Aktualności Lifestyle 

Tęczowe rodziny znad Wisły

W Polsce żyje ok. 50 tys. Rodzin założonych przez osoby LGBTQ+. I chociaż kochają swoje dzieci- rząd udaje, że tego nie widzi i nie proponuje im żadnych rozwiązań, które ułatwiłyby wspólne życie i prowadzenie gospodarstwa domowego. Kłody pod nogi rzuca także społeczeństwo, bo ludzie nadal nie potrafią uszanować inności. Jednymi z wielu kolorowych drużyn są Ewa, Lena i Igor oraz Piotr, Jacek i mała Zosia.

Rodzina może być kolorowa

„Tęczowa rodzina to rodzina, którą tworzą rodzice tej samej płci i dziecko lub dzieci. Tęczowymi rodzinami nazywa się też takie, w których przynajmniej jedno z rodziców jest transpłciowe. Rodzice mogą być biologiczni lub społeczni. Rodzic społeczny to partner lub partnerka taty lub mamy. Do tego dochodzi jeszcze jeden element: dużo, dużo miłości”– tłumaczy ekipa KPH.

W Polsce istnieje ich około. 50 tys. Ale chociaż nie brakuje w nich pozytywnych, ciepłych emocji – w dalszym ciągu nie mogą liczyć na żadną pomoc prawną. Gdy partner lub partnerka umrze – dziecko zostanie odebrane i rozpocznie się poszukiwanie biologicznego ojca lub matki, a nad osobą żyjącą ciążyć będzie widmo wysokiego podatku od spadku. Jeśli „druga połówka” trafi do szpitala, część lekarzy nie poinformuje o stanie zdrowia pacjenta.

Czarę goryczy dopełnia dyskryminacja wobec osób wychowujących pociechy według modelu innego, niż heteronormatywny. Ofiarami nagonki bywają też bezpośrednio dzieci. Przykre słowa pod ich adresem wypowiadają zarówno ich rówieśnicy, jak i dorośli. Czasami nawet najbliżsi krewni.

Dzięki Neewsweek’owi mamy okazję poznać historię dwóch tęczowych trio: lesbijek wychowujących synka oraz gejów opiekujących się córeczką. Ewa, Lena, Piotr i Jacek opowiedzieli Annie Szulc o swoich małych skarbach, relacjach z bliskimi, życiu codziennym oraz radościach i problemach, jakie przeżywają.

Igor Team

Pierwsze Trio naszych bohaterów to Ewa, Lena i 8– letni Igor. Mieszkają na jednym z osiedli w Lubartowie. Kobiety spotkały się przez przypadek. Lena zatrzymała się przed sklepem, by posłuchać kościelnych dzwonów. Zauważyła wtedy Ewę z synkiem. A ona odwzajemniła spojrzenie. Obie przypadły sobie do gustu, ale pierwszej z nich zabrakło śmiałości, by zaczepić swoją wybrankę. Niedługo potem mama ośmiolatka znalazła tajemniczą sympatię na facebook’u i zaproponowała spotkanie.

Cała trójka cieszy się przychylnym nastawieniem nauczycieli chłopca. Żaden z pedagogów nie widzi problemu w tym, że chłopcem opiekują się we dwie. Lena jest uwzględniona w zeszycie przeznaczonym do korespondencji z rodzicami. Wymieniony został tam także biologiczny tata Igora.

Do dziewczyny swojej byłej partnerki (obie od młodzieńczych lat widziały, że są lesbijkami, ale Ewa uległa presji heteronormatywności i związała się z mężczyzną) odnosi się przyjaźnie i nawet pogratulował eks ukochanej nowego życia. Nie miał nic przeciwko temu, by Lena zajmowała się jego synem. Ona sama bardzo lubi dzieci i ma z maluchem świetny kontakt. To jej – jako pierwszej – zwierza się ze wszelkich przewinień. Zaznaczyła jednak, że nie stara się być dla niego drugą mamą. Jest po prostu sobą- Leną.

„Igor mówi do mnie „mamo”, „mamusiu” tylko wtedy, gdy chce trochę dokuczyć Ewie” -przyznała żartobliwie.

Sympatię okazują również sąsiedzi. Lokatorki pobliskich mieszkań często zagadują chłopca, głaszczą po głowie i obdarowują słodyczami. Lokator mieszkania umiejscowionego na górze oferuje pomoc techniczną i dzieli się malinami z działki. Ewa cieszy się, że wszyscy „żyją w symbiozie”.

Obie wspólnie pokazują latorośli świat i uczą samodzielności. Dbają też o to, by smyk był uświadomiony w aspektach dotyczących seksualności. Igor wie, czym jest menstruacja. Rozumie, że Ewa i Lena się kochają. Kształcące rozmowy często towarzyszą rozrywce. Ewa i Lena tłumaczą mu wiele tematów podczas zabawy z grami planszowymi w roli głównej. Mają dusze aktywistek, więc razem z dzieckiem próbują wpływać na otoczenie.

Zgodnie deklarują, że w ich domu nie funkcjonuje podział obowiązków i więcej robi ta z nich, która w danym momencie ma więcej czasu wolnego. Lena wyrywa się do robienia dużego obiadu, gdy nachodzą ją czarne wizje przyszłości, związane z sytuacją prawną rodziny w razie wypadku którejś z nich.

Ani ona, ani Ewa nie obawiają się stygmatyzacji dziecka. Swoje swobodne podejście argumentują tym, że „dzieci wyśmieją każdą inność, nawet to, że ktoś ma na nosie okulary”. Tłumaczą też, że od wieków chłopcy są otaczani gromadką kobiet.

„Najważniejsze jest, by Igor potrafił dać, najlepiej inteligentnie, a jeszcze lepiej zabawnie, odpór agresji”– tłumaczyła Lena.

Czasami lekceważące traktowanie dotyka ich samych. Mama Ewy nie toleruje jej partnerki i zrzuca na nią winę za każdą chorobę Igora. Mówi wtedy, że „wszystko przez tę Lenę, lesbijkę”. Nie chce przyjąć do wiadomości tego, że jej córka także jest osobą homoseksualną. Podobnie – jak Lena – jest lesbijką i interesują ją wyłącznie kobiety. A szczególnie ta jedna, z którą się związała.

Zosia Team

Piotr pochodzi z małej wsi z okolic Rzeszowa. O tym, że pociągają go mężczyźni, przekonał się na studiach. Najpierw był załamany. Rozważał samobójstwo. Potem poznał Jacka i „zakochał się po uszy”. Zaczęli planować wspólne budowanie mostów, umawiali się w hotelach. Jego żona najprawdopodobniej zrozumiała, co się dzieje. Pojechała bez słowa do Anglii, zostawiając z nim dwuletnią wtedy Zosię. Dziś on, jego partner i ich córka mieszkają na jednej z południowych prowincji.

Para zdecydowała się na przeprowadzkę, gdyż w Krakowie nie udało im się stworzyć spokojnego domu. „Życzliwi” sąsiedzi stale utrudniali im życie. Wielokrotnie organizowali wizyty kuratora w domu tęczowej trójki. Jeden z donosów poskutkował nawet sprawą w sądzie. Na szczęście sędzia wysłuchał zapewnień dziewczynki. Uwierzył, że „jest jej w życiu świetnie” i proces się zakończył.

Lokatorzy krakowskiej kamienicy nie odróżniali gejów od pedofilii, co z przykrością zauważył Jacek. Konspiracyjne szepty i litowanie się nad roześmianą „od rana do nocy” Zosią były ich typowym zachowaniem. Zdarzało się, że swoją niechęć manifestowali w bardziej dobitny sposób.

„Zapukała do nas kiedyś wieczorem pani Kasia z parteru, sól chciała pożyczyć. Jak zobaczyła Jacka krojącego dla Zosi naleśniki w paseczki, wypruła na dół jak poparzona. Innym razem przyszedł elektryk, bo się kuchenka zepsuła. Patrzył na nas i patrzył. Jak wychodził, to pluł. Nie śliną, tak się specjalnie rozkasływał, by rzucić na ścianę żółtą, gęstą flegmą” – wspominał Piotr

Przedszkolanki nie chciały wpuszczać „drugiego taty, też fajnego” na teren placówki. Gdy pewnego dnia przyszedł po swoją córeczkę – wezwały policję i oskarżyły go o próbę porwania. Tłumaczenia nie pomogły, więc skłamał, że jest „wujkiem” dziecka i w Krakowie przebywa przejazdem. Pracownice placówki ostatecznie ustąpiły, ale pozwoliły sobie na skwitowanie sytuacji oceną: „Zosię wychowują degeneraci”.

Wrogości rodzina doświadczyła również ze strony krewnych. Na jednym ze spotkań rodzinnych dzieci nie chciały bawić się z Zosią, którą nazwały „zboczoną”. Otoczyły malutką i zaczęły krzyczeć „»pedałka «, »pedałka «”

Ojciec szykanowanego dziecka z wściekłości rozgryzł sobie do krwi lewą pięść. Następnie między gospodarzami i gośćmi wybuchła walka. Piotr zmierzył się z dorosłymi na noże, które wyciągnął z szuflady kuzyna (do dziś żałuje zdarzenia, o którym przypomina mu blizna na policzku), dzieci wymieniały się kopniakami. Mała Zofia chyba szybko zapomniała o całym zajściu, bo znowu jest wesoła i dużo się śmieje.

Najtrudniej jest im porozumieć się z mamą Jacka. Kobieta nienawidzi przybranej wnuczki i „traktuje ją jak powietrze”. Nazywa „bachorem”, „małym kurwiszczem”. Pani Krystyna jest przekonana, że niewinna kruszyna ma w sobie „nasienie szatana”. Przekonuje syna, że Zosia jest mu zbędna i naciska, żeby znalazł sobie żonę i „dziecko normalnie zrobił”. Ale on już ma dziecko. Pokochał Zosię tak bardzo, że oddałby za nią życie. Pod koniec roku kobieta chyba zdała sobie sprawę z tego, że jej „dobre rady” nie dadzą pożądanego skutku. Zwróciła się więc do sądu o ubezwłasnowolnienie potomka.

Dziś „Drużyna Zosi” nie utrzymuje kontaktu z bliskimi. W starej, wiejskiej chacie wiedzie im się dobrze. Pięciolatka ma kota, Sznurka, z którym często bawi się piłką (a on łapie psotne gryzonie). Bardzo lubi nowe przedszkole, panią wychowawczynię i kolegów z klasy.

Będą zmiany?

W maju (25.05. Ub. r.) Polskie Towarzystwo Seksuologiczne potwierdziło fakt związków osób LGBTQ+ i zakładanych przez nie rodzin. Przedstawiciele stowarzyszenia zauważyli konieczność sformalizowania relacji tych par i zapewnienia im należnej opieki. Jak myślicie, czy to stanowisko spotka się z jakąkolwiek reakcją rządu? Co Wy myślicie o zakładaniu tęczowej rodziny w naszym kraju?

Źródła: m.newsweek.plkph.org.pl, fot. gayparentstobe.com

Polecane artykuły

One Thought to “Tęczowe rodziny znad Wisły”

  1. Jenn

    Wraz z moją partnerką i dwiema naszymi córkami tworzymy taką rodzinę od kilkunastu lat 🙂
    Les-rodzina 😉

Zostaw komentarz

×