„Tęcza” znowu problemem w Warszawie

Autor: RS

Plac Zbawiciela w Warszawie ponownie staje się areną światopoglądowego i urzędniczego sporu. Choć mieszkańcy stolicy w głosowaniu nad Budżetem Obywatelskim zdecydowali o powrocie tęczy – symbolu tolerancji – w nowej odsłonie, realizacja projektu utknęła w martwym punkcie. Zamiast zapowiadanego świętowania, aktywiści i warszawiacy przygotowują się do ulicznego protestu.

Wszystko zaczęło się od oddolnej inicjatywy Linusa Lewandowskiego ze stowarzyszenia Homokomando, który zgłosił projekt „Łuk LGBT+” do stołecznego Budżetu Obywatelskiego. Instalacja, wyceniona na 700 tysięcy złotych, zyskała szerokie poparcie, zdobywając 6811 głosów. Miała to być niezniszczalna, odporna na ogień konstrukcja składająca się z sześciu metalowych łuków, nawiązująca do legendarnej instalacji Julity Wójcik, która zdobiła plac w latach 2012–2015 i była w tym czasie podpalana aż siedem razy.

Władze miasta początkowo wykazywały przychylność dla inicjatywy. Projekt przeszedł pomyślnie oficjalną weryfikację urzędników, a zastępca dyrektora Biura Architektury i Planowania Przestrzennego, Wojciech Wagner, podpisał pozytywną ocenę merytoryczną. W oficjalnej karcie oceny podkreślano wówczas istotny wymiar społeczny tego przedsięwzięcia.

Zwycięstwo projektu w głosowaniu stało się czytelnym znakiem trwałego wsparcia mieszkańców Warszawy dla społeczności LGBTQIA+. Z czasem jednak entuzjazm urzędników osłabł, a realizacja inwestycji ugrzęzła w procedurach. Oficjalnym powodem impasu stały się zastrzeżenia zgłoszone przez Centrum Sztuki Współczesnej, które dysponuje prawami do pierwotnej „Tęczy”.

Początkowo czuliśmy pozytywne nastawienie ze strony miasta. Niestety jednak – z czasem projekt ugrzązł w typowym urzędniczym „niedasię”. Swoje zastrzeżenia zgłosiło Centrum Sztuki Współczesnej posiadające prawa do „Tęczy” Julity Wójcik, i urzędnikom nie udało się dojść do porozumienia – opowiada Linus Lewandowski, członek zarządu stowarzyszenia Homokomando, w wiadomości skierowanej do naszej redakcji na uprzednią prośbę o komentarz prasowy.

Mimo że architekt nowego projektu, Marcin Osicki, przekazał miastu prawa autorskie do swojej koncepcji, a sam „Łuk LGBT+” miał być zupełnie nową interpretacją, urzędnikom nie udało się wypracować porozumienia z instytucją sztuki.

Organizatorzy akcji nie kryją rozczarowania i wprost zarzucają stołecznemu magistratowi brak odwagi politycznej oraz spychanie potrzeb społeczności LGBT+ na boczny tor. Przypominają przy tym inne kontrowersje, jak choćby początkowy opór prezydenta Rafała Trzaskowskiego w kwestii transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych, z którego wycofał się dopiero pod wpływem silnego nacisku opinii publicznej. Inicjatorzy projektu podkreślają, że nowa instalacja miała uniezależnić ten symbol od kaprysów polityków.

Naszym zdaniem – zabrakło odwagi politycznej. Po co się angażować w „kontrowersyjny” projekt? Potrzeby osób LGBT+ nigdy nie były priorytetem władz Warszawy, zawsze się znajdują jakieś sprawy ważniejsze. Widzieliśmy to choćby w kwestii transkrypcji małżeństw jednopłciowych – gdzie Rafał Trzaskowski początkowo zadeklarował, że będą transkrybować tylko zmuszani przez sądy – i zmienił zdanie dopiero po proteście i intensywnych naciskach opinii publicznej – czytamy w komentarzu.

Zamiast planowanego na czerwiec uroczystego odsłonięcia nowej instalacji z okazji Miesiąca Dumy, Plac Zbawiciela ugości manifestację niezadowolonych obywateli. Protest zapowiedziano na najbliższą niedzielę, 7 czerwca, o godzinie 13:00. Zgromadzeni zamierzają głośno domagać się od władz Warszawy wywiązania się z obietnic i rzetelnego zrealizowania wygranego w głosowaniu projektu, sprzeciwiając się chowaniu woli mieszkańców do urzędniczej szafy.

Ale my tu jesteśmy, i to też nasze miasto. I oczekujemy poważnego traktowania. Jeśli decydujemy wspólnie o postawieniu Nowej Tęczy, to obowiązkiem władz miasta jest to dowieźć.

Dlatego w niedzielę, 7 czerwca, o 13:00 organizujemy protest na Placu Zbawiciela. Żeby przypomnieć władzom o Tęczy, i że nie damy się schować do szafy z innymi porzuconymi zwycięskimi projektami z budżetu obywatelskiego. Oczekujemy realizacji Nowej Tęczy tak szybko, jak to tylko możliwe.

Poprosiliśmy Biuro Prezydenta Warszawy o komentarz, o ile go otrzymamy (miasto stołeczne zwyczajowo nie odpowiada na nasze pytania), opublikujemy w aktualizacji do niniejszego artykułu.

Warto przypomnieć przy okazji, że pierwsza instalacja powstała w 2011 roku na zlecenie Instytutu Adama Mickiewicza jako element zagranicznego programu kulturalnego polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, zdobiąc początkowo plac przed Parlamentem Europejskim w Brukseli.

Prawdziwy test społeczny „Tęcza” przeszła jednak po przeniesieniu jej do Warszawy w czerwcu 2012 roku. Ustawiona na osi placu Zbawiciela, w bliskim sąsiedztwie zabytkowego kościoła Najświętszego Zbawiciela, błyskawicznie stała się katalizatorem skrajnych emocji.

Najbardziej dramatyczne sceny rozegrały się 11 listopada 2013 roku podczas Marszu Niepodległości, kiedy instalacja stanęła w płomieniach, a manifestanci obrzucili interweniującą straż pożarną kamieniami i flarami. Wydarzenie to wywołało falę komentarzy politycznych. Robert Winnicki z Ruchu Narodowego stwierdził wówczas, że choć nie pochwala podpalenia, to „spłonął symbol zarazy, lewackiej rewolucji”.

Mimo, żw autorka instalacji wielokrotnie podkreślała uniwersalny i apolityczny charakter pracy, to jej sześciobarwna struktura jednoznacznie kojarzyła się wszystkim z ruchem LGBT. Przeciwko obecności instalacji protestowali przedstawiciele środowisk prawicowych i kościelnych, organizując pikiety modlitewne i postulując zastąpienie jej pomnikiem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jezuita Dariusz Kowalczyk przypominał na łamach prasy, że tęcza to biblijny symbol przymierza Boga z ludźmi, sprzeciwiając się przejmowaniu go przez aktywistów.

Mimo nieustannych kontrowersji, badania opinii publicznej z 2014 roku wykazały, że aż 61% mieszkańców Warszawy oceniało obecność „Tęczy” pozytywnie. Praca zakorzeniła się w tkance miejskiej jako alternatywna atrakcja turystyczna, stając się także inspiracją dla popkultury – m.in. dla głośnego utworu i teledysku Doroty Masłowskiej.

Ostatecznie w sierpniu 2015 roku nadpaloną konstrukcję zdemontowano, a prawa do projektu przekazano Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Autorka nie chciała, by dzieło stało się „pomnikiem przeszłości”. W 2022 roku tygodnik „Polityka” uznał „Tęczę” za jedno z dziesięciu najważniejszych dzieł sztuki ostatniego trzydziestolecia w Polsce.

Zaplanowany na ten rok powrót instalacji w nowej odsłonie na plac Zbawiciela (którego – jak donoszą aktywiści – mamy się nie doczekać) pokazuje, że dyskusja o wolności artystycznej i przestrzeni publicznej w Polsce wcale się nie zakończyła.