie wynika. Pamiętać trzeba o “Polsce dla Polaków”, że nie ma w kraju miejsca dla środowisk homoseksualnych, które “przebywają w kraju nielegalnie” albo, że istnieją niepotrzebnie. Tak twierdzi wciąż spora część społeczeństwa. Tymczasem opresja słowna i prawna wyrzuca homoseksualnych obywateli i obywatelki na margines, obudowuje rzeczywistość stereotypami, z którymi niezwykle ciężko jest walczyć zarówno rodzicom, jak i aktywistom społeczności LGBT+.

Obecni podczas imprezy rodzice osób homoseksualnych byli znakomitymi głosami poparcia dla swoich dzieci, którym bezsprzecznie przysługują takie same prawa jak innym obywatelom. Rodzice spełnili swój obowiązek: wychowali i wykształcili “potomków” (lub wciąż wychowują i kształcą), nie powinno więc nikogo dziwić, że chcieliby dla nich spokojnej i bezpiecznej przyszłości.

Tak, taka postawa wciąż nie jest w Polsce popularna. Tym bardziej zasługuje na szacunek.

Każdy może być księżniczką

Gdy spacerowaliśmy sobie w okolicy punktu startu, zauważyliśmy moc uśmiechów ludzi z różnych stron Polski i wyczuliśmy pozytywną energię, jaką emanowali. Część z nich brała udział w lekcji zumby, prowadzonej przy pomniku Więzi Polonii z Macierzą przez Wiktorię RybakMateusza Koperskiego, część pląsała gdzieś dalej. Niektórzy rozmawiali, spotykali się ze znajomymi lub poznawali nowych. „Polowali” na okazjonalne gadżety (baloniki, chorągiewki, przypinki), korzystali z oferty stoiska z malowaniem twarzy, „częstowali się” prezerwatywami od Siostry Nieustającej Przyjemności lub podpisywali się na listach wyborczych. A organizatorzy korzystali z ostatnich chwil na to, by dopiąć wszystko na ostatni guzik.

Na każdego i każdą z obecnych przy kolorowym autobusie czekała ramka na zdjęcia – rysunek królewny z owalną dziurą na twarz pozującego lub pozującej i hasłem „Każdy może być księżniczką”. Bo może. Wszyscy mamy prawo błyszczeć, jeśli mamy na to ochotę i nie krzywdzimy przy tym innych.

Zgromadzenie oficjalnie rozpoczęło się pochwaleniem zebranych, którzy – pomimo prób zastraszania, wzięli udział w spacerze. Była też „minuta ciszy” na cześć tragicznie zmarłego Pawła Adamowicza i chwila na okazanie wdzięczności sympatyzującemu z nami wicemarszałkowi Sobierajowi (samorządowca nie było jednak w tłumie). Jeden z „ojców założycieli” marszu, czyli Jacej Wezgraj, przestrzegł przed wchodzeniem w jakiekolwiek interakcje z przedstawicielami kontrmanifestacji Mateusza Wojtanowskiego z ONR, jaka czekała na nas przy ulicy Andersa.

Kilka minut później, wraz z innymi „jednorożcami” ruszyliśmy w drogę. Spacer w rytmie największych „gejowskich hymnów” umilała nam wyjątkowo korzystna aura oraz nawiązanie kontaktu z chętnie pozdrawiającymi nas mieszkańcami i mieszkankami.

W dobry nastrój wprawiało nas ponadto dzielenie się z Koszalinem naszym przesłaniem miłości – raz na jakiś czas hity takie, jak „I’m Still standing” czy „Born this way” zagłuszaliśmy bardzo ważnymi słowami. Wśród skandowanych przez nas haseł wyróżnić możemy „Homofobia – to się leczy”, „Każdy inny, wszyscy równi”, „Róż, brokat, antyfaszyzm” i znowu: „Każdy może być księżniczką”. A to tylko część tego, co mieliśmy do wykrzyczenia. Wszystko to, co chcieliśmy wyrazić słychać było wzdłuż ulic: Kościuszki, Piłsudskiego, Traugutta, Zwycięstwa,

Najpiękniejszy, najtrudniejszy moment

Meta I Marszu Równości w Koszalinie mieściła się na Rynku Staromiejskim. Ale zanim nastąpił moment rozwiązania zgromadzenia i rozejścia się w swoje strony – przyszedł czas na krótkie przemówienia. A jednym z głównym tematów tych wystąpień było bronienie dzieci przed homofobiczną nienawiścią.

Istotny głos w tej sprawie spłynął od Julii Maciochy, która zaangażowała się w przygotowanie pierwszego tęczowego marszu w historii zachodniopomorskiego miasta. Prezeska zespołu pracującego nad przygotowaniem Parad Równości opowiedziała się po stronie dzieciaków, które codziennie słyszą w szkole przykre słowa. Działaczka stojąca na czele Fundacji Wolontariat Równości z jednej strony oceniła dzisiejsze czasy jako „najpiękniejszy” (ze względu na „niesamowite przebudzenie tęczowej mocy”) moment w historii naszej społeczności, z drugiej zaś nazwała ten okres „najtrudniejszym” dla polskiego ruchu LGBTQ+.

Za jakiś czas nasi potomni będą się dziwić, że w 2019 r. mieliśmy sondy latające na Marsa, w smartfonach Internet, a ludzie nie mogli wziąć ślubu z osobą, którą kochają, nie mogą być sobą – tłumaczyła dzielna aktywistka.

