Jak wykryliśmy nieuczciwe działania podczas ESC 2026

Autor: RS

Jubileuszowy, 70. Konkurs Piosenki Eurowizji w Wiedniu z założenia miał być świętem muzyki i jedności. Zamiast tego niestety po raz kolejny staje się areną bezprecedensowych napięć politycznych i oskarżeń o rażący brak obiektywizmu ze strony organizatorów. W cieniu awansu do sobotniego finału polskiej reprezentantki Alicji Szemplińskiej, nasza redakcja dotarła do dowodów wskazujących na to, że Europejska Unia Nadawców (EBU) w czasie trwania konkursu aktywnie promuje wybranych artystów, naruszając fundamentalną zasadę równych szans uczestników ESC 2026.

Śledząc oficjalne kanały cyfrowe konkursu, nasi redaktorzy wykryli poważne nieprawidłowości promocyjne. Dzień po pierwszym półfinale, w oficjalnym, całodobowym streamie na platformie YouTube zatytułowanym „Eurovision Song Contest: Non-Stop Hits!” (gdzie prezentowane są nagrania występów eurowizyjnych artystów, 13 maja wyemitowano teledysk izraelskiego artysty Noama Bettana. Był to dokładnie ten utwór, z którym wokalista walczy obecnie o zwycięstwo w Wiedniu.

W związku z tym rażącym incydentem podjęliśmy natychmiastowe działania i skierowaliśmy oficjalne zapytanie prasowe do EBU i ORF.

W naszym piśmie domagaliśmy się od organizatorów natychmiastowego wyjaśnienia wytycznych redakcyjnych i kryteriów doboru treści do oficjalnego streamu w trakcie trwania rywalizacji. Zapytaliśmy wprost, czy faworyzowanie jednego z uczestników na globalnej platformie nie stanowi pogwałcenia zasady zapewnienia równych szans wszystkim delegacjom. Poprosiliśmy również o wyjaśnienie, jakie mechanizmy neutralności stosuje EBU w odniesieniu do swoich mediów społecznościowych. Zaznaczyliśmy, że oczekujemy odpowiedzi do godziny 12.00 w piątek. Daliśmy więc organizatorom wystarczająco dużo czasu na odniesienie się do tematu.

Każdy głos na wagę złota

Już po wysłaniu pisma, dzień później, zauważyliśmy również emisję występu greckiego artysty Akylas’a, wykonującego utwór „Ferto” podczas tegorocznego ESC. Przez wiele kolejnych godzin śledzenia streamu nie odnotowaliśmy emisji żadnych innych utworów wykonawców z tegorocznego konkursu. Aż do momentu zakończenia drugiego półfinału, kiedy to nagle ilość tegorocznych kompozycji w streamingu „Eurovision Song Contest: Non-Stop Hits!” nagle się zwiększyła (weszliśmy na stream po zakończeniu transmisji drugiego półfinału). Niemal jedno po drugim, zaczęły pojawiać się wykonania innych uczestników – Sarah Engels z Niemiec, Delty Goodrem z Australii, DARY z Bułgarii, Alexandry Capitanescu z Rumunii, Cosmó z Austrii i innych. Niestety z przewagą wykonawców z drugiego półfinału. Kolejnego dnia już próżno było szukać jakiegokolwiek utworu z tegorocznej puli, co jeszcze bardziej stawia pod znakiem zapytania intencje twórców tego mechanizmu promocyjnego. Co ciekawe, czytelnik nie jest w stanie zweryfikować tych informacji, ponieważ stream z piosenkami ma wyłączony mechanizm DVR, pozwalający odtwarzać dowolne miejsca transmisji.

Wiedząc, że eurowizyjne punkty (1–12) przyznawane są przez każdy kraj osobno, można dojść do wniosku, że nawet relatywnie niewielka, ale zmobilizowana grupa widzów może mieć zauważalny wpływ na końcowy rezultat w państwach o mniejszej populacji lub umiarkowanym zainteresowaniu konkursem. Dotyczy to szczególnie małych krajów, takich jak Malta, Islandia czy San Marino, gdzie całkowita liczba aktywnych głosujących jest nieporównywalnie niższa niż w największych krajach Europy. Statystyki televotingu pokazują, że różnice między utworami w dolnej części punktowanej dziesiątki bywają minimalne, zwłaszcza w latach o wyrównanym poziomie konkursu. Zdarzały się również przypadki, gdy państwa nie były w stanie wygenerować ważnego wyniku televotingu – w przypadku San Marino EBU stosowała nawet zastępczy, sztucznie wyliczany wynik oparty na modelu innych krajów. Uznać więc można, że w tym konkursie każdy głos jest na wagę złota.

Kto trzyma stery, dyktuje zasady?

Podejmując działanie w sprawie uznaliśmy, że promowanie wybranych kompozycji konkursowych w oficjalnych kanałach organizatora podczas trwania konkursu jawi się jako jawne złamanie zasady fair play, nosząc znamiona znanego psychologicznie zjawiska tzw. efektu czystej ekspozycji. Jest to tendencja (często wykorzystywana marketingowo, czy przez stacje radiowe stosujące tzw. rotację utworów), w której skłonność człowieka do lubienia czegoś wzrasta proporcjonalnie do częstotliwości, z jaką się spotyka. Przekładając to na język promocji muzycznej – można stwierdzić, że im częściej widz usłyszy dany utwór, tym bardziej podczas finału jego mózg rozpozna go jako znajomy, co automatycznie uczyni go atrakcyjniejszym i bardziej „wpadającym w ucho”.

