Aktualności Lifestyle Prawo 

Jak obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości?

W tym roku po raz setny obchodziliśmy odzyskanie niepodległości przez Polskę. Obchodom tego patriotycznego święta jak zwykle towarzyszy wiele emocji – i tych pozytywnych, i tych niezbyt miłych.

Początki świętowania

W 1918 r. Polska odzyskała niepodległość. Uwolnienie się od zaborców nastąpiło po 123 latach. Był to jednak dość dość złożony proces, trwający od pierwszej połowy od wydania „Aktu 5 listopada” (05.11.1918 r.) do początku Powstania Wielkopolskiego, jakie wybuchło na terenie Prowincji Poznańskiej (27.11.2018).

Wczorajsza data została wybrana na mocy ustawy z 1937 r. Po ośmiu latach święto zniosła Krajowa Rada Narodowa, a jego przywrócenie nastąpiło dopiero w toku transformacji systemowej (1989 r.).

Przesłankami do uhonorowania jedenastego dnia listopada była ówczesna sytuacja społeczno-polityczna Polski oraz zakończenie I wojny światowej (było to możliwe dzięki zawarciu rozejmu w Compiègne). Gdy nadszedł ten pamiętny dzień, Józef Piłsudski był już w Warszawie. Marszałek dzień wcześniej przyjechał do stolicy z Magdeburga. Jak przypomina Andrzej Krajewski, plotkami o jego przybyciu „żyła cała stolica”.

Niedługo po przyjeździe do Polski (22.11.2018) Piłsudski przejął władzę i mianował się naczelnikiem. O jego przewadze nad innymi (np. Wojciechem Korfantym) pretendentami do sprawowania władzy świadczyło np. dowództwo w walce z Rosjanami. Najważniejszy był jednak fakt, że jako jedyny znany polityk ryzykował życie w walce o niepodległość.

Warto pamiętać, że w tym samym roku doszło doszło do przyznania Polkom praw wyborczych! Piłsudski dokonał tego jednak po okresie pewnej zwłoki. Polityk bał się, że panie nie będą wiedziały, jak głosować. Naczelnik ugiął się dopiero wtedy, gdy delegatki ze Zjazdu Kobiet otoczyły jego willę. Buntowniczki przez kilka godzin chodziły wokół posesji, stukały parasolkami i domagały się wpuszczenia na salony. W dążeniu do celu nie przeszkodził im nawet siarczysty mróz. Niezły Girl power, prawda?

Nacjonalizm jednak przeszedł

Co mają wspólnego Hanna Gronkiewicz – Waltz i Rafał Dutkiewicz? Między innymi to, że oboje sprzeciwili się propagowaniu wypaczonego pojęcia patriotyzmu. I oboje ostatecznie odnieśli porażkę. Ale zacznijmy od początku…

We wtorek (06.11.2018) prezydent Wrocławia nie udzielił zgody na organizację „Marszu Polski Niepodległej”. Odmowna odpowiedź rozgniewała dwóch sławetnych antysemitów – koordynatora wydarzenia, czyli Piotra Rybaka oraz Jacka Międlara.

Były ksiądz postanowił, że swojemu zdenerwowaniu da upust w internecie. Za pośrednictwem Twitter’a nazwał włodarza „polonofobem” i zarzekał się, iż włodarz „nie będzie dyktował warunków” jemu i Rybakowi.

”Na wrocławskim marszu nie ma miejsca na polit-poprawny bełkot!” – odgrażał się eks duchowny.

Następnego dnia nienawistny duet wczesnym popołudniem wybrał się do sądu, by złożyć odwołanie od decyzji polityka. Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości w toku niejawnego posiedzenia przychylili się, niestety do stanowiska powodów. Decyzja zapadła w czwartek (08.11.2018).

Niepomyślna dla zwolenników równouprawnienia decyzja zapadła również na wokandzie Sądu Apelacyjnego, do którego zwrócił się Dutkiewicz z zażaleniem na decyzję sądu okręgowego. Władze miasta zaznaczyły jednak, że magistrat będzie bacznie obserwować zachowanie uczestników pochodu i w asyście policji rozwiąże zgromadzenie, jeżeli zauważy chociaż jeden przypadek złamania prawa.

Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała organizacji Marszu Niepodległości w środę (07.11. 2018). Podobnie, jak we Wrocławiu, doszło do odwołania się organizatora (Stowarzyszenie Marsz Niepodległości) do Sądu Okręgowego i Oddalenie skargi władz miasta w Sądzie Apelacyjnym. Ostatecznie Marsz Niepodległości został uznany za legalny.

Zanim ten wyrok zapadł – prezydent i szef rady ministrów postanowili, że z okazji setnego Dnia Niepodległości urządzą w Warszawie uroczystość państwową. Mateusz Morawiecki i Andrzej Duda za pośrednictwem szefa Kancelarii Premiera porozumieli się z zespołem Roberta Bąkiewicza, ale ten przedstawił stronie rządowej warunki kompromisu. Główne wymaganie narodowców dotyczyło zachowania przez nich podmiotowości.

”Jak Msze Papieskie”

Wspólny, ale podzielony „Marsz Biało – Czerwony” pod patronatem państwa (!) rozpoczął się o 15.00, a zainaugurował go prezydent RP. Głowa Państwa dziękowała za przyniesienie ze sobą flag o tych samych barwach.

”Chcę, żebyśmy szli pod naszymi biało-czerwonymi sztandarami razem, w atmosferze radości i w atmosferze hołdu” – zachęcał Andrzej Duda.

Po wystąpieniu polityka przyszła pora na śpiewanie hymnu. A następie na “spacer”. Pierwsi w drogę ruszyli przedstawiciele świata polityki i zaproszeni przez nich goście. Gdy dotarli do Mostu Poniatowskiego, w ich ślady poszli sympatycy Bąkiewicza. Nie każdy z nich dotrzymał umowy ze stroną rządową. Część uczestników dzierżyła w dłoniach sztandary ONR, zawierające w sobie faszystowski symbol falangi. Na transparentach utrwalili groźbę „śmierci wrogom ojczyzny” czy życzenie „lewej stronie” dobrej nocy (zobrazowane grafiką człowieka kopiącego drugą osobę). Narodowcy nie powstrzymali się również od wykrzykiwania agresywnych haseł (także homofobicznych).

Do skrajnych prawicowców dołączyli także ich koledzy z włoskiej grupy „Forza Nuova”. U ich boku maszerowali ponadto nasi rodzimi żołnierze. Na Marsz mieli przyjechać także “Szturmowcy” z Ukrainy, ale na granicy zostali zawróceni. Na terenie całej Polski ABW zatrzymało ponad sto osób podejrzanych o posiadanie materiałów wybuchowych lub pomoc terrorystom z innych krajów. W całym wydarzeniu łącznie udział wzięło ponad sto tysięcy osób, co bardzo ucieszyło Roberta Bąkiewicza. Na uroczystości końcowej szef nacjonalistów oznajmił pobicie rekordu frekwencji.

”Ten marsz jest największy, gigantyczny, tak jak kiedyś msze papieskie” – ekscytował się inicjator wydarzenia.

Mężczyzna mówił też o „zepsuciu” polityków przeciwnych pochodowi, zakończeniu wojny polsko – polskiej i zapotrzebowaniu na “nowe elity, które przejmą władzę mentalną nad Polakami”. Raczej podziękujemy za taką pomoc. Potrafimy myśleć samodzielnie…

Następnie na scenie pojawił się prowadzący modlitwę kombatant Narodowych Sił Zbrojnych, a za nim Chór śpiewający Bogurodzicę i „inne pieśni religijne”. Swoje „pięć minut” miał też m.in. Andrzej Rosiewicz.

