Aktualności Lifestyle 

“Miłość przeciw nienawiści” celebrowaliśmy we Wrocławiu, w Nowym Sączu byliśmy “Pierwszy raz u siebie”

Dziś zakończył się sezon paradowo – marszowy 2019 r. W tym roku z tęczowymi flagami i nadzieją na lepsze jutro wędrowaliśmy aż w 27 różnych miastach! Ostatnimi etapami naszej przygody była wycieczka do Wrocławia, gdzie miłość wystąpiła przeciw nienawiści, oraz odkrywanie kolorowej strony Nowego Sącza, którego ulicami dumnie szliśmy „Pierwszy raz u siebie”.

Tęczowy sezon 2019 w pigułce

Ten rok był rekordowo obfity LGBTQ+ Friendly wycieczki. W okresie trwającym od pierwszej soboty kwietnia do pierwszej niedzieli października mogliśmy cieszyć się Paradą Równości oraz 26 celebrującymi te same wartości Marszami.

Tak imponującą liczbę zgromadzeń dedykowanych walce o postęp społeczny zawdzięczamy zarówno doświadczonym już aktywistom, jak i tym, którzy zdecydowali się na zorganizowanie Marszu Równości po raz pierwszy. Wśród kolorowych pionierów wymienić możemy działaczy i działaczki z 11 miast: Koszalina, Gniezna, Bydgoszczy, Olsztyna, Kielc, Białegostoku, Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Kalisza, Elbląga oraz Nowego Sącza – bohaterów dzisiejszej wyprawy. Według szefa zarządu KPH, Slavy Melnyka, ta wielka mobilizacja do domagania się naszych praw przez wychodzenie na ulicę stanowi reakcję na rosnące jak grzyby po deszczu uchwały przyjmowane przez samorządowców pragnących żyć w „strefach wolnych od LGBT”.

Co prawda legalnie odbył się dodatkowo Marsz Równości w Zabrzu, ale pozwoliliśmy sobie nie potraktować go zbyt poważnie. Pierwszym powodem pominięcia tego eventu w naszym podsumowaniu jest fakt, że na miejscu pojawił się jedynie organizator, a samo spotkanie z policją i stojącymi nieopodal kibolami trwało kilkanaście minut. Po drugie, od spotkania koordynowanego przez Artura Gralę odcięło się Stowarzyszenie Marsz Równości i Redakcja Queer.pl. Główny zainteresowany zaprzeczał, jakoby jego zamiarem była prowokacja.

W ostatnich miesiącach mieliśmy też do czynienia z kilkukrotnym łamaniem naszego prawa do zgromadzeń i publicznego demonstrowania poglądów. Prezydencki zakaz wydał – drugi raz z rzędu – Krzysztof Żuk. Prezydent Lublina nie mógł się pogodzić z porażką, więc złożył zażalenie na decyzję o uchyleniu zakazu. Sąd apelacyjny nie podzielił jego poglądów i również stanął po stronie naszej społeczności. Podobnie pomyśleli zaś jego koledzy z partii, czyli zarządzający Kielcami Bogdan Wenta, sprawujący pieczę nad Gnieznem Tomasz Budasz oraz odpowiedzialny za Nowy Sącz Ludomir Handzel. Zasady demokracji zignorował też należący do SLD gospodarz Rzeszowa – Tadeusz Ferenc, tudzież bezpartyjny prezydent Gorzowa Wielkopolskiego, Jacek Wójcicki.

Dla osłody warto przypomnieć które z tegorocznych Marszów uzyskały prezydencki patronat! W tej kategorii wyróżnić możemy I Marsz Równości w Bydgoszczy, I Marsz Równości w Płocku, Marsz Równości w Poznaniu, V Trójmiejski Marsz Równości. Po raz pierwszy magistrat przychylił się do promowania XIX Parady Równości, IX Marszu Równości w Łodzi w oraz XI Marsz Równości we Wrocławiu.

Miłość przeciw nienawiści

Każdy Marsz przygotowany przez Kulturę Równości to „tęczowe święto społeczności osób LGBT i ich sojuszników!” Aktywiści z Dolnego Śląska niestrudzenie organizują kolorowe wędrówki i towarzyszący im festiwal już od 11 lat. Filantropi marzą bowiem o tym, by polskie społeczeństwo było „otwarte, akceptujące, obywatelskie i doceniające różnorodność”.

