Aktualności Lifestyle 

Parlamentarzystka z Japonii odpowiedziała na zarzuty w sprawie homofobicznego oświadczenia

W lipcu członkini wiodącej, japońskiej partii napisała dla konserwatywnego miesięcznika Shincho 45 artykuł pt. „Poziom wsparcia dla »LGBT« jest zbyt wysoki”. Tekst wywołał skandal, a ludzie protestowali i wzywali autorkę do dymisji. Mio Sugita nie chciała rozmawiać o tej sprawie i dopiero w ostatnią środę przerwała milczenie, stawiając czoła krytyce.

Kij w mrowisko

Jedną z przedstawicielek sceny politycznej kraju kwitnącej wiśni jest Mio Sugita. Członkini Liberalno-Demokratycznej Partii Japonii zasiada w Izbie Reprezentantów i jest częścią „Bloku Proporcjonalnego Chugoku”. Wcześniej piastowała stanowisko pracownika rządowego w mieście Nishinomiya. Była też związana z Partią Przywrócenia Japonii, Partią Następnego Pokolenia oraz Partią na rzecz japońskiego Kokoro.

W strukturach tej ostatniej działała do 2014 r., jednak rozstała się z rzeczonym klubem po swojej porażce w wyborach na terenie prefektury Hyogo. Sugita postanowiła dołączyć do LDP. Dzięki temu transferowi w 2017 r. otrzymała mandat „Proporcjonalnego Bloku Chugoku” niezależnie od wyniku popularnego głosowania.

Absolwentka Tottori University znana jest z kontrowersyjnych wypowiedzi. W 2013 r. Sugita pokazała, że należy także do przeciwników pomnika honorującego „kobiety do towarzystwa”, obcujące z japońskimi okupantami w czasie II wojny światowej. Oficjelka nie uwierzyła, jakoby „pocieszycielki” miały być „zmuszane do niewoli seksualnej”.

Była natomiast przekonana, że dziewczyny „działały dobrowolnie” i było ich mniej, niż podają oficjalne wyniki badań. Wspólnie ze znajomymi z Glendale domagała się usunięcia z terenu miasta obiektu upamiętniającego Azjatki. Trio członków Partii Odnowienia Japonii lobbowało również, by jego rodzime Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wycofało przeprosiny, jakie w latach 90. wystosowało pod adresem pań umilających życie na froncie.

Dwa lata temu Sugita narzekała na wzrost liczebności żłobków, zawierając swoje zażalenia w felietonie dla ogólnokrajowego dziennika Sankei Shimbun, a w tym roku mogliśmy zobaczyć 51-latkę w dokumencie pt. „Japan’s Secret Shame” (produkcja BBC dotyczy rzekomego gwałtu na Shiori Ito, przedstawicielce japońskiego ruchu #MeToo).

Parlamentarzystka zastosowała klasyczny „victim blaming”, wypominając ofierze picie alkoholu i utratę przytomności. Krytykowała także pracę w charakterze sprzedawczyni poduszek, sugerując Ito odniesienie życiowej porażki. Po obejrzeniu filmu stwierdziła, iż twórcy przeinaczyli to, co chciała przekazać i zastanawiała się nad wydaniem własnej wersji wywiadu.

”za wysoki poziom”

Klubowiczkę LDP raczej trudno nazwać sojuszniczką osób LGBTQ+. Pod koniec lipca prawniczka napisała dla konserwatywnego magazynu Shincho 45 artykuł pt. „Poziom wsparcia dla »LGBT« jest zbyt wysoki”. Przedstawicielka władzy ustawodawczej komentowała na jego łamach zamiary wprowadzenia do szkół mundurków w stylu nieprzypisanym do żadnej z płci. Pytała retorycznie: „dlaczego nie możemy pozostać przy dwóch płciach – męskiej i żeńskiej?”.

Podwładna Shinzō Abe poruszyła też wątek nieheteronormatywnych związków. Jej zdaniem osoby niespełniające wymogów heteromatriksa są po prostu „bezproduktywne”, bo „nie rodzą dzieci”. Dlatego też – zdaniem działaczki politycznej – fundusze publiczne nie powinny być przeznaczane na prowadzenie polityki wspierającej tęczowe pary.

Japonka przybliżyła czytelnikom wspomnienia z okresu dorastania, życie w szkole dla dziewcząt i fantazjowanie o romantycznych relacjach z koleżankami. Zaznaczyła jednak, iż każda panienka wyrasta z takiego okresu i skłania się ku „normalnemu” życiu u boku męża.

Kobieta narzekała na media hołubiące pary jednopłciowe i alarmowała, że dziennikarze mogą doprowadzić do wzrostu poziomu nieszczęścia. Owa zgryzota miałaby się pojawić w momencie, gdy „ludzie zdolni do cieszenia się normalnym romansem i pobierania się” odkryliby, że „mają opcję” zmiany orientacji na homoseksualną.

”Przeznaczeniem społeczeństwa pozbawionego »zdrowego rozsądku« oraz »normalności« jest utrata porządku i ostateczna zapaść. Nie chcę, żeby Japonia była takim społeczeństwem ” – pouczała na ostatniej stronie wywodu.

Reakcje

Sprawą zainteresował się m.in. Sojusz Japonii na rzecz ustawodawstwa LGBT. Aktywiści zwrócili uwagę na to, jak członkini partii wiodącej lekceważy stanowisko swoich kolegów i koleżanek z partii. Ci potrafią dostrzec ból odczuwany przez kolorowych Japończyków w związku z presją „normalności”, wywieraną przez społeczeństwo.

Filantropi wskazali też na sprzeczność twierdzeń Sugity z wynikami ankiety przeprowadzonej w ubiegłym roku (2017) przez Cabbinet Office. Te wykazały, że prawie połowa (49%) przedstawicieli opinii publicznej myśli, iż geje, lesbijki i osoby biseksualne doświadczyli zaczepek o charakterze dyskryminacyjnym. Ale gospodyni obszaru Chugoku problemu nie widzi…

Głos w sprawie zabrał także Taiga Ishikawa, czyli jeden z pierwszych wyoutowanych polityków w państwie ze stolicą w Tokio. Członek Toshima Ward Assembly ocenił dzielenie się przez Sugitę – reprezentantkę wiodącej partii – poglądami tego typu jako szkodę dla reputacji Japonii przed Igrzyskami Olimpijskimi w 2020 r. Urzędnik podkreślił następnie, że to nie homoseksualizm jest źródłem nieszczęścia, tylko uwagi, na jakie pozwala sobie działaczka LPD.

Wśród osób, które nie pochwalają działań pani mecenas możemy wyróżnić też byłego premiera Japonii. Yukio Hatoyama upomniał parlamentarzystkę za pośrednictwem twitter’a, zwracając uwagę na fakt, że dziecko nie jest wyznacznikiem miłości lub jej braku. Zaznaczył dodatkowo, iż życzy członkom społeczności LGBT życia z godnością. Za pośrednictwem „świergoczącego” portalu o swojej koleżance z parlamentu wspomniał jeszcze Shunsuke Takei. Były sekretarz ministerstwa spraw zewnętrznych nazwał esej reprezentantki Proporcjonalnego Bloku Chugoku  „nie polityką, a mową nienawiści”

Brak Intencji

W związku z homofobicznym tekstem polityczki, Shincho 45 dołączyło do październikowego numeru specjalny pakiet pt. „Czy artykuł Sugity jest tak oburzający?”, co także spotkało się z oburzeniem. Następnie wydawnictwo Shinchosha Publishing Co. zrezygnowało z wydawania miesięcznika.

Mio Sugita nie chciała poruszać tematu artykułu i przez wiele tygodni unikała udzielania komentarzy w tej kwestii. Gdy w swojej skrzynce elektronicznej znalazła e-mail z groźbą śmierci od „kogoś, kto podawał się za osobę homoseksualną” – usunęła wszystkie „ćwierki”, dotyczące sporu.

Z krytyką polityczka zmierzyła się dopiero pod koniec października (24.10.2018). Przyznała wtedy dziennikarzowi Asahi Shimbun, że rozprawka jej autorstwa jest „niewłaściwa”. Kobieta zapewniła przy tym o poważnym potraktowaniu negatywnego wydźwięku tekstu i powiedziała, że „nie miała intencji dyskryminować par jednopłciowych lub odmawiać im praw człowieka”.

Nie wycofała jednak krzywdzących słów i nie zrezygnowała z pracy w Izbie Reprezentantów. Tego właśnie oczekiwali od niej rodacy, którzy po wybuchu skandalu zorganizowali kilka protestów i wyraźnie okazali swoje niezadowolenie.

Czy zachowanie członkini LDP można potraktować jako przeprosiny? Nam wydaje się, że to trochę za mało – tym bardziej, że nie był to pojedynczy incydent. Prawniczka wypowiadała się lekceważąco w stosunku do osób nieheteronormaywnych już w 2015 r. Uczestniczyła wtedy w programie emitowanym przez kulturalny kanał Sakura.  Na antenie talk-show zanegowała potrzebę rzetelnej edukacji seksualnej (uwzględniające orientacje inne, niż heteroseksualna), całkowicie ignorując problem samobójstw Japończyków, utożsamiających się ze znanym nam akronimem

Może Sugita nie miała intencji obrażać swoich nieheteronormatywnych i niecispłciowych rodaków, ale najwyraźniej nie miała też ochoty zrekompensować im szkody, jaką wyrządziła. A co Wy o tym sądzicie?

Źródła:  asahi.comjapantimes.co.jp, en.wikipedia.orgkeyt.com, pinknews.co.uk fot. tribunnews.com

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×