W sobotę w Białymstoku odbył się pierwszy w historii miasta Marsz Równości, który stał się areną poważnych starć między uczestnikami zgromadzenia a grupami kontrmanifestantów. Wydarzenie, zorganizowane pod hasłami wolności, równości i miłości, zgromadziło około półtora tysiąca uczestników, jednak w obliczu eskalacji agresji ze strony środowisk narodowych, pseudokibiców oraz radykalnych grup religijnych, przebieg pochodu był utrudniony. Policja podejmowała wielokrotne interwencje w celu ochrony osób maszerujących oraz przywrócenia porządku publicznego.
Inicjatorzy wydarzenia, działający pod szyldem Tęczowego Białegostoku, podkreślali, że celem marszu była promocja różnorodności oraz przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na tożsamość i orientację seksualną. W manifeście zgromadzenia zawarto postulaty dotyczące ochrony praw człowieka, wprowadzenia równości małżeńskiej, wzmocnienia ochrony przed mową nienawiści oraz zapewnienia dostępu do rzetelnej edukacji antydyskryminacyjnej. Uczestnicy wskazywali na konieczność budowania bezpiecznej przestrzeni dla społeczności LGBTQ+, osób z niepełnosprawnościami, rodzin oraz mniejszości narodowych, uznając organizację wydarzenia za niezbędny krok w stronę otwartego społeczeństwa.
Przebieg manifestacji spotkał się z gwałtownym sprzeciwem środowisk konserwatywnych i narodowych, które zorganizowały w tym samym czasie liczne kontrmanifestacje. W mieście odbyły się m.in. pikniki rodzinne oraz modlitewne czuwania, a w stronę uczestników marszu kierowano inwektywy oraz rzucano przedmiotami, w tym butelkami i petardami. W obliczu agresywnych zachowań części protestujących, policja musiała kilkukrotnie zmieniać trasę przemarszu, aby odseparować zwaśnione strony i uniknąć bezpośrednich konfrontacji, które groziłyby bezpieczeństwu osób postronnych.
Bezpieczeństwo zgromadzenia zabezpieczało kilkuset funkcjonariuszy policji, wspieranych przez sztab kryzysowy oraz służby monitorujące sytuację z powietrza. Władze miasta, na czele z prezydentem Tadeuszem Truskolaskim, zachowały postawę dystansu wobec organizacji wydarzenia, odmawiając patronatu, jednak zapewniły wsparcie logistyczne i policyjne przewidziane prawem dla zgromadzeń publicznych. Według oficjalnych danych służb, do jednostek policji doprowadzono 20 osób, z czego cztery usłyszały zarzuty dotyczące m.in. naruszenia nietykalności funkcjonariuszy oraz rozboju, a wobec pozostałych wyciągnięto konsekwencje w postaci mandatów.
Mimo napiętej atmosfery i prób blokady, uczestnicy marszu dotarli do wyznaczonego celu, gdzie odbyły się wystąpienia aktywistów oraz zaproszonych gości, w tym pisarza Jacka Dehnela. Przemówienia koncentrowały się na potrzebie solidarności społecznej, konieczności udziału w procesach demokratycznych oraz sprzeciwie wobec przemocy. Organizatorzy podkreślali, że mimo trudnych warunków, wydarzenie osiągnęło swój cel wizerunkowy, stając się znaczącym głosem w debacie o prawach człowieka w regionie, a także sygnałem determinacji środowisk dążących do zmian w postrzeganiu mniejszości.