Po chwili Julia zaznaczyła, że razem zmienimy ten stan rzeczy dzięki temu, że wychodzimy do ludzi i pokazujemy, że szczerze się kochamy i daleko nam do zwyrodnialców gwałcących przedszkolaki. Od siebie chcielibyśmy dodać, że – wbrew opinii sceptyków – nie jest to żadne „obnoszenie się” (zresztą, o wiele lepiej okazywać sobie publicznie miłość, czułość, przyjaźń niż homofobię), a domaganie się praw, które powinniśmy mieć zagwarantowane tak samo, jak osoby heteroseksualne.

Tęczowa Wiosna, tęczowa rewolucja

W potencjał wielobarwnej energii drzemiącej w Polakach i Polkach uwierzyli także członkowie i członkinie Tęczowej Wiosny – nowej grupy powołanej w ramach Wiosny Roberta Biedronia. Sekcja ta, jak podkreślił sam lider w okazjonalnym nagraniu, obrała sobie za cel zagwarantowanie wszystkim obywatelom i obywatelkom praw do cieszenia się miłością wolną od reglamentacji.

”Czy powiedzmy trzy lata temu ktoś by uwierzył, że to #Koszalin a nie Warszawa? Chciałoby się powiedzieć, że „tęczowa rewolucja ogarnęła całą Polskę”; –)” – czytaliśmy na twitterowym koncie podzespołu partii założonej przez byłego prezydenta Słupska.

Co ciekawe, do grona „jaskółek” należą też m.in. organizatorzy sobotniej przechadzki. Zarówno Jacek Wezgraj, jak Katarzyna Paprota są wiosennymi kandydatami do Europarlamentu, startującymi z okręgu nr 13. W związku z tym, na trasie pierwszej w tym roku wyprawy po równouprawnienie mogliście zauważyć sztandary „Wiosny” – unoszące się pod błękitnym niebem obok flag tęczowych, „Miśkowych”, unijnych lub flag Grupy Stonewall. Mieliście również okazję do wejścia w szeregi drużyny Roberta Biedronia i podarowania jej szansy na kandydowanie do Europarlamentu.

100 smutnych chłopców

Pomimo, iż Marsz przebiegł raczej spokojnie, mieliśmy też do czynienia z kilkoma incydentami. Służby mundurowe zatrzymały po drodze trzy osoby. Dwie z nich zawiniły znieważeniem, jedna dopuściła się zakłócenia porządku.

O dziwo, umiarkowanym spokojem wykazała się setka narodowców, czuwających na terenie delegatury Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. Do tej grupy należał m.in. poseł związany z działalnością polityczną Pawła Kukiza. Stefan Romecki chwalił się tradycyjnymi rolami odgrywanymi w swoim życiu i pouczał, że – zgodnie z wyznawaną przez niego wiarą – „Trzeba być blisko Boga”. Szkoda tylko, że nie zrozumiał istoty miłości do bliźnich. Wypadałoby odrobić lekcje, czyż nie?

Taki sam zarzut skierować możemy zresztą również do Jana Kazimierza Adamczyka. Duchowny moralizował i dyktował co jest „normalne”, a co nie, mobilizując do zwalczanie „zła”. A niegodziwością w jego osądzie jest, rzecz jasna, „propaganda lewicowo-liberalna, która dąży do zniszczenia tradycyjnego modelu rodziny naszego społeczeństwa.”

”Bardziej pozytywnie”

Nieśmiało przypominamy, że I Koszaliński Marsz Równości nie był jedynym tęczowym wydarzeniem, w którym mogliście uczestniczyć w miniony weekend. Od 10.00 w miejskiej Bibliotece trwały pokazy filmów z motywem LGBTQ+, połączone z dyskusją na ich temat. Naszym zdaniem udział w takim przedsięwzięciu to dobry sposób na uzdrowienie ludzi z bezsensownej wrogości wobec nas. Żeby tylko chociaż spróbowali zrozumieć. Miejmy nadzieję, prędzej czy później to nastąpi, a dyskryminacja przejdzie do niechlubnej historii…

W kontekście bzdur wypowiadanych przez narodowców i ich ekipy pocieszające jest natomiast to, że grupka ta nie była w stanie pogorszyć nastrojów działaczom, wolontariuszom i ich gościom.

Było fantastycznie. Było więcej ludzi, było bardziej kolorowo i jeszcze bardziej pozytywnie, niż się spodziewaliśmy. Myślę, że to będzie impreza, o której będziemy mówić jeszcze długo. I chyba sami sobie tak wysoko podnieśliśmy poprzeczkę, że będzie to od nas wymagało wiele wysiłku, żeby za rok zrobić jeszcze lepszy marsz – cieszył się Jacek Wezgraj.

Społecznik pochodzący z zachodnich zakątków Pomorza podziękował nam przy tym za zachowanie dyscypliny i bezproblemowe wykonywanie poleceń stróży prawa, z którymi pozostawał w kontakcie na dwa tygodnie przed pierwszą w historii miasta celebracją kolorowej miłości i którzy, jak sam przyznał, wykonali „fantastyczną pracę”. Aktywista Zachwycał się dodatkowo odwagą i poczuciem swobody, szczególnie młodych ludzi.

A czy Wam udało się przyjść lub przyjść lub przyjechać na pierwszy marsz w Koszalinie? Jak wrażenia? Koniecznie pochwalcie się w komentarzach!

Źródła: szczecin.wyborcza.plgk24.plfakty.interia.plmsn.comyoutube.com, facebook.com [1] [2]

Fot. Dariusz Staropiętka / Stardar Design

Polecane artykuły

Zostaw komentarz