Aktualności Lifestyle 

Trzy miasta, trzy flagi. Tęcza w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie.

W ostatnich tygodniach mieszkanki Warszawy i Wrocławia  padły ofiarą wandali, których rozwścieczyły tęczowe flagi. Krakowianka walczy z kolei z oburzonymi naszym symbolem sąsiadami. Witamy w Polsce. 

To tylko ideologia

Konserwatywni  nienawistnicy, podjudzani przez kler i swoich ulubionych polityków, poczynają sobie coraz śmielej. Biją, plują, wyzywają, piętnują. Metod dehumanizacji członków tęczowej społeczności jest multum. Wszak pseudopatrioci i pseudo patriotki zakodowali sobie w głowie, ze „LGBT to nie ludzie, tylko ideologia”.

Specjalnie dla Was skontaktowaliśmy się z Osobami dotkniętymi napaściami motywowanymi queerfobią lub znajomymi tych osób i poprosiliśmy, by opowiedziały nam o tym, co się wydarzyło.

„Chętnie wywiesiłabym jeszcze drugą”

W gronie naszych bohaterek jako pierwsza szkody poniosła Anna (nazwisko znane redakcji). Doktora i pomocnica naukowa z UW oraz jej partnerka pod koniec sierpnia dwukrotnie skonfrontowały  się z grupką rozkrzyczanych homofobów.  Mieszkają na Pradze, gdzie – zdaniem naszej interlokutorki – takie akcje niestety „mają dużo większą szansę się wydarzyć”. 

O, jacyś osiedlowi chłopcy właśnie darli mordę „o kurwa LGBT jebane”, idąc pod naszym balkonem. – wspomniała na Facebooku Anna. Potem dodała żartobliwie, odpowiadając znajomej: Wiesz, oni tak mimochodem tylko, zobaczyli flagę i się podjarali, wydarli mordę i poszli dalej.

Polonistka była pewna, że w razie, gdyby dresiarze zabawili na miejscu jeszcze kilka chwil – nie mogłaby liczyć na profesjonalną pomoc ze strony stróżów prawa. 

(…) wyobrażam sobie, że interwencja policji brzmiałaby „to może zdejmie pani te flagę, żeby nie prowokować konfliktów (serio, takie rzeczy queerowe osoby padające ofiarą ataków słyszą obecnie od polskiej policji) – tłumaczyła. 

 Do następnego spięcia doszło już po północy, gdy Anna wyszła na balkon, by zapalić papierosa. Agresor groził, krzycząc, że wie, jak Anna wygląda. Nazwał ją „cwelem”.  Oddalić raczył się dopiero wtedy, gdy usłyszał, jak tęczowa Miłośniczka literatury podaje przez telefon policji numer rejestracyjny samochodu, z którego wysiadł. 

W trakcie byłam głównie wściekła, ale też czułam się bardzo bezsilna. (…) Ten telefon trochę sprawczości mi przywrócił, ale i tak było to okropne doświadczenie. Nie powinno się tak czuć nigdzie, a już z pewnością nie we własnym domu. Ten koleś jeszcze wykrzykiwał, żebym zdjęła flagę. Ale to wszystko podziałało tak, że chętnie wywiesiłabym jeszcze drugą… – podsumowała.

Sprawa dot. Tego zajścia nie jest jeszcze procedowana. Postępowanie ruszy, jeśli Anna zgłosi się na komisariacie. Ale pomimo tego, że funkcjonariusze nie mogą za dużo dla niej zrobić, humanistka cieszy się poczuciem, że „nie siedzi cicho i coś robi”. 

Jej zdaniem agresja, jaka  wymierzana jest w osoby wieszające tęczowe flag, i ewidentnie stanowi  „element kampanii zastraszania nas jako społeczności. Pokazania, że nie jesteśmy u siebie, ani że nie jesteśmy mile widziani”. Anna zastrzegła przy tym, że „oczywiście nie czuję się ofiarą  homofobii w tym samym stopniu co ktoś, kto np. został pobity na ulicy, albo wywalony z domu”.

(…) jednocześnie jest to bardzo trudne i uderzające jakoś w poczucie człowieczeństwa i godności. Na takiej zasadzie, że w jakim miejscu my żyjemy, skoro randomowi ludzie myślą, że mogą sobie pozwolić na takie zachowanie? Na pewno też jest tak, że to się nasila. I nawet jeśli w zeszłym roku tęczowa flaga już nie była symbolem neutralnym, to teraz jest niemal płachtą na byka. To jest przerażające i smutne, że ta granica tak się przesunęła – zauważyła. 

Bez względu na konsekwencje, naukowczyni popiera akcje wywieszania naszego symbolu. W opinii  chowanie go dałoby oprawcom mylny sygnał, że racja jest po ich stronie. 

Myślę, że tym bardziej należy je wieszać – pokazać, że jest nas dużo, że to też nasza przestrzeń, albo że wspieramy się nawzajem. Może jak jakiś homofob zobaczy, że jego miły sąsiad wywiesił flagę na balkonie, to sobie pomyśli, że może jednak coś jest nie tak z jego przekonaniami. Myślę też o tym jak o sygnale do innych osób LGBT+.  Wiem, że to jest budujące, kiedy w tym wszystkim, w takich okolicznościach, w jakich żyjemy, idziesz ulicą i widzisz te flagi – zachęcała. 

Anna zastrzegła jednakże, iż „każdy powinien ocenić sam, czy czuje się na tyle bezpiecznie, żeby coś takiego zrobić”. 

Tęczowa mieszkanka stolicy pochwaliła akcję „wywieś flagę, daj odwagę”, zaznaczając, że byłoby jej miło  doświadczyć gestu solidarności ze strony „różnych instytucji”, m. In. Prezydenta Trzaskowskiego, będącego adresatem petycji, dotyczącej problemu przemocy wobec osób LGBTQ+.

We Wrocławiu grasuje… zaklejacz. 

Przykrą niespodziankę po powrocie do domu zastały współlokatorki Agata Łabuda pracująca dla fundacji „W związku z rakiem”, zajmującej się wspieraniem chorych osób i Daria Świstak, koordynatorka HR.

Obie przyznają, że nawet ze świadomością obecnej sytuacji społeczno-politycznej były zszokowane tym, co zastały. I chociaż na co dzień stronią od upubliczniania swoich prywatnych historii, tym razem zdecydowały się nagłośnić sprawę. 

Niektórzy z Was wiedzą, ale większość pewnie nie- kilka tygodni temu zawiesiłyśmy tęczową flagę na balkonie, w ramach poparcia osób LGBTQ+. Nie sądziłyśmy, że dnia dzisiejszego wychodząc do pracy, nie będziemy mogły do niego wrócić. Podczas naszej nieobecności okazało się, że ktoś wprowadził klej z utwardzaczem w oba zamki naszych drzwi wejściowych.  Nie obyło się bez ślusarza i kosztów, choć to najmniejszy problem. Nie życzę nikomu uczuć, które nam towarzyszą w tym momencie. Uczucia strachu, obawy…- przywołała trudne chwile.

Zablokowane zamki to nie jedyna „atrakcja”: w windzie zamieszkiwanego przez  nią  budynku ktoś nabazgrał krzyż celtycki.  Kobiety przyznały, że jest im ciężko, bo – jak podkreśliła –  „jednak dom to jest miejsce, gdzie potencjalnie powinniśmy się czuć bezpiecznie”. 

A one z  tego poczucia bezpieczeństwa zostały obrabowane. Nie ma pewności, czy następnym razem agresor zamiast kleju nie wyleje kwasu na oczy i czy – w najgorszym wypadku – zamiast tęczowej flagi będzie wisiała czarna wstążka… 

Aktualnie przyjaciółki są w toku załatwiania formalności na policji i próbują znaleźć odpowiedź na pytanie, które nurtuje również nas: „W jakim my, k***a,kraju żyjemy”?

Zaraz po incydencie, w pierwszym odruchu, zdjęły flagę ze strachu. “No bo co następne?”. Koleżanki Darii bały się o auta.

Na koniec ona sama zmieniła decyzję: “Ale ja potem pomyślałam, że  zdejmując flagę pokazujemy im, jak bardzo się boimy i że to oni są górą. A nie chciałam, żeby te osoby w ten sposób się czuły, wygrane itd. Dlatego powiesiłam flagę znowu”

„Też planujemy wieszać flagi” 

Kolejną z naszych rozmówczyń jest Daria Laura Warchoł, która dzięki czujności współlokatorki dowiedziała się o szkodzie sąsiadów z bloku. Koleżanka Wrocławianki pokazała jej wpis „Dziewuch”, demonstrujący zaklejony zamek.

(…) od razu napisałam do tej osoby na instagramie, (…). Napisałam, że mega mi przykro, że też planujemy wieszać flagi. Tego samego wieczoru powiesiliśmy nasz baner, który robiliśmy na protest Murem za Margot, wydrukowaliśmy kartki ostrzegawcze dla sąsiadów, dotyczące obcych osób na klatce i zaklejania zamków, zwiększenia ostrożności. Powiesiliśmy na tablicy ogłoszeniowej, następnego dnia rano zniknęła, więc powiesiłam znowu – wspomniała Daria.

Kartka została zerwana, wiec wrażliwa   dziewczyna powiesiła ja ponownie. Nasza bohaterka próbowała ponadto rozmawiać z innymi mieszkańcami osiedla w celu pochylenia się nad tą sytuacja i możliwego kontaktowania się ze spółdzielnią mieszkaniową „wojewodzianka”.

„Skontaktowałam się ze znajomym, który na co dzień zajmuje się diagnostyką komputerową i szeroko pojętą elektroniką, aby wykonać plan monitoringu budynków” – dodała.

Warchoł nie ma najmniejszego zamiaru odpuszczać zrobienia „rabanu” w spółdzielni i stworzenia planu monitoringu dla całego bloku. Bo pomimo tego, że jej drzwi nie zostały zniszczone, nasza rozmówczyni troszczy się o bezpieczeństwo zarówno tęczowych sąsiadów i sąsiadek, jak i mieszkających w okolicy seniorów i seniorek, a także osób z dziećmi oraz sąsiadów i sąsiadek doświadczających  niepełnosprawności.

Lepsza opcja 

Zagorzałych przeciwników tęczowych flag można spotkać również w Krakowie. Osoba, która stawiła im czoła, zgodziła się na podzielenie się swoją historią, lecz poprosiła  nas o anonimowość. 

Twórczyni treści szkoleń od grudnia wynajmuje mieszkanie w  dawnej stolicy Polski. Wszystko było w porządku, dopóki w połowie września właścicielka lokum nie dostrzegła tęczowego symbolu, zdobiącego balkon naszej bohaterki. Kobieta kategorycznie oznajmiła, iż „na to ona się nie zgodzi”, zadrwiła o wywieszeniu materiału na odwrót i kazała ją usunąć. A po godzinie  zadzwoniła, by postawić ultimatum: zdjęcie flagi albo  wymówienie umowy wynajmu. 

“(…) była to długa rozmowa, z której jasno wynikało, że właścicielce flaga nie podoba się tylko i wyłącznie ze względu na to co reprezentuje, a nie bo boi się o bezpieczeństwo etc. Powiedziałam, że nie ściągnę i proszę o wydrukowanie wymówienia i podanie mi pod drzwi. Świadkiem tego był mój kolega, który akurat był w mieszkaniu ze mną. Wieczorem dostałam SMS-a od męża właścicielki z groźbą  »podpisze pani dokument, że wszelkie zniszczenia są na panią, albo flaga ma znikają natychmiast« – przywołała stresujące chwwile nasza  bohaterka.

Obywatelka Małopolskiej metropolii nie straciła jednak zimnej krwi. Doskonale wiedziała, iż flaga nie stanowi żadnej prowokacji, a ona sama nie jest chuliganką. Nie czuję się zatem w obowiązku ponosić odpowiedzialności za ewentualne szkody materialne.

Stoicki spokój, ale i opór naszej bohaterki całkowicie wyprowadziły z równowagi nieprzychylnego jej sąsiada. Chwilę później jej telefon zapikał, sygnalizując nadejście kolejnego SMS-a. To sąsiad straszył zaangażowaniem adwokata. Kolejnego dnia główna zainteresowana otrzymała zdjęcie pisma o wypowiedzeniu umowy współwłasności. 

Nie było ono adresowane do mnie i go nie rozumiałam. właścicielka chciała, żebym ją wpuściła do domu, albo wejdzie z policją – relacjonowała 

Do spotkania miało dojść w zeszły piątek o 9:00. Nasza bohaterka  zdezorientowana myślała: „co robić?”.

Na szczęście dziewczyna nawiązała kontakt z prawnikiem, który pomoże rozwiązać konflikt z unikającą “upolityczniania  się” właścicielką mieszkania.  A flaga wisi dalej.  Mimo tego poszkodowana przewiduje, że do wypowiedzenia faktycznie dojdzie. Zastanawia się tylko, czy, z drugiej strony, nie jest to „lepsza opcja niż mieszkanie w takim pato miejscu”. 

Wszystkim naszym rozmówczyniom życzymy wytrwałości i tego, by jak najprędzej mogły cieszyć się odebranym im poczuciem spokoju i bezpieczeństwa. Pamiętajcie, że zawsze możecie do nas napisać.  Ściskamy!

Źródła: rozmowy internetowe z bohaterkami tekstu. 

Polecane artykuły

Zostaw komentarz