Iluzja zmiany (komentarz)

Autor: RS

Po ponad dwóch latach od historycznego przełomu polska polityka przypomina starannie wyreżyserowany spektakl, w którym scenografia i oświetlenie stały się ważniejsze od samej sztuki.

Gabinet Donalda Tuska, świadomy narastającego znużenia społecznego oraz serii wizerunkowych potknięć, uruchomił potężną machinę propagandową. Portal X oraz rządowe kanały informacyjne zalała właśnie fala urzędowego optymizmu: infografiki o miliardach płynących do szpitali, sukcesy programu SAFE oraz triumfalne doniesienia o rozliczeniach poprzedników mają przykryć dojmującą pustkę w realizacji kluczowych obietnic. Pod grubą warstwą wizerunkowego lukru kryje się jednak rzeczywistość, w której obecna ekipa, idąca do wyborów z hasłem „100 konkretów”, dziś wydaje się zakładnikiem własnego imposybilizmu.

Paraliż decyzyjny w szatach „pogłębionych analiz”

Największym grzechem dzisiejszej władzy nie jest brutalność, lecz paraliż decyzyjny maskowany retoryką ekspercką. Już choćby sektor ochrony zdrowia, który miał być wizytówką zmian, pogrąża się w stagnacji. Obietnica stworzenia przejrzystego systemu rezerwacji wizyt na wzór prywatnych placówek utknęła w martwym punkcie. Zamiast sprawnej aplikacji, Polacy otrzymują kolejne komunikaty o „wstępnych analizach dostępnych rozwiązań”. Podobnie rzecz ma się z opieką stomatologiczną w szkołach – szumne zapowiedzi o bonach dla dzieci i powrocie dentystów do placówek edukacyjnych ostatecznie przegrały z urzędniczą inercją.

W sferze gospodarczej rozczarowanie jest równie dotkliwe. Podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy złotych stało się symbolem niedotrzymanego słowa. Resort finansów od miesięcy zasłania się trudną sytuacją budżetową, podczas gdy przedsiębiorcy, którym obiecano, że ZUS przejmie wypłatę chorobowego od pierwszego dnia, nadal sami finansują przestoje swoich pracowników. Nawet tak proste rozwiązanie jak reforma „podatku Belki” wciąż funkcjonuje w niezmienionej formie, dławiąc resztki zaufania do państwa jako gwaranta stabilnych zasad gry.

Światopoglądowy regres i „Współlokator Plus”

Donald Tusk, który budował swój powrót na gniewie kobiet i obietnicy liberalizacji prawa aborcyjnego, dziś oferuje jedynie jałowe konsultacje i „wytyczne dla prokuratorów”. Miało być „fajnie”, ale od jakiegoś czasu strategia rządu polega na permanentnym przesuwaniu trudnych decyzji w przyszłość, co najwyraźniej widać w temacie związków partnerskich. W tym kontekście postawa Ministry ds. Równości, Katarzyny Kotuli, nabiera cech politycznej kapitulacji. Jej regularna obecność w mediach przypomina rytuał, w którym radosne zapowiedzi stopniowo ograniczano do legislacyjnego kadłubka, nazywanego dziś w kuluarach sejmowych ustawą „Współlokator Plus”.

Proponowane zapisy są nie tylko niewystarczające, ale wręcz dyskryminujące. Już choćby wymóg udowadniania trwałości związku poprzez roczny okres karencji przed możliwością złożenia wspólnej deklaracji podatkowej stawia pary jednopłciowe w roli obywateli drugiej kategorii. Fakt, że rząd firmuje twarzą ministry z Lewicy projekt tak głęboko wykastrowany z pierwotnych założeń, jest najlepszym dowodem na to, że w obecnym układzie warunki dyktuje konserwatywne skrzydło, a obietnice o „nowoczesnej Polsce” skończyły się tam, gdzie zaczął twardy opór koalicyjnych tradycjonalistów.

„Kompas Jutra” w cieniu systemowej niewydolności

Brak odwagi w zmienianiu rzeczywistości widać wyraźnie również w działaniach resortu edukacji. Podczas gdy ministra Barbara Nowacka promuje reformę „Kompas Jutra” i opowiada o „higienie cyfrowej”, statystyki policji z 20 stycznia 2026 roku kreślą tragiczny obraz rzeczywistości. Tylko w 2025 roku odnotowano 1925 prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży, w tym drastycznie wysoką liczbę incydentów w grupie wiekowej 7-12 lat. W obliczu systemowej zapaści psychiatrii dziecięcej, ministerialne debaty o smartfonach brzmią jak pusty frazes.

Sytuację pogarsza ewolucja rynku medialnego. Z jednej strony TV Republika pozostaje bastionem zafałszowanego przekazu starej władzy (i obecny rząd niczego z tym nie robi – gdyby którakolwiek inna telewizja nadawała podobne treści, z miejsca miałaby odebraną koncesję), z drugiej – niepokój zaczęła budzić też ewolucja TVN24 po przejęciu przez Paramount Skydance za blisko 110 mld dolarów. W USA, po mianowaniu konserwatywnej Bari Weiss na redaktor naczelną CBS, na przełomie 2025 i 2026 roku, zaobserwowano przesuwanie się retoryki w stronę prawicową, co interpretuje się jako próbę zyskania sympatii administracji Donalda Trumpa. Podobny schemat zaczął być właśnie widoczny również w Polsce, gdzie na antenie obecnie próżno szukać kontrowersyjnych tematów społecznych, a zamiast tego mamy m.in. przerwaną przemowę nagrodzonego aktora Andrzeja Seweryna na rzecz programu z udziałem polityka prawicy. I dużo bezpiecznego dla stacji szumu informacyjnego powielanego przez wszystkie inne media w kraju.

Bilans zaniechań kontra widmo autorytaryzmu

Czy jednak ta skala zaniechań uprawnia do tęsknoty za poprzednią władzą? Spojrzenie w niedaleką przeszłość przypomina, że dzisiejsza inercja rządu jest rewersem brutalnego cynizmu ekipy Jarosława Kaczyńskiego. O ile obecna władza grzeszy prokrastynacją, o tyle poprzednia budowała system na grabieży mienia publicznego i fizycznym tłumieniu sprzeciwu. Pamięć o aferze wizowej, respiratorach od handlarza bronią czy inwigilacji systemem Pegasus wciąż działa jako skuteczna przestroga. Stąd też Polska znajduje się dzisiaj w specyficznym zawieszeniu między władzą, która potrafi efektownie opowiadać o demokracji, a opozycją kojarzoną z całkiem niedawnymi autorytarnymi zapędami.

Donald Tusk ponownie wchodzi w rolę „ostatniej tamy przed powrotem barbarzyńców”, ale ten mechanizm zaczyna się powoli wyczerpywać. Wyborcy zdążyli się już zorientować, że polityka stała się starciem dwóch wielkich bloków, z których żaden nie oferuje realnej poprawy jakości życia. A przecież jeśli demokracja w codziennym wydaniu oznacza jedynie wymianę kadr w spółkach skarbu państwa, retoryka anty-PiS może nie wystarczyć do utrzymania władzy w 2027 roku. Rozczarowująca teraźniejszość sprawia bowiem, że cień mrocznej przeszłości przestaje być tak straszny.

Dariusz Staropiętka