Aktualności Lifestyle Prawo 

Ordo Iuris sabotuje aktywistów LGBTQ+ Friendly i stowarzyszenia feministyczne

W ubiegłym tygodniu zespół Ordo Iuris zażądał, by aktywiści Fabryki Równości udzielili mu szczegółowych informacji na temat finansowania działania NGO od dnia jego założenia aż do chwili odpowiedzi na pismo. Pytali też o wykorzystywanie lokali miejskich i współpracę z innymi organami administracji publicznej. W podobny sposób konserwatyści usiłują przeszkadzać także innym LGBTQ+ Friendly i feministycznym stowarzyszeniom. Wśród grup dotkniętych tym problemem wymienić możemy KPH, Fundację „Feminoteka”, Stowarzyszenie „Marsz Równości w Lublinie” oraz Stowarzyszenie na rzecz Kobiet BABA.

Przeszkodzić „lewakom”

Czasami ludzie bardzo chcą kogoś zniszczyć. Wtedy zaczynają szukać pretekstów, by sprawić wybranej osobie, grupie lub stowarzyszeniu chociaż trochę kłopotów. Tak stało się i tym razem. Gdy tydzień temu działacze Fabryki Równości sprawdzili korespondencję, ich oczom ukazała się podejrzana wiadomość. Okazało się, że to pismo od jednego z prawników funkcjonującego od 2013 r. Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, sławetnego „dzięki” homofobicznym i seksistowskim działaniom

Związani z nim mecenasowie mogą „pochwalić” się m.in. dążeniem do wprowadzenia całkowitego zakazu usuwania ciąży oraz tym, że bronili Bogdana Chazana, gdy piewca „klauzuli sumienia” odmówił aborcji płodu pozbawionego mózgu. Do ich „zasług” należy też dostarczanie materiałów stawiających „konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej” w złym świetle, dręczenie szkół organizujących Tęczowy Piątek czy – ostatnio – opowiadanie się po stronie byłego pracownika firmy IKEA, zwolnionego dyscyplinarnie za skrajnie homofobiczny komentarz o karze śmierci dla osób LGBTQ.

Co więcej, oczka w głowie prawicy szczycą się dbałością o transparentność życia publicznego. W przypadku członków Instytutu wygląda to tak, że należący do niego radcy, powołując się na ustawę o dostępie do informacji publicznej, zalewają wybraną przez siebie „ofiarę” dziesiątkami pytań i tylko czekają, żeby komuś – głównie „lewakom” – powinęła się noga w gąszczu prawnych niuansów. Do tej pory kadra Ordo Iuris takimi praktykami napsuła krwi m.in. kadrze Fundacji Batorego, której zarzucili brak działania ukierunkowanego na przedstawienie „szczegółowego opisu procedury przyznawania dofinansowania wybranym projektom i obowiązków ekspertów biorących w niej udział, a także dokładnego jej przebiegu i zastosowanych kryteriów ocen”. Dane te miały się znaleźć w odpowiednich protokołach.

„(…) Fundacja stwierdziła, że nie ma obowiązku udzielania informacji publicznej, ponieważ, jej zdaniem, podział tzw. Funduszy Norweskich nie stanowi realizacji zadania publicznego, a one same nie są majątkiem publicznym. Nie zgadzając się z obiema tezami – które nie znajdują jakichkolwiek podstaw w polskim porządku prawnym – Ordo Iuris w październiku 2017 r. ponownie wystąpił z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej. Tym razem Fundacja Batorego nie udzieliła żadnej odpowiedzi, choć ustawowy termin na to wynosił 14 dni” – czytamy na stronie Ordo Iuris.

Ostatecznie reprezentanci Ordo Iuris złożyli skargę na George’a Sorosa i jego współpracowników. Strażnicy społeczeństwa obywatelskiego, motywowani szacunkiem i lojalnością do Sądu Polskiego – przekazali ją natomiast właściwemu organowi, ale apelowali przy tym o jej odrzucenie. Sprawę skomplikował fakt, że zrobili to – jak zaznaczyli członkowie instytutu – po czasie. Pro-liferzy dołożyli zatem wszelkich starań, by reprezentowana przez kancelarię Dentos fundacja została zobowiązana do uiszczenia kary grzywny. Sąd Apelacyjny na to przystał, zignorowawszy wystosowaną przez zwolenników równości prośbę o zawieszenie postępowania.

