Aktualności Lifestyle 

“Niehonorowo” zwolniona Amerykanka po sądowej walce z armią odzyskała dobre imię

W 1955 r. Helen Grace James została poszkodowana przez akcję „Lavender Scare”. W trakcie poniżającego przesłuchania zmuszono ją do podpisania dokumentów równoznacznych z odejściem ze służby w siłach powietrznych. Powodem była orientacja seksualna kobiety. Po 60. latach weterance udało się uzyskać adnotację o „zwolnieniu honorowym” i ponownie czuje się jak pełnoprawna obywatelka.

„Lavender Scare”

W 1950 r. Senator Joseph McCarth rozpoczął w USA okres „Red Scare” (Czerwony Strach). Polityk był przekonany, że „Departament Stanu USA i inne agencje rządowe zostały zinfiltrowane przez komunistycznych agentów”. Ponadto, za zagrożenie dla kraju uważał społeczność LGBTQ+.

Republikanin uważał, iż w strukturach rządowych pracuje 91 nieheteronormatywnych obywateli. Bał się, że będą zdolni do wyjawienia rozmaitych tajemnic państwowych, jeśli tylko zostaną poddani szantażowi przez komunistów. W wyniku tych obaw w 1953 r. wszczęta została akcja „Lavender Scare” (Lawendowy Strach). Doprowadziło to do prób identyfikacji i zwolnienia każdego pracownika rządowego, który sprawiał wrażenie bycia gejem, lesbijką bądź osobą biseksualną.

W tamtym czasie u progu swojej pierwszej kadencji był Dwight Eisenhower. Ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych wzmocnił procedury bezpieczeństwa przez podpisanie dekretu wykonawczego 10450. Dokument ten stanowił rozszerzenie programu lojalnościowego Trumana „o kwestie charakteru i odpowiedniości”. Od momentu wejścia w życie tych przepisów, „seksualne perwersje” uniemożliwiały zdobycie pracy w rządzie federalnym oraz uzyskania poświadczenia bezpieczeństwa od federalnego wykonawcy.

Gospodarz Białego Domu zaangażował też FBI i CIA w intensywną inwigilację ludzi nie ulegających heteronormie. Zadaniem przesłuchujących było wyłapanie chociażby subtelnych oznak homoseksualności (np. brak zgodności płci). Przedstawiciele służb specjalnych według klucza „winy przez stowarzyszenie” sprawdzali również osoby z najbliższego otoczenia podejrzanych. Uwadze mundurowych nie umknęło odwiedzanie tęczowych barów przez obiekty obserwacji oraz to, czy spotykają się z jakimiś „znanymi homoseksualistami”. Bywało tak, że policja zamykała miejsca spotkań osób LGBTQ+, a jej pracownicy dzielili się raportami z aresztowań.

„Śledczy intensywnie przesłuchiwali urzędników służby cywilnej o ich prywatnym życiu seksualnym i oferowali test »wykrywacza kłamstw« jako jeden z jedynych sposobów na ustalenie ich niewinności. Tysiące straciło pracę lub zrezygnowało pod presją. Niewielka liczba została doprowadzona do samobójstwa”. – przypomina portal outhistory.org.

Działacze polityczni obu największych partii w USA utożsamiali zwolenników komunizmu ze społecznością LGBTQ+. Z ich perspektywy obie te grupy były „tajnymi, ogólnoświatowymi koalicjami kosmitów, planującymi zniszczyć Amerykę i podważać wartości rodzinne”. William N. Eskridge Jr szacuje, że w latach 1950–1965 o homoseksualność posądzono ok 2,5 do 5 tys. ludzi. Zdecydowaną większość stanowiły kobiety.

Pani Operator

Przez „Lavender Scare” ucierpiała też Helen Grace James. Amerykanka wychowała się na farmie mlecznej w północno- wschodniej Pensylwanii. Już jako dziecko pomagała bliskim we wszelkich pracach, związanych z gospodarstwem. Nie lubiła bawić się lalkami. Wolała samochody lub łodzie. Chętnie grała w koszykówkę, hokeja na trawie. Prosiła krewnych, by nazywali ją Jim’em.

Gdy oglądała filmy, ulegała urokowi aktorek. Ale wtedy nie była jeszcze przekonana o tym, że jest lesbijką. Nie znała znaczenia tego słowa. Nikt nie wytłumaczył jej, że istnieją orientacje inne, niż heteroseksualna. Pomimo tego – swoje dzieciństwo wspomina jako beztroskie.

„Wszyscy się wzajemnie kochaliśmy. (…) To było jedyne miejsce, w jakim naprawdę czułam się szczęśliwie i sielsko(wygodnie)”– wyznała.

Jej rodzina chwaliła się tradycjami związanymi z wojskowością. Dziadek, ojciec, wujkowie i kuzyni- wszyscy czuli, że ich miejsce jest na froncie. Służba ojczyźnie była bardzo ważna także w odczuciu młodej Helen.

Po ukończeniu studiów przez kilka lat pracowała jako nauczycielka. W 1952 r. Zgłosiła się do Air Force. Była zachwycona marszami, dyscypliną i możliwością poznawania przybyszów z innych Stanów. Decydenci skierowali ją do bazy Roslyn Air Force, ulokowanej na Long Island. Jako młoda kadetka, została obsadzona na stanowisku operatorki radiowej. Jej obowiązkiem było m.in. kontaktowanie się z innymi bazami, funkcjonującymi na terenie Wschodniego Wybrzeża. Jej kompetencja i zaangażowanie sprawiły, że szybko awansowano ją na szefa załogi. W 1995 r. Zaczęła starać się o zdobycie patentu oficerskiego.

Wszystko układało się dobrze, dopóki – w tym samym roku – w bazie nie zaczęły krążyć plotki o nachodzeniu baraków przez reprezentantów Biura Specjalnych Dochodzeń Sił Powietrznych. Mówiło się, że oficjele przeszukują pomieszczenia w celu schwytania homoseksualnych żołnierzy. Helen podejrzewała, że ktoś szperał w ich rzeczach i śledzi poza koszarami ją oraz inne mieszkanki Roslyn Air Force.

Podczas jednego z piątkowych wieczorów, wraz ze znajomą z jednostki opuściła (poza czasem pracy) teren bazy i wspólnie wyruszyły do pobliskiego miasteczka, by wspólnie zjeść kolację. Lokal, jaki wybrały, był bardzo tłoczny. Zamówiły więc kanapki na wynos i przemieściły się na pogranicze Hempstead Harbor i Long Island.

Tam spotkała je niemiła niespodzianka. Gdy James szukała przekąski, nagle w całym samochodzie rozbłysło sztuczne światło. Jego snop wydobywał się z latarki, która należała do policjanta. Funkcjonariusze, pracujący w tej samej jednostce, przez cały czas śledzili kobiety! Podejrzliwym tonem zapytali koleżanki: „co robicie”? To był dopiero początek kłopotów.

Kilka dni później nieheteronormatywna żołnierka trafiła do aresztu. Tam poddano ją szczegółowemu przesłuchaniu (podobny los spotkał dwie inne, podejrzane o bycie lesbijkami, kobiety). „Rozmowa”– zdecydowanie uwłaczająca jej godności – trwała kilka godzin i dotyczyła głównie jej seksualności. W pewnym momencie 28-latka była już tak zniesmaczona pytaniami, że po prostu poczuła się gorzej i musiała skorzystać z latryny. Uległa dopiero wtedy, gdy mundurowy OSI zagroził kontaktem z jej rodziną i wyoutowaniem zatrzymanej. Co ciekawe, ona sama nie wiedziała jeszcze, że jest osobą homoseksualną.

Wraz z podpisaniem dokumentu, który podał jej przesłuchujący, przekreśliła lata swojej kariery. Ale zanim mogła wrócić do domu, musiała spędzić w bazie jeszcze 2 tygodnie. W tym czasie doświadczyła mobbingu ze strony koszarowych współlokatorów. Ci ludzie doskonale znali powód odejścia James. „życzliwi” posunęli się np. do odcięcia wszystkich guzików od jej munduru.

„Hańbią Cię w taki sposób, byś nie mógł nosić munduru, żebyś nie mógł już należeć do Armii Stanów Zjednoczonych”– wspominała z goryczą.

W cywilu

W marcu (03.03.1995) Helen Grace James otrzymała pismo, świadczące o „niehonorowym zwolnieniu” ze służby. Po wymuszonym odejściu z wojska kobieta ułożyła sobie życie „w cywilu”. Na University of Pennsylvania i Stanford University zdobyła wyższe stopnie naukowe z dziedziny fizjoterapii. Nie chciała zostawać w rodzinnych okolicach. Za bardzo się wstydziła. Przeprowadziła się więc do Kalifornii. W 1972 r. Została wykładowczynią fizjoterapii na California State University – uczelni znajdującej się w mieście Fresno. Po 17 latach rozpoczęła pracę indywidualną, która umożliwiała jej kontakt z wieloma Olimpijczykami.

I chociaż zakończenie militarnego stylu życia otworzyło ją na wiele fascynujących przeżyć – jedna rzecz nie dawała jej spokoju. „Niehonorowy” wpis oprócz strat moralnych, przysporzył James wiele przeszkód natury formalnej. Nie miała prawa do ubezpieczenia, wzięcia kredytu. Nie mogła także liczyć na pochówek z honorami i inne przywileje, jakie dane są pracownikom sektora obronności.

Była operatorka radiowa nie godziła się na taki stan rzeczy. W szóstej dekadzie XX w. Udało jej się wywalczyć zmianę adnotacji na świadczącą o zwolnieniu „z powodów honorowych”. Nie przyniosło to jednak oczekiwanych rezultatów. Dzielna Dziewczyna z Pensylwanii zdecydowała się na kontynuację walki o sprawiedliwość. W zeszłym roku, gdy obchodziła 90. jubileusz urodzin, złożyła podanie o ponowną aktualizację danych. Tym razem treść aneksu miała informować o „honorowym zwolnieniu”.

„Teraz muszę zrobić wszystko, by udowodnić, że jestem dobrą osobą. Wciąż nie czuję się tak w pełni”– przyznała.

Realizacja tych zamierzeń okazała się jednak bardziej skomplikowana, niż przewidywała to nasza bohaterka. Niestety w latach 70. Jej akta strawił ogień. W listopadzie zapadła decyzja w jej sprawie. Ale nic nie można było zdziałać bez podpisu dyrektora wykonawczego. James nie miała cierpliwości do urzędowych niuansów, więc na początku stycznia złożyła pozew federalny przeciwko Air Force.

Dawni pracodawcy początkowo odmówili komentowania sytuacji. Ale ostatecznie, z pomocą mecenas Elizabeth Kristen, weteranka wygrała. Gdy dowiedziała się o wyroku sądu, zwierzyła się prezenterowi stacji NBC z tego, ile ta decyzja dla niej znaczy. Wzruszyła się, że znowu może być traktowana jako pełnoprawna obywatelka „w kraju, który kocha”.

W ostatnich pięciu latach wzrasta liczba spraw wniesionych przez byłych członków armii. Rozpatrzenie pojedynczego wniosku trwa około 10–18 miesięcy. Kathleen Atanasoff Oficer Air Force ds. publicznych Air tłumaczyła, że indywidualny charakter procesu wynika z potrzeby przeglądu historycznego przypadku zgłaszających się do wymiaru sprawiedliwości. Urzędnicy są zatem postawieni przed dość trudnym wyzwaniem.

Zarządzca OutServe-SLDN OutServe – (OutServe-grupa wsparcia dla społeczności LGBTQ+ pracujących dla wojska) zdaje sobie sprawę z tego, iż indywidualizacja sprawy każdego weterana jest konieczna. Z drugiej strony – zwrócił uwagę na to, że aktualnie „ciężar dostarczania informacji w dużym stopniu zależy od samych weteranów” i proces „absolutnie” mógłby być usprawniony. Nad tym problemem pracuje aktualnie Rada ds. Korekt Wojskowych.

Źródła: washingtonpost.comstltoday.comqueer.plouthistory.orgpinknews.co.uk fot. NBC News

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×