Aktualności Lifestyle 

Tęczowy debiut w woj. łódzkim – jak wyglądal I Marsz Równości w Radomsku?

W sobotę Radomsko mieniło się wszystkimi możliwymi kolorami. Przez miasto – dzięki Ksaweremu Olczykowi, działaczom Tęczowej Częstochowy i Wolontariatowi Równości – przeszedł I Marsz Równości! Możliwość wzięcia udziału w tej bajecznej przygodzie zawdzięczamy także bezpartyjnemu prezydentowi miasta. Jarosław Ferenc pozostał niewzruszony wobec natarczywości narodowców i nie zgodził się na zakazanie spaceru osób LGBTQ+ oraz idących z nimi ramię w ramię sojuszników.

„postanowiliśmy to zmienić”

Ksawery Olczyk nie ma pojęcia, dlaczego w Radomsku do niedawna nikt nie zorganizował żadnego Marszu Równości. Nie wiedzą też tego pomagający mu członkowie Tęczowej Częstochowy i Wolontariatu Równości. Działacze świadomi problemu dyskryminacji godzącej w naszą społeczność chcieli jednak zmienić taki stan rzeczy.

Ich marzenie się spełniło, a miasto słynne z pomnika królowej Jadwigi zostało najmniejszą miejscowością z własną tęczową imprezą. Jak podkreślili sami gospodarze, wydarzenie było „marszem dla wszystkich”. Za cel wycieczki społeczni wrażliwcy obrali natomiast udowodnienie, że na terenie obdarowanym prawami miejskimi przez Leszka II Czarnego „można zamanifestować zarówno swoje prawdziwe ja, jak i solidarność z osobami LGBT”.

„Nie tylko duże miasta potrzebują równości. My przecież też istniejemy” -tłumaczyli

Tegoroczny absolwent miejscowego II LO wraz ze swoimi pomocnikami przez przeprowadzenie I Marszu Równości chciał pokazać, iż nieheteronormatywni, niecispłciowi mieszkańcy Radomska nie muszą się w tym mieście ukrywać, ani „bać tego, że nie zostaną zaakceptowani”.

Z drugiej strony nasz sojusznik zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszyscy jego znajomi, utożsamiający się z akronimem bliskim sercu społeczności, będą się czuli na tyle swobodnie, by wspólnie przemierzać radomskie ulice w słusznej sprawie. Maturzysta wiedział natomiast, ile to zgromadzenie dla nich znaczy, co podkreślił wywiadzie z serii „Potyczki”, przeprowadzonego dla portalu radomszczanska.pl

„(…) wiem, że jest im to potrzebne. Osoby do mnie pisały, że będą z nami duchem, ponieważ chciałyby tam być, lecz z różnych powodów nie mogą, ponieważ boją się zarówno odzewu na ulicy oraz także i odzewu w domu”– wyjaśnił nastolatek.

Do realizacji, jakże szczytnych, planów szerzenia akceptacji przyczynił się dodatkowo prezydent Radomska. Gdy członkowie lokalnego Towarzystwa Patriotycznego zarzucili Jarosława Ferenca roszczeniami wydania przez niego zakazu przeprowadzenia kolorowego zgromadzenia, polityk elegancko ich odprawił.

Ze swojej strony samorządowiec prosił o pokojowy przebieg Marszu i przygotowanych w kontrze do niego demonstracji, „by wznoszone hasła i napisy na transparentach nie uderzały w godność drugiego człowieka, nie były mową nienawiści” i po trzecie o to, aby „by nie profanowano ważnych dla wielu Polaków, również dla niego, symboli religijnych”

„Tolerancji i spokoju dla wszystkich”

Nieopodal trasy I Marszu Równości doszło do kontrmanifestacji, o jakiej wspominał prezydent Ferenc. Członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego, Ruchu Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej, tudzież Stowarzyszenia Pamięci Żołnierzy AK KWP NSZ „Do końca wierni” spotkali się vis-a-vis Kościoła Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski zjednoczyli się w ramach „Pikiety w obronie tradycji, wiary, rodziny”, by wspólnie walczyć z „deprawacja”, której rzekomo jesteśmy przyczyną. Zabawne, że niektórzy przedstawiciele grupy oburzonej przyjazdem „porozbieranych dewiantów”, jak nas miło określili, sami w miejscu publicznym sprawdzają zawartość majtek kolegów. Ot, taki rytuał stuprocentowych hetero samców alfa. Ciekawi jesteśmy, czy ci ludzie wiedzą, że nudny do zwrotu treści żołądkowych tekst „zakaz pe…nia” fałszują do melodii piosenki „Go West”, znanej jako jeden z największych przebojów z tęczowym motywem?

