LGBTIQ+ na bogato?

Autor: RS

Przekonanie, że osoby LGBT stanowią wyjątkowo zamożną grupę, funkcjonuje w debacie publicznej od lat, ale jego źródła są znacznie bardziej przyziemne, niż sugerują powtarzane obiegowo opinie.

Stereotyp narodził się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, gdzie już w latach 90. firmy badawcze badające rynek reklamy — takie jak Harris Interactive czy Witeck-Combs – zaczęły przedstawiać osoby nieheteronormatywne jako atrakcyjny segment konsumencki. Wskazywały na model życia części par jednopłciowych, w którym występowały dwa źródła dochodu i brak dzieci, co faktycznie zwiększało ilość wolnych środków w niektórych gospodarstwach domowych.

Na tej podstawie rynek marketingowy stworzył pojęcie „pink money”, czyli rzekomo ponadprzeciętnej siły nabywczej społeczności LGBT. Warto jednak podkreślić, że tamte dane dotyczyły wąskiej grupy: osób mieszkających w największych metropoliach i o relatywnie wysokiej widoczności społecznej. To nie była analiza całej populacji, lecz atrakcyjnego z perspektywy rynku wycinka.

Gdy pojawiły się poważniejsze, reprezentatywne badania, obraz zaczął wyglądać zupełnie inaczej. Najbardziej szczegółowych danych dostarcza Williams Institute z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. W raporcie „LGBT Poverty in the United States” udowodniono, że osoby nieheteronormatywne częściej żyją w ubóstwie niż osoby heteroseksualne, a najtrudniejsza sytuacja dotyczy kobiet oraz osób transpłciowych.

W kolejnych analizach tego ośrodka zwrócono uwagę na większe ryzyko bezrobocia, niższe zarobki i ogólnie mniej stabilne warunki pracy w porównaniu z populacją ogólną. Dane te podważyły wcześniejsze, marketingowe narracje, które mylnie przeniesiono na całą społeczność.

W Europie podobne wnioski pojawiły się po badaniach Europejskiej Agencji Praw Podstawowych, która przeprowadziła szerokie ankiety w 2012, 2019 i 2023 roku. Wynika z nich, że osoby LGBT częściej deklarują trudności finansowe, większą niestabilność zatrudnienia i doświadczenia dyskryminacji, które realnie wpływają na ich sytuację materialną. Jeszcze bardziej jednoznaczne są analizy OECD, które opisują tzw. karę dochodową — zjawisko, w którym orientacja lub tożsamość wpływa na niższe dochody, szczególnie w przypadku lesbijek oraz osób transpłciowych.

W podobnym tonie wypowiadają się eksperci Banku Światowego, badający wpływ wykluczenia na gospodarki. Wskazują, że w wielu państwach osoby LGBT są nadreprezentowane w grupach o najniższym poziomie bezpieczeństwa ekonomicznego, co wynika głównie z barier na rynku pracy i braku systemowych zabezpieczeń.

W Polsce brakuje dużych badań dotyczących bezpośrednio dochodów, jednak dostępne raporty organizacji pozarządowych — takich jak Kampania Przeciw Homofobii czy Lambda Warszawa — wskazują na podobne zależności: obawy przed ujawnieniem orientacji w miejscu pracy, częstsze doświadczenia dyskryminacji, problemy mieszkaniowe oraz trudniejszą sytuację ekonomiczną młodych osób wyrzuconych z domów. To dane, które trudno pogodzić z wizją jednolitej, zamożnej grupy.

Narracja o „bogatej społeczności LGBT” przetrwała głównie dlatego, że była wygodna i atrakcyjna marketingowo. Łatwo zapadała w pamięć, a media chętnie pokazywały najbardziej widoczne, często uprzywilejowane segmenty tej grupy – mieszkańców dużych miast, pracowników branż kreatywnych, ludzi o większej ekspozycji kulturowej.

Tymczasem współczesne badania empiryczne jednoznacznie wskazują, że sytuacja ekonomiczna osób LGBT jest zróżnicowana i w wielu przypadkach trudniejsza niż w populacji ogólnej. Zestawiając ze sobą dane z USA, Europy i analiz globalnych instytucji, trudno znaleźć podstawy, by używać wobec całej społeczności etykiety sugerującej ponadprzeciętny dobrobyt. A w związku z tym stwierdzić trzeba, że stereotyp, który powstał na podstawie marketingowych kalkulacji sprzed lat, nie wytrzymuje dziś konfrontacji z rzeczywistością.