Aktualności Lifestyle Sport i zdrowie 

Rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zareagował w sprawie homofobicznych materiałów

Na początku miesiąca nad Śląskim Uniwersytetem Medycznym zawisły ciemne chmury. Okazało się bowiem, że jedna z osób należących do środowiska uczelni udostępniła żakom położnictwa wykład o kontrowersyjnej treści. Multimedialna prezentacja sugerowała, iż homoseksualizm potencjalnego dawcy krwi powinna dyskwalifikować go w zakresie pomocy innym tak samo, jak narkomania. W sprawie zainterweniowała jedna ze studentek, zgłaszając sprawę do Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Homofobia w chmurze

Platformy e-learningowe to zdobycz techniki szczególnie droga studentom i wykładowcom. Nic dziwnego – można znaleźć tam wiele przydatnych materiałów. Nie oznacza to, że system nie ma wad. Zdarza nam się przecież trafić też bzdury, które z nauką mają niewiele wspólnego. Tak było m.in. w przypadku Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, gdzie ktoś udostępnił żakom położnictwa wykład zawierający homofobiczne, bazujące na krzywdzących stereotypach sformułowanie.

Dokumentem, który wywołał burzę, jest prezentacja na temat powikłań poprzetoczeniowych. Autor (albo autorka) tej pracy odrzuca homoseksualnych mężczyzn jako potencjalnych dawców krwi, gdyż jego (lub jej) zdaniem mieszczą się oni w grupie zagrożonej spowodowaniem pogorszenia zdrowia biorcy. Podobnie, jak narkomani. Co więcej, twórca lub twórczyni „dzieła” podparła swoją tezę argumentem o przenoszeniu chorób wenerycznych.

Bez ograniczeń

Przeciwko kłamliwym informacjom zawalczyła jedna ze studentek położnictwa. Dziewczyna skontaktowała się z Ośrodkiem Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, a jego działacze wyprostowali wspomniany błąd na swoim oficjalnym, facebookowym profilu.

„(…)nie ma żadnych ograniczeń dotyczących relacji pomiędzy orientacją seksualną, a krwiodawstwem. Wszystkie osoby, niezależnie od orientacji, są poddawane tym samym wymogom. M.in. można oddać krew jeśli ma się przynajmniej od pół roku stałego partnera seksualnego. I jego płeć nie ma znaczenia” – zaznaczyli społecznicy.

Na tym interwencja przyszłej położnej się nie zakończyła. Ślązaczka postanowiła zwrócić się także do samego rektora. W liście, którego był adresatem, wspomniała o wstydzie, jaki odczuwa w związku z faktem, „że wykładowcy przekazują takie rzeczy studentom na wykładach”.

Filantropka nazwała sytuację „niedopuszczalną”, licząc na konkretną reakcję ze strony przedstawiciela władz uczelni. W dalszej części skargi
podkreśliła brak odwagi, pozwalającej członkom Zakładu Anestezjologii i Intensywnej opieki pielęgniarskiej na przyznanie się do winy, podkreślając, że nie przeszkodzi to w znalezieniu twórcy pomocy „naukowej”. To będzie zaś możliwe z uwagi na fakt, iż prezentacja została udostępniona przez konkretną osobę.

”Polowanie na czarownice”

Ta sama młoda kobieta odezwała się do Ośrodka dzień później. jej celem było opowiedzenie o tym, jak na opisane przez nią zdarzenia zareagowali jej koledzy i koleżanki z roku. Według relacji Ślązaczki znajomi nie tylko nie zadali sobie trudu zreflektowania się nad całym zajściem, ale wręcz mieli do niej pretensje o stwarzanie potencjalnych problemów, wynikających z wystosowanego przez nią zażalenia.

Mało tego, na prywatnej, związanej z kierunkiem grupie na Facebook’u „kumple” studentki rozpoczęli „polowanie na czarownice”, wymierzone w jej osobę. Dziewczyna znalazła tam wpisy o ewentualnej zemście wykładowców, propozycje zrezygnowania z nauki na tym uniwersytecie, wyzwiska (ktoś napisał, że jest „głupia”) czy nawet groźby „znalezienia jej”

”Zostałam także oskarżona z góry o wszystkie „donosy”, jakie kiedykolwiek ktoś z naszego roku wysłał do rektora, tak jakby nie rozróżniały, że tu nie chodzi o pierdołę dotyczącą np.: formy zaliczenia przedmiotu tylko o to, że nasza uczelnia przekazuje treści, na które żaden człowiek posiadający wykształcenie medyczne nie powinien się godzić” – kontynuowała.

W dalszej części wiadomości anonimowa (Z uwagi na strach przed zlinczowaniem przez znajomych- wolała pozostać anonimowa) obrończyni sprawiedliwości tłumaczyła, że chciała tylko zwrócić uwagę na fakt, że sformułowanie: „Eliminacja z grona dawców osób z grona ryzyka, narkomanów, homoseksualistów” świadczy o dyskryminowaniu osób homoseksualnych w kontekście krwiodawstwa i przeczy aktualnej wiedzy medycznej.

Mieszkanka Katowic zaznaczyła przy tym, że „każda jednostka krwi przed akceptacją jej do przetoczenia jest badana w pracowni serologicznej na zawartość czynników potencjalnie szkodliwych dla biorcy”. Przytoczone przez nią wyrażenie jest więc niedorzeczne. Z tego właśnie powodu główna zainteresowana uznała, że autor lub autorka materiałów jest „zwyczajnie osobą niedostatecznie wykształconą”, która nie zdobyła wystarczających kompetencji społecznych, potrzebnych podczas podczas studiowania na Uniwersytecie Medycznym lub piastowania funkcji wykładowcy tej uczelni.

Rektor po stronie równości

Do rektora napisali też sami aktywiści z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. W odpowiedzi Przemysław Jałowiecki poinformował, że materiały, jakie oburzyły bohaterkę artykułu są niezgodne z „Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 11 września 2017 r. w sprawie warunków pobierania krwi od kandydatów na dawców krwi i dawców krwi”. W związku z tym, władze uczelni doprowadziły do „niezwłocznego” wszczęcia postępowania wyjaśniające.

Co o tym sądzicie? Jaki, Waszym zdaniem, może być finał tego zamieszania? Nie możemy się doczekać, by poznać Wasze opinie.

Źródła:  dziennikzachodni.pl,  facebook.com [1] [2] [3]

Fot. rynekzdrowia.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×