Na swoją żałosną pikietę konserwatyści zapraszali już od kilku dni. Skrajni prawicowcy skrzykiwali się na za pośrednictwem Facebook’a, zrywali plakaty marszowe, zasłaniając je swoimi. Rozdawali ulotki z grafiką odpowiadającą tej użytej na stronie wydarzenia. Materiały te przedstawiają ubranego na czarno mężczyznę z parasolką „chroniącą” herb miasta przed tęczowymi fluidami miłości. Ponury projekt tej postaci, oszczerstwa oraz inwektywy zawarte w tekście promującym wydarzenie to niezbity dowód na to, jak smutni i sfrustrowani muszą być Ci ludzie. A tak swoją drogą – wiedzieliście, że „rozmnażamy się przez indoktrynację”? Pozazdrościć elokwencji autorom…

Od pełnego obraźliwych, homofobicznych treści spędu narodowców i ich koleżanek – ewidentnie przejawiających zinternalizowaną mizoginię – stanowczo odżegnał się proboszcz związany ze wspomnianą wyżej parafią. Kapłan oznajmił, że nikt nie konsultował z nim miejsca zbiórki. Nie odbyło się też w tej sprawie żadne spotkanie.

„Choć jesteśmy jako parafia Kościoła Katolickiego przeciwko LGBT i ideologii gender nie chcemy brać odpowiedzialności za niechrześcijańskie zachowania niektórych uczestników wydarzenia” – poinformował kapłan.

Cóż, może duchowny kiedyś się na nas otworzy i zrozumie, że LGBTQ+ to nie ideologia, lecz żywi ludzie. Póki co: dobrze, że w przeciwieństwie do kleryków z Podlasia, ma poczucie jakichś granic i nie chwali chuligańskich burd. Wiemy, że to powinno być oczywiste, ale w dzisiejszej Polsce staramy się dostrzegać choćby najmniejsze szanse na to, że za jakiś czas będzie lepiej. Podobne odczucia ma jeden z uczestników I Marszu Równości.

„Wszyscy powinni mieć równe prawa, nikogo nie można dyskryminować. Wierzę w Boga i bywam w kościele i krew mnie zalała, jak mi tu wciskali ulotki, że parafia organizuje protest wobec tego marszu. Kiedy usłyszałem, że proboszcz odcina się od kontrmanifestacji, wróciła mi wiara w księży!” – cieszył się Sławomir Krawczyk.

Inny gość Ksawerego zwrócił uwagę na fakt, że osoby LGBTQ+ też mają prawo do praktykowania swojej wiary poprzez uczestnictwo w życiu kościoła.

„Jesteśmy ludźmi, jak wszyscy, jesteśmy dobrymi ludźmi. (…) Jestem tu, żeby pokazać wsparcie innym, ale też, żeby pokazać, że Kościół nie musi się nas bać. Nie zagrażamy mu. Chcemy tolerancji i spokoju dla wszystkich – i chrześcijan, i osób LGBT”– zapewniał.

Gdy kontrmanifestacja dobiegła końca, rozgrzani nienawiścią Wszechpolacy, ONR’owczy i fani „wiernych” żołnierzy i należący do tych środowisk kibole RKS ruszyli i starali się doprowadzić do zamieszek, co skutecznie udaremnił zespół ok. 300 funkcjonariuszy policji radomskiej, łódzkiej i katowickiej. Ci, którzy usiłowali przedrzeć się przez chroniący kordon zostali powstrzymani i powaleni na ziemię, na co ich pobratymcy zareagowali wściekłością i zaczęli rzucać w mundurowych jajkami. Celem do wykorzystania tej amunicji byliśmy również my.

Na szczęście podczas całej wycieczki nie doszło do poważniejszych incydentów. Jak wynika z raportu Wojewódzkiej Komendy Policji w Łodzi, zatrzymany został tylko złodziej tęczowej flagi. Co więcej, nasi stróże uciszyli chamskie wrzaski typu: „wyp…lać”, wydobywające się z gardeł agresorów. Dziękujemy.

Pierwszy, wielki krok.

I Marsz Równości odbył się dzień później, niż przewidywały to plany. O zmianie terminu zadecydowała szansa na większą frekwencję oraz wsparcie dodatkowych służb porządkowych. Gdy wybiło południe, kolorowe zgromadzenie na placu Solidarności zostało oficjalnie zawiązanie. Poza głównym inicjatorem pochodu, opowiadającym o łączącym nas wszystkich podobieństwie, wyrażającym nadzieję na zmiany, cieszącym się przełamywaniem tęczowego tabu i dziękującym rodzinie za wsparcie w trudnych chwilach – kilka minut na podzielenie się refleksjami otrzymali m.in. Michał Kiwerski i członek Tęczowej Częstochowy, Dominik Puchała.

