Aktualności Lifestyle Travel 

#Queerce – I Marsz Równości w krainie Bolemiry i Bolebora

Wczoraj przez Kielce, a właściwie „Queerce”, przeszedł pierwszy w historii miasta Marsz Równości. Organizacji wydarzenia nie udaremniły różańce w intencji jego sabotowania, magistrat, kontrmanifestanci ani Liga Świętokrzyskich Rodzin w spacerze, którego maskotkami byli Bolemira, Bolebor i latający na miotle jednorożec wzięło ok. tysiąc osób pokazując, że „różnorodność jest naturalna”,

Gorzkie żale narodowców

Przygotowanie I Marszu Równości w Kielcach okazało się być dla jego organizatorów prawdziwym wyzwaniem. Mieszkający w pobliżu wierni modlili się o ich porażkę, a prezydent miasta zadecydował, że zgromadzenie nie może mieć miejsca. Jak już wspomnieliśmy, Bogdan Wenta zasłaniał się względami bezpieczeństwa oraz chęcią zastąpienia wyprawy po równouprawnienie „Ogólnopolskim Festiwalem Przyjaźni i Równości”. Na szczęście sędzia Renata Żak przyznała rację reprezentującej prowincję Równości Katarzynie Czech-Kruczek oraz RPO Adamowi Bodnarowi, oddalając zakaz wydany przez włodarza.

Aktywiści nie zdążyli dobrze nacieszyć się zwycięstwem. Wkrótce musieli stawić się w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, bo zażalenie na postanowienie sądu niższej instancji złożyła Liga Rodzin Świętokrzyskich. Narodowcy oskarżyli tęczowego NGOsa o „naruszenie art. 14 pkt. 2. Ustawy prawo o zgromadzeniach przez błędną ocenę, jakoby parada LGBT nazwana Marszem Równości nie zagrażała zdrowiu dzieci i młodzieży – uczestników dorocznego Festiwalu Harcerskiego”.

Drugim zarzutem, jaki w ich imieniu przestawiła Mariola Piasecka Leyda było „zaniechanie rozpoznania zarzutu faszystowskiego charakteru Marszu Równości w powołanych w piśmie uczestnika i podnoszonych na posiedzeniu Sądu treści Zeszytów Oświęcimskich 2/1958 str. 45 wskazujących, iż promocja homoseksualizmu była częścią planu Himmlera mającego na celu wyniszczenie Żydów, Polaków, Rosjan i Ukraińców”. Ten skandaliczny argument wypłynął ze strony skrajnie prawicowego stowarzyszenia już na rozprawie w kieleckim sądzie Okręgowym.

Ostatecznie zażalenie zostało oddalone, co umożliwiło Prowincji Równości realizację marszowego przedsięwzięcia. Działacze nie przymknęli jednak oka na wypowiadanie wobec nich karygodnych słów, stawiających ich na równi ze sprawcami ogromu zła uczynionego przez jednego z naczelnych nazistów. Kadra NGO jest przekonana o tym, że przyczyną wystąpienia tej przykrej sytuacji jest nie otoczenie właściwą opieką grup marginalizowanych. Grupa wezwała więc Bogdana Wentę, wyrażającego chęć współpracy, do wyciągnięcia wniosków oraz wydania okolicznościowego oświadczenia. Gospodarz Kielc miał w nim potępić retorykę Ligi Świętokrzyskich Rodzin. Filantropi mieli ponadto nadzieję, że wraz z nimi po sprawiedliwość wybierze się delegacja lokalnego magistratu, do której należeć będzie m.in. wiceprezydentka w osobie Danuty Papaj. Urzędniczka zadeklarowała bowiem, że Kielce charakteryzują się otwartością na wszystkie zamieszkałe tam osoby. Jeszcze większy ukłon w stronę tęczowej społeczności wykonała Konsul Generalna Stanów Zjednoczonych w Krakowie, która wysłała organizatorom I Marszu Równości pełen słów otuchy list.

„Żądamy pełnej równości”

Poprzedzony Piknikiem Integracyjnym Marsz rozpoczął się kilka minut po 14.00 przy skrzyżowaniu ulic Staszica i Solnej. Tuż obok Parku Miejskiego im. Stanisława Staszica. Wyruszenie w drogę poprzedziło kilka słów refleksji i kwestie organizacyjne.

