Aktualności Lifestyle Moda 

Spódnicowy protest francuskich kierowców komunikacji

Francja jest jednym z cieplejszych krajów Europy. A gdy pojawią się nad nią prądy afrykańskiego, gorącego powietrza – może być nieznośnie. Szczególnie, gdy pracodawca nie pochyli się nad warunkami wykonywania obowiązków przez zatrudnione przez siebie osoby. Tak było w mieście Nantes. Kierowcy autobusów w tej miejscowości w proteście przeciwko rygorystycznemu dress code’owi przyszli do pracy w spódnicach.

Upały

Nantes, malowniczy port nad Loarą. To tam kilka dni temu rozpoczął się protest pracowników komunikacji miejskiej. Kierowcy autobusów do manifestacji niezadowolenia popchnięci zostali przez rygorystyczny dress-code, narzucony przez kierownictwo. Zgodnie z obowiązującymi zasadami dotyczącymi ubiorów, kierujący pojazdami nie mogą w trakcie pracy nosić krótkich spodni. Panujące od kilku dni gorąco nie jest, według pracodawcy, żadną przesłanką do czasowego uchylenia tych reguł. Pracownicy komunikacji są rozgniewani tym, jak kierownictwo firmy traktuje ich oraz ich prawa pracownicze.

Spódnice dobrem luksusowym

Sześciu niepokornych kierowców postanowiło położyć kres takim standardom i na cały dzień przyszli do pracy w spódnicach. Jeden z protestujących – i jednocześnie ich przywódca – Didier Sauvetre, w wywiadzie dla lokalnej gazety tłumaczył motywy strajku.

Powiedział dziennikarzowi z Press Ocean, że mimo próśb mężczyźni nie dostali pozwolenia na noszenie krótkich spodni, więc założyli do pracy spódnice. One są bowiem uwzględnione w wytycznych ubioru służbowego pracowników komunikacji miejskiej. Podkreślił też, że panowie zazdroszczą koleżankom, które mogą nosić tę część ubioru bez problemu.

Inny przedstawiciel grupy, Gabriel Magner, wtóruje koledze i podkreśla zaistniałą niesprawiedliwość. – Kobiety mogą nosić spódnice, ale mężczyźni nie. – mówi Magner. Zwrócił też uwagę na różnice widoczne między klimatyzowanym biurem pracodawcy, a kabiną kierowcy, gdzie temperatura może sięgać nawet 50°C.

Mimo próśb ponawiających się od 2013 r., Pascal Bolo nie zrobił nic, by poprawić warunki, w jakich pracuje jego załoga. Nie zareagował nawet na argument, że autobus jest tak skonstruowany, że chociażby ktoś się mocno starał – nie zobaczy, czy osoba prowadząca autobus ma spodnie, czy też nie.

W Polsce taki protest nie miałby miejsca. Jeśli weźmiemy pod uwagę obecne uwarunkowania społecznopolityczne dojdziemy do wniosku, że mogłoby się to okazać trudne do zrealizowania. Kierujący pojazdami mogliby spotkać się z niepochlebnymi  uwagami od razu po wyjściu z domu. Tak „na dzień dobry”.

Stereotypy genderowe, które od dziecka były nam serwowane – nie spowodowałyby nic sympatycznego. Natomiast osoby protestujące w ten sposób mogłyby dodatkowo narazić się na niewybredną krytykę środowisk prawicowych. Niestety, homofobia i mizoginia często idą w parze. Mamy nadzieję, że uda nam się zwalczyć oba problemy.

Ewa Bednarek

Źródła: wp.pltheguardian.comtelegraph.co.ukmashable.com

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×