Aktualności Lifestyle Multimedia 

Facebook uniemożliwia reklamowanie kuracji PrEP


Działacze z Apicha Community Health Center chcieli zareklamować na Instagramie prowadzoną przez siebie kampanię  „Take Charge with PrEP”. Ich marzeniem było dotarcie do szerszego grona uprawiających seks z mężczyznami Nowojorczyków, reprezentujących głównie społeczność panów pochodzących z Azji i Wysp Pacyfiku. Piękne plany niesienia pomocy pokrzyżowała polityka Facebook’a. Okzało się, że zespół Marka Zuckerberg’a uznał walkę z HIV za zbyt polityczną. Materiał nie został zaakceptowany, bo organizacja nie została uprzednio uprawniona „do wyświetlania reklam dotyczących problemów społecznych, wyborów lub polityki”. Sytuacja oburza tym bardziej, że niedawno szef medium społecznościowego odpowiadał przed lokalnym Kongresem m.in. za pozwalanie na to, by politycy zamieszczali na stronie reklamy pełne fałszu.

Lubimy to!

Facebook znany jest jako marka sprzyjająca osobom LGBTQ+. Po fali samomójstw tęczowych nastolatków, którą z trwogą obserwowaliśmy trzy lata temu, serwis społecznościowy nawiązał współpracę z GLAAD. To zespołowe działanie miało na celu walkę z homofobicznym gnębieniem w sieci. Wkrótce potem portal otworzył Sieć Wsparcia.

Ukłonem w stronę queerowych użytkowników było również dodanie nowych opcji określania relacji międzyludzkich, uwzględniających zakochanych tworzących związek partnerski lub mieszkających na kocią łapę. Każdy z Was pewnie choć raz widiał też dostępną w czerwcu reakcję pt. „duma”.

Za dużo polityki

W poprzedniej części wymieniliśmy zaledwie kilka przykładów sojuszniczych działań Facebook’a. Gigant social media nie jest jednak kryształowy i poza zasługami dla społeczności LGBTQ+ ma na swoim koncie kilka błędów. W ubiegłym roku założony w 2004 r. portal zaczął oznaczać reklamy polityczne i umożliwił Internautom sprawdzanie, kto zapłacił za publikację danego materiału. W wyniku tej strategii wspomagani przez boty moderatorzy ocenili treści z wątkiem LGBTQ+ jako polityczne, więc konsekwentnie je blokowali.

Pomimo, iż znaczna większość tęczowych reklam nie odnosiła się bezpośrednio do kwestii sojuszniczych czy sympatii politycznych, lecz zawierała jedynie określone słowa kluczowe – nie została zaakceptowana. Twórcom ocenzurowanch wpisów nie pomogły nawet wielokrotne skargi. Decydenci za każdym razem tłumaczyli, że samo użycie naszego akronimu wystarczy, żeby materiał został odrzucony. Powód? Połączenie między skrótem LGBT, a unawanymi za polityczne prawami obywatelskimi.

„Take Charge with PrEP”

Tym razem z kłopotami musieli zmierzyć się atywiści Apicha Community Health Center – organizacji zapewniającej niedrogą opiekę medyczną potrzebującym, naznaczonym jako „inni” mieszkańcom Nowego Jorku. W tej grupie wymienić możemy przede wszystkim Latynosów, osoby ciemnoskóre, ludzi pochodzących z  Azji i Wysp Pacyfiku, tęczową społeczność oraz nosicieli wirusa HIV i chorych na AIDS.

Z okazji zakończonego 8 dni temu Tygodnia Świadomości  Przedekspozycyjnej  Profilaktyki HIV działacze zrealizwowali kampanię „Take Charge with PrEP”, którą skierowali głównie do współżyjących z panami mężczyzn API. W ramach projektu filanrtropi zamieścili na Instagramie kilka grafik oraz zestaw informacji. Dzięki nim obserwujący mogą poznać statystyki na temat HIV i AIDS, przyswoić podstawowe reguły korzystania z kuracji, a także wczytać się w refleksje na temat leków, wysnute przez przedstawicieli grupy docelowej inicjatywy.

„To, co pamiętam, to wychowanie w taki sposób, że jeśli o czymś nie mówiliśmy – nie było tego. Zastanawiam się więc, czy wzięcie tej pigułki rzuca wywzanie takiemu tokowi myślenia oraz wykorzenia lub obala to zaprzeczenie” – wyznał jeden z bohaterów akcji.

Członkowie Apicha Community Health Center chcieli dodatkowo promować oferowaną przez sieibie kurację PrEP za pomocą płatnej reklamy. To im się, niestety, nie udało. Co prawda na początku sporu medycy odparli zarzut o „nadmierną seksualność” przekazu, ale nie nacieszyli się sukcesem przesadnie długo. Wkrótce potem jak grom z jasnego nieba spadł na nich argument głoszący iż „redukowanie przenoszenia się HIV jest zbyt polityczne”. Reklama została odrzucona, bo jej właściciele nie przeszli pomyślnie obowiązkowego w Stanach Zjednoczonych procesu autoryzacji i nie zostali „uprawnieni do wyświetlania reklam dotyczących problemów społecznych, wyborów lub polityki”.

Real name policy

Jedyną – przyznaną ostatecznie – szansą na uzyskanie pozwolenia było połączenie fanpage’a organizacji z prywatnymi profilami wszzystkich społeczików upoważnionych do redagowania strony. Tu pojawił się kolejny problem. Jeden z działaczy Apicha używa bowiem innego imienia niż te, które widnieje na jego dowodzie tożsamości. Zbieżność obu danych jest z kolei wymagana od 2014 r.

Nawet przedstawiciele ludności rdzennej i członkowie marginalizowanych społeczności, którym – po burzliwych protestach – Facebook obiecał badanie kontekstu podawania przez nich preferowanego nazwiska lub pseudonimu, mogą zostać poproszeni o kopię stosownego dokumentu. Takim może być np. karta ID, prawo jazdy, paszportu, aktu urodzenia czy małżeństwa.

Konsekwencje wynikające ze skomlikowanej momentami polityki serwisu skomentował Phillip Miner, który w grupie pasjonatów dbania o innych pełni funkcę dyrektora ds. grantów i komunikacji. Aktywista podkreślił, że korzystanie z platform społecznościowych to najłatwiejszy sposób na dotarcie do preferowanych odbiorców,  wyjaśniając przy tym, iż poszczególne zasady Facebook’a po prostu hamują czynienie dobra.

„Tworzenie przez te platformy barier, gdy podmioty rządowe dały nam zasoby, aby dotrzeć do zagrożonych społeczności, naprawdę utrudnia realizację krajowego celu, jakim jest zakończenie epidemii HIV” – ubolewał.

Kłamanie jest złe?

Rozgoryczenie porażką Apicha wzmacnia fakt, że reguły strony Marka Zuckerberg’a podcinają skrzydła działaczom społecznym, zaś z drugiej strony – sam właściciel witryny godzi się na to, by publikowane na Facebook’u reklamy polityczne zawierały fake news. Spec od technologii zdecydował się nawet na zniesienie panującego do niedawna zakazu umieszczania na Facebook’u nieprawdziwych stwierdzeń w materiałach promocyjnych. Absolwent Harvard’u jest zwolennikiem wolności słowa i ekspresji, więc nie ocenia cenzurowania m.in. możnych tego świata jako właściwego posunięcia.

Zupełnie inne zdanie na ten temat ma Alexandria Ocasio-Cortez, którą 35-latek spotkał na przesłuchaniu przed komisją usług finansowych. Zebranie to dotyczyło m.in. związanego z kryptowalutami projektu, rozwijanego aktualnie przez CEO serwisuz literą „f” w logo. W tracie kilkuminutowej dyskusji członkini Izby Reprezentantów 14 okręgu Nowego Jorku nie zostawiła na adwersarzu suchej nitki.

„Abyśmy mogli podejmować decyzje dotyczące projektu »Libra«, uważam, że – z szacunku do naszej demokracji – musimy w pewnym stopniu zagłębić się w Twoje poprzednie zachowanie i poprzednie zachowanie Facebooka”– zaczęła prawniczka.

Polityczka pytała o skandal związany z nadużywaniem danych osobowych użytkowników Facebook’a przez przez Cambridge Analitica. Jej zdaniem afera miała katastrofalny wpływ na wybory prezydenckie w 2016 r. Następnie kongresmenka domagała się wyjaśnień w sprawie oszukańczych reklam. I chociaż Zuckerberg przyznał, iż samo kłamstwo uznaje za złe – nie potrafił zająć zdecydowanego stanowiska w tym sporze.

A co Wy myślicie na ten temat? Czy w zaistniałej sytuacji blokowanie reklam szerzących wiedzę o PrEP można jakkolwiek usprawiedliwić? I co sądzicie o postawie Marka Zuckerberg’a? Chętnie poznamy Waszą opinię.

Źrdódła: npr.org, jaktoleczyc.com mashable.com, theguardian.com, cbc.ca, news.com.auout.com, apicha.org, instagram.com,   engadged.com [1] [2] [3] [4]   en.wikipedia.org [1] [2], pinknews.co.uk [1] [2] fot. blog.apicha.org

Polecane artykuły

Zostaw komentarz