Jedną z osób uprzywilejowanych do zabrania głosu była współorganizatorka eventu, którego maskotkami są Bolemira i Bolebor, czyli latający na miotle jednorożec. Barbara Biskup z Prowincji Równości podkreśliła wielkie znaczenie wczorajszego dnia. Mówiła też o dumie płynącej z mieszkania w Kielcach i bycia sobą a także przypomniała historię lokalnego aktywizmu i jego codziennych bohaterów – członkach kieleckiego oddziału KPH i zespole Inicjatywy Świętokrzyskiej, która ma swoje zasługi w powstaniu Prowincji Równości. Społeczniczka przybliżyła również treść manifestu, jaki przyświecał osobom zaangażowanym w projekt „Queerce”.

„Stojąc tu dzisiaj chcemy powiedzieć, że jako osoby nieheteronormatywne, ale również ich sojusznicy i sojuszniczki żądamy po pierwsze: równouprawnienia osób LGBT+, w szczególności wprowadzenia równości małżeńskiej” – zaczęła.

Jako ważne aspekty aktywistka wymieniła też uchwalenie ustawy dot. uzgodnienia płci, jak również działania i inicjatywy antydyskryminacyjne. Te miałyby się odbywać „zarówno w ramach edukacji formalnej jak i pozaformalnej”.

Do marzeń kieleckiej ekipy należy też to, by w końcu nastąpiła zmiana języka debaty publicznej – „szczególnie dziś, w dobie narastającego hejtu (…)” bo „orientacja seksualna jest jedną z trzech cech tożsamości”. Jest „przyrodzona i niezbywalna”. Co więcej, „w byciu osobą nieheteronormatywną nie ma absolutnie nic zdrożnego”.

W dalszej kolejności aktywistka zwróciła uwagę na to, że „każda osoba należąca do mniejszości powinna być szanowana i traktowana z godnością”, a ocenianie nas powinno odbywać się tylko pod kątem naszych czynów i tego, kim jesteśmy. Niedopuszczalne jest za to określanie nas w kontekście orientacji, a zwłaszcza tej rozumianej stereotypowo. Kielczanka w imieniu swoim i całej organizacji sprzeciwiła się „wszelkim ruchom i inicjatywom, mającym na celu odebranie nam człowieczeństwa i godności i w ten sposób usprawiedliwianie homofobicznej i transfobicznej przemocy”.

Kolejnym ważnym wątkiem w Manifeście Prowincji Równości jest przypomnienie o pomylonych przez konserwatystów priorytetach. To tak agresja, zawiść i nienawiść nie licują z wartościami chrześcijańskimi, a nie gloryfikowana przez załogę NGOsa akceptacja, miłość, godność, prawa człowieka, czy w końcu – jak najbardziej naturalna – różnorodność.

Treść „prowincjonalnego” credo krytykuje dodatkowo porównywanie osób LGBTQ+ do totalitarnych ideologii, odbieranie nam tego, kim jesteśmy. Deklaracja wskazuje na zagrożenie wynikające z uchwał „uwalniających” miasta, powiaty, gminy i województwa od tęczowej społeczności.

„Nie możemy oddawać pola osobom instrumentalnie wykorzystującym powoływanie się na wiarę, powoływanie się na religie po to, żeby nam zrobić krzywdę, żeby nas bić i poniżać. Nie ma także zgody na szerzenie kłamstw i pomówień” – alarmowała Barbara Biskup.

Działaczka o kolorowej grzywce i jeszcze barwniejszym sercu zwróciła uwagę na to, że o naszej godności nie decyduje ani gorliwa wiara ani fakt naszego zaangażowania w działanie dla osób LGBTQ+. Jedynym miarodajnym wykładnikiem jest to jak postępujemy.

„Apelujemy do wszystkich ludzi, którzy są tutaj dzisiaj z nami i tych, którzy się wahają: Stańcie po stronie prawdy i godności. Stańcie razem z nami i chrońcie nas przed przemocą. Jesteśmy tu razem. Tworzymy to miasto razem, tworzymy ten kraj razem. Nie dajmy się podzielić, nie dajmy się wepchnąć w schematy. Bądźmy tu razem i żyjmy w tym mieście. Cieszmy się z tego, kim jesteśmy” – prosiła filantropka.

„Pięcioma minutami” przy mikrofonie cieszył się ponadto jej kolega z zespołu- Artur Stawecki oraz Marek Błaszczyk ze Stowarzyszenia My Rodzice. Pierwszy z Nich podziękował osobom, które zadbały o to, by I Marsz Równości w Kielcach zakończył się sukcesem. Drugi poruszył temat osobistej zmiany, kwestii zaufania, „wychowaniu” sobie rodzica. Mężczyzna tłumaczył, jak wielkim wyróżnieniem jest dla rodzica coming out dziecka. Zaangażowany tata lesbijki zaznaczył przy tym, że osoby LGBTQ+ są normalne „jak cholera”, a zakazywanie im „oczywistych” rzeczy o jakie walczą jest absurdem.

