Aktualności Lifestyle Prawo 

“Polska Przeciw Przemocy” – podsumowanie pikiety solidarnościowej Lewicy

Ostatnie wydarzenia z Białegostoku były koszmarem na jawie. Żeby okazać wsparcie tym, którzy doświadczyli brunatnej przemocy ze strony kiboli, narodowców i religijnych fundamentalistów – uformowana przez Wiosnę Roberta Biedronia, Razem i SLD koalicja Lewicy zorganizowała pikietę solidarnościową w mieście, które stało się areną „polowania na pe…łów”.  Pomysł realizacji projektu  stał się początkowo powodem sporu z Tęczowym Białymstokiem, ale ostatecznie związana z organizacją Joanna Głuszek zaangażowała się w wiec i zgodziła się przemawiać jako osoba prywatna. 

„Polowanie”

Podczas I Marszu Równości w Białymstoku wybiło homofobiczne szambo. Przeciwko naszej społeczności zjednoczyli się fanatycy religijni, nacjonaliści i kibole. Jak się okazało, wielu z nich to po prostu horda bandytów, którzy w swojej – pozbawionej jakiejkolwiek refleksji – nienawiści gotowa była poturbować nastoletnie dzieciaki.

Wandale uzbrojeni w szklane butelki, kostkę brukową, i zgniłe jajka nie mieli też skrupułów przed potraktowaniem własnego dziecka jako żywej tarczy, chroniącą przed środkami przymusu bezpośredniego, do których zastosowania miała prawo policja.

„Myśleliśmy, że zginiemy”

I chociaż doniesienia o śmierci osób biorących udział w – jednej z najtrudniejszych do tej pory – wyprawie po równość w Polsce okazały się nieprawdziwe, nie zmienia to faktu, że sytuacja była opłakana, co podczas jednej z wielu pikiet solidarnościowych podkreślił lider Miłość Nie Wyklucza.

„Dzwonią do nas dziennikarze i pytają, jak to właściwie było w tym Białymstoku. Chcecie wiedzieć, jak było w Białymstoku? Myśleliśmy, że nas zabiją, tak było w Białymstoku” – wyznał Hubert Sobecki na Placu Defilad.

Aktywista walczący o wprowadzenie w Polsce równości małżeńskiej skrytykował polską znieczulicę wobec osób LGBTQ+. Obojętność, która zapanowała nad Wisłą jeszcze zanim zrobił to PiS, za którą odpowiedzialna jest właśnie PO, czyli partia bez odwagi cywilnej, jaka umożliwiłaby zdecydowanie reagowanie na niechęć i pogardę wobec nas. Frakcja, która nie wykorzystała swojej szansy na edukowanie społeczeństwa. Ta niewiedza wznieciła w zwykłych ludziach poczucie nienawiści i strachu przed nami, co z kolei pociągnęło za sobą wiadome konsekwencje: śmierć Dominika Szymańskiego, Kacpra z Bieżunia, Milo. A także wiele innych, mniejszych i większych, dramatów.

Hubert Sobecki z jednej strony wypomniał mediom traktowanie nas jako „tematu zastępczego”, zaś Grzegorzowi Schetynie to, że osądził ewentualne przegłosowanie projektu związków małżeńskich jako „pusty gest, który wywołuje papierowe emocje”. Z drugiej jednak strony, nie widząc innego wyjścia, Warszawiak dał władzy jeszcze jedną szansę, prezentując „serię propozycji i diagnozę tego, co jest nie tak w polskim prawie”. W sygnowanym przez 27 organizacji pliku wyróżnić możemy Ustawę o równości małżeńskiej, ustawę o tranzycji, oraz ustawę antydyskryminacyjną.

„Panie pośle Szczerbo, proponujemy Wam współorganizowanie okrągłego stołu, jeszcze przed wyborami. Wy powiecie nam wtedy konkretnie, czy co i kiedy chcecie zrobić, żeby nigdy więcej nie było Dominika, Kacpra, Milo i żeby Dominika i Kama nie bały się o swoje dziecko i mogły bezpiecznie wrócić do tego kraju” – zachęcał społecznik w charakterystycznej czapce z daszkiem.