Dramatyzm sytuacji podkreślała czerwień rac, zmieszana ze smogiem. Pierwsze ładunki pirotechniczne zostały odpalone już podczas hymnu. Potem było spokojniej, ale w centrum  stolicy właściciele petard uaktywnili się najbardziej. Według raportu ekologów z WAS, „około godz. 16 czujniki powietrza wykazywały jeden z najwyższych stopni zanieczyszczenia”

Przykre jest to, że nikt uprawniony do rozwiązania tego zgromadzenia nie zdecydował się na taki krok.

Pociesza natomiast fakt, że ulicami Warszawy przeszedł też marsz antyfaszystów oraz to, że wiele osób nie dało się zmanipulować Bąkiewiczowi i jego załodze.

„(…) tłum nie podchwytuje haseł narodowców. O białej sile i katolickiej Polsce skandują tylko kilkuosobowe grupki. Reszta patrzy po sobie zakłopotana.” – pisała Aleksandra Sobczak z „Wyborczej”.

”Tęczowy blok”

Chęć udziału w przemarszu zgłosił m.in. Mikołaj Kastor Klubiński. Mężczyzna postanowił, że utworzy „Tęczowy blok” w celu pokazania, że umiłowanie ojczyzny nie jest obce osobom LGBTQ+. Na Facebook’u utworzył dedykowane akcji wydarzenie „Tęczowa Niepodległość” i skontaktował się z prezesem Stowarzyszenia Marsz Niepodległości w celu uzyskania zgody na udział w pochodzie.

Pomysł maszerowania z narodowcami pod koniec października (30.10.2018) skrytykowały polskie organizacje LGBTQ+ (m.in. Kampania Przeciw Homofobii, Miłość nie Wyklucza, Fabryka Równości, Stowarzyszenie Queerowy Maj). W oświadczeniu wydanym na ten temat aktywiści uczulili na zagrożenie, jakie niesie ze sobą udział przedsięwzięciu.

”Pojawienie się nielicznej grupy z tęczowymi flagami wśród wielotysięcznego tłumu, wrogo nastawionego do ideałów i wartości naszej społeczności, to narażanie się na ogromne niebezpieczeństwo”– ostrzegali.

Działacze zwrócili uwagę na mowę nienawiści, jaką w ostatnim czasie intensywnie posługiwali się nacjonaliści na swoich profilach w mediach społecznościowych. Społecznikom trudno było uwierzyć, jakoby sympatycy skrajnej prawicy mieli ochotę i możliwość zaakceptowania tęczowego bloku i zapewnienia mu ochrony.

Kolorowych filantropów zaniepokoiła również kwestia poufności danych. Ekipy NGO – sów wyraziły obawę, że zebrane przy pomocy specjalnych formularzy informacje mogłyby trafić do niepowołanych osób. I że te bardziej agresywne jednostki nie powstrzymałyby się przed wykorzystaniem pozyskanej wiedzy do wyrządzenia komuś (np. przyjezdnym szukającym noclegu) krzywdy. W argumentacji aktywistów uwzględniona została również kwestia pojmowania istoty patriotyzmu.

”Jesteśmy przekonani, że patriotyzm to postawa, która zyskuje na wartości, gdy jest manifestowana na co dzień, a nie raz do roku, w atmosferze poważnego zagrożenia. Nasz patriotyzm to troska o małe ojczyzny, angażowanie się w sprawy społeczne, udział w wyborach czy stawanie w obronie wartości konstytucyjnych” – tłumaczyli.

Taką wizję przywiązania do raju nad Wisła przeciwstawili atmosferze, która od wielu lat panuje  na Marszach organizowanych przez narodowców. Ci od dawna nawołują do nienawiści wobec konkretnych grup społecznych i je zastraszają. Przypominamy, że w 2013 r. chuligani spalili tęczę na Placu Zbawiciela. Osoby działające na rzecz osób LGBTQ+ zaznaczyły, że wzięcie udziału w Marszu Niepodległości byłoby tożsame z popieraniem postaw organizatorów, „legitymizowaniem nienawiści” oraz „współtworzeniem przestrzeni wykluczania”.