Zmiany, jakich oczekują, nie dokonają się jednak same. Aby walka z „przemocą władzy, panoszącą się nienawiścią i agresją” zakończyła się sukcesem, ludzie dobrej woli muszą poczynić w tym kierunku pewne kroki. Dosłownie. Drużyna kolorowego NGO zaprosiła do wykonania tych kroków wspólnie wierząc, że nasz zbiorczy bunt w obliczu skandalicznej pogardy dla inności „ma znaczenie i wymierne skutki”.

Wycieczka zaaprobowana przez prezydenta Jacka Sutryka doszła do skutku mimo sprzeciwu kandydata na posła z ramienia PiS. Artur Adamski napisał do prezydenta i zażądał zmiany terminu zgromadzenia tak, by miało ono miejsce po wyborach. Przedstawione żądania argumentował uroczystością pogrzebową Kornela Morawieckiego. Włodarz nie uległ groźbom i sugestii, iż „Marsz LGBT niesie ryzyko zamieszek jak w Białymstoku”. Odwaga reprezentanta PO pozwoliła na to, by wszystko odbyło się zgodnie z planem. Dziękujemy!

Przechadzka rozpoczęła się po godzinie 15.00 na Placu Wolności, tuż przy Narodowym Forum Muzyki. Stamtąd – w duchu hasła „miłość przeciw nienawiści” – przeszliśmy m.in. ulicą Piłsudskiego, Kołłątaja-Skargi, Kazimierza Wielkiego i Szewską. Po drodze zajrzeliśmy też na Rynek. Następnie ulicami Ruską i Krupniczą dotarliśmy do punktu wyjścia, gdzie XI Marsz Równości zakończył się w rytmie hitu YMCA.

XI Wrocławski Marsz Równości, współorganizowany przez tamtejszy klub HAH połączył ponad 8 tys. zwolenników i zwolenniczek równouprawnienia. W wielobarwnym tłumie obecne były osoby związane z kulturą, polityką, środowiskiem feministycznym. Wśród nas szła np. Olga Tokarczuk oraz szef Teatru Muzycznego Capitol – Konrad Imiela. Do grona piechurów – idealistów dołączył też Władysław Frasyniuk, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Paweł Rabej i Krzysztof Śmiszek.

Na Wrocławskim spacerze po sprawiedliwość nie zabrakło również Marty Lempart. Matronka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet miała możliwość podzielić się z nami swoimi przemyśleniami, a swoje pięć minut poświęciła na zmobilizowanie nas do udziału w wyborach parlamentarnych. Jej zdaniem w głosowaniu powinniśmy wziąć udział niezależnie od tego, czy podoba nam się prowadzona przez kandydatów opozycji kampania wyborcza.

„Mówimy dzisiaj o miłości i nienawiści, ja będę mówić o wolności. Biję na alarm, mówię o pełnym nienawiści Kościele, homofobii i rasizmie, pogardzie dla kobiet, marszach faszystów i o tym, co stało się w Białymstoku. A teraz będę mówić o zamachu terrorystycznym w Lublinie zaplanowanym przez religijnych fundamentalistów. (…) Wolność jest jak powietrze, nie widzimy i nie czujemy, kiedy zaczyna nam jej brakować, aż robi się za późno. Za tydzień mamy wybory. Jeżeli PiS i inni faszyści wygrają wybory, to będziemy mieć państwo faszystowskie, które uderzy w społeczność LGBT. Apeluję do polityków: mówcie mniej o sobie, a więcej o Polsce. Stawką w tych wyborach jest moja wolność i moje życie”– wzywała do zachowań obywatelskich lokalna aktywistka.

Aura nie rozpieszczała, ale to nic. W dłoniach mieliśmy parasolki, a w sercach moc ciepłych uczuć. Poza tym, przez te kilka magicznych godzin pogodę ducha zapewniała nam królowa Marszu, czyli Gąsiu! Wrażliwy społecznie artysta prowadził dla nas pierwszą platformę, symbolicznie odpędzał ciemne chmury. Pozytywne emocje udzieliły się nawet kobiecie próbującej przekonać przechodniów, że nieheteronormatywne orientacje psychoseksualne osób LGBTQ+ są dewiacją. Gdy jedna z naszych przeciwniczek usłyszała od Moniki „Pacyfki” Tichy i jej przyjaciół deklarację miłości, odpowiedziała im uśmiechem!