„Na celowniku” Ordo Iuris znalazła się ponadto dyrektorka Nadarzyńskiego Ośrodka Kultury. Kobieta rzekomo przez rok odmawiała mieszkańcom podzielenia się szczegółami na temat organizacji przez instytucję koncertu Natalii Przybysz, sponsorowanego z finansów publicznych.

Naprzeciw nadarzyńskiej społeczności wyszli właśnie oni – samozwańczy obrońcy „życia nienarodzonego”, wojujący z „machiną urzędniczą”. Adwokaci podkreślili, że Kamila Michalska swoje stanowisko oparła na klauzuli poufności oraz braku uzasadnienia interesu publicznego. Miała ona tym samym zbagatelizować m.in. „wielokrotnie decyzje wydane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze czy orzeczenia w kilku postępowaniach przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym”.

Kamila Michalska została dyscyplinarnie zwolniona za „ciężkie naruszanie podstawowych obowiązków na zajmowanym stanowisku i naruszenie przepisów prawa w związku z zajmowanym stanowiskiem (…)” wkrótce po tym, jak w wyniku śmierci Janusza Grzyba władzę nad wsią przejął komisarz Dariusz Nowak, czyli lider struktur PiS w powiecie pruszkowskim. Już wtedy urzędniczka poczuła, że faworyt premiera Morawieckiego wytypował ją jako „pierwszą do pozamiatania”. Sprawa zakończyła się dla Michalskiej pozytywnie, bo w marcu ub. r. wróciła do pracy na kolejne cztery lata. Taki stan rzeczy potwierdza wpis na oficjalnym fanpage’u Gminy Nadarzyn.

Na pewno jakimś „magicznym” zbiegiem okoliczności jest to, że afera wokół Nadarzyńskiego Ośrodka Kultury rozbrzmiała wkrótce po tym, jak Natalia Przybysz na łamach „Wysokich Obcasów” wyznała, że wyjechała na Słowację i dokonała aborcji, o czym opowiada jej piosenka pt. „Przez Sen”.

Zmarnować ich czas

Przez praktyki Ordo Iuris dyskomfort odczuwa też załoga Fabryki Równości. Nic dziwnego, skoro we wniosku o udostępnienie informacji publicznej, którego są adresatem, jego autor w imieniu całego Ordo Iuris domagał się danych dotyczących „wykonywania zadań publicznych lub dysponowania majątkiem publicznych” od chwili założenia NGO do dnia, w którym wrażliwi społecznie Łodzianie odpowiedzą na wezwanie.

Mecenas chciał ponadto wiedzieć, jakich konkretnie zadań publicznych podejmowało się stowarzyszenie. W jakie programy i projekty się angażowało. Jakie nosiły nazwę, co miały na celu, jakie założenia im przyświecały, oraz jak można określić grupę docelową odbiorców i realizatorów tych przedsięwzięć.

Kolejne żądania dotyczyły ujawnienia „poszczególnych organów administracji publicznej (w tym zarówno państwowej, jak i samorządowej) lub innych podmiotów, z którymi współpracowała organizacja” w toku wykonywania działań, jakie wymieniliśmy na początku. Kadra Ordo Iuris chce też wiedzieć, ile pieniędzy te podmioty przeznaczyły na działania Fabryki Równości.

Szósty punkt na liście oczekiwań przyjaciół Kai Godek związany jest z miejskim lokalem, używanym przez łódzki NGO. Fabryka Równości została zapytana o to, czy było takich pomieszczeń więcej i czy filantropi korzystali z nich na „preferencyjnych warunkach”. Prawnik wziął pod uwagę odpowiedź twierdzącą i pod jej kątem wniósł o przedstawienie wszelkiego rodzaju „umów, porozumień lub innego rodzaju aktów lub decyzji, na podstawie których Organizacja dysponowała takim lokalem (lokalami) ”.

Przedstawiciel Instytutu podkreślił, iż w treści wyliczonych przez niego dokumentów powinny znaleźć się „parametry lokalu, stawka czynszu”, termin zawarcia umowy oraz datę jej planowanego zakończenia. Wniosek obejmuje też dane o charakterystyce działalności danej organizacji, jak również tryb przyznania społecznikom lokalu.

Reprezentant Ordo Iuris w wystosowanym przez siebie piśmie tradycyjnie powoływał się na przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej, podkreślając, że obowiązek dzielenia się takimi danymi spada nie tylko na organy administracji publicznej, lecz również na „podmioty reprezentujące inne osoby lub jednostki organizacyjne, które wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym”.

„Sądy administracyjne już wielokrotnie stwierdzały, że fundacje również są obowiązane do udostępniania informacji publicznej, jeżeli wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym” – pouczał.

Członek Ordo Iuris zwrócił uwagę na to, iż dowodem na fakt korzystania z majątku publicznego jest np. to, że podmiot przyznający dofinansowanie może podjąć działania z zamiarem odzyskania zainwestowanych w projekt pieniędzy, jeśli beneficjent nie działa w kierunku osiągnięcia celu wspieranego dotacją. Autor poprosił o wysłanie odpowiedzi drogą e-mailową i zaznaczył, że – w świetle przepisów wyżej wymienionego aktu legislacyjnego – Łodzianie mają 14 dni na odpowiedź.

Chociaż drużyna Idy Mickiewicz-Florczak „raczej nigdy nie korzystała” z finansów publicznych, aktywiści muszą zakończyć trwające aktualnie konsultacje prawne, by się w tym przekonaniu upewnić. Nie trudno się domyślić, że taki proces wymaga wiele przygotowania merytorycznego. Ustalenie wszystkich szczegółów utrudnia zaś to, że część osób członkujących obecnie jest poza zasięgiem, bo wyjechali lub zrobili sobie przerwę w zmienianiu Świata na lepszy. W związku z ich nieobecnością – zarząd stowarzyszenia myśli nad złożeniem podania o wydłużenie terminu odpowiedzi do dwóch miesięcy.

Jak zauważa Dominik Marciniak, walka ta jest bardzo nierówna. Odro Iuris ma olbrzymie zaplecze. Fabryka Równości utrzymuje się głównie z darowizn i składek zaangażowanych w jej funkcjonowanie Łodzian.

„Całość naszej działalności to praca wolontariacka lub, jak kto woli, społeczna. Bo najzwyczajniej w świecie nie stać nas na zatrudnienie kogokolwiek” – ocenia wiceprzewodniczący łódzkiego NGO.

Jeden z najwyższych rangą „Fabrykantów” uczula dodatkowo na to, że nawet fakt posiadania przez stowarzyszenie skromnych środków i udowodniony brak jakiejkolwiek pomocy ze strony innych organów administracji publicznej mogą wystarczyć konserwatystom do obrócenia sytuacji w taki sposób, by wykorzystać niekorzystne położenie głównych zainteresowanym przeciwko nim samym.

„Chodzi o dręczenie i gnębienie naszego środowiska, być może w jakimś stopniu również próba zastraszenia. Pewnie chcą marnować nasz czas, którego i tak zbyt wiele nie mamy. Biegamy od pracy zawodowej do wolontariatu, ponieważ jesteśmy uparci, mamy swoje ideały i od lat usilnie walczymy z wiatrakami, próbując zagwarantować podstawowe prawa człowieka osobom LGBT+. Walczymy o naszą godność, z której coraz odważniej się nas odziera” – podsumowuje członek zarządu jedynej w woj. łódzkim organizacji wspierającej tęczową społeczność.

„Zapraszamy do nas”

Troski Fabryki Równości podziela też wiele innych stowarzyszeń. Z problemem nadgorliwych lustratorów mierzą się np. KPH, Fundacja „Feminoteka”, Stowarzyszenie „Marsz Równości w Lublinie”. Tak samo trudne chwile przeżywają ponadto członkinie Stowarzyszenia na rzecz Kobiet BABA.

„Zapraszamy do nas, bo nie damy rady zeskanować dokumentów z 20 lat” – rozkłada ręce prezeska w osobie Anity Kucharskiej – Dziedzic.

