Aktualności Lifestyle 

Tęczowe kino na Ceremonii Oscarów

Na początku marca (4/5.03.2018) cieszyliśmy oczy już 90 ceremonią przyznania Oscarów. Podczas wielkiej Gali docenione zostały także filmy z wątkiem LGBTQ+. Powróćmy jeszcze na chwilę do hollywoodzkiej bajki.

Rycerz kinematografii

W nocy z 4 na 5 marca wiele z Was na pewno nie mogło zasnąć. Pokusa namiastki udziału w czymś tak kultowym, jak ceremonia przyznania Oscarów okazała się być silniejsza, niż sen. Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej przyznała te znane nagrody już 90 raz! Początkowo przedsięwzięcie realizowane było w Grauman’s Chinese Theatre. Od 2002 r. gwiazdy filmowego świata spotykają się w Dolby Theatre.

Wszystko zaczęło się w 1929 r. Przyznano wtedy statuetki za osiągnięcia filmowe, które przypadły w udziale aktorom i innym twórcom na przełomie lat 1927/1928. Od tego dnia co roku (zazwyczaj wczesną wiosną) odbywają się gale, podczas których wręczane są trofea w kształcie rycerza trzymającego miecz. Zwycięzcy w każdej kategorii wyłaniani są na podstawie wcześniejszych nominacji za filmy, jakie amerykańskie kina wyświetlały w poprzedzającym roku kalendarzowym. Artyści mają szansę zabłysnąć w 24 kategoriach. Wcześniej było ich zaledwie 13.

Tęcza uchwycona w kadrze

Tegoroczne święto przyjaciół dziesiątej muzy było naprawdę pomyślne dla tęczowej społeczności. Śmiało można stwierdzić, że decydenci i organizatorzy nie zbagatelizowali – tak istotnej dla osób nieheteronormatywnych – reprezentacji. Głos przedstawicieli mniejszości był wysłuchany, historie poznane. Tego magicznego wieczoru liczne momenty dawały znać: jesteście ważni.

W kategorii „Najlepszy Film Nieanglojęzyczny” wygrała „Fantastyczna Kobieta”. Ten Chilijski tytuł ukazuje życie transpłciowej kelnerki i tancerki, Mariny. Możemy przekonać się, jak postać radzi sobie z codziennością i śmiercią starszego od siebie partnera. Co ciekawe, osobą niecispłciową jest także Daniela Vega. Aktorka, która wcieliła się w główną bohaterkę, jest pierwszą gwiazdą transgenderową, jaka kiedykolwiek wystąpiła na Oscar’owej Gali.

Na  ekranie telewizora lub komputera mogliśmy podziwiać także Sufjan’a Stevens’a. Autor piosenki ze ścieżki dźwiękowej filmu „Call me by your name przywitał gości po zapowiedzeniu przez Vegę. Niestety, utwór nie otrzymał miana „Najlepszej Oryginalnej Piosenki”. „Tamte dni, tamte noce” nie zostały też wyróżnione w kategorii „najlepszych zdjęć”. Ale scenarzysta tej romantycznej historii i tak odniósł pewien sukces. James Ivory został bowiem najstarszym laureatem, który napisał scenariusz na podstawie książki. Powieść, na której się wzorował, wyszła spod pióra André Aciman’a.

„Bez względu na to, czy jesteśmy hetero, homoseksualni, czy gdzieś pośrodku- wszyscy przeszliśmy przez pierwszą miłość, mam nadzieję, i w większości przeszliśmy na drugą stronę w głównej mierze nietknięci”– powiedział Ivory.

Senior dodał, że te młodzieńcze doświadczenia możliwie nie obyły się bez wsparcia kochających rodziców. Podziękował przy okazji „wrażliwemu i rozsądnemu reżyserowi”, swoim nowojorskim sąsiadom, dzięki którym zainspirował się do pracy nad dziełem. Dodatkowo, wyrazy wdzięczności złożył m.in. aktorom. Nazwał ich „wspaniałymi” i „przepełnionymi emocjami” oraz podkreślił fakt, iż bez nich jego obecność na rozdaniu nagród Akademii Filmowej nie miałaby racji bytu.

Za „Najlepszą Animację” uznano film „Coco”. Opowiada on o nastolatku, który chciał zostać muzykiem wbrew sprzeciwu ze strony rodziny, nauczonej zrujnowanym małżeństwem babci chłopca. Mały Meksykanin wchodzi w posiadanie gitary, która niegdyś należała do jego idola. Trafia do zaświatów i zaczyna przygodę na scenie.

Adrian Molina, współtwórca scenariusza, podczas przemowy podziękował swojemu mężowi za wsparcie i zwrócił uwagę na to, jak istotna jest widzialność dla osób należących do grup marginalizowanych. W tym uniwersum taką społecznością są Meksykanie. Nietrudno zauważyć antypatii, jaką kieruje w stronę sąsiadów z południa prezydent Donald Trump. Pamiętacie jego plany postawienia muru na granicy USA z ich krajem?

„Próbowaliśmy zrobić krok w kierunku świata, w którym wszystkie dzieci mogą widzieć postacie w filmach, które wyglądają jak one […]. – tłumaczył reżyser „Coco”, Lee Unkrich.

Tęczę możemy znaleźć także w filmie „Shape of the water”, nakręconego przez Guillermo del Toro. Fantasy z fabułą rozgrywającą się w latach 60 wygrało dzięki „Najlepszym Zdjęciom” i przedstawia bliską relację między niemą kobietą zantropomorfizowaną istotą, przypominającą rybę. Jako że główna bohaterka nie ma możliwości werbalnego wyartykułowania swoich myśli – wyręcza ją w tym znajomy gej, mieszkający w sąsiedztwie.

Magiczny świat del Toro nie przypadł do gustu Piers’owi Morgan’owi. Prezenter telewizyjny zdecydowanie nie jest sojusznikiem osób niebinarnych i transpłciowych. Wielokrotnie czynił je obiektami swoich niewybrednych żartów. Tym razem postanowił skrytykować związek postaci pierwszoplanowych. Nie odmówił sobie przy tym nawiązania do głośnych ostatnio hashtag’ów dotyczących molestowania seksualnego.

„Więc w roku #MeToo & #TimesUp Hollywood nagradza za Najlepsze Zdjęcia film o kobiecie uprawiającej seks z rybą #oscars”– narzekał Morgan.

Fani filmu szybko zareagowali na te słowa. Wyjaśniali, że główną wartością jest „znajdywanie miłości i akceptacji oraz trzymanie się tego, w co wierzymy”. Sugerowali cynikowi, że to jego „czas się kończy”, jeśli nie jest w stanie pojąć przesłania tej baśni.

Adam w skórze

Oscarowa publiczność jak zwykle bogata była w znane i lubiane osobistości. Na przyjęciu pojawił się np. Adam Rippon. Wyoutowany olimpijczyk zdecydowanie zaskoczył swoją stylizacją. Amerykanin ubrał się w pozbawiony rękawów garnitur ze skórzaną uprzężą od Jeremy Scotta.

„Myślę, że cała moda polega na wyrażaniu siebie i ja zdecydowałem się założyć to, co założyłem na czerwony dywan, bo czułem się cholernie cool”. – wyjaśnił na twitterze.

Adam Rippon, nazywający się „słodziakiem Ameryki”, zachęcał do odwagi, podejmowania ryzyka i całkowitego ignorowania opinii innych. Przekonywał, że takie podejście umożliwia dużo lepszą zabawę. Podziękował swojemu zespołowi stylistów za wybranie dla niego zestawu oraz za to, że dzięki nim poczuł się naprawdę sexy. BBC spekulowało, że „prawdopodobnie był to ukłon w stronę franczyzy 50 twarzy Grey’a”.

Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego popularny łyżwiarz figurowy będzie miło wspominać chwile w Dolby Theatre. Udało mu się bowiem spotkać swojego „celebrity crush’a” (znana osoba, w której jesteśmy zauroczeni), Shawn’a Mendes’a. Panowie zrobili sobie wspólne zdjęcie, które Rippon opublikował na swoim profilu.

„Zasiałem ziarno, zebrałem żniwa. On jest uroczy, słodki, a drugi gość to @ShawnMendes”– skomentował zaczepnie obrazek.

Dobre zdanie na temat wyglądu sportowca podzieliła Tyra Banks. Modelka opublikowała wizerunek Adama Rippon’a w skórze, pochwaliła jego styl „hoe”, a samego mistrza lodowiska nazwała „dzikim”. Chłopak z fotografii ucieszył się, że znalazł w celebrytce swą bratnią duszę i odpowiedział na jej wpis w podobnym tonie.

Źródła:  theguardian.comimdb.comtvn24.pl, pinknews.co.uk [1] [2] , pl.wikipedia.org [1] [2]

fot. Metro

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×