Polska Przeciw Przemocy

Własną demonstrację przygotowała też koalicja Lewicy, założona niedawno przez Adriana Zandberga, Roberta Biedronia i Włodzimierza Czarzastego. Decyzja o zrealizowaniu tego projektu zapadła bez porozumienia z zarządem Tęczowego Białegostoku, co jeszcze niedawno było przedmiotem sporów i dosadnej krytyki ze strony rzeczniczki stowarzyszenia. Polityków lewicy zganiła też Katarzyna Paprota. Działaczka Razem oceniła ich zachowanie jako „aroganckie”, argumentując swoje zdanie faktem, że Robert Biedroń, Adrian Zandberg i Włodzimierz Czarzasty nie wzięli pod uwagę kondycji psychicznej Białostoczan i ich ewentualnej gotowości do dalszego demonstrowania. Ostatecznie, gdy negatywne emocje wynikające z poczucia zlekceważenia opadły, jedna z działaczek przyjęła zaproszenie i przemawiała jako osoba prywatna.

Spotkanie pod hasłem „Polska przeciw Przemocy” odbyło się w ostatnią niedzielę, a w celu zebrania jak najszerszego grona zwolenników sprawiedliwości,  jego organizatorzy postanowili zorganizować na Facebook’u  promujące je wydarzenie.

„(…) Mówimy jednym głosem: nie ma naszej zgody na przemoc i dyskryminację ze względu na orientację seksualną (czy z jakiegokolwiek innego powodu). Polska jest naszym wspólnym domem. Każda oraz każdy z nas ma prawo czuć się tu bezpiecznie” – wyjaśniali.

Zgromadzenie oficjalnie rozpoczęło się o 14.30 na białostockim placu Piłsudskiego, a jego otwarcie przebiegło w rytm hitu T. Love pt. Nie, nie, nie.

Jako pierwsza głos zabrała jedna z organizatorek I Marszu Równości w stolicy Podlasia, Joanna Głuszek. Aktywistka wspominała o poznawaniu siebie, doznawaniu homofobii po raz pierwszy, jak również o uczuciach, które towarzyszyły jej, gdy dowiedziała się, że jest jakąś „ideologią”. Podkreśliła też, jak wiele tęczowych dzieciaków rozważa odebranie sobie życia.

„Łatwo w to uwierzyć, jestem jedną z takich osób. Wstrząśnięci i ze złamanymi sercami zebraliśmy się, żeby protestować przeciwko przemocy” – kontynuowała dzielna aktywistka.

Społeczniczka podziękowała za wsparcie okazane przez Akcję Demokrację, osoby prowadzące zbiórki, których beneficjentem był lokalny NGO. Okazała też wdzięczność wszystkim obecnym na współorganizowanym przez siebie spacerze po równe prawa, wbijając przy tym szpilkę nie tylko gospodarzom pikiety, ale także m.in. członkom Koalicji Obywatelskiej. Warto wiedzieć, że Grzegorz Schetyna od początku wzbraniał się przed uczestnictwem w wiecu zdominowanym przez rywali. Zabrakło też oficjalnej reprezentacji PSL, Kukiz’15. Nie przyszedł też prezydent miasta, szefowa MSWiA, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania ani premier Morawiecki.

Ważnym punktem jej przemówienia było ponadto pokazanie, że brutalność, jakiej niedawno doświadczyła nasza społeczność jest bardzo charakterystyczna. To właśnie wspomniana już homofobia, czyhająca w „wypowiedziach polityków, (…) okrzykach, kamieniach, pięściach”.
Joanna Głuszek prosiła, żebyśmy mówili o niej wprost i dodała, iż nie zgadza się na to, by Białystok był traktowany jako miasto faszystowskie, nienawidzące osób LGBTQ+. Przecież mieszka tam też ona i jej otwarci, znajomi, przyjaciele, krewni – związani z miastem wcale nie słabiej, niż nasi napastnicy.

Pogląd, że politycy powinni pojawiać się na Marszach Równości podzielił też następca filantropki, Bart Staszewski. Wrażliwy na dyskryminację mieszkaniec Lublina pouczał przedstawicieli władzy, że ich obecność poza walorem symbolicznym ma także ten praktyczny: mobilizuje samorząd do wzmocnienia policyjnej ochrony ważnych dla nas wycieczek. Podobnie, jak Hubert Sobecki, lider Marszu Równości w Lublinie zaproponował politykom wspólny udział w tęczowym, „okrągłym stole”.

„pokażmy, że potrafimy kochać”

W dalszej kolejności swoimi refleksjami podzielił się były prezydent Słupska, a obecnie lider Wiosny Roberta Biedronia i europoseł. Parlamentarzysta z doświadczeniem pracy w samorządzie zaznaczył, że jako gej, ateista i osoba unikająca spożywania mięsa – dla Białostoczan nie jest raczej mile widzianym gościem i „nie powinno Go tam być”. Sympatyczny polityk dodał przy tym, iż Jego status „persona non grata” byłby rozszerzony na całą Polskę i podzieliły by go podobne osoby, jeśli naszą ojczyzną rządziliby „brunatni, którzy podnieśli ręce tydzień temu, którzy rzucali w nas kamieniami”.