Kolejny obok byłego ucznia „dwójki” współorganizator podczas swojego wystąpienia cieszył się stale rosnącą liczbą Marszów Równości organizowanych w Polsce oraz tym, że w związku z tymi wydarzeniami – mnożą się też szansę na to, żebyśmy otwarcie mówili o „naszych marzeniach, pragnieniach i miłości”.

„Istnieje straszna odpowiedź na tę naszą walkę o podstawowe prawa człowieka – nienawiść. Każdy z nas ją odczuł. Ale nie bójmy się jej, bo to co niesie ten marsz równości to miłość, równość i akceptacja. Wierzę, że te trzy wartości któregoś dnia nas zjednoczą. Pamiętajcie, że Ci, którzy rzucają wyzwiskami z wykrzywioną twarzą tak naprawdę się boją. Bo jak się nie bać, jeżeli ich jedynym źródeł informacji o nas jest jad wypływający z tak wielu miejsc” – pocieszał Michał.

Pełnoletni aktywista dodał, że to właśnie „miłość, akceptacja i równość” są tym, co – jako jedyne – mamy do zaoferowania. To z kolei warunkuje wielką istotę ścierania nóg na wyprawach po sprawiedliwość dla naszej społeczności, bo dzięki wspólnemu maszerowaniu  „dokonujemy rewolucji miłości”.

Przybysz z „Tęczochowy” docenił pierwszy, wielki krok, jakiego w mieście liczącym niespełna 50 tys. mieszkańców dokonał kolega z sąsiedniego województwa. Aktywista rozumiał Olczyka i współodczuwał jego stres. Filantrop zaznaczył przy tym jednak, że w Marszach Równości chodzi o jeszcze więcej, niż sprzeciwianie się homofobii, bifobii, transfobii.

„(…) walczymy o całą stawkę, nie tylko o prawa osób LGBT, ale także o prawa kobiet, prawa mniejszości narodowych czy prawa pracownicze. Chciałbym, żebyśmy o tym pamiętali i solidaryzowali się ze sobą wzajemnie. Nie ważne, czy jesteśmy osobami LGBT, czy jesteśmy pracownicami i pracownikami, walczymy o wspólną równość i lepsze życie w naszym kraju” – apelował.

Zanim ruszyliśmy w drogę, kilka słów o prawach tęczowych rodzin powiedziała Hanna Gill – Piątek. Sojuszniczka naszej społeczności zaznaczyła, że pomimo tego, że na co dzień jest polityczką i aktywistką miejską – na radomszczańskiej ziemi zawitała właśnie jako ktoś, kto chce nam pomagać w walce o równouprawnienie. Artystka powiedziała o swojej biseksualności i poruszyła temat sytuacji Tęczowych Rodzin, żyjących w Polsce. Członek chwalonego przez nią Instytutu Radomsko Miasto Otwarte oznajmił zaś zamiar wprowadzenia w życie słów polityków, którzy „jakiś czas temu” określili miejsce przemarszu tak, jak sugeruje nazwa reprezentowanej przez niego organizacji.

„QueeRadomsko”

Trasa wędrówki wiodła od Placu Solidarności przez ulicę Tysiąclecia, Piastowską, Leszka Czarnego i Armii Krajowej, którą wróciliśmy na miejsce startu. Łącznie było ok. 300 osób, czyli tyle samo, co policjantów i tych, którzy patrzyli na nas wilkiem. My się tym wyzywającym spojrzeniom i kibolskim przyśpiewkom nie poddaliśmy, tylko tanecznym krokiem szliśmy przed siebie.

Warto wiedzieć, że chociaż w radosnej celebracji pozytywnych uczuć i solidarności najwięcej było osób młodych, wśród uczestników spotkać można było nawet seniorów. Kimś takim była np. pani Barbara Lesińska: 75-latka gotowa do zmiany swoich planów na widok policyjnych wozów, w pełni zmobilizowana do ochraniania „tęczowych dzieciaków”.

Wśród spacerowiczów jak zwykle nie zabrakło delegacji Stowarzyszenia My, Rodzice. Byli też działacze KPH, Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom czy zespół pomysłodawców Marszu Równości z Kalisza. Radomszczan odwiedził też Adam Komenda, działający na rzecz wprowadzenia równości małżeńskiej za naszą południową granicą.

Dotrzymaliście w weekend towarzystwa Ksaweremu Olczykowi i jego przyjaciołom? Jak Wam się podobało? Koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach!

Źródła: instastory Hanny Gill – Piątek, oko.press, natemat.pl,dzienniklodzki.pl, radomszczanska.pl, polskaniezwykla.pl, www.msn.com, encyklopedia.edu.pl, wiadomosci.gazet.pl,lodz.wyborcza.pl, radomsko.naszemiasto.pl,  facebook.com [1] [2] [3] fot. dzienniklodzki.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz