Aleksander Miszalski, który zaledwie dwa lata temu przejmował stery w magistracie po erze Jacka Majchrowskiego, został odwołany ze stanowiska prezydenta miasta. Wynik niedzielnego referendum to nie tylko lokalne trzęsienie ziemi, ale – jak podkreślają komentatorzy – poważny sygnał alarmowy dla Koalicji Obywatelskiej przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
Wydarzenia w Krakowie pokazały rzadko spotykaną jedność skrajnych biegunów politycznych. Przeciwko prezydentowi ramię w ramię stanęły PiS, Konfederacja oraz partia Razem. Choć ideologicznie dzieli ich niemal wszystko, połączył ich wspólny cel: usunięcie włodarza, którego styl sprawowania władzy określano mianem aroganckiego i oderwanego od realnych problemów mieszkańców.
Polityczne napięcie w mieście osiągnęło punkt kulminacyjny na kilka dni przed głosowaniem, gdy Aleksander Miszalski ogłosił objęcie honorowym patronatem XXII Marszu Równości. Decyzja ta, choć zgodna z jego dotychczasową linią światopoglądową, wywołała falę komentarzy w kontekście zbliżającego się referendum. Krytycy zarzucali prezydentowi ucieczkę w tematy światopoglądowe w momencie, gdy miasto boryka się z długiem sięgającym 8 miliardów złotych i kontrowersjami wokół Strefy Czystego Transportu.
Mieszkańcy Krakowa podjęli decyzję.
Przyjmuję ją z szacunkiem.
Dziękuję wszystkim Krakowiankom i Krakowianom za udział w referendum – zarówno tym, którzy mnie wspierali, jak i tym, którzy byli wobec mnie krytyczni.Demokracja samorządowa polega właśnie na tym, że to mieszkańcy… pic.twitter.com/sqiAuS30Pv
— Aleksander Miszalski (@Miszalski_) May 25, 2026
Prezydent, mimo patronatu, nie pojawił się jednak na samym przemarszu. Magistrat tłumaczył nieobecność Miszalskiego uczestnictwem w uroczystości Pierwszej Komunii Świętej chrześniaka. Dla wielu obserwatorów był to jednak sygnał próby złagodzenia wizerunku w ostatniej chwili i ukłon w stronę bardziej konserwatywnego elektoratu, co potwierdzało wcześniejsze, majówkowe zaangażowanie Miszalskiego w obchody z biało-czerwoną flagą.
Strategia Koalicji Obywatelskiej polegająca na bojkocie referendum okazała się fatalna w skutkach. Zamiast merytorycznej obrony dokonań prezydenta, mieszkańcy słyszeli apele o pozostanie w domach, co miało doprowadzić do nieważności głosowania przez zbyt niską frekwencję. Plan ten legł w gruzach – próg ważności został przekroczony, a miażdżąca liczba głosujących opowiedziała się za dymisją.
Władza, która mówi obywatelom, że najlepszym gestem jest zostanie w domu, sama odbiera sobie moralne prawo do mówienia o demokracji i obywatelskim zaangażowaniu – oceniają komentatorzy sceny politycznej.
W tle porażki pojawiają się nazwiska doradców związanych ze sztabem Rafała Trzaskowskiego, co nadaje sprawie wymiar ogólnopolski. Kraków, postrzegany dotąd jako bastion liberalizmu, wystawił „czerwoną kartkę” metodzie rządzenia opartej na ignorowaniu gniewu mieszkańców. Podwyżki cen biletów, chaos komunikacyjny i poczucie decydowania „ponad głowami” krakowian przeważyły nad obietnicami budowy metra czy walki z patodeweloperką.
Referendum w stolicy Małopolski pokazało, że elektorat demokratyczny nie jest własnością żadnej partii. Mieszkańcy udowodnili, że potrafią odrzucić władzę, którą uznali za butną, nawet jeśli po drugiej stronie czeka polityczna niepewność. Do czasu przedterminowych wyborów, które odbędą się najprawdopodobniej pod koniec lata, miastem zarządzać będzie komisarz wyznaczony przez premiera.