Odpowiedzią grupy na zintensyfikowaną kontrolę NGOsów gloryfikujących miłość, równość, wolność, różnorodność i siostrzeństwo jest także zdjęcie  kobiety z twarzą niemal całkowicie pokrytą trzema plastrami. Do fotografii uosabiającej „dobrą, posłuszną, niosącą swój krzyż polską żonę” feministki z „BABY” dołączyły wymowny opis.

„Jeżeli Ordo Iuris chce wiedzieć o nas wszystko i musimy udostępnić im więcej informacji niż prokuraturze, ministerstwom, kontrolerom ZUS, NIK i kto nas tam jeszcze sprawdzał ostatnimi laty, to znaczy, że jesteśmy w ścisłej czołówce ogólnopolskich organizacji pozarządowych broniących praw człowieka i praworządności w Polsce” – drwiły, pozdrawiając sprawców zamieszania.

Naszym zdaniem kolorowe i feministyczne organizacje są niezbędne, szczególnie w kontekście obecnych nastrojów społeczno-politycznych. Bez nich prawdopodobnie trudniej byłoby zorganizować demonstracje wsparcia dla Białostoczan i ich tęczowych gości – tak liczne w minionym tygodniu. Aż strach myśleć, do czego może doprowadzić pozornie niewinne kontrolowanie naszych sojuszników. Przypominamy, że zaraz za naszą wschodnią granicą filantropi spotykają się z bardzo złym traktowaniem.

Ostatnio w Rosji doszło nawet do zabójstwa tęczowej działaczki, Jeleny Grigorijewy. Personalia aktywistki od pewnego czasu widniały na inspirowanej filmem „Piła” liście działaczy LGBTQ+ nominowanych „do usunięcia”. Z winy lokalnej policji, która nie raczyła wypełnić swojego obowiązku w należyty sposób – nasza koleżanka po fachu została zaatakowana pod własnym domem. Tam, uduszona i raniona ostrym narzędziem, oddała ostatni oddech.

Aktualnie na wciąż usuwanym i publikowanym od nowa spisie znajduje się jeszcze ok. 10 osób. Twórcy i fani projektu nakręcają spiralę nienawiści i zachęcają się wzajemnie do ataków na upatrzone ofiary. Polowanie na osoby „podejrzane o aktywizm na rzecz LGBTQ” mają ułatwiać zamieszczone na serwerze zdjęcia i adresy społeczników. Na najbardziej skutecznych czeka nagroda.

Przesadzamy? Wysnuwamy zbyt daleko idące wnioski? Mamy taką nadzieję, naprawdę. Bardzo chcielibyśmy nie mieć racji, ale ostatnie wydarzenia z Białegostoku i pobicie Przemysława Witkowskiego za to, że ośmielił się skrytykować homofobiczny napis szpecący Wrocław napawają nas coraz większym lękiem. A przecież w ostatnich latach byliśmy już świadkami napadów na siedziby Lambdy, KPH…

W takich okolicznościach do słów Anity Kucharskiej – Dziedzic można by dodać jeszcze jedno znaczenie: zaproszenie do świata aktywistów, „wejścia w ich buty”. Mamy nadzieję, że jak najwięcej osób zdecyduje się na solidaryzowanie z kolorowymi NGOsami. Wszak zaangażowane w ich pracę osoby robią co w ich mocy by w Polsce było milej, przyjaźniej, bardziej otwarcie i bezpiecznie. Jeśli możecie – wspierajcie je chociaż symbolicznymi wpłatami. Jeżeli nie – napiszcie im miły komentarz, uskrzydlającą wiadomość. To małe rzeczy, ale gwarantujemy Wam, że każdy taki gest jego adresaci bardzo docenią. Możecie nawet wstąpić do wolontariatu wybranej organizacji lub zostać osobą członkującą.

Co myślicie o postępowaniu pracowników tradycjonalistycznej kancelarii? Jakie, Waszym zdaniem, mogą być jego skutki? Podzielacie nasze obawy, czy widzicie wszystko inaczej? Chętnie dowiemy się, co sądzicie na ten temat.

Źródła: msn.com, natemat.pl, wyborcza.pl, lodz.wyborcza.pl, wiadomosci.gazeta.pl, queer.pl, amnesty.org.pl, rp.pl, tokfm.pl, facebook.com, ordoiuris.pl [1] [2] fot. wiadomosci.dziennik.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz