Aktualności Lifestyle Prawo 

Szwajcaria nie zgadza się na homofobię i bifobię.

Od 2013 r. Szwajcarzy gorąco dyskutowali nad poszeszeniem rodzimego prawa antydyskryminacyjnego o penalizowanie aktów nienawiści wobec osób LGBTQ+. Wyniki niedzielnego referendum pokazały jasno: większość obywateli nie godzi się na wykluczanie kogokolwiek na tle orientacji seksualnej!

Miejsce nr 28

Spośród 49 państw położonych w granicach naszego kontynentu, Szwajcaria uplasowała się ostatnio na 28 miejscu rankingu Rainbow Europe. Nie jest to najgorszy wynik, ale trudno nazwać go wybitnym.

Tęczowi Szwajcarzy nie mogą wziąć ślubu, a ich prawa adopcyjne są ograniczone do możliwości sprawowania pieczy nad potomstwem ukochanej osoby lub dziecka, które jest już przez nią przysposobione.
Prawo wyklucza również m.in. udzielenie azylu gejom i lesbijkom.

Kolejnym problemem, na który zwrócili uwagę aktywiści ILGA Europe, była bezradność osób LGBTQ+ wobec wszelkich homofobicznych aktów przemocy werbalnej.

Wypełnić lukę

Nad kwestią ochrony queerowych obywateli kraju jeszcze w 2013 r. pochylił się jeden ze szwajcarskich socjaldemokratów. Mathias Reynard przedstawił wtedy projekt ustawy penalizującej „dyskryminację i podżeganie do nienawiści” ze względu na „rasę, pochodzenie etniczne, religię lub orientację seksualną”. Po dwóch latach zgodę na kontynuowanie prac nad tym dokumentem wyraziła Rada Narodowa, a następnie – miesiąc później- Komisja Prawa, działająca w strukturach Rady Kantonów. Co więcej, Wyższa Izba tamtejszego parlamentu w lutym 2017 r. poparła wzbogacenie projektu o zakaz wykluczania ze względu na tożsamość płciową.

Pomysł spodobał się innym frakcjom. Pozytywne nastawienie wobec projektu deklarowała także większość obywateli, zapytanych o opinię na temat nowego prawa. Znacznie bardziej sceptyczni pozostali przedstawiciele Szwajcarskiej Partii Ludowej.

„Niejasności”

Gdy w kalendarzu widniał sierpień 2018 r., Zgromadzenie Federalne zadeklarowało pomoc w uchwaleniu ustawy Reynard’a. Było tylko jedno „ale” – federacyjny parlament oczekiwał usunięcia wzmianki o tożsamości płciowej, co argumentował „niejasnością” kryteriów oceny transfobii. Rada Narodu nie dostosowała się do tej sugestii. Jesienią grono 118 decydentów przegłosowało poprawki uwzględniające prawa osób transpłciowych. Tylko 60 oficjeli okazało swój sprzeciw, zaś 5 powstrzymało się od głosu.

Wieści o decyzji Szwajcarskiego Parlamentu są wspaniałe, bo dają pełne mocy przesłanie, że homofobia nie jest opinią – cieszył się Reynard.

Na początku listopada wspomniana już wcześniej Komisja poparła akt prawny w tej samej formie. Jej członkowie zaznaczyli dodatkowo, iż osoby odcinające się od cisnoramatywności również doświadczają wrogości w związku z tym, kim są. Wyżsi rangą parlamentarzyści nie uznali tej przesłanki za wystarczająco istotną, bo chociaż poparli projekt, to kilka chwil później – przewagą 13 głosów – odrzucili zapis, który mógłby doprowadzić do karalności transfobicznych aktów wykluczenia.

To z kolei wywołało ambiwalentne uczucia osób LGBTQ+ oraz ich sojuszników. Rozgoryczeni aktywiści z  wskazywali, że prawo nie będzie pełne, jeśli nie potepi dyskryminacji wobec transpłciowych oraz interpłciowych obywateli.

Zmiana przyjętej wcześniej ustawy wymagała ponownego głosowania. Tym razem Rada Narodowa uległa presii i postanowiła o zaakceptowaniu projektu  w jego nowej formie. Przeredagowała też tytuł fragmentu kodeksu Karnego w taki sposób, by przewidywał sankcje za „dyskryminację i podżeganie do nienawiści”. Ostatnie głosowanie miało miejsce w połowie grudnia 2018. Zgromadzenie Federalne definitywnie ustaliło, że ustawa przewidująca konsekwencje karne za  rasizm zostanie wzbogacona o tęczowy wątek.

„Non à cette loi de censure”

Takie rozwiązanie nie spodobało się konserwatywnym mieszkańcom państwa znanego z produkcji wysokiej klasy zegarków. Szwajcarzy o prawicowych poglądach skorzystali zatem z możliwości, jakie oferuje demokracja bezpośrednia – rozpoczęli walkę o przeprowadzenie referendum w sprawie wprowadzenia w życie niewygodnych dla nich reguł.

Inicjatorzy kampanii „Nie dla prawa cenzury” argumentowali podjęte przez siebie działania obawą o niewyraźne granice mowy nienawiści. Ich zdaniem różnice między hejtem a wolnością słowa są w świetle prawa „nieuchwytne”.

Nikt nie może dziś dokładnie oszacować, w jakim stopniu krytyka orientacji seksualnej oparta na względach naukowych i ideologicznych będzie miała przestępcze konsekwencje. Doświadczenia zagraniczne w zakresie standardów karnych przeciwko dyskryminacji pokazują, że należy się tego obawiać – czytamy na stronie interenetowej.

Zdaniem zwolenników prawicy, trudna do zdefiniowania nienawiść nie jest manifestowana w formie działań bądź materialnych faktów, lecz potencjalnie towarzyszących nam wrażeń. Odczucia te mogą natomiast sprzyjać „otwieraniu drzwi do subiektywnych, a nawet arbitralnych interpretacji”. Dlatego też – jak twierdzą konserwatyści – ostatnie zdanie w tej materii powinno należeć do sędziów.

Przeciwnicy progresu społecznego pole do dokonywania przeinaczeń znaleźli także w kwestii adresatów obelg.

(…) w uogólnionych negatywnych stwierdzeniach dotyczących członków niektórych grup znacznie trudniej jest określić, czy dotyczy to osoby, czy jej zachowania. Często istnieje duże pole do interpretacji – tłumaczyli.

Ludzie ci wykorzystali również trik retoryczny, który z lubością stosują Polacy i Polki o homofobicznych przekonaniach. Obrońcy swobody do obrażania innych przypomnieli o równości wobec prawa i doszukiwali się roszczeń tęczowej społeczności do specjalnego traktowania.

(…) państwo nie powinno rozróżniać obywateli ani grup obywateli. Specjalne prawa i przywileje przyznane określonym grupom, a jednocześnie zdegradowanie i ograniczenie praw innych grup (np. Wolności wypowiedzi) narusza fundamenty wolnego i oświeconego społeczeństwa opartego na przekonaniu równa godność wszystkich ludzi – pouczyli.

Jako kolejny powód do stworzenia ruchu “Nie dla cenzury” jego pomysłodawcy przedstawili tezę, że „Kodeks karny traktuje wszystkich ludzi jednakowo, kryminalizując określone zachowania dla wszystkich, niezależnie od ich orientacji seksualnej”. Z ich perspektywy modyfikacje zbioru praw nie są potrzebne, bo dysponuje on wystarczającą ilością środków, by oskarżyć kogoś o obrażanie godności osób LGBTQ+.

Działacze przekonywali ponadto, że lokalne społeczeństwo obywatelskie – „przywiązane do wartości demokratycznych opartych na przyzwoitości, szacunku i tolerancji” – zwalcza gnębienie wyróżniających się jednostek niezależnie od panującego prawa.

Innym zarzut dotyczy sytuacji tęczowej społeczności Szwajcarii. Grupa zaangażowana w organizację referendum oskarżyła tęczowe NGOsy o wyolbrzymianie problemu dyskryminacji, szczególnie w przypadku młodzieży.

Aby uzasadnić potrzebę wprowadzenia nowego prawa cenzury, niektóre stowarzyszenia LGBT malują obraz rzekomo homofobicznego społeczeństwa – narzekała.

Z treści promujących akcję ulotek i plakatów dowiemy się, iż entuzjaści wprowadzenia „kneblującej” ustawy rzekomo „zdegradują homoseksualnyh i biseksualnyh członków społeczeństwa do rangi słabej mniejszości potrzebującej ochrony”.

Kampania uzyskała patronat kilku Szwajcarskich partii. Wśród nich wymienić możemy np. Szwajcarską Partię Ludową i jej młodzieżową frakcję, tudzież Federalną Unię Demokratyczną Szwajcarii. Zbieranie podpisów na rzecz przeprowadzenia referendum zakończyło się w kwietniu ub.r.

„Tak, by chronić przed nienawiścią”

Część sygnatariuszy podobno była pewna, że podpisuje się pod działaniami krytykującymi homofobię i bifobię. Wątpliwości dotyczące ważności autografów nie zaważyły jednak na sukcesie konserwatywnych aktywistów, którzy łącznie uzbierali 70 000 podpisów i przekroczyli próg wymaganej ilości wyrazów poparcia.

Ku ich rozczarowaniu – większość mieszkańców położonego u podnóża Alp państwa okazała solidarność queerowym krajanom. Za penalizacją homofobii i bifobii opowiedziało się w ostatnią niedzielę 63% uczestników referendum. Dzięki ich mobilizacji wyrażanie pogardy członkom społeczności LGBTQ+ będzie karane pozbawieniem wolności do 3 lat.

Postawiwszy ten krok w kierunku równouprawnienia, Szwajcaria jako jedna z ostatnich wpisała się na listę państw gwarantujących analogiczne prawo. Warto przypomnieć, że na początku lat 2000 ochronę przed dyskryminacją obiecały rządy Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii.

 Jak oceniacie działania szwajcarskich polityków? Cieszycie się z przegłosowania ustawy? A może radość odbiera Wam pominięcie osób transpłciowych?  Czekamy na Waszą opinię!

Źródła: nytimes.com, times.live.co.za, aljazeera.com, pinknews.co.uk, eng.wikipedia.org, theguardian.com, bezprawnik.pl, queer.pl,feminist.orglambdawarszawa.org, censure-non.ch [1] [2] [3], pl.wikipedia.org [1] [2], rainbow-europe.org [1] [2] fot. nytimes.com

Polecane artykuły

One Thought to “Szwajcaria nie zgadza się na homofobię i bifobię.”

  1. Paweł

    Radość odbiera nam fakt ze to sie dzieje nie tak daleko od granic Polski a nasz kraj zmierza w kierunku Rosji wiec pogratulować tęczowym w alpach ale wciąz smutek na to co sie dzieje u nas

Zostaw komentarz