Nie wszyscy zwolennicy prawicy byli jednak tak podatni na nasz dobry wpływ. Przed wyruszaniem naszą uwagę zwrócił niezbyt przyjacielski komitet powitalny, przygotowany przez zagorzałych katolików. Ludzie Ci modlili się, prezentując przy tym homofobiczne transparenty.

Mało tego, na Placu Dominikańskim, a także w punkcie zbiegu ulic Świdnickiej i Oławskiej ustawili się przedstawiciele Fundacji Pro – Prawo do życia. Należąca do nich furgonetka jeździła po mieście, zniechęcając do nas mieszkańców. Jak pewnie wiecie – w świetle postanowienia Sądu Okręgowego w Gdańsku wszystkie te działania były nielegalne! Ostatecznie „zygotrianie” przegrali, tracąc siłę przebicia. Ich pseudonaukowy bełkot stłumiliśmy najpierw gwizdami, a później mieszanką Podwórkowej Samby i uwielbianych „gay anthems”. Ripostowaliśmy pokojowymi hasłami, zachęcając do przyłączenia się. Swoim zdaniem na ten temat podzielił się też rzecznik prasowy Kultury Równości, Piotr Buśko.

Materiały antyaborcjonistów nie były, niestety, jedynymi hejterskimi śmieciami. Przed południem pracownicy Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta we Wrocławiu usunęli z gablot na przystankach autobusowych skandaliczne plakaty. Część grafik otwarcie nawiązywała do symboliki faszystowskiej.

Jeszcze jednym miejscem spotkania był Rynek. Tam też, dzięki profesjonalnej ochronie stróżów prawa, konserwatyści nie zdołali nas skrzywdzić. Do rozlewu krwi mogło za to dojść jeszcze przed rozpoczęciem Marszu. W okolicach NFM pewien uzbrojony w dwa noże 41– latek biegł w stronę tłumu, wykrzykując m.in. Allah Akbar. Mężczyzna został obezwładniony przez policjantów i odwieziony na komisariat w celu wyjaśnienia sprawy.

Pierwszy raz u siebie

Pojęcie bycia „u siebie” jest pięknie wieloznaczne. Słowa te dają się rozumieć jako miejsce gdzie czujemy się dobrze. Mogą to być także ludzie gwarantujący nam swobodę bycie sobą: krewni albo przyjaciele, traktowani przez nas jak rodzina z wyboru. A może chodzi tu o „przyrodę, lasy, góry, wśród których odpoczywamy i łapiemy oddech” lub punkt, w którym przebywamy razem? Tutaj nie ma złej odpowiedzi. Dobrym pomysłem jest za to uczynić tę frazę mottem przewodnim Marszu Równości. Tak też zrobili aktywiści Queerowego Maja we współpracy z Fundacją Równość.

„Maszerujemy, bo chcemy, żebyście wiedzieli, że istniejemy, mieszkamy obok Was, także w Nowym Sączu. Bo tu płacimy podatki i chcemy być obywatelami i obywatelkami pierwszej kategorii. Maszerujemy, bo chcemy, by Nowy Sącz był miastem przyjaznym i otwartym na wszystkich i nie ma naszej zgody na przemoc i nienawiść” – tłumaczyło organizatorski duet w opisie wydarzenia.

Główna koordynatorka Marszu, Justyna Bołoz, rozwinęła ten przekaz w poruszającym liście do swojej małej ojczyzny. Aktywistka wyznała Nowemu Sączowi, że jego tęczowi mieszkańcy są u siebie „bez względu na to, czy to się komuś podoba czy nie”. Zarówno ona, jak jej nieheteronormatywni i niecispłciowi znajomi chcą być wysłuchani i wysłuchane. Szczególnie w tak niespokojnym dla naszej społeczności czasie.

Sprawczyni bajecznego zamieszania podkreśliła, że gardzący nami duchowni i politycy winni są wszelkich aktów nienawiści, jakich do tej pory doświadczyliśmy. O konieczność opuszczania kraju i braku poczucia bezpieczeństwa. Bołoz dodała przy tym, że konserwatyści nie dadzą rady się od nas uwolnić, jakkolwiek by nie próbowali. Filantropka zwróciła uwagę na fakt, że osoby LGBTQ+ nie są potworami, lecz żywymi ludźmi, domagającymi się szacunku. Przedstawiła też wszystkie postulaty przyświecające dzisiejszemu spotkaniu.

„Pokażmy wszystkim osobom LGBT z Sądecczyzny, że nie są same, że nie muszą się bać, że razem mamy siłę i moc by odczarować ten region. Chcę wierzyć, że w niedalekiej przyszłości już żadna osoba nieheteronormatywna nie będzie musiała stąd uciekać, nie będzie musiała żyć w strachu, nie będzie musiała się ukrywać. Mój kochany Sączu – udowodnij dzisiaj, że jesteś piękny i kolorowy, że jesteś miejscem dla każdego i każdej. Bawcie się dobrze! Bawcie się bezpiecznie! Pokażmy temu miastu jak cudowne i cudowni jesteście! Pokażmy, że nie trzeba się nas bać! Dobrej zabawy! Jesteśmy u siebie!” – podsumowała przewodnicząca imprezy.

Szkoda, że tych słów najprawdopodobniej nie wziął do serca prezydent Handzel. Jak pewnie pamiętacie, samorządowiec zabronił przeprowadzenia go z obawy o to, że skonfrontujemy się z uczestnikami zgłoszonego wcześniej Marszu dla życia i rodziny, co poskutkuje rękoczynami. Sąd Okręgowy nie podzielił jego obaw o życie i zdrowie przedstawicieli obu stron i uchylił zakaz. Najwyższy przedstawiciel władzy wykonawczej miasta spotkał się ponadto z krytyką ze strony RPO, zarzucającym mu dyskryminowanie osób LGBTQ+. Taki stan rzeczy nie zmienił nastawienia prezydenta, który zdecydował się zmienić godzinę i trasę zgromadzenia konserwatywnych mieszkańców Nowego Sącza.

W celu radosnego podkreślania naszej obecności spotkaliśmy się o 13.00 na terenie Starej Sandecji. Tam Justyna Bołoz zawiązała zgromadzenie, nawiązując do swojego tekstu. Czas na krótkie przemówienie mieli też lewicowi kandydaci do sejmu, startujący do wyborów w okręgu krakowskim. Na scenie stanęła Magda Dropek – współorganizatorka Marszu, a później Maciej Gdula i Magdalena Łaś.

W grupie prawie 400 osób „Pierwszy raz u siebie” spacerowaliśmy w towarzystwie m. in. Macieja Gduli, działaczy regionalnego KODu. Po drodze, idąc Aleją Wolności i Batorego doświadczyliśmy gniewu Wszechpolaków wykrzykujących w naszą stronę wulgarne hasła. Kierujący nowosądeckim oddziałem organizacji Daniel Michalak narzekał na to, że w Marszu uczestniczyli przyjezdni, a policjanci bronili nie tych, co trzeba. Prawicowy aktywista oskarżył społeczność LGBTQ+ o profanowanie symboli religijnych, propagowanie komunizmu i…dokonywanie aktów seksualnych w miejscu publicznym. Głodnemu chleb na myśli? Niezgodę na naszą egzystencję poza „szafą” postanowili manifestować także kibole. Gdy policjanci ośmielili się zatrzymać jednego z ultrasów, inni wdali się z nimi w przepychanki.

Frustratom nie udało się wyprowadzić nikogo z równowagi. W asyście kilkuset mundurowych bawiliśmy się świetnie, a sukces wydarzenia potwierdzili sami organizatorzy.

„Takiego pierwszego razu życzymy każdemu i każdej” – cieszyli się filantropi.

Z perspektywy ekipy organizacyjnej nie kryli radości z faktu, że tęczowe zwiedzanie Nowego Sącza minęło „cudownie, kolorowo i tanecznie”. Działacze zdradzili też zamiary przygotowania kolejnego spaceru.

Komu z Was udało się wziąć udział w którymś z tych wypraw? Co spodobało Wam się najbardziej? Może szczególnie wzruszyło Was jakaś wypowiedź? Dajcie znać w komentarzach. Chętnie dowiemy się też tego, jak oceniacie cały sezon marszowy 2019. Do zobaczenia za rok!

Źródła:  dts24.pl, gazetakrakowska.pl sadeczanin.info, tuwroclaw.com wiadomosci.dziennik.pl, tvn24.pl, mnw.org.pl, wiadomosci.wp.pl, gazetawroclawska.pl, en.wikipedia.org, bydgoszcz.naszemiasto.pl, lodz.wyborcza.pl, portalsamorzadowy.pl, polskieradio24.pl, wroclaw.wyborcza.pl [1] [2] [3], facebook.com [1] [2] [3] [4] krakow.wyborcza.pl [1] [2] fot. gazetakrakowska.pl fot. galeria Magdalena Hirna-Budka

Polecane artykuły

Zostaw komentarz