Aktualności Lifestyle 

Dziękczynienie Maryi, złorzeczenie tęczowej społeczności

W ubiegłą niedzielę wierzący Polacy po raz kolejny składali Dziękczynienie Najświętszej Maryi Pannie Częstochowskiej. Duchowni biorący udział w wydarzeniach towarzyszących temu świętu kościelnemu potraktowali je jako idealną okazję do prawienia morałów o „świętokradztwie”, „profanacji” i „kwestiach związanych ze środowiskiem LGBT+”.

Od mszy wotywnych do wielkiej celebracji

Końcówka sierpnia jest bardzo ważna dla osób uważających się za gorliwych katolików. Okres ten związany jest bowiem ze świętem Dziękczynienia Najświętszej Maryi Pannie Częstochowskiej, które przypada na 26 dzień wakacyjnego miesiąca. Jak tłumaczy przeor klasztoru na Jasnej Górze, istotą celebrowania tej okazji jest „wdzięczność za to, czego doświadczamy jako ludzie wierzący i jako naród żyjący na polskiej ziemi”.

Dzisiejszy kształt obchodów wspomnianej uroczystości to efekt determinacji Paulinów. Zakonnicy kilka razy zabiegali o to, by docenienie postaci kultu maryjnego funkcjonowało stricte jako święto religijne. Przy pierwszym podejściu, czyli po ochronieniu klasztoru przed Potopem Szwedzkim w 1665 r., duchowni i ich parafianie mogli cieszyć się – za łaskawą zgodą Kongregacji Obrzędów – jedynie skromnymi mszami wotywnymi. Od 29.08.1906 r., po dwóch latach od zatwierdzenia uroczystości przez papieża Piusa X, czczeniem Matki Boskiej cieszyli się parafianie związani z Jasną Górą i diecezją włocławską. Święto obejmujące całą Polskę, obchodzone w obecnie uznanym dniu ćwierć wieku później ustanowił Pius XI. Pierwszego czczenie rodzicielki Chrystusa miało zaś miejsce rok później i było związane z jubileuszem 550-lecia Jasnej Góry.

„Sprawy bardzo bolesne”

Nas bardziej interesuje jednak to, co w tym roku wydarzyło się przy okazji świętowania tego dnia, niż on sam. Mamy tu na myśli np. Radę Biskupów Diecezjalnych – wydarzenie organizowane zwyczajowo w dniu następującym po obrzędzie oddawania czci Najświętszej Panience. Naszą podejrzliwość wzbudziła już sama zapowiedź programu tego zebrania. Wśród podnoszonych kwestii, opracowanych wcześniej podczas spotkania Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski, znalazły się bowiem aspekty związane z naszą społecznością i „świętokradztwami” czy „profanacjami”, jakich rzekomo się dopuściliśmy.

„(…) To sprawy bardzo bolesne dla katolików. Chcemy również się nad nimi zatrzymać i je omówić” – zapowiadał biskup Artur Miziński.

Nie była to pierwsza wzmianka na ten temat. Dwa dni wcześniej, wygłaszając homilię dla pielgrzymów, homofobicznymi wywodami w Częstochowie dzielił się bp Kaszak.

„Niestety, z bólem i trwogą musimy stwierdzić, że Maryja, Matka Boga Najwyższego i nasza ukochana Matka, na naszej polskiej ziemi jest obrażana, i to poprzez profanację cudownego, od wieków świętego dla wielu Polaków Jej wizerunku? obrazu Matki Bożej Częstochowskiej” – zamartwiał się duchowny.

Kleryk mówił, oczywiście, o pracy Elżbiety Podleśnej, ale jego uwadze nie umknęły też „dalsze akcje przeciwko najukochańszej osobie, jaką Jezus miał na ziemi”. Jak podkreślił hierarcha kościelny ziemi sosnowieckiej, wszystkie tego typu działania są „wyjątkowo haniebne i groźne”, a ponadto wiążą się z „bardzo konkretnymi konsekwencjami”, przez które rozumie „karę bożą”.

Zdaniem biskupa najlepszą metodą na zadbanie o „szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej Ojczyzny” z jednej strony są wszelkiego rodzaju interwencje przeciwko „skandalicznym zachowaniom”, z drugiej natomiast, oddawanie się pokucie w celu zadośćuczynienia „bluźnierstwom” pod adresem Boga i bohaterki honorowanego niedawno święta. Bb. Kaszak, podobnie jak bp Miziński, wskazał na głębokie cierpienie związane z ugodzeniem w uczucia religijne polaków.

„Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła Wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą ukochaną Matką, którą bardzo szanujemy” – wyjaśniał.

Wysoki rangą ksiądz, według którego  „ideologia LGBT stoi w jawnej sprzeczności z Ewangelią”, namawiał do udziału w nabożeństwach wynagradzających, jakie odbywają się w pierwsze soboty miesiąca oraz pouczał wierzących, że nie mogą pozostać obojętni wobec aktualnej sytuacji, stawiając słuchaczom za wzór postać arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Metropolita namawiał też do tego, by oznajmiali nauczycielom, iż nie życzą sobie edukowania ich dzieci „zgodnie z ideologią LGBT”. Zanim arcypasterz zakończył homilię, raz jeszcze postraszył zebranych absolutnie niszczycielskim ogniem gniewu bożego.

200 lat za zachodem…

Wieści z Częstochowy nie są jedynymi „rewelacjami”, jakie funduje nam środowisko związane z kościołem katolickim. O to, by dzieci przypadkiem nie nauczyły się empatii, doceniania różnorodności i tego, iż każdy człowiek jest równy zabiegają członkowie Kongresu Rodzin Katolickich.

Osoby zrzeszone w tej organizacji domagają się od Sejmu i Senatu, premiera i prezydenta usunięcia przepisów, które – w ich ocenie – „naruszają konstytucyjną definicję małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety, zmniejszają ochronę dzieci przed demoralizacją”, a także sprzyjają „nadawaniu uprawnień środowiskom LGBT”.

Uczestnicy V Kongresu Rodzin przedstawili więc władzom petycję o wypowiedzeniu „Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet”. Ich zdaniem akt normatywny przedstawia „błędną diagnozę dotyczącą przyczyn przemocy w rodzinie, jakoby wynikających z przyczyn strukturalnych, uwarunkowanych płcią, a nie zjawiskami antyspołecznymi”. Wierni z okolic Legnicy nie zgadzają się z tezą o kulturowych uwarunkowaniach płci i upierają się, że dyrektywa „wymusza promocję subkultury LGBT”

Bogobojna grupa życzy sobie, by ustawa o prawie prywatnym międzynarodowym została rozszerzona o przepis warunkujący orzekający o tym, iż „ małżeństwem w rozumieniu niniejszej ustawy jest tylko związek kobiety i mężczyzn”. Pomysł ten zainspirował wyrok NSA – zgoda na to, by w dokumentach chłopczyka wychowującego się w tęczowej rodzinie figurowały dwie kobiety, które wcześniej uprawomocniły swoją miłość na terenie Zjednoczonego Królestwa. Adresaci zapoznali się już z prośbami tradycjonalistów. Badaniem ich zasadności zajmuje się teraz Ministerstwo Rodziny, MSZ, tudzież Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji.

Szkodliwe dla nas propozycje zgłosił również anonimowy autor. Z jego perspektywy wywieranie presji na „osobie świadczącej pracę lub usługi”, żeby ta „ujawniała swoje poglądy i zachowania lub zapoznawała się z poglądami lub zachowaniami innych osób na temat sposobów realizacji aktywności seksualnej” powinno być zabronione przez kodeks karny. Absurdalny jest też apel o „zakaz inżynierii społecznej”. Takie obostrzenie miałoby blokować nowinki z Zachodu, dotyczące społeczeństwa i polityki, zezwalając na ich ewentualne wdrażanie postępowych rozwiązań dopiero 200 lat po dokonaniu obserwacji ich skutków! Mamy nadzieję, że i ta petycja ulegnie oddaleniu podobnie, jak wcześniejsza inicjatywa.

Nie mamy wątpliwości, że z winy wielu duchownych i ich sympatyków mentalnie cofnęliśmy się do średniowiecza albo wcześniej. Jak myślicie, czy mamy jakąś szansę na powrót do przyszłości? Jeśli tak, to jakim sposobem moglibyśmy to osiągnąć? Zapraszamy do wzięcia udziału w burzy mózgów!

Źródła: newsletter Gazety Wyborczej, niedziela.pl, czestochowa.wyborcza.pl, misyjne.pl, dziennikzachodni.pl, episkopat.pl, rp.pl,  fot. dziennikzachodni.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz