Aktualności Lifestyle Prawo 

Jak wyglądałaby władza absolutna według Kai Godek?

Przedwczoraj Sejm przekazał komisjom cztery kontrowersyjne projekty obywatelskie. Jeden z nich powstał „dzięki” Kai Godek. Sama liderka inicjatywy „Stop aborcji” w wywiadzie dla WP.PL zdradziła natomiast, jak wykorzystałaby przywilej samodzielnego stanowienia prawa, gdyby została takim wyróżniona.

Rzutem na…mównicę

Ostatnie dni pełne były skrajnych emocji. Na pewno wiecie, że podczas 10. posiedzenia Sejmu doszło do debaty nad czterema kontrowersyjnymi projektami obywatelskimi, złożonymi jeszcze w poprzedniej kadencji. Przedmiotem dyskusji parlamentarzystów były m.in. upragniona przez Roberta Bąkiewicza i innych nacjonalistów „ochrona własności przed roszczeniami dotyczącymi mienia bezdziedzicznego”, tudzież ewentualne ponowne „wprowadzenie możliwości uczestnictwa dzieci w polowaniach”.

Posłowie i posłanki debatowali ponadto nad projektem ustawy zakazującej edukacji seksualnej. Związany z Ordo Iuris Olgierd Pankiewicz przedstawił ją jako wyraz sprzeciwu wobec „propagowania zachowań pedofilskich oraz propagowania uprawiania seksu przez małoletnich”, jak również „zapewnienia prawnej ochrony dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją”.

Jeszcze jednym istotnym punktem w programie dwudniowego spotkania było czytanie projektu Kai Godek. Przodownica ruchu pro-life nie ustaje bowiem w dążeniu do tego, by aborcje była „praktycznie całkowicie” zakazana, zaś dostęp do badań prenatalnych ograniczony.

„Maska to nie knebel”

Z największą niezgodą spotkały się dwa ostatnie dokumenty. Bunt wobec opracowywania ich przez władzę ustawodawczą narastał od momentu publikacji harmonogramu wspomnianego posiedzenia. Przez cały weekend mogliśmy obserwować, jak w oknach i na balkonach mnożą się czarne parasolki czy plakaty Strajku Kobiet.

Demonstrantów protestujących przeciwko drakońskim przepisom nie powstrzymały nawet obostrzenia związane epidemią koronawirusa. Zwolennicy i zwolenniczki postępu społecznego znaleźli sposób, by walczyć o swoje prawa, utrzymując odpowiednią odległość i nie narażając zdrowia innych osób.

We wtorek, między godziną 12.00 a 13.00 progresywni Warszawiacy i Warszawianki blokowali ruch na Rondzie Dmowskiego. Osoby popierajace prawo do wyboru oraz rzetelną wiedzę o ludzkiej seksualności trąbili klaksonami samochodów, by ostrzec polityków przed zgubą, jaką przyniesie im tyranizowanie obywateli i obywatelek.

Wydawało się, że spontaniczny protest zmechanizowany będzie skromny. Pierwszą rundę przejechało osiem oflagowanych w strajkowe hasła i emblematy samochodów. Po 10 minutach ruch stanął. Z każdej przecznicy wyjeżdżały kolejne pojazdy – samochody lub rowery – dołączając do korowodu – relacjonowal Anton Ambroziak.

Policjanci początkowo skoncentrowali się na rozładowaniu korka, ale po zakończeniu pikiety wystawili mandaty za brak świateł lub „nieuzasadnione używanie klaksonu”. Funkcjonariusze upomnieli też pieszych uczestników i uczestniczki wydarzenia.

Warte uwagi były dodatkowo protesty kolejkowe, spośród których najdłuższy był ten pod Sejmem, a także zorganizowana przez Manifę Łódź, Łódzki Ruch antyłowiecki, Federację Anarchistyczną Łódź i Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom akcja pt. „maska to nie knebel”. Feministki w porozumieniu z lokalną strażą miejską rozdawały bezpłatne maseczki ochronne, informując przy tym o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą wprowadzenie w życie restrykcji promowanych przez Kaję Godek i Ordo Iuris.

Na działanie w tej sprawie zdecydowała sie też m.in. Wielka Koalicja za równością i wyborem. Co więcej, należąca do niej Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny dołożyła wszelkich starań, by otrzymać międzynarodowe poparcie w sprawie odrzucenia projektów zaostrzenia i tak restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej i zakazu edukacji seksualnej.

