Rafał Trzaskowski przeciął spekulacje dotyczące systemowego uznawania zagranicznych małżeństw osób tej samej płci. Prezydent Warszawy, pytany we wtorek o procedury transkrypcji, zadeklarował realizację wyłącznie jednego, konkretnego przypadku objętego wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Dokumenty w tej sprawie mają trafić do ratusza po zwrocie z sądu. Włodarz stolicy zapowiedział działanie bezzwłoczne, określając planowany krok mianem rewolucyjnego, choć jednocześnie zastrzegł, że decyzja nie stworzy nowego standardu dla pozostałych par. Według jego relacji większość prawników podziela pogląd o braku podstaw do masowych wpisów bez zmiany linii orzeczniczej Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Sytuacja wywołała natychmiastową reakcję aktywistów, którzy oskarżają prezydenta o grę na zwłokę. Bart Staszewski z Fundacji Basta przywołał opinię profesora Marka Safjana, wskazującą na wystarczalność zmian technicznych w rozporządzeniach zamiast nowej ustawy. W środowisku LGBT dominuje przekonanie o systemowej dyskryminacji.
Przemek Walas z Kampanii Przeciw Homofobii sugeruje, że prezydent Warszawy wprowadza opinię publiczną w błąd, a Linus Lewandowski z Homokomando ucina dyskusję o wdzięczności za jednostkowy gest. Atmosferę zagęszcza fakt, że Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało odpowiednie projekty już w styczniu, jednak resorty spraw wewnętrznych oraz obrony narodowej niezmiennie stoją na stanowisku o konieczności drogi ustawodawczej.
Trzaskowski odpiera zarzuty, wykazując zdziwienie, że to na nim skupia się krytyka, podczas gdy on sam deklaruje poszukiwanie prawnych furtek. Nie podał jednak szczegółów technicznych tych rozwiązań. Gazeta Wyborcza wskazuje na impas decyzyjny w MSWiA, które dysponuje kompetencjami do zmiany wzorów dokumentów pozwalających na wpisanie w rubrykach dwóch osób tej samej płci. W obecnym układzie politycznym odpowiedzialność za brak postępów jest przerzucana między samorządem a administracją rządową.
Dla par czekających na uregulowanie statusu prawnego deklaracje o byciu pierwszym i najszybszym w jednej sprawie brzmią jak próba uniknięcia szerszego zobowiązania, na co wskazują komentarze o końcu politycznego szantażu opartego na strachu przed powrotem poprzedniej ekipy rządzącej. Ratusz czeka na papiery, aktywiści na systemową zmianę, a dokumenty z resortów pozostają w zawieszeniu.

