Aktualności Lifestyle 

Kaja Godek domaga się nazwisk wykładowców podejrzanych o nauczenie gender

Fundacja Życie i Rodzina zwróciła się do publicznych uczelni wyższych o listy wykładowców, którzy nauczają o gender. Jak mówi profesor Ewa Graczyk – to początek nagonki.

Organizacja wysłała listy do większości publicznych uczelni wyższych. Były w nich pytania o trzy rzeczy, które interesują fundację, m.in. o liczbę pracowników naukowych prowadzących wykłady, seminaria lub inne zajęcia z zakresu gender studies oraz tytuły naukowe i nazwiska tych pracowników; kryteria, według których dokonano wyboru ww. pracowników naukowych do kadry prowadzącej zajęcia z zakresu gender studies oraz całkowity koszt prowadzenia zajęć z zakresu gender studies od początku ich wprowadzenia, z rozbiciem na poszczególne lata. Organizacja chce poznać sumę wynagrodzeń dla wykładowców oraz koszty organizacji konferencji naukowych. Profesor Ewa Graczyk z wydziału filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego ostrzega:

To początek nagonki. Ona nie musi być kontynuowana, ale się zaczęła. Każde prześladowania zaczynają się tak samo: najpierw lista podejrzanych, potem wyodrębnienie i napiętnowanie, na koniec eksterminacja, która w tym przypadku może się przeobrazić w żądanie zamknięcia określonych kierunków studiów lub zwolnienia pracowników naukowych, zajmujących się kwestią gender, choćby jako metodą badawczą. Trzeba to zatrzymać teraz, stawiając opór.

Fundacja Życie i Rodzina powstała latem ub.r. w Warszawie i jest znana ze swoich kontrowersyjnych wystaw, które krążą po całej Polsce pod hasłem „STOP dewiacji”. Na plakatach można było przeczytać, że „pedofilia wiąże się z homoseksualizmem”.

– Uczelnie publiczne finansowane są z budżetu państwa i znajdują się pod nadzorem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Mamy prawo wiedzieć, jak te pieniądze są wydawane. Co zrobimy z zebranymi informacjami? Poinformujemy, jak je otrzymamy – mówi autor listu, Jacek Januszewski, członek zarządu Fundacji Życie i Rodzina.

W treści listu do uczelni, powołuje się na „istotny interes społeczny”, a także dodaje, że temat gender „stanowi przedmiot zainteresowania wielu grup społecznych, organizacji pozarządowych i wspólnot wyznaniowych”. Uzyskane przez fundację informacje mają być wykorzystywane w „celu prowadzenia działalności statutowej”.

Na koniec listu, organizacja cytuje Ustawę o dostępie do informacji publicznej: „kto wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

– Na Uniwersytecie Gdańskim nie ma osobnego kierunku studiów z gender studies, ale ten zakres zagadnień występuje w obszarach nauk społecznych i humanistycznych. W ramach tych kierunków są dedykowane tej problematyce przedmioty, ale nie sposób wyłuskać wśród kilkudziesięciu kierunków studiów na UG problematykę, która może być podejmowana na bardzo wielu zajęciach, zwłaszcza tam, gdzie mowa np. o metodologii badań – mówi rzeczniczka prasowa UG, Beata Derkacz.

Gender studies to obszar badawczy o charakterze interdyscyplinarnym, zajmujący się zagadnieniem płci kulturowej. Badania nad tematyką gender prowadzi między innymi Uniwersytet Warszawski.

-Takie studia są na wszystkich renomowanych uczelniach za granicą, a informacje o kierunku znajdują się na naszej stronie internetowej. Ale odpowiemy na pismo fundacji. W jakim zakresie, trudno teraz powiedzieć – komentuje Anna Korzekwa, rzeczniczka UW.

Według ustawy o szkolnictwie wyższym, każda uczelnia jest autonomiczna, co oznacza wolność nauczania, badań naukowych i twórczości artystycznej.

Karol Adamkiewicz

Źródło, foto: wyborcza.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz