Maltańczycy zrozumieli, Polacy wciąż nie…

Autor: RS

Malta, kraj o głębokich katolickich korzeniach, w ciągu ostatniej dekady dokonała transformacji, która w oczach europejskich obserwatorów przypomina przeprowadzenie niemożliwego eksperymentu społecznego. Wyspa, która jeszcze niedawno uchodziła za konserwatywną twierdzę, z czasem stała się światowym liderem w dziedzinie praw osób LGBTQ+, udowadniając, że legislacja może skutecznie wyprzedzać nastroje społeczne, prowadząc do głębokiej modernizacji państwa.

Jeszcze przed 2013 rokiem Malta funkcjonowała jako społeczeństwo niemal całkowicie zdominowane przez naukę Kościoła katolickiego. Tradycyjne wartości stanowiły fundament życia publicznego, a debata o rozwodach, zakończona ich legalizacją dopiero w 2011 roku, była dla wielu obywateli traumatycznym zderzeniem z nową rzeczywistością. Kościół pełnił wówczas rolę ostatecznego arbitra moralności, a każde odstępstwo od jego nauczania traktowano jako zamach na tożsamość narodową.

Wszystko zmieniło się wraz z wyborami w 2013 roku, gdy do władzy doszedł Joseph Muscat. Jego polityka „progresywnej modernizacji” stanowiła całkowite zerwanie z dotychczasowym paradygmatem rządzenia. Muscat nie szukał długotrwałych konsensusów, lecz zaproponował wizję państwa europejskiego, w którym prawa jednostki nie zależą od przyzwolenia kościelnych hierarchów. Dla konserwatywnej części społeczeństwa był to szok kulturowy, który z dnia na dzień zmienił zasady gry politycznej.

Sondaże z tamtego okresu precyzyjnie obrazowały rozpiętość nastrojów. W 2013 roku aż 65 procent Maltańczyków popierało wprowadzenie związków partnerskich, jednak adopcja dzieci przez pary jednopłciowe wciąż budziła silny sprzeciw większości. Politycy musieli więc zdecydować, czy podążać za lękami elektoratu, czy też – jak wybrał Muscat – forsować agendę, która w ich opinii była sprawiedliwa, zakładając, że społeczeństwo z czasem zaadaptuje się do nowych norm.

Przełomem stał się kwiecień 2014 roku i uchwalenie „Civil Unions Act”. Rząd, ignorując głosy sprzeciwu płynące z kurii, doprowadził do uznania partnerskich związków jednopłciowych (z jednoczesnym prawem do adopcji), czyniąc to w sposób, który w końcu rozdzielił sferę państwową od religijnej. Malta, wbrew ostrzeżeniom konserwatystów, nie pogrążyła się w chaosie, lecz zaczęła definiować się jako państwo świeckie, w którym prawo służy wszystkim obywatelom niezależnie od ich preferencji.

Reakcja hierarchów była gwałtowna. Biskupi, próbując powstrzymać proces legislacyjny, otwarcie nazywali poparcie dla ustawy o związkach partnerskich „ciężkim niemoralnym czynem”. Polityczna klęska Kościoła stała się jednak oczywista, gdy rząd zignorował te napomnienia, a posłowie – także ci deklarujący wiarę – zagłosowali zgodnie z agendą modernizacyjną, odbierając biskupom ich dotychczasową władzę nad parlamentem.

Lata 2014–2016 stały się czasem oswajania zmian. Pary jednopłciowe w przestrzeni publicznej przestały być traktowane jako fenomen, stając się elementem codziennego krajobrazu. Państwo poszło o krok dalej, wprowadzając zakaz „terapii konwersyjnych”, co wysłało czytelny sygnał: orientacja seksualna nie jest chorobą, a próby jej „leczenia” są formą szkodliwych praktyk. Był to kolejny etap dekonstrukcji starego porządku.

Ostatecznym sprawdzianem była ustawa „Marriage Equality Act” z 2017 roku. Choć opozycyjna Partia Narodowa początkowo próbowała blokować zmiany, z czasem skapitulowała, uznając, że walka z modernizacją politycznie się nie opłaca. Debata przeniosła się na poziom symboliczny, dotyczący terminologii.

Współczesna dynamika Kościoła na Malcie uległa całkowitej zmianie. Biskupi, niegdyś aktywni gracze polityczni, dzisiaj pełnią rolę obserwatorów. Choć ich nauczanie w kwestiach doktrynalnych pozostaje niezmienne, stracili oni realny wpływ na proces stanowienia prawa. Hierarchowie musieli zaakceptować, że ich autorytet w sferze publicznej wygasa, co doprowadziło do wyciszenia ich politycznych wystąpień.

Joseph Muscat był politykiem, który skutecznie wykorzystał liberalną agendę (w tym prawa LGBTQ+) jako narzędzie do modernizacji kraju i budowy swojej pozycji, ale jego styl rządzenia – często autorytarny i nieprzejrzysty – doprowadził ostatecznie do głębokiego kryzysu zaufania do instytucji państwowych na Malcie.

Polityk był oskarżany o stworzenie systemu, w którym interesy polityczne przeplatały się z biznesowymi. Podejrzenia i zarzuty wybuchły ze zdwojoną siłą po zamachu na dziennikarkę śledczą, Daphne Caruanę Galizię, w 2017 roku. Śledztwo wskazało na powiązania osób z najbliższego otoczenia rządu z zabójstwem, co ostatecznie doprowadziło do dymisji Muscata w 2020 roku.

Analizując ten proces z polskiej perspektywy, trudno oprzeć się wrażeniu, że polska klasa polityczna tkwi w zupełnie innej fazie. W Polsce modernizacja obyczajowa jest notorycznie wstrzymywana przez strach polityków przed utratą poparcia w konserwatywnym elektoracie. Mechanizm instrumentalizacji Kościoła, używany przez wszystkie główne siły polityczne, służy tu do polaryzacji społeczeństwa i utrzymania status quo. Podczas gdy na Malcie zrozumiano, że modernizacja jest koniecznym krokiem w rozwoju państwa, w Polsce jest ona wciąż traktowana jako narzędzie politycznej walki, co prowadzi do permanentnego paraliżu legislacyjnego w obszarze praw człowieka.

Maltański eksperyment wyciąga jasny wniosek: obawy o upadek rodziny czy rozkład społeczeństwa okazały się bezpodstawne. Prawo, które wyprzedziło nastroje społeczne, stało się fundamentem spokoju. Społeczeństwo, które początkowo reagowało lękiem, w zderzeniu z rzeczywistością zrozumiało, że równość wobec prawa nie zagraża nikomu, a wręcz przeciwnie – stabilizuje strukturę państwa.

W ciągu ostatniej dekady, na Malcie wiele się zmieniło. My jednak zdajemy się nadal być kołtunami z zakłamaną obyczajowością. Pozostaje zatem kluczowe pytanie: czy jesteśmy skazani na wieczne trwanie w wojennej retoryce kulturowej ze względu na polityczną wygodę, czy doczekamy się momentu, w którym klasa rządząca odważy się na krok, który na Malcie okazał się przepustką do nowoczesności?