Ich opinia na temat „Tęczowego Bloku” jest jednogłośna: inicjatywę Klubińskiego „trudno” im traktować „inaczej, niż jako prowokację”. Społecznicy apelowali na koniec o niedołączanie do „Tęczowego bloku” i ostrzegali, że pomysłodawcy (Mikołaj Kastor Klubiński i Oliwer M. Grzonka) nie przynależą do naszej społeczności ani nie mają świadomości istniejącego niebezpieczeństwa.

”Ich prowokacja, zabawa czy w najlepszym wypadku naiwność może skończyć się tragedią” – alarmowali.

Tęczowy „koliber”

Ostatecznie Mikołaj Kastor Klubiński nie otrzymał oficjalnej odpowiedzi od prezesa SMN, a o odmowie dowiedział się z materiału video Krzysztofa Lecha Łukszy. Robert Bąkiewicz, który udzielił mu wywiadu, stwierdził, iż jego klub „nie widzi” na marszu nikogo z tęczowymi flagami. W jego ocenie „patrioci po prostu patrzą na środowiska „dewiantów” jako środowiska, które są zagrożeniem dla spójności narodowej, dla rodziny przede wszystkim”. Dodał też, że „promocja takich zjawisk” doprowadza do „osłabienia narodu”.

Lider „Tęczowej Niepodległości”, który miał kontaktować się także z prezydentem RP zadeklarował, że fakt odrzucenia zgłoszenia przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości bardzo go zasmucił (dał temu wyraz w treści wydanego przez siebie oświadczenia). Podkreślił ponadto, że „wbrew wszelkim przesłankom” chciał – wraz ze swoimi sympatykami – „spróbować tego specjalnego dnia pogodzić nasze różnice i wspólnie zamanifestować naszą miłość do Polski”.

Sprawa została zamknięta po dowiedzeniu się przez Klubińskiego, że prezydent będzie szedł na przedzie, otoczony kordonem żołnierzy (wcześniej rzekomo zaprosił kolorową grupę na rządową część pochodu), a za nim podąży marsz przygotowany przez Bąkiewicza . Do uczestnictwa „Tęczowego boku” w “Biało – Czerwonym Marszu” nie doszło. Ale przywódca grupy się nie poddaje i snuje plany na przyszły rok.

Jak przypomina Vice.com, Mikołaj Klubiński „dotychczas był kojarzony raczej ze stowarzyszeniem Koliber, mającym na swoim koncie akcje przeciwko środowiskom LGBT”. Kontrowersje wzbudził też swoimi (opublikowanymi w 2016 r.) półnagimi zdjęciami z psem.

Oskarżany o niecne zamiary (m.in. z powodu zaangażowania w zbiórkę pieniędzy na Marsz Niepodległości) aktywista przyznał, że pomimo „poruszania się po środowiskach troll-netowych”, jego intencje są szczere i „chce coś zmienić”.

Wszystkie Flagi prezydenta

Wróćmy jeszcze na chwilę do prezydenta Dudy. Tydzień temu głowa władzy wykonawczej w towarzystwie swojej małżonki wysłała do polskich urzędów 43 500 polskich flag. Paczki dotarły do samorządów każdego szczebla: od osiedlowych po wojewódzkie. Marzeniem polityka było to, by w południe „wszyscy razem stanęli i odśpiewali nasz hymn”. Prezydent RP przypomniał również, że sam będzie jedną z osób, które zaintonują „Mazurek Dąbrowskiego” przy grobie Nieznanego Żołnierza.

Andrzej Duda na wysyłaniu flag dla urzędników nie poprzestał. Prezydent symbolem narodowym obdarował również duchownych z Jasnej Góry. Stumetrowa flaga Polski zawisła na wieży sanktuarium na pamiątkę zastąpienia austro – węgierskiego posterunku przez żołnierzy 2. Pułku Piechoty. Portal prezydent.pl przypomina, że „wkrótce potem nad klasztorem powiewały biało-czerwone flagi”.

Nawet, jeśli Andrzej Duda sprezentowałby komuś kilometrową flagę, nie zmieniłoby to faktu, że jego postawę na próżno nazywać pro- obywatelską. Jednym z dowodów jest wywiad, jakiego w sobotę (10.11.2018) głowa państwa udzieliła Naszemu Dziennikowi. Prezydent mówił o podziałach w społeczeństwie, a w szczególności o tym „pomiędzy zwolennikami demokracji liberalnej a demokracji chrześcijańskiej”.

I chociaż zwierzchnik władzy wykonawczej zaznaczył, iż „obowiązkiem władzy jest wysłuchać różnych argumentów” – zgodził się z dziennikarkami, według których związki homoseksualne i nauczanie o „ideologii gender” można ocenić jako „współczesne nadużycie wolności”.

Przytaknął im również wtedy, gdy pytały o dostrzeganie „takich zagrożeń” i konieczność „przeciwdziałania takim zjawiskom”. W pewnym momencie redaktorki poprosiły prezydenta o zajęcie stanowiska wobec ewentualnego powstania „ustawy zakazującej propagandy homoseksualnej i gender w szkołach albo w harcerstwie”.

Według Andrzeja Dudy, „absolutnie taka propaganda nie powinna mieć miejsca w szkołach”. Jego zdaniem dzielenie się rzetelną wiedzą o różnorodności wymaga konsekwentnego i spokojnego sprzeciwu. Polityk przynał, że nie wykluczyłby poważnego zastanowienia się nad podpisaniem takiej ustawy, gdyby  taka powstała  i była „dobrze napisana”.

Tymi słowami prezydent Duda raz jeszcze pokazał, że nie zależy mu na dobrostanie wszystkich obywateli. Jak sam stwierdził – „społeczeństwo jest zróżnicowane”. Dlaczego więc nie może tego uszanować i zrozumieć, że nie wszyscy Polki i Polacy są heteroseksualni, a dzieciaki LGBTQ+ potrzebują wsparcia? Apelujemy o refleksję nad tym, że oddawanie czci symbolom narodowym nie wystarczy. Ważna jest empatia i to, żeby nikt nie był „zostawiony na lodzie”.

Mamy nadzieję, że pan prezydent kiedyś dojrzeje do otwartości na innych, czego serdecznie mu życzymy. Proponujemy również, żeby następnym razem – zamiast wydawać fortunę  z budżetu państwa na flagowe prezenty –  zainwestował raczej w edukację antydyskryminacyjną. Im więcej osób zrozumie, że Polska jest dla wszystkich, tym lepiej.

Życzenia

Pomimo rozgoryczenia tym, co obecnie dzieje się w Polsce – wierzymy, że za jakiś czas świętowanie tego ważnego dnia przebiegnie w dużo bardziej przyjaznych okolicznościah.

Podobnie, jak zespół MNW dostrzegamy potencjał różnorodności i zdolność  naszej ojczyzny do bycia bardzo kolorową (co potwierdziła np. ilość Marszów Równości, jakie odbyły się w tegorocznym sezonie). Podobnie, jak drużyna Huberta Sobeckiego życzymy nam również wprowadzenia równości małżeńskiej („Bo Niepodległość nie wyklucza!”) i wielu innych przejawów traktowania nas jak pełnoprawnych obywateli, jakimi  jesteśmy.

Źródła: Robert Biedroń, Nowy Rozdział (s.62) , tvn24.pl , pl.wikipedia.org, newsweek.pl, prezydent.plwiadomosci.gazeta.ploko.press,   wyborcza.plvice.com, kph.org.pl, wroclaw.wyborcza.pl  [1] [2] ,  wiadomosci.wp.pl  [1] [2]  [3],   facebook.com  [1] [2] [3]     tokfm.pl [1] [2] fot. dzialaj.akcjademokracja.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×