„Stop Barbarzyńcom”

Wszystkie przedsięwzięcia przeprowadzone były w ramach facebook’owego wydarzenia pod szyldem „Stop Barbarzyńcom”. Ich adresaci i adresatki nie potraktowali jednak obywatelskiego sprzeciwu poważnie i złożyli je na ręce właściwych kompetencyjnie komisji. Podobnie postąpili w przypadku szkicu ustawy o udziale dzieci w polowaniach, którym zajmą się politycy odpowiedzialni za rolnictwo i zdradzającego antysemityzm autorów projektu ustawy Stop 447, przekazanego ekspertom w dziedzinie sprawiedliwości i praw człowieka.

My skupimy się na aktach autorstwa Kai Godek i prawników z Ordo Iuris. Naszym zdaniem to właśnie one najmocniej godzą w tęczową społeczność. Wszak edukacja seksualna pomaga zrozumieć, że wszystkie orientacje seksualne i tożsamości płciowe są tak samo naturalne i warte szacunku, zaś możliwość decydowania o sobie i swoim ciele powinna przysługiwać każdej osobie z macicą – także tym niecispłciowym i niebinarnym. One też przeżywają koszmar na jawie. Pamiętajmy o nich.

Przeciwko ustawie kryminalizującej edukację seksualną bez wyjątków zagłosowała cała Lewica i prawie wszyscy posłowie i posłanki Koalicji Obywatelskiej. Podobne stanowisko, ze swoim liderem włącznie, zajęło PSL. Ustawa nie trafiła na śmietnik historii z woli części PSL, PiS a dodatkowo wszystkich przedstawicieli Konfederacji. Zamiast do kosza, projekt został przedłożony komisji kodyfikacyjnej.

Ustalenie dalszych losów ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne wymagało z kolei dwóch głosowań. Pierwsze miało na celu podjęcie decyzji o odrzuceniu projektu.

W klubie Koalicji Obywatelskiej przeciwko odrzuceniu była tylko jedna posłanka – Joanna Fabisiak. Eugeniusz Czykwin wstrzymał się od głosu, a sześcioro posłów nie wzięło udziału w głosowaniu. W klubie Lewicy wszyscy zagłosowali zgodnie – za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu. Klub PSL tradycyjnie się podzielił. Za odrzuceniem w pierwszym czytaniu byli m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz, Władysław Teofil Bartoszewski i Urszula Pasławska, za dalszymi pracami: Marek Sawicki i Marek Biernacki, wstrzymali się m.in. Paweł Kukiz i Agnieszka Ścigaj. Konfederacja zagłosowała tak samo jak PiS: przeciwko odrzuceniu w pierwszym czytaniu – podsumował Ambroziak.

Następnie parlamentarzyści musieli rozstrzygnąć, czy „obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” powinien zostać niezwłocznie skierowany do drugiego czytania, czy lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie go komisji. Konieczność drugiego czytania zasygnalizowała niewielka grupa posłów i posłanek PiS oraz PSL-Kukiz15, tudzież cały skład Konfederacji. Wyniki te przesądziły o skierowaniu dokumentu do dwóch komisji- zdrowia oraz polityki społecznej i rodziny.

Podczas głośnego posiedzenia głos zabrała sama Kaja Godek. Prawicowa aktywistka potępiała aborcję na płodach z diagnozą niepełnosprawności. Chwilę później postawiła parlamentarzystom i parlamentarzystkom dramatyczne ultimatum, by zaraz potem zagrozić upomnieniem się „o każde zabijane dziecko” i „wezwać do jak najszybszego przyjęcia ustawy”.

Aborcja to pandemia o wiele gorsza niż koronawirus. Przynosi więcej ofiar i wszystkie są śmiertelne – grzmiała działaczka.

