Aktualności Lifestyle Prawo 

Fundacja Pro – Prawo do Życia z pozwem od Stowarzyszenia Tolerado

W lutym przewodniczący Gdańskiej Rady Miejskiej złożył na policję zawiadomienie w sprawie furgonetek należących do Fundacji Pro Prawo do Życia i wydał w tej sprawie oświadczenie. W sprawę zaangażowali się też działacze Stowarzyszenia Tolerado, wskazując na nieprawdziwość badań, jakimi posługiwali się selekcjonerzy danych użytych przy tworzeniu banerów i konsultując sytuację z prawnikiem. W ubiegłym tygodniu aktywiści uderzyli pięścią w stół i pozwali właścicieli szkaradnych pojazdów do sądu. Z pomocą mecenas Katarzyny Wareckiej powalczą o to, by konserwatywna organizacja zaniechała homofobicznych, szkodliwych praktyk oraz zadośćuczyniła swoich szkód przez zapłatę stosownego odszkodowania i oficjalne przeprosiny.

„Mamy dziesiątki spraw”

Obrońcy „życia nienarodzonego” z Fundacji Pro – Prawo do życia już kilka miesięcy temu za punkt honoru wzięli sobie jeżdżenie po Polsce i przestrzeganie mieszkańców nawiedzanych przez siebie miast przed pedofilią, której – w ich pojęciu – winna jest edukacja seksualna i osoby LGBTQ+.

Pojazd pokryty materiałami szkalującymi homoseksualnych mężczyzn zawitał też, niestety, do Gdańska, w czym udział miała m.in. związana z partią wiodącą Anna Kołakowska. Oglądać zdjęcie dwóch nagich gejów podpisane hasłem: „Tacy chcą edukować Twoje dzieci. Powstrzymaj ich”, czytać stwierdzenia w stylu „czyny pedofilskie zdarzają się wśród homoseksualistów 20 razy częściej”, a także wysłuchiwać podobnych oszczerstw Gdańszczanie mieli co najmniej do początku marca. Mało tego, z tą atrakcją mieszkańcy mieli do czynienia również w maju, gdy przez miasto strzeżone przez Neptuna przeszedł Marsz Równości.

Jeszcze w pierwszym okresie wizyty niechcianych gości przewodniczący klubu radnych Koalicji Obywatelskiej złożył zawiadomienie na policję, posiłkując się \ art. 51 Kodeksu Wykroczeń. Przepis ten penalizuje „zakłócanie spokoju, porządku publicznego, spoczynku nocnego albo wywoływanie zgorszenia w miejscu publicznym”. Poza tym, Cezary Śpiewak-Dowbór wydał w tej sprawie okazjonalne oświadczenie.

„Przestępstwa z nienawiści na tle orientacji seksualnej nie są priorytetem rządu PiS. Do tej pory nie uzupełniono kodeksu karnego o przestępstwo nawoływania do nienawiści na tle różnic w zakresie orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. Obecnie ścigane z oskarżenia publicznego jest nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Wśród katalogu znamion przestępstwa nie ma nawoływania do nienawiści na tle różnic orientacji seksualnej i tożsamości płciowej” – tłumaczył samorządowiec.

Taki stan rzeczy oczywiście nie spodobał się zaskarżonemu podmiotowi. Oburzenia nie kryła Kołakowska, porównując społeczność LGBTQ+ do bolszewików. Nauczycielka znana z blokowania tęczowych spacerów przekonywała, że „chodzi tylko o ochronę moralności i ochronę naszych dzieci”. Była radna PiS chwaliła się, że żadnych procesów się nie boi oraz odgrażała się słowami: „Zawsze będę publicznie piętnować zboczenia seksualne”.

Wygranej w procesie pewny był także Maciej Wiewiórka. Jeden z selekcjonerów rozpowszechnianych przez ignorantów treści chwalił się poprzednimi zwycięstwami w procesach skoncentrowanych wokół art. 51 i 141 Kodeksu Wykroczeń, broniąc przy tym wiarygodności efektów współpracy Marka Regnerusa z Paulem Cameronem, jak również badań przeprowadzonych przez należącą do Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej USA agencję CDC.

Wiewiórka narzekał na ograniczoną wolność słowa, opowiadał o powiązaniach samochodowej akcji z prezydencką kampanią wyborczą, tudzież tłumaczył, dlaczego wprowadzanie ludzi w błąd przez wykorzystanie zdjęcia z zagranicznej parady równości nie budzi jego zastrzeżeń.

Prymitywne skojarzenia

Na opisane wyżej wydarzenia zareagowało Stowarzyszenie Tolerado, zdradzając prawdziwe motywy ludzi, którym rzekomo zależy na godnym życiu innych: „szerzenie nienawiści, budzenie niepokoju i odrazy”, „wywołanie określonych skojarzeń”. Jak zaznaczył Jacek Jasionek, właściciele czarnych aut mają prawo krytykować postulaty osób LGBTQ+, ale metody, jakimi się posługują, nie zasługują na aprobatę.

Społecznik nie zgodził się z absurdalnymi oskarżeniami o nawoływanie do nienawiści wobec duchownych. Sam bowiem zdecydowałby się na interwencję, gdyby ktoś podnoszący temat pedofilii w kościele powoływałby się na nierzetelne dane.

W drugiej połowie lutego, równolegle z gestem lokalnego radnego, filantropi znad Bałtyku zasięgnęli rady prawnika. Celem spotkania było rozstrzygnięcie zasadności skierowania sprawy do sądu. Wdzięczni przedstawicielowi magistratu za zdecydowany sprzeciw wobec zakłamania aktywiści mieli też wskazać podstawę, na jakiej miałby być oparty pozew przeciwko fundacji.

