Aktualności Lifestyle Prawo 

Prokuratura nie bedzie wszczynać śledztwa przeciw kardynałowi podejrzanemu o pedofilię

Kard. Henryk Gulbinowicz w 1990 r. molestował 16- letniego seminarzystę. Dziś Przemysław Kowalczyk, znany szerzej jako Karol Chum, jest już dorosły i chciałby pociągnąć oprawcę do odpowiedzialności. Osiągnięcie tego celu jest jednakże dość problematyczne ze względu na nastawienie zaznajomionych z sytuacją osób duchownych, jak również brak woli współpracy ze strony Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

„Ładny chłopiec”

Gdy Karol Chum, poeta rodem z Wrocławia, był nastolatkiem – marzyło mu się zostanie księdzem. Przemysław Kowalczyk, bo tak właściwie się nazywa, zaczął zatem uczęszczać do Niższego Seminarium Duchowego w Legnicy. Harmonię, jaką dawała szesnastolatkowi służba Bogu, wkrótce zburzył najbardziej wpływowy przedstawiciel Archidiecezji Wrocławskiej, kard. Gulbinowicz.

Dramat rozegrał się w 1990 r. Przemek dostał zadanie wybrania się do kurii po korespondencję. Z racji tego, że listy nie były jeszcze gotowe, chłopak miał przenocować i wrócić do kolegów następnego dnia. Gdy młody gość szykował się już do spania, do jego pokoju  wszedł kard. Gulbinowicz.

Chociaż kapłan ubrany był „po cywilnemu”, Chum od razu rozpoznał swojego idola, gdyż ten „był legendą”. Liryk miał na sobie jedynie bieliznę, wobec czego szybko przykrył się kołdrą. Po chwili ksiądz zaczął wypytywać go o  wrażenia z seminarium i ewentualne problemy z nauką.

Następnie purpurat przysiadł się do podległego mu parafianina. Włożył rękę pod kołdrę i przez kilka minut masował jego miejsca intymne. W międzyczasie kardynał próbował dowiedzieć się, czy ktoś w seminarium skrzywdził Kowalczyka lub czy „ktoś go wcześniej w ten sam sposób dotykał”. Karol Chum zamarł w bezruchu. Nie wiedział, jak powinien postąpić, więc siedział jak skamieniały. Sprawca molestowania uśmiechnął się do niego, pochwalił urodę i zostawił go w pokoju.

List do Prymasa

Po niespełna trzech dekadach wrażliwy na piękno języka informatyk postanowił zawalczyć o to, by jego kata dosięgnęła sprawiedliwość. Na początku czerwca, nie chcąc stać na przeszkodzie w odkrywaniu prawdy, wyoutowany literat zgłosił się do Kurii.

Co prawda początkowo nie wierzył, że reprezentantom polskiego kościoła katolickiego leży na sercu wyjaśnienie „spraw dotyczących wykorzystania seksualnego przez księży”. Z czasem uwierzył jednak w zapewnienia o wrażliwości na dobro skrzywdzonych i postanowił podzielić się szczegółami swojej historii z delegatem ds. pomocy ofiarom wykorzystywania seksualnego osób małoletnich archidiecezji wrocławskiej. Sposób, w jaki został potraktowany, trudno – niestety – opisać inaczej, niż jako skandalicznie nieczuły.

ks. Bartosz Trojanowski nie zapytał poszkodowanego, jak minęła mu podróż, podczas której na własny koszt pokonał ponad 700 km. Delegata nie obchodziło samopoczucie zeznającego ani to, czy w upale zechciałby napić się wody. ks. Trojanowski nie przejął się, gdy miłośnik rymów miał dość opowiadania o tym, co się wydarzyło. Nie oderwał nawet wzroku od monitora, a poeta był zmuszony do wolnego mówienia i skracanie wypowiedzi tak, by jak najbardziej ułatwić ich spisywanie.

Zachowanie oficjela doprowadziło do tego, że jego rozmówca ponownie poczuł się „potraktowany jak intruz, ktoś kto porywa się na »świętość«, a nade wszystko, burzy porządek chrześcijańskiego przybytku wiary i dobrego wizerunku kapłana” Niezawodowy aktor całe rozgoryczenie spowodowane spotkaniem wyraził w otwartym liście, jaki skierował do Prymasa Polski.

„Szczytem było pytać mnie, bym zeznawał tak, abym był z tego zadowolony(…). Szczytem było to, abym odpowiadał na pytania związane z datą odkrywania w sobie tożsamości seksualnej. Szczytem było dać mi tak swobodnie wypowiadać się, że musiałem »ciąć« wypowiedzi, aby mógł nadążyć z notowaniem. Szczytem było pytać mnie o to, czy chcę pomocy duszpasterskiej, po całym tym »spektaklu« miłosierdzia bliźniego. Wiele było tych szczytów. Wszystko, co chciałbyś księże Prymasie uczynić dla ofiar poprzez Kościół, to fikcja. Zmontowana na biegu komisja, delegatura, »specjaliści« od ofiar. Powiedziałem w mediach, publicznie, w Kurii: Nie oczekuję PRZEPRASZAM, zadośćuczynienia, a nawet tego, by wyjaśniać moją sprawę, bo w tym kraju już usłyszano, co uczynił kardynał i umrze już ze świadomością hańby za to, czego dopuszczał się w przeszłości, a jego przewinieniem niechaj zajmie się sprawiedliwy Bóg(…)” – czytamy w oświadczeniu.

Znawca świata elektroniki zadeklarował odradzanie innym ofiarom dzielenia się przeżyciami z duchownymi. Obiecał ponadto, że „póki żyć będzie, zawsze wspomni kardynała Gulbinowicza, który ogrom swoich zasług dla jego kraju przysłonił niegodziwością w tym kapłaństwie”, a do milczenia nie zmusi go ani żaden sąd, ani jakakolwiek kara. Specjalista od nauki programowania zaznaczył przy tym swoje przekonanie o tym, że „wołając o sprawiedliwość każdy kapłan, który zawinił wobec bliźniego, wiernego – jakkolwiek, spotka się po śmierci z karą większą niż my – »mali« ludzie…”.

W końcowym fragmencie listu do abp Wojciecha Polaka autor zwrócił uwagę na to, że „nie walczy z Kościołem, wiarą, Bogiem”, lecz z konkretnym człowiekiem, patologicznymi zjawiskami, bezdusznością i złem.

„Krzywdzicie mnie po raz drugi w tej Drodze ku Prawdzie. I to, księże Prymasie, niechaj Wam Bóg wybaczy sam!”- podsumował wielbiciel sztuki.

Z treścią tego poruszającego tekstu zapoznał się rzecznik archidiecezji wrocławskiej. ks. Rafał Kowalski obiecał, że podobnie postąpi delegat. Duchowny odpowiedzialny za kontakt z mediami opowiadał o kursach z psychologii seksuologii, jakie muszą zdać osoby pracujące z osobami, które doświadczyły ataku na swoją intymność. Z drugiej strony, ks. Kowalski stwierdził, iż Kurii zależy na konstruktywnej krytyce.

„Spodziewałem się tego”

Zanim mistrz komputerów stoczył wyżej opisaną batalię, miesiąc wcześniej udostępnił swoje zdjęcie z dopiskiem: „Jestem ofiarą molestowania seksualnego. Mój kat to kardynał Gulbinowicz”. Wyznanie to było zainspirowane premierą filmu pt. „Tylko nie mów nikomu”. Co więcej, muzykalny feminista – za pośrednictwem pełnomocnika – zwrócił się do Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu.

Mecenas Artur Nowak złożył w jej siedzibie nic innego, niż zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Taki stan rzeczy nie przypadł do gustu obrońcom księdza o wątpliwej moralności. Ludzie ci stwierdzili, iż „wszystkie insynuacje na temat duchownego zostaną uznane za naruszenie prawa i spotkają się z reakcją na drodze sądowej”.

Wieści od prawników pracujących dla tej placówki nie napawają optymizmem. Na początku tygodnia okazało się bowiem, że wszczęcie postępowania na rzecz Karola Chuma jest niemożliwe. Jako powód odmowy zajęcia się problemem molestowania dawnego seminarzysty prokuratura wskazała przedawnienie karalności czynu.

Tego samego dnia główny zainteresowany opublikował na Facebook’u, gdzie zwykle udostępnia swoje wiersze, „OFICJALNE STANOWISKO (…) W SPRAWIE GULBINOWICZ kontra CHUM”.Jak przyznał sam Kowalczyk – decyzja prokuratury nie była dla niego specjalnie szokująca, bo po prostu „spodziewał się” takiego rozwiązania. W związku z umorzeniem utalentowany Wrocławiak prawnie nie  może nic zrobić kard. Gulbinowiczowi.

Oni z kolei posiadają uprawnienia do prowadzenia swojej sprawy, bo w przypadku wysoko postawionych duchownych o przedawnianiu postępowań decyduje jedynie aktualny papież. Karol Chum przewiduje, że Kościół zbagatelizuje problem i pozwoli, by jego agresor umarł w spokoju. Ale jest też pozytywny aspekt: Najprawdopodobniej nikt nie będzie w stanie zamknąć ust uczestnikowi projektu „Boję się ciebie Ojczyzno”, więc będzie mógł bez żadnych konsekwencji prawnych nazywać zdemoralizowanego kardynała przestępcą seksualnym.

„Jak komuś taki układ pasuje, to ok. Pewnym jest jednego, że kardynał Gulbinowicz kryształową postacią już nie jest, a łatka podejrzeń o nadużycia seksualne będzie towarzyszyła mu przez lata. Przynajmniej, póki ja żyję. Mamy takie czasy, taką władzę i jestem gejem, a zatem zarazą więc nie liczę na nic. Patrząc na ignorowanie mnie przez Kościół, milczenie Prymasa po moim liście otwartym w Wyborczej, nieudolność prawną, mogę liczyć tylko na cud. Aby wierzyć w cuda, trzeba mieć wiarę. Ja jej nie mam w tej sprawie. Na pewno będę drążył temat, szukał innych ofiar… Kardynałowi życzę Sądu Ostatecznego, zwłaszcza Sprawiedliwego, a purpurom upadku, aby było z czego się podnieść. Chociaż, po co? By nadal chronić pedofilów? Na tym znają się najlepiej, lepiej niż na krzewieniu wiary w Boga”- skwitował sprawę outsider o sercu społecznika.

Smuci nas to, że z powodu zgnilizny moralnej, toczącej polski kler, artysta stracił coś, co kiedyś było dla niego ważne. Mamy nadzieję, że komputerowiec ze świata rymów znajdzie jeszcze coś, co wypełni pustkę po wierze i przyniesie mu spełnienie. Życzymy też tego, by Przemysław Kowalczyk doczekał dnia nałożenia sankcji na kard. Gulbinowicza. Gratulujemy odwagi i życzymy wszelkiej pomyślności.

Źródła: karolchum.pl, wroclaw.wyborcza.pl, natemat.pl, fot. wroclaw.wyborcza.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz