Aktualności Lifestyle Multimedia 

Twitter zablokował konto Kai Godek

Kaja Godek znana jest z tego, że stara się być „świętsza od Papieża”. Niedawno członkini Konfederacji porażała homofobią w studiu telewizji Polsat, ostatnio natomiast szerzyła swoje „mądrości” na Twitterze, co poskutkowało blokadą jej konta. Sprawiedliwość dosięgnęła także Rafała Ziemkiewicza. Prawicowy publicysta stracił prawo do współpracy z Interią po tym, jak w swojej kolumnie opublikował artykuł popierający Zofię Klepacką.

Po co gejom dzieci?

Kai Godek chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Zagorzała aktywistka pro – life sama zapewnia sobie rozpoznawalność i to w mocno żenujący sposób. I chociaż o przypadkach wylewania żółci przez 37-latkę można by stworzyć osobny blog, my skoncentrujemy się na jej dwóch ostatnich „wyskokach”.

Jeszcze w drugiej połowie maja Kaja Godek przekroczyła granice ludzkiej przyzwoitości podczas udziału w programie „Śniadanie w Polsat News”. Dyskusja dotycząca filmu „Tylko nie mów nikomu” okazała się być dla niej idealną okazją do szkalowania osób LGBTQ+. Anglistka jako najlepsze panaceum na walkę z pedofilią „w kościele i w każdym środowisku” przedstawiła „ograniczenie wpływu homolobby” i oburzała się, że jej oczekiwań nie spełnia „żadna siła polityczna w Polsce”. Co więcej, obrończyni „życia poczętego” uroiła sobie, że film braci Sekielskich jest jednym z przykładów, tego że „pederastia jest wstępem do pedofilii”.

„Tam na sześć przypadków molestowania pięć ma charakter homoseksualny. I to zawsze tak jest. Teraz geje mówią, że chcą adoptować dzieci. Dlaczego chcą adoptować dzieci? (…) Geje chcą adoptować dzieci, bo chcą je adoptować i gwałcić” – oznajmiła.

Jedyną osobą, która zademonstrowała niezgodę na skandaliczne zachowaniu członkini zarządu Fundacji Życie i Rodzina była Joanna Scheuring–Wielgus. Polityczka wypunktowała adwersarkę za opowiadanie „bzdur i głupot niepotwierdzonych dowodami”, podkreślając, że w takich okolicznościach „trzeba zaprotestować”. Gratulujemy postawy i ubolewamy nad tym, że podobną odwagą cywilną nie wykazali się pozostali uczestnicy programu.

Twitter jest nasz!

Kolejny raz konserwatywna „ulubienica” społeczności LGBTQ+ antytezę klasy pokazała na twitterze, wylewając swoje żale na temat Parady Równości. Konserwatystka opublikowała z tej okazji cykl „tweet’ów”. Żaden z nich specjalnie nie „ociekał” rozsądkiem, ale jeden z nich był szczególnie skandaliczny.

Inicjatorka projektu „Zatrzymaj Aborcję” napisała w nim bowiem, że „homo to zboczenie” oraz „homo to wstęp do pedofilii”. Tradycjonalistka pouczała ponadto, że „płcie są dwie: żeńska i męska”, rozumiejąc je jako „cechy biologicznie wrodzone i niezmienne”. Na koniec działaczka poinformowała o rzekomej „równości”, wynikającej – jak twierdzi – z tego, że „w PL każdy może wziąć ślub z kimś płci przeciwnej”.

Administratorzy twittera, będącego portalem LGBTQ+ Friendly, błyskawicznie zareagowały na publikowanie niestosownych treści przez Warszawiankę i zablokowali jej konto na pół doby. Swoją decyzję argumentowali naruszeniem przez aktywistkę zasad dotyczących „zakazu promowania nienawiści”. A te są nieugięte i stawiają sprawę jasno.

„Zabrania się promowania nienawiści, zastraszania lub nękania innych osób na podstawie grupy etnicznej, narodowości seksualnej, płci, tożsamości płciowej, religii, wieku, niepełnosprawności czy stanu zdrowia” – dyktuje regulamin medium społecznościowego.

I chociaż sami chętnie uniemożliwilibyśmy awanturnicy „ćwierkanie” na znacznie dłużej, jesteśmy wdzięczni za sprawną interwencję w tej sytuacji. Pora w końcu pokazywać homofobom, że nie są bezkarni, a stosowana przez nich dyskryminacja może wiązać się z pewnymi konsekwencjami.

„Lęk”

Antybohaterka tego artykułu jest chyba odporna na jakąkolwiek umiejętność wyciągania wniosków ze swojego zachowania. Jeszcze w ostatni poniedziałek chwaliła się korzystaniem z konta zapasowego i cieszyła popularnością swoich wywodów.

„Napisałam parę słów prawdy, tweet bdb się rozszedł, więc tt zablokował mi konto” – wyjaśniła.

Gdy laureatka narody Sursum Corda 2018 odzyskała dostęp do konta domyślnego, od razu postanowiła uraczyć nas kolejnymi refleksjami. tym razem wynurzenia absolwentki UW dotyczyły definicji postawy, jaką od dawna reprezentuje.

„Fobia to lęk. #Homofobia to lęk przed homo” – podkreśliła.

W dalszej części tweet’a pani „odważna” orzekła, iż „LGBT nie walczy z homofobią, ale chce jej jak najwięcej”. Z jej perspektywy „homoaktywiści” nie marzą o niczym innym, jak o zastraszaniu państwa i społeczeństwa oraz dyktowaniu innym tego, jak mają postępować.

Chwila, droga pani. My akurat wierzymy w to, że tam się kończy nasza wolność, gdy zaczyna się wolność kogoś innego. Póki co ludźmi próbującymi cokolwiek komuś dyktować są osoby, które nie potrafią pogodzić się z obecną w świecie różnorodnością oraz niepotrafiący tej różnorodności uszanować.

Oczywiście mamy pewne oczekiwania, ale wynikają one jedynie z tego, iż chcemy być traktowani sprawiedliwie, a nie jak obywatele drugiej kategorii. A jeśli ktoś nie potrafi się zachowywać zgodnie ze standardami pro-równościowymi i w efekcie spotka się z przykrymi skutkami, np. krytyka, ograniczenie dostępu do usług a może w przyszłości sankcje prawne – może mieć pretensje tylko do siebie.

Interia nie chce Ziemkiewicza

Warto wiedzieć, że solidarność okazała nam ostatnio również redakcja interii. Nasi koledzy i koleżanki po fachu zrezygnowali ze współpracy z publicystą po tym, jak na potrzeby należącej do niego do niedawna kolumny napisał tekst pt. „Murem za Klepacką, czyli przeciwko Nowemu Zamordyzmowi”. Na jego łamach kwestionował dobrą wolę tęczowej społeczności i nazwał nas „nowymi bolszewikami”, „nowymi nazistami”.

„Chcę powiedzieć mocno i wyraźnie: do LGBT trzeba strzelać! Nie w sensie dosłownym, oczywiście – trzeba z nim walczyć, trzeba wiedzieć, że nie są to ludzie dobrej woli (…) Podkreślam – „mówię o strzelaniu” do LGBT, do ideolo, nie do homoseksualistów” – grzmiał wirtualnie.

Idol odbiorców o skostniałych poglądach wykoncypował, że w „LGBT wcale nie chodzi o homoseksualizm” i poinstruował nas na temat pobudek działania nazistów, komunistów i feministek. Nie ma to jak wyborna retoryka, oparta na adekwatnych porównaniach. Ten pan najwidoczniej jeszcze nie umie się taką posługiwać.

Deficyty w logice i kulturze Rafała Ziemkiewicza dostrzegł Krzysztof Fijałek, pełniący funkcję redaktora naczelnego portalu. Szef zespołu reporterów interii zaznaczył poparcie grupy dla wolności słowa, dając przy tym do zrozumienia, że nie będzie tolerować jej nadużywania.

„(…) popieramy i opowiadamy się za wolnością słowa, nie wtedy jednak, kiedy na naszej platformie ukazują się treści nawołujące, choć tylko w przenośni, do przemocy” – powiedział w wywiadzie dla wp.pl.

Niedługo po wypowiedzeniu przez interię współpracy dziennikarze pracujący w jej redakcji opublikowali na Twitterze oświadczenie w sprawie byłego współpracownika. W części dokumentu możemy nawet doszukać się oznak skruchy autora „Polactwa”. Niech Was to jednak nie zmyli. Obrońca olimpijki jeszcze tego samego popołudnia pokazał swoje prawdziwe oblicze, nazywając osoby LGBTQ+ „tęczowymi faszystami” i wieszcząc nam porażkę w „wojnie” z „normalnymi polakami”.

Co myślicie na ten temat? Czy w określonych przypadkach cenzura jest potrzebna? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!

Źródła: natemat.pl, polsatnews.pl, pl.wikipedia.org, facebook.com, twitter.com, wiadomosci.wp.pl fot. polsatnews.pl

Fot. Donald, East News

Polecane artykuły

Zostaw komentarz