Lifestyle Prawo 

Policjanci, którzy przyczynili się do śmierci Zackie Oh, staną przed sądem

We wrześniu (21.09.2018) w Grecji zmarł znany, lokalny aktywista na rzecz osób LGBTQ+ oraz walki z wirusem HIV. Zak Kostopoulos stracił życie w wyniku ataku serca. Drastyczne pogorszenie jego stanu zdrowia spowodowały ciosy zadane przez właścicieli salonu jubilerskiego, w którym się schronił i czwórkę policjantów. Teraz funkcjonariusze poniosą odpowiedzialność za przyczynienie się do śmierci śródziemnomorskiej Drag Queen Zackie Oh. 

Za(c)k(ie Oh)

Młody, zabawny człowiek, który „kochał pomagać”. Taki był Zak Kostopoulos. Chociaż urodził się w USA, dzieciństwo spędził na greckiej wiosce Kirra. Dorastanie nie było dla niego łatwe. Przemianę w dorosłego często utrudniały mu kłopoty w swobodnym wyrażaniu siebie.

Kostopoulos był nosicielem wirusa HIV. Diagnozę poznał w wieku dwudziestu czterech lat. Gdy od tego momentu Ziemia okrążyła Słońce około trzech razy – filantrop postanowił działać w celu zwalczenia stygmatyzacji osób „goszczących” wirusa HIV w swoim ciele.

Zaczął więc publicznie opowiadać o swoich doświadczeniach. Także tych związanych z dyskryminacją. Szansę na uświadamianie innych dały mu m.in. demonstracje, panele dyskusyjne, „żywe biblioteki”. Uczestniczył w nich chętnie, nawet ze świadomością ryzyka utraty dobrych relacji z rodziną i przyjaciółmi. Nie poddał się również wtedy, gdy ludzie niesłusznie wystraszeni zakażeniem HIV poprzez oddychanie tym samym powietrzem, co on. nie chcieli uścisnąć mu ręki lub przebywać z nim w jednym pomieszczeniu,

Jeszcze jedną pasją 33– latka była kultura drag. On sam wiele razy stawał na scenie jako
Zackie Oh. Ten słodki gość (Zacharias w grece oznacza „cukier”) pokazywał Vice Greece swoją codzienność i wystąpił w dwóch filmach. Pierwszy z nich, „U”, pokazuje nam jaki wpływ niesie ze sobą negatywne zachowanie wobec nosicieli i nosicielek HIV. Jeszcze jedna pozycja nosi tytuł „Faster Than Light”, a jej fabuła koncentruje się wokół życia w jakie wiedzie w Atenach osoba LGBTQ+

”Diamenty są wieczne”, ale życie nie.

Życie 33-latka skończyło się we wrześniu (21.09.2018). Zackie Oh odszedł z tego świata w dość dramatycznych okolicznościach. Tego dnia aktywista schronił się w sklepie jubilerskim, położonym nieopodal Placu Omonia. Król szpilek i brokatu chciał ochronić się przed awanturą, jaka wybuchła po drugiej stronie ulicy.

Zackie Oh nie zdołał wydostać się na zewnątrz przez frontowe drzwi. Nie pomogła mu w tym nawet gaśnica. Jedyna droga do wyjścia prowadziła przez sklepową witrynę. Działacz postanowił skorzystać z tej opcji. Padł na ręce i kolana i czołgał się, kalecząc ciało odłamkami szkła. Nagle poczuł kopnięcie. Potem kolejne i następne. Napastnikami byli dwaj mężczyźni pracujący w tym eleganckim punkcie usługowym. Przedsiębiorcy obawiali się kradzieży.

Interweniowali więc w bardzo brutalny sposób, co zarejestrowała kamera przemysłowa. Jej szklane oko utrwaliło też dalszy przebieg sytuacji. Wyglądał on tak, że po ostatecznym ciosie w głowę „Słodziak” upadł na bruk. Gdy leżał już na ziemi, otoczyła go grupka gapiów. Kilku z nich usiłowało kopać Zak’a. W końcowych minutach nagrania widzimy, jak dookoła wojownika przeciw wirusowi HIV zbiera się policja i pogotowie. Aktywista spoczywa na noszach, a jego ręce ułożone są tak, jakby zostały zniewolone kajdankami. Miłośnik pomagania i występów scenicznych nie zdążył dotrzeć do szpitala. Zamknął oczy na zawsze w trakcie przejazdu karetką.

“Stróże”

Bardzo przykre jest to, że stróże prawa – w przeciwieństwie do kilku przechodniów – nie poczuli obowiązku chronienia greckiej królowej dragu. Chociaż funkcjonariusze znajdywali się w pobliżu, nie udzielili potrzebnego wsparcia. Podobnie, jak media, postrzegali 33-latka jako „uzbrojonego w nóż ćpuna i złodzieja”. Przedstawiciele obu zawodów nie powiedzieli prawdy o powodzie ukrycia się Zackie Oh u jubilera ani przyczynie zgonu chłopaka z misją.

Bliscy zmarłego i inni sojusznicy byli pewni, że opinia publiczna została wprowadzona w błąd. Domagali się więc wznowienia postępowania. Słuszność ich tezy potwierdziły badania na obecność środków psychoaktywnych. Wyniki testów udowodniły, że w chwili swojej tragicznej śmierci Zak nie miał we krwi ani śladu narkotyków. W czerwonym płynie wykryto jedynie minimalne ilości alkoholu.

Jeszcze gorsze jest to, że czwórka policjantów przyczyniła się do odebrania życia Grekowi o amerykańskich korzeniach, co można dostrzec na kluczowym dla sprawy materiale wideo. Gdy Zacharias jeszcze żył, ludzie Ci obchodzili się z nim bardzo nieprzyjaźnie. I również pozwolili sobie na wyzwolenie agresji przez kopnięcia, pobicie.

Ich przemoc (a także razy od właścicieli salonu) doprowadziła do ataku serca aktywisty. Ataku, który był bezpośrednią przyczyną śmierci członka śródziemnomorskiej społeczności LGBTQ+. Sprawcy w mundurach staną przed sądem w przyszłą środę (12.14.2018). Na jego wokandzie odpowiedzą za śmiertelne uszkodzenie ciała Zackie Oh. Policjanci nie przyznali się do winy i tłumaczyli swoje zachowanie obowiązkami służbowymi. Prawdziwą twarz oskarżonych dostrzegł jednak badacz działań policji. Prowadzone przez niego śledztwo miało wpływ na wyrok, jaki w ubiegłym tygodniu (02.12.2018) wydał lokalny magistrat.

Zabójstwo?

Krewni działacza chcą, aby sąd orzekł zabójstwie, dokonanym na ich synu. Do tego wniosku przychyla się reprezentująca ich prawniczka, Anny Paparousou. Pani mecenas zwraca uwagę na to, że funkcjonariusze zdecydowanie nadużyli swoich uprawnień do stosowania przymusu bezpośredniego. Członkini palestry podkreśla, że „legalna przemoc” nie może być usprawiedliwiona w przypadku, gdy mundurowi mają do czynienia z poranionym, osłabionym człowiekiem.

”To oczywiste, że na poziomie prawnym ich działania muszą być oceniane jako nieumyślne spowodowanie śmierci, ponieważ w tych okolicznościach mogli przewidzieć śmiertelny skutek swoich działań, a mimo kontynuowali” – zaznaczyła Paparousou.

Dla właścicieli sklepu jubilerskiego sprawa „rozeszła się po kościach” I chociaż trafili do więzienia za ciężkie uszkodzenie ciała Zachariasa oraz spowodowanie u niego obrażeń śmiertelnych – udało im się wrócić na wolność za kaucją.

”To był jego pogrzeb”

Śmierć działacza wywołała spore kontrowersje w greckim społeczeństwie. Jedna grupa uznała, że potraktowanie aktywisty w taki sposób było niewspółmierne do tego, co wywołało złość kierownictwa sklepu i stróżów prawa. Inni głosili pogląd, że napastnicy mieli prawo do chronienia swojego terenu.

Pół tysiąca spośród tych łagodniejszych Greków spotkało się na demonstracji na cześć Zak’a. Zgromadzenie odbyło się nazajutrz po jego odejściu (22.09. 2018). Kilka dni później ochotnicy mieli szansę na to, aby po raz ostatni pożegnać uwielbiającego błysk i szerzenie dobra chłopaka z Południa Europy.

W uroczystości zorganizowanej w rodzinnych stronach zmarłego filantropa uczestniczyło wielu bardzo różnych od siebie ludzi. Obecni były tam zarówno osoby bardzo konserwatywne, jak i dziadkowie trzymający za rękę transpłciową wnuczkę. Wśród żałobników stali też inni działacze, a całe spotkanie miało na celu m.in. uhonorowanie pracy, jaką Kostopoulos wykonał na rzecz równości. Nawet tradycyjny zwyczaj pogrzebowy został lekko zmodyfikowany. Zamiast ziemi zebrani sypali na trumnę brokat, a koleżanki ze sceny – peruki. Część osób trzymała tęczowe flagi czy chorągiewki.

Mimo wszystko, najważniejszą rolę odgrywali ludzie. Przyjaciółka zabitego społecznika, Christina Michalou, wzruszyła się tym, że marzenie jej kumpla o „stworzeniu czasu i miejsca, w którym wszyscy współistnieją w absolutnym pokoju i jedności, nawet na trochę ” można uznać za spełnione. Z przekonaniem stwierdziła, że był to „Jego pogrzeb”.

Słyszeliście kiedyś o Zak’u? Jak myślicie, czy jego rodzina wywalczy sprawiedliwość? I czy wzmożona agresja wobec aktywisty była efektem dyskryminacji? Zapraszamy do dyskusji!

Źródła: pinnews.co.uk [1] [2] , gaystarnews.com [1] [2]  fot. pinknews.co.uk

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×