„Pracujcie nad nimi. Należy się wszystko to, co powinniście dostać od rodziców: czyli miłość się Wam należy przez całe życie” – wyjaśniał aktywista.

„Kielce w tęczy pełne serce”

Po przemówieniu Marka Błaszczyka ze względów organizacyjnych trzeba było ruszyć dalej. Grupa licząca ok. tysiąc osób ruszyła więc na trasę wraz z platformą i drugim samochodem. Nie przeszkodził w tym nawet mało otwarty charakter miasta i to, że część przechodniów wytykała palcami spacerowiczów.

Niezależnie od tego, czy osobom postronnym to odpowiadało – Tęcza, jaką macie w sercach zapełniliście całe Kielce. Chorągiewki, „sektorówka”, balony… To tylko część gadżetów, dzięki którym wczorajszego popołudnia stolica województwa świętokrzyskiego stała się bajeczna. Największą ozdobą Kielc była jednak Wasza dobroć. Jak pokazał wzruszający spot, promujący wydarzenie: każdy z Was miał własne powody, by wybrać się na tęczowy spacer. Najważniejsze jednak, że wszystkie przesłanki, jakimi się kierowaliście, łączyło bardzo wiele: ciepło, szacunek do drugiego człowieka, empatia. Brawa dla Julii Kieloch i Zuzanny Zboś.

„Najpiękniejsza rodzina”

Meta pochodu zlokalizowana była na placu Moniuszki 11, nieopodal pomnika Henryka Sienkiewicza. Tam swoimi przemyśleniami podzielili się działacze, którzy nie mieli takiej możliwości na początku. W gronie przemawiających znalazł się jeden z wolontariuszy KPH.

„Dla mnie każdy marsz to jest taki moment, kiedy każda osoba może się zastanowić, po której jest stronie. Czy stoi po stronie nienawiści, po stronie agresji, wykluczenia? Czy stoi po naszej stronie? Po stronie osób, które chcą równych praw, chcą szczęścia, chcą akceptacji? – pytał młody społecznik, zachęcając do codziennego okazywania sobie solidarności.

Następnie mikrofon przejęła Monika „Pacyfka” Tichy. Delegatka Lambdy Szczecin była zachwycona tym, że Prowincja Równości wraz ze swoimi sprzymierzeńcami stworzyła w „Queercach” coś nieprawdopodobnego. Wspomniała też o ślubie brata, z którym nie łączy jej zbytnia zażyłość.

„(…) moje miejsce nie jest przy nim – białym mężczyźnie, heteroseksualnym katoliku – tylko tutaj z Wami. Kochani, jesteście najpiękniejszą rodziną, jaką mam, jaką kiedykolwiek miałam. Tęczową rodziną z wyboru. (…) I pamiętajcie, że to nie jest tak, że jak ktoś jest rodziną to my go musimy kochać. To Ci, których kochamy są naszą rodziną” – wyznała przybyszka z północy kraju

Dzielna dziewczyna mówiła o miłości, która akceptuje bezwarunkowo, a kochający ludzie nie wymagają od nas zmiany. Radziła też, żebyśmy byli silni. Bo chociaż aktualnie jesteśmy zmuszeni przejść przez pewne „przykre rzeczy” to jeszcze trochę, a Polska wypięknieje.

Następcą „Pacyfki” był szef MNW. Hubertowi Sobeckiemu udało się zawstydzić obecną na miejscu ekipę TVP, zwracając się szczególnie do dziennikarki, która wytrzymała brzemię krytyki i wysłuchała Go do końca. Z drugiej strony, działacz ostrzegł przed tym, że niebezpieczeństwem takiej „połajanki” jest ryzyko, że za jakiś czas zmienimy się w ludzi zgorzkniałych, krytycznych. „Bez radości i bez dumy”. Będziemy jedynie narzekać na opłakane skutki reportaży telewizji publicznej.

„Tak więc te wszystkie sytuacje, one mogą nas przygnieść, ale one też mogą nam dać powera, mogą nam dać energię, mogą dawać moc do działania. I moim zdaniem (…), to co się dzisiaj tutaj wydarzyło, jest totalnie przykładem tego, że dobra energia zwycięża, kurcze, nienawiść” – pocieszał.

Na koniec głos zabrała Katarzyna Zapała. Lokalna radna z ramienia Koalicji Obywatelskiej raz jeszcze zaakcentowała to, jak bardzo jest wzruszona.

„(…) nigdy nie myślałam, że doczekamy takich dni w Kielcach. Tak pięknych, tak radosnych, tak tolerancyjnych. I kiedy rozmawiałam z przedstawicielami ratusza oraz z policją, kiedy planowaliśmy to wszystko, to ja w głębi serca wiedziałam, że tu w Kielcach pokażemy, jak wygląda autentyczna miłość” – wspominała.

Wypaczone pojęcie wolności

Na pewno nie zaskoczymy Was informacją o tym, że środowiska konserwatywne mobilizowały się do oprotestowania „wydarzenia roku w Kielcach”. Tego dnia na ulicach miasta urzędowało łącznie osiem kontrmanifestacji.

Na placu Artystów swoje obozowisko rozstawili członkowie Ruchu Narodowego, a teren katedralnej Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zajęli Kielczanie odprawiający różaniec w ramach wielogodzinnej, „Wielkiej Modlitwy Różańcowej”. Sprzeciw wobec spacerowi po sprawiedliwość wymodliło ok. 50 osób.

Specjalnie dla tych ludzi przygotowaliśmy cytat aktualnie panującego władcy Stolicy Piotrowej. Papież Franciszek radził, aby „ci ludzie, którzy chodzą do kościoła, a potem żyją w nienawiści o innych i źle mówią o ludziach, lepiej niech nie chodzili do kościoła”.

Do spotkania z wielbicielami skrajnej prawicy doszło dwukrotnie. Pierwsza grupa frustratów na skrzyżowaniu ul. Sienkiewicza i Paderewskiego, druga – na parkingu przy ul. Bodzentyńskiej. Po ulicach miasta jeździła też furgonetka perfidnych kłamców związanych z projektem „Stop Pedofilii”.

Tym razem agresorzy uczestniczący w homofobicznych spotkaniach znowu „dali czadu”. Jeden z demonstrujących stwierdził, że uczestniczy w wydarzeniu, „bo w Kielcach nie ma cyrku”. Jego kompan miał natomiast na ręce tatuaż o symbolice nazistowskiej. Jeszcze inny protestujący był zawiedziony, że wolności obywatelskie nie obejmują zabijania osób LGBTQ+.

Atmosfera momentami była bardzo ciężka, ale do bezpośredniej konfrontacji nie doszło, o co zadbały setki funkcjonariuszy patrolujących świętokrzyską stolicę. Warto jednak wiedzieć, że nie wszyscy stróże prawa działali na naszą korzyść. Niektórzy z nich zawiedli na całej linii.

Podczas I Marszu Równości w Kielcach raz jeszcze odżył spór o symbole narodowe. Zarówno Bartosz Staszewski, jak Karol Opic zostali zaczepieni z powodu flagi z kolorowym orłem, ale odmówili bezprawnego procesu wylegitymowania ich. W efekcie reżyser „Artykułu Osiemnastego” wręcz przeniesiony do wozu policyjnego.

„Ta sytuacja (i poprzednie) pokazała tylko, że policjanci nie znają prawa. i o ile na początku mogli się zasłaniać, że to nowy case, to po Częstochowie, Poznaniu, Katowicach itp. nie ma dziś żadnych wątpliwości, że tęczowy orzeł jest legalny. Świadomie odmówiłem wylegitymowania, wiedząc, jakie mogą być tego konsekwencje, bo uważam że to jest działanie bezpodstawne i opresyjne. Jednocześnie mam ten przywilej, że mogę sobie na taki opór pozwolić i podjąć działania w tej sprawie np. zaskarżając czynności policji do sądu. Takie działanie ma charakter opresyjny i jest to efekt mrożący. To obrzydliwe” – skomentował sytuację lider Marszu Równości w Lublinie.

Maszerowaliście z Bolemirą i jednorożcem Boleborem? A może zajrzeliście też na Piknik Integracyjny lub Afterparty? Niezależnie od tego, w ilu wydarzeniach wzięliście udział – mamy nadzieję, że bawiliście się przednio! Oprócz tego, że jak zwykle zachęcamy Was do wymiany opinii na temat tęczowej przechadzki, chcielibyśmy Was poprosić o jeszcze jedną rzecz. Barbara i Artur w wywiadzie dla Gazety Wyborczej przyznali, że wielokrotnie w zamian za swoje wspaniałe działania oblewani są lepkim jak smoła hejtem. Basia, jak sama powiedziała,
„Słyszy wciąż, że jest zarazą, że powinna wypier…ć”. Kompletnie przypadkowi ludzie życzą jej śmierci. Zróbcie dla społeczników z Prowincji Równości coś miłego, by docenić ich pracę. Wyślijcie im trochę kolorowej miłości i wsparcia! Z góry dziękujemy!

Źródła: rainbowstar.pl, wiadomosci.wp.pl  kielce.onet.pl, echodnia [1] [2], kielce.wyborcza.pl [1] [2], fot. Katarzyna Adamów

Polecane artykuły

Zostaw komentarz