Fundacjo Pro, przestań jątrzyć

Bardzo cieszy nas fakt, że do procesu faktycznie dojdzie. Pozew przeciw pro-liferom trafił do Sądu Okręgowego w ubiegły czwartek. Rola świadków prawnej walki z wrogim nam środowiskiem przypadnie w udziale współprzewodniczącym Gdańskiej Rady ds. Równego Traktowania, czyli Annie Strzałkowskiej i wiceprezydentowi Gdańska, Piotrowi Kowalczukowi. Zeznawać będzie dodatkowo Cezary Śpiewak-Dowbór, Lidka Makowska z Gdańskiego Centrum Równego Traktowania oraz członkowie zarządu Stowarzyszenia Tolerado: Danuta Sowińska i Jacek Jasionek.

Reprezentowania queer’owego NGO podjęła się natomiast adw. Katarzyna Warecka. To za jej pośrednictwem społecznicy będą domagać się tego, by pozwana organizacja:

„(…) zaprzestała rozpowszechniania nieprawdziwych treści na temat rzekomego związku pomiędzy pedofilią a homoseksualnością oraz rzekomym sprawstwem przestępstw na tle seksualnym przez osoby o innej orientacji niż heteroseksualna, którego Pozwana dopuszcza się poprzez prezentowanie takich treści na nośnikach takich jak banery, plakaty, transparenty, napisy na pojazdach poruszających się w miejscach ogólnie dostępnych oraz w inny sposób umożliwiający zapoznanie się z nimi nieograniczonemu kręgowi odbiorców, z towarzyszeniem głośnego przekazu dźwiękowego (…)” – czytamy w tekście pozwu.

Na spełnienie tych oczekiwań gardzący nami działacze będą mieli siedem dni od momentu, gdy orzeczenie zyska status uprawomocnionego. Co więcej, Przyjaciele Kai Godek zostali wezwani do wystosowania oficjalnych przeprosin i wpłacenia na konto powodów odszkodowania w wysokości 75 tys. złotych. Fundusze te pokryją koszty zapewnienia potrzebującym pomocy psychologicznej i prawnej oraz przeprowadzenia akcji edukacyjnej. Przedsięwzięcia te, zdaniem aktywistów, będą najbardziej optymalnym sposobem naprawienia szkód, jakie wyrządziły osoby związane z Fundacją.

„Dostaliśmy setki zdjęć i filmików z Gdańska i z całej Polski od osób dotkniętych, oburzonych tą homofobiczną akcją. Relacje wielu osób pokazały nam bezmiar krzywd i skutków społecznych, których wszystkich konsekwencji dzisiaj nie jesteśmy jeszcze w stanie ocenić”– wspomina ekipa Tolerado w facebook’owym wpisie.

Jak przyznali funkcjonujący na Północy kraju zwolennicy równouprawnienia, do wkroczenia na wokandę zmotywowała ich także świadomość tego, jak toksycznie „obrońcy życia nienarodzonego”, oddziaływują na ogół polskiej ludności.

„Fundacja Pro Prawo do Życia rozpowszechnia nieprawdziwe informacje umacniając stereotypy, dzieli i straszy społeczeństwo wskazując wroga, innego, obcego” – ocenili.

Gdańszczanie mają poczucie mocy sprawczej, którą dodatkowo wzmacniają sojusznicy i sojuszniczki osób LGBTQ+. Wiedzą również, iż nie mogą pozwolić na wykorzystywanie „dawno skompromitowanych danych” w celu zastraszania ludzi.

„Musimy działać i korzystać z naszych praw” – podkreślają.

Warto wiedzieć, że Stowarzyszenie Tolerado podejmowało wcześniej pewne kroki w kierunku pociągnięcia fanatyków do odpowiedzialności. Do prokuratury Gdańsk Śródmieście dotarły już zawiadomienia ws. naruszenia dóbr osobistych, wywołanych skandalicznymi treściami banerów i nielegalnego kursowania furgonetki w pobliżu fontanny z mitycznym władcą mórz.

Mamy wielką nadzieję, że rozprawa przeciwko „zygotrianom”odblokuje nam nowe możliwości walki o to, byśmy w końcu byli traktowani jak pełnoprawni obywatele. Bardzo liczymy na to, że sprawa nie zakończy się na formalności zgłoszenia problemu tak, jak było to w przypadku Pawła Rabieja, który zgłosił do prokuratury naklejki Gazety Polskiej. Przypominamy, że starania wiceprezydenta Warszawy zakończyły się fiaskiem, gdyż decydenci nie podzielili jego obaw i nie dopatrzyli się w gadżetach znamion „łamania przepisu o zakazie propagowanie zachowań o charakterze dyskryminacyjnym znanych z ustrojów faszystowskich”.

Jesteśmy dobrej myśli mając na uwadze to, jak w ostatnim czasie sądy stawały po naszej stronie, gdy nieszanujący społeczeństwa obywatelskiego prezydenci zabraniali nam maszerować na terenie swoich miast. A jak Wy oceniacie szanse na sukces Stowarzyszenia Tolerado? Zachęcamy do dzielenia się refleksjami i wysyłania kolorowym Gdańszczanom słów wsparcia.

Żródła: queer.pl, warszawa.wyborcza.pl, trojmiasto.wyborcza.pl, natemat.pl, trojmiasto.onet.pl [1] [2] fot. tolerado.org

Polecane artykuły

Zostaw komentarz