Wymuszanie głosowania nad kwestią praw reprodukcyjnych w niestosownym momencie ostro skrytykowała Magdalena Biejat

Czy wy nas macie za idiotów? To, że dziś każecie nam się zajmować bezdusznym, barbarzyńskim projektem, któremu jak wiemy przeważająca większość społeczeństwa jest przeciwna, to jest szczyt hipokryzji i cynizmu (…) Kwestia aborcji to nie tylko zakaz lub jego brak. To także edukacja seksualna. Dostęp i jakość usług medycznych, badań prenatalnych i antykoncepcji. To polityka rodzinna i wsparcie niepełnosprawnych. To wreszcie prawa konstytucyjne i prawa człowieka. To temat ważny i należy go procedować z należytą starannością i szacunkiem wobec wszystkich, których dotyczy. Z szacunkiem dla kobiet. Właśnie nam i wszystkim Polakom pokazaliście, że tego szacunku za grosz nie macie – wypunktowała swoją przeciwniczkę.

Wolność?

Mamy nieodparte wrażenie, iż zarzuty posłanki lewicy spłynęły po znanej z homofobii obrończyni „dzieci nienarodzonych” jak po kaczce. Gdy reporter WP.Pl zapytał ją o to, jakie ustanowiłaby prawo, jeśli miałaby przywilej samodzielnego rządzenia, ona odpowiedziała następująco:

Dałabym każdemu dziecku prawo do życia, walczyłabym z ideologią LGBT, obniżyłabym podatki, dbała o wolność osobistą i o własność prywatną.

Wtedy Marcin Makowski zapytał Godek, czy zakaz aborcji nie wykluczałby się przypadkiem z postulatem wolności osobistej. Pomysłodawczyni projektu oznajmiła mu natomiast, że „w Polsce za gwałt powinien być karany gwałciciel, a nie ofiara, którą jest dziecko poczęte z gwałtu”. Jej zdaniem „warunkiem posiadania prawa do własności i wolności jest prawo do życia”, zaś „bez prawa do życia nie ma innych praw”.

Z wypowiedzi radykalnej konserwatystki wynika, że skrzywdzona przez niechciany kontakt seksualny osoba nie zasługuje na miano ofiary gwałtu… No ale cóż, takie standardy. Płód ważniejszy od uczuć czującego, świadomego człowieka, traktowanego jak żywy inkubator. Gdzie Kaja Godek gubi swój rzekomy szacunek do wolności, którym tak się chwali, w momencie zmuszania kogokolwiek do bycia w ciąży i porodu?

Departament Stanu ma dość.

Gloryfikowana przez inicjatorkę projektu „Stop aborcji” wartość, którą również  wysoko cenimy i nie pozwolimy jej sobie odebrać, wyklucza przecież nienawiść do osób LGBTQ+ i odmawianie nam prawa do bycia sobą. A tłamszenie ludzi potrafi być tragiczne w skutkach . Tok myślenia naszej „ulubienicy” to kolejny dowód na to, ile jadu i hipokryzji kryje się pod podniosłym hasłem „pro-life”.

Poprzez obiecywanie „walki z ideologią LGBT”, Kaja Godek dehumanizuje nieheteronormatywnych bliźnich, dołączając do grupy nieszanujących różnorodności duchownych, dziennikarzy, dziennikarek celebrytów, celebrytek posłów, posłanek, samorządowców i samorządowczyń…

Ten trwający od miesięcy festiwal pogardy od jakiegoś czasu obserwują Amerykanie, mający już serdecznie dosyć polskiego piekła. Dyplomaci Departamentu Stanu w dorocznym raporcie na temat naruszeń praw człowieka w Polsce wymienili m.in. „politykę  wobec mniejszości”. Jako jedno z trzech najważniejszych!

Na łamach Rzeczypospolitej przeczytamy, że Amerykanie są zaniepokojeni faktem, iż „w wypowiedziach wielu polityków z różnych partii pojawiały się ataki na ideologię LGBTI”. Oficjelom zza wielkiej wody nie podoba się ponadto masowe przyjmowanie Rezolucji przeciw ideologii LGBTi sygnowanie Samorządowej Karty Praw Rodziny.

A co Wy myślicie o tym wszystkim? Czy legislacyjne potwory ulegną kiedyś unicestwieniu? Czy istnieje szansa, że Kaja Godek odda się głębszej refleksji nad tym, co w rzeczywistości oznacza wolność i to, że jej swoboda kończy się tam, gdzie zaczyna się swoboda innych? Zapraszamy do dyskusji!

Źródła:  kph.org.pl, queer.pl, wiadomosci.onet.pl, sejm.gov.pl, wiadomosci.gazeta.pl,  facebook.com [1] [2] [3],  oko.press [1] [2] fot. wiadomosci.onet.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz