Prawny pat w sprawie korekty płci

Autor: RS

Spór o praworządność w polskim wymiarze sprawiedliwości uderzył w jedną z najbardziej newralgicznych kwestii społecznych – procedurę uzgadniania płci. Sąd Rejonowy w Białymstoku, rozpatrując sprawę sprostowania aktu urodzenia małoletniego dziecka, zdecydował się na skierowanie serii pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sędziowie mają fundamentalne wątpliwości, czy ubiegłoroczna uchwała Sądu Najwyższego, która miała uprościć życie osobom transpłciowym, w ogóle obowiązuje i czy nie narusza unijnych standardów ochrony życia prywatnego.

W marcu 2025 roku Izba Cywilna Sądu Najwyższego podjęła uchwałę (sygn. III CZP 6/24), która na pierwszy rzut oka wydawała się krokiem milowym. Zgodnie z jej treścią, osoby przechodzące tranzycję miały zostać zwolnione z traumatycznego obowiązku pozywania własnych rodziców, a sprawy te miały być rozpatrywane w trybie nieprocesowym. Sąd Najwyższy uznał wówczas, że korekta oznaczenia płci jest procedurą zbliżoną do prostowania błędów w aktach stanu cywilnego. Jednocześnie jednak SN drastycznie zawęził krąg osób zainteresowanych wynikiem postępowania, wykluczając z niego m.in. prokuratora, kierownika USC, a nawet rodziców, dopuszczając jedynie udział małżonka.

To właśnie ta „uproszczona” konstrukcja stała się punktem zapalnym. Sąd w Białymstoku wskazuje, że uchwała ta w praktyce pozbawia osoby transpłciowe prawa do pełnego sprostowania dokumentów. Zamiast usuwać niezgodność ze skutkiem wstecznym (ex tunc), uchwała SN sugeruje zmianę oznaczenia działającą jedynie na przyszłość. Dla obywatela oznacza to życie z dokumentacją, która w odniesieniu do przeszłości – świadectw szkolnych czy dyplomów – pozostaje trwale wadliwa, co zdaniem sądu pytającego może naruszać Kartę Praw Podstawowych UE.

Kwestie merytoryczne to jednak tylko jedna strona medalu, bowiem Sąd Rejonowy w Białymstoku zapytał TSUE również, czy polski sąd powszechny ma obowiązek uznać uchwałę Sądu Najwyższego za niebyłą, jeżeli w jej podjęciu uczestniczyli sędziowie powołani na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej według przepisów z 2017 roku.

W składzie orzekającym z marca 2025 roku zasiadało dziewiętnastu sędziów powołanych w nowym trybie, w tym osoby, których status był już wcześniej przedmiotem krytycznych wyroków trybunałów międzynarodowych. Białostocki sąd dąży do wyjaśnienia, czy orzeczenie wydane w takim składzie może być uznane za akt niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą. Przywołuje przy tym głośny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Wałęsa przeciwko Polsce, który potwierdził systemowe problemy z nominacjami sędziowskimi w ostatnich latach.

Decyzja TSUE będzie miała kolosalne znaczenie nie tylko dla rodziców małoletniego dziecka z Białegostoku, ale dla całego systemu prawnego. Jeśli Trybunał uzna, że sądy krajowe mogą ignorować uchwały SN wydane z udziałem tzw. „neo-sędziów”, otworzy to drogę do podważenia setek innych zasad prawnych.

Z punktu widzenia osób transpłciowych gra toczy się o to, czy ich tożsamość będzie chroniona w sposób pełny i skuteczny. Sąd w Białymstoku argumentuje bowiem, że w obliczu braku jasnej ustawy, sądy mają obowiązek zapewnić taką interpretację przepisów, która pozwoli na całkowitą tranzycję prawną – spójną we wszystkich dokumentach, od momentu urodzenia aż po dzień dzisiejszy. Odpowiedź z Luksemburga zadecyduje, czy polskie sądy otrzymają zielone światło do samodzielnego naprawiania procedur, które obecnie uznawane są za ułomne.