Naszym zdaniem zjawisko zostałoby spotęgowane przez tzw. torowanie (priming), czyli również nieświadomy, psychologiczny proces, w którym wcześniejsza ekspozycja ułatwia wydobycie konkretnej informacji z pamięci. W momencie głosowania, gdy widz jest bombardowany dziesiątkami propozycji, jego mózg będzie bezwiednie faworyzował te piosenki, które są najłatwiej dostępne w jego świadomości dzięki niedawnemu przypomnieniu.

Tego typu pozaregulaminowa emisja działa zawsze jak sztuczny zastrzyk tzw. efektu świeżości, niwelując naturalne straty w zapamiętywaniu wynikające z numeru startowego artysty. W efekcie promowani przez przez kanał ESC tegoroczni wykonawcy są naturalnymi beneficjentami potężnego narzędzia manipulacji pamięcią masowego odbiorcy, co w konkursie opartym na emocjonalnych i szybkich decyzjach widzów może przełożyć się bezpośrednio na liczbę oddanych głosów i ostateczny ranking. Każda sekunda dodatkowej obecności piosenki na oficjalnych platformach EBU przed otwarciem linii telefonicznych staje się zatem formą podprogowej reklamy, która stawia pozostałych uczestników w gorszej pozycji. Będąc przeciwnikami takich działań, zareagowaliśmy w najlepszym interesie szans naszej reprezentantki, ale też innych artystów.

Do chwili opublikowania artykułu, ORF i EBU nie zdecydowały się udzielić naszej redakcji komentarza w tej sprawie. O ile otrzymamy ją w terminie późniejszym, opublikujemy w formie aktualizacji do niniejszego artykułu.

Czy to wciąż jest europejskie święto muzyki?

Atmosfera w wiedeńskiej Wiener Stadthalle od samego początku konkursu była dość gorąca, czego najlepszym dowodem był wtorkowy występ Bettana z utworem „Michelle”, który spotkał się z potężnym oporem zgromadzonej w arenie publiczności. Gdy tylko izraelski wokalista pojawił się na scenie, hala utonęła w ogłuszającym buczeniu. Z widowni wznoszono okrzyki potępiające działania wojenne w Strefie Gazy oraz skandowano hasła nawołujące do wolności Palestyny.

Austriacka telewizja ORF zadeklarowała wcześniej publicznie, że nie zamierza cenzurować spontanicznych reakcji widzów. Jednak po zakończeniu transmisji w sieci natychmiast wybuchła burza. Oburzeni fani masowo wytykają organizatorom manipulację dźwiękiem, bo w oficjalnych materiałach wideo zamieszczonych na YouTube krytyczne reakcje publiczności oraz gwizdy zostały niemal całkowicie stłumione, sprawiając wrażenie, że występ artysty spotkał się z ciepłym przyjęciem.

Z kuluarów wiedeńskiego konkursu docierają także niepokojące informacje o brutalnych interwencjach służb bezpieczeństwa. Ochrona obiektu miała siłą usunąć młodego mężczyznę, który głośno protestował przeciwko obecności Izraela na eurowizyjnej scenie. Do incydentu odnieśli się już organizatorzy we wspólnym oświadczeniu ORF i EBU.

Ochrona wyprowadziła tę osobę, bo przeszkadzała publiczności. Trzy inne osoby również zostały usunięte z obiektu przez ochronę za zakłócanie spokoju – poinformowały służby prasowe w oficjalnym komunikacie cytowanym przez brytyjskie BBC.

Obecność Izraela doprowadziła tegoroczny konkurs na skraj organizacyjnego chaosu. W akcie protestu przeciwko bezczynności EBU wobec konfliktu na Bliskim Wschodzie, aż pięć państw – Irlandia, Hiszpania, Islandia, Holandia oraz Słowenia – podjęło radykalną decyzję o całkowitym wycofaniu się z udziału w wydarzeniu. Inne kraje zrezygnowały z transmisji telewizyjnej, a ponad tysiąc artystów z całej Europy podpisało apele o bojkot imprezy, przypominając przypadek Rosji, która została z Eurowizji wykluczona. Sam Noam Bettan porusza się po Wiedniu w asyście uzbrojonych służb, objęty najwyższym reżimem bezpieczeństwa.

Wszystko wskazuje na to, że obecna edycja może być ostatnią z udziałem tego państwa w strukturach europejskich. Europejska Unia Nadawców coraz poważniej pochyla się nad głębokimi zmianami regulaminowymi. Według doniesień izraelskiego serwisu Ynet Global, w kuluarach EBU toczą się zaawansowane rozmowy nad przeniesieniem Izraela do nowo powstającego formatu „Eurovision Song Contest Asia”, którego premierę zaplanowano na połowę listopada 2026 roku w Bangkoku. Choć pomysł ten budzi opór części międzynarodowych delegacji, presja opinii publicznej i narastający kryzys wizerunkowy mogą zmusić władze EBU do podjęcia tej bezprecedensowej decyzji tuż po zakończeniu wiedeńskiego finału.

Nie po raz pierwszy pytanie o zwycięzcę Eurowizji schodzi dziś na dalszy plan. Zamiast emocji związanych wyłącznie z muzyką, europejską opinię publiczną pochłaniają protesty, polityczne napięcia, oskarżenia o manipulację przekazem i coraz głębsze podziały między nadawcami oraz widzami. Konkurs, który przez dekady miał łączyć kontynent ponad granicami i konfliktami, coraz częściej staje się areną geopolitycznych sporów oraz społecznych emocji. Czy w takich warunkach Eurowizję nadal można nazywać europejskim świętem muzyki, czy może wydarzenie bezpowrotnie utraciło swój pierwotny charakter?