Według diagnozy niedawnego opiekuna słupskich „Niedźwiadków Szczęścia”, z którą i my się zgadzamy: Polska cierpi na deficyt „miłości i empatii, szacunku do drugiego człowieka”. Cechy te są natomiast niezbędne do tego, by państwo z biało-czerwoną flagą było w końcu normalne, czyli: otwarte na wszystkich, solidarne, gloryfikujące równość. I żeby każdy czuł się tu jak w domu, niezależnie od tego, w jakim związku czuje się najlepiej.

W wypowiedzi Roberta Biedronia, pojawił się też nieco pogodniejszy akcent, jakim było przesłanie udowadniające, że nie jesteśmy w tym wszystkim sami.

Kiedy mamy poczucie, że idziemy ciemną doliną, że przed nami nie ma przyszłości, że w naszym kierunku lecą kamienie, że nas obrażają, warto czasem obejrzeć się za siebie i zobaczyć, jak wiele ludzi dobrej woli jest w naszym kraju – pocieszał jeden z „trzech tenorów” lewicy.

Eurodeputowany wspomniał też o diametralnej zmianie w postawie swojej mamy, która teraz gorliwie angażuje się w ruch sojuszniczy „i jest dumna, że ma syna geja”. Robert Biedroń przekonywał też, że każdy z nas ma potencjał dokonać takiej modyfikacji przekonań i nastawienia do osób LGBTQ+

Na koniec swojej przemowy charyzmatyczny bywalec Brukseli zachęcał do tego, by lekcję wypływającą z dramatycznych wydarzeń ostatniej soboty uczynić naszą siłą i dopingował do wspólnego przeobrażania oblicza Polski. Prosił też, by ok. 300-400 osób przekazało sobie znak pokoju i się przytuliło.

„pokażmy, że potrafimy kochać, że ponad podziałami potrafimy wykonać” – apelował.

Jako drugi wystąpił Adrian Zandberg. Szef „Razem” podzielił się radą od swojej babci, która wpoiła mu, że „bandytom nie można ustępować”. Swoje pięć minut miał też, oczywiście Włodzimierz Czarzasty. Główny gracz dzisiejszej SLD za motyw przewodni obrał sobie solidarność i sprzeciw wobec złemu wypowiadaniu się i myśleniu o innych, roznieconej przez PiS przemocy i dzielenia ludzi na sorty.

Socjaldemokrata zwrócił uwagę na fakt, że w „czasach zarazy” nie brakuje, mimo wszystko, miejsca na miłość, rozumianą przez niego m.in. jako ludzkie, współdziałanie. A następnie zaprosił na scenę swoich koalicyjnych kolegów.

„Zobaczcie, potrafimy koło siebie stanąć, choć nie zawsze było między nami dobrze, my potrafimy, Wy potraficie. Polsko, potrafisz, przezwyciężyć głupotę”– zakończył optymistyczne swoje wystąpienie.

Towarzystwo spokorniało?

O dziwo, tym razem chuligański element mocno trzymał się w ryzach, więc stróże prawa nie mieli powodu do użycia armatki wodnej. Nie oznacza to jednak, że konserwatyści całkowicie zrezygnowali z okazywania swojego buntu wobec postępowych wartości.

Jak pewnie się domyślacie, na Podlasiu zawitała ekipa „StopPedofilii.pl”. Plus jest taki, że ulokowane przy scenie pikiety lewicy zagłuszyły wypowiadane przez nich oszczerstwa. Kłamstwa pro-lifer’ów miały szansę wybrzmieć jedynie podczas „minuty ciszy”, honorującej Milo i inne dzieciaki, które – przygniecione pogardą ze strony otoczenia – pożegnały się ze Światem.

W bliskim sąsiedztwie placu, na terenie należącym do Teatru Dramatycznego odbył się, prawdopodobnie wbrew przepisom ustawy o zgromadzeniach, konkurencyjny „wiec przeciwko nienawiści do dzieci nienarodzonych oraz wobec przemocy i deprawacji dzieci narodzonych”.

Co myślicie o tym przedsięwzięciu? Braliście w nim udział? Jeśli tak, to jakie odczucia towarzyszyły Wam po zakończeniu? Podzielcie się swoimi wrażeniami!

Źródła: warszawa.wyborcza.pl, rainbowstar.pl, facebook.com, wspolczesna.pl,  oko.press. [1] [2] fot. tvn24.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz