Aktualności Lifestyle 

Może ludzie się do nas przyzwyczają

Z Jakubem i Dawidem rozmawiał Karol Adamkiewicz.

Kiedy odkryliście, że podobają się wam chłopaki?

Jakub: Ja chyba jestem zupełnie typowym przypadkiem. Już w szkole podstawowej zauważyłem, że gdy kumple ekscytowali się gołymi paniami w „świerszczykach”, moje oczy raczej uciekały do ich kompanów. Przez długi czas łudziłem się, że jeszcze mi się odmieni, wypierając myśl, że mogę być gejem. Kiedyś nawet moja była dziewczyna zabrała mnie do psychologa, który miał mnie „wyleczyć z homoseksualizmu”. Na szczęście był na tyle uczciwy, że po jednym spotkaniu powiedział mi wprost: „jest pan typowym przypadkiem geja i nic nie da się z tym zrobić”. I absolutnie miał rację.

Dawid: Dla mnie to odkrycie było wielkim i dosyć późnym zaskoczeniem. W czasach liceum i studiów interesowałem się dziewczynami, byłem nawet w bardzo poważnym, kilkuletnim związku. Z czasem jednak zacząłem coraz bardziej zwracać uwagę na chłopaków. Na początku wydawało mi się, że po prostu porównuję się do nich, oceniam, nie widziałem w tym nic złego. Dopiero po jakimś czasie zacząłem zauważać, że patrzę na nich, bo po prostu mi się podobają. Bardzo skomplikowało mi to życie, bo byłem wtedy w długoletnim związku z dziewczyną, mieliśmy wobec siebie poważne plany i nagle z tego wszystkiego musiałem zrezygnować.

Jak się poznaliście?

Dawid: Poznaliśmy się w tak dawnych czasach, kiedy istniała jeszcze legendarna warszawska „Utopia”, w swojej pierwszej lokalizacji, na ulicy Jasnej w Warszawie. Poznaliśmy się właśnie tam, przez znajomych.

Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?

Jakub: Żaden z nas nie szukał wtedy miłości i nie myślał o związku. Na początku mieliśmy się tylko kolegować, ale częstotliwość naszych spotkań była tak duża, że ewidentnie coś nas ciągnęło do siebie. W końcu, po miesiącu znajomości, wybraliśmy się wspólnie na weekend do Sandomierza. Wróciliśmy  stamtąd już jako para.

Jak zareagowały wasze rodziny i znajomi?

Jakub: Rodzice to bardzo ważne osoby w moim życiu. Dla nich i dla swojej rodziny wróciłem kilka lat temu z kilkuletniej emigracji. Gdy jeszcze podczas studiów rodzice zaczęli podejrzewać, że mogę być gejem, dali mi do zrozumienia, że nie byliby z tego powodu zadowoleni. Ja ich nawet rozumiałem, bo każdy chciałby dla swojego dziecka jak najlepiej, a ta droga jest znacznie trudniejsza, szczególnie w naszym kraju, niż ta tradycyjna. Dawid był pierwszym chłopakiem, którego mogłem im przedstawić jako mojego partnera. Bardzo go polubili, spotykamy się czasem, choć mama do dzisiaj powtarza: „świetny chłopak, ale żeby on tylko był w twoim życiu w innej roli”.

Dawid: Ja mojej mamie powiedziałem o sobie dopiero kilka lat temu. Przyjęła to rewelacyjnie. Może dlatego, że mam dwóch braci, więc wciąż może mieć nadzieję na wnuki. Odwiedza nas czasem w Warszawie, my jeździmy razem do niej do Lubina, razem też spędzamy wakacje, więc jest idealna symbioza.

Skąd pomysł na pierwszy videoklip?

Jakub: Nauczę się już chyba tej historii na pamięć, bo każdy o to pyta. Byliśmy na Helu, gdzie jeździmy kilka razy w roku, bo mamy tam swoje lokum. Leżeliśmy na plaży, a że moja ulubiona grupa – Roxette wydała nowy album, męczyłem Dawida ich piosenkami. Jedna z nich wyjątkowo wpadła nam do głowy. Rok wcześniej, o czym nigdy nie mówiliśmy – nagraliśmy na plaży jeden utwór i zmontowaliśmy z tego video. Nikomu tego jednak nigdy nie pokazywaliśmy, ale że wyszło całkiem śmiesznie, więc namówiłem Dawida, aby powtórzyć coś takiego z Roxette. Tym razem odważyliśmy się wrzucić nasze video do sieci, a co dalej się stało, już pewnie wszyscy wiedzą. Nasz teledysk zobaczył wokalista Roxette, Per Gessle i rozsławił go niemal na całym świecie.

Jaka była reakcja waszych bliskich na teledysk?

Dawid: Moja mama była w szoku. Niecodziennie czyta się o swoim synu w „Wyborczej” czy w „Newsweeku”, więc musiała się do tego przyzwyczaić. Przede wszystkim była pełna obaw, gdy zaczęli nas ludzie hejtować i zaczęliśmy otrzymywać pogróżki. W tym najgorętszym okresie dzwoniła do nas co wieczór zatroskana, czy wszystko w porządku.

Jakub: Moi rodzice byli wtedy przez miesiąc na wakacjach i myślałem, że zanim wrócą, to wszystko przycichnie i nawet nie dowiedzą się o całym zamieszaniu. Stało się jednak inaczej, bo dowiedzieli się w połowie urlopu i byli bardzo niezadowoleni. Przede wszystkim bali się, że takim „obnoszeniem się” sprowadzimy sobie na głowy tylko kłopoty, a jak się okazało – ich obawy były całkiem uzasadnione.

No właśnie, jak poradziliście sobie z hejtem, bo na pewno było go dużo?

Dawid: Hejt był szczególnie dla mnie wielkim szokiem. Kuba od wielu lat pracuje w mediach, więc wiedział, żeby nie czytać komentarzy. Dla mnie to było coś nowego, więc pierwsze dni bardzo przeżyłem. Tym bardziej, że z zagranicy do tej pory spływały do nas setki pochwał i gratulacji, więc w ogóle nie byłem na to gotowy. Rozczarowanie – to jedno słowo jakie mi się nasuwało wtedy na myśl. Uświadomiło nam to jednak, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w naszym kraju. Do tej pory żyliśmy trochę w takiej warszawskiej bańce mydlanej i mieliśmy złudzenie, że tak miło i tolerancyjnie jest wszędzie. Teraz wiemy, jak bardzo się myliliśmy.

Co myślicie o Paradzie Równości i Marszach Równości?

Jakub: Przez wiele lat myślałem coś, co Anglik ująłby słowami: „it’s not my cup of tea”. Na początku nie chodziłem, bo się bałem, żeby rodzice mnie w telewizji nie zobaczyli, potem z przyzwyczajenia, a potem chyba straciłem wiarę w sens tego typu manifestacji. Wielu moich znajomych omija je szerokim łukiem, twierdząc, że to bardziej zraża ludzi do naszego środowiska niż zjednuje. Bywając na paradach jako dziennikarz, też miałem często mieszane odczucia, widząc, że dla części jest to bardziej okazja do lansu niż działania na rzecz wspólnej sprawy. Tyle, że też nie można do wszystkiego podchodzić tak poważnie. To ma być przede wszystkim zabawa – jedni bawią się kolorowo, inni w nieco bardziej szarych barwach. Ważne, abyśmy w takie dni potrafili być razem i pokazać różnorodność naszego środowiska. Teraz też sam rozumiem, że żyjąc na co dzień w pewnym ukryciu, należy nam się kilka takich dni w roku, kiedy możemy pokazać się całą gamą kolorów tęczy i powiedzieć całej Polsce: „jesteśmy gejami i jesteśmy szczęśliwi. Jeśli ci się to nie podoba, to – go fuck yourself!”

Dawid: Na pewno będziemy na Paradzie Równości w Warszawie w 2017 roku. Wokół tej inicjatywy wytworzyła się w ostatnich miesiącach tak pozytywna energia, że zostaliśmy nią zarażeni od pierwszego spotkania. Wolontariat imprezy tworzą młodsi od nas ludzie, często nawet licealiści, ale to my, chłopaki po 30-ce, możemy się od nich uczyć. Mają tyle pomysłów, są tak zorganizowani – a do tego jest Julka, która to wszystko spina i ma tak zajebisty kontakt z każdym, że każdemu aż chce się pracować. To jest pierwsza dziewczyna, przez którą ja mogę nocy nie przespać, bo… mi się rodzą pomysły na kolejne spoty. Przy okazji zachęcamy wszystkich – jeśli chcecie zorganizować Paradę Równości, jakiej nasza stolica jeszcze nie widziała, a przy okazji poznać świetnych ludzi – wstąpcie do Wolontariatu Równości, wysyłając mail na adres: wolontariat@paradarownosci.eu. Czekamy na Was!

Jakie macie zdanie o organizacjach typu KPH?

Dawid: W ogóle nie czujemy się kompetentni oceniać tego typu organizacji. Co mnie drażni, to taki mechanizm, że jak zdobywasz pewną popularność, to nagle media chcą, abyś był specjalistą od wszystkiego. My robimy tylko teledyski i o tym możemy opowiadać – ile dni zdjęciowych trwa nagrywanie, ile godzin zabiera montaż, dlaczego ja mylę słowa, a Kuba tańczy nie w rytm. I tyle.

Jakub: Z naszego doświadczenia możemy jedynie powiedzieć, że jesteśmy bardzo wdzięczni Kampanii Przeciw Homofobii za porady prawne na temat możliwości prawnych zawarcia związku małżeńskiego za granicą, których nam udzielili w zeszłym roku. Dzięki ich bezpośredniej pomocy i broszurze, mogliśmy na spokojnie rozważyć wszystkie dostępne dla nas opcje, wraz z ewentualnymi wymogami. Fajna, kompleksowa rzecz i naprawdę polecam wszystkim zainteresowanym! I muszę wspomnieć o Stowarzyszeniu Miłość Nie Wyklucza. Oni są naprawdę fenomenalni. Nie mają siedziby, organizację utrzymują z własnych funduszy, a przy tym są kopalnią pomysłów i wykonują super robotę u podstaw. Często po cichu, bez medialnego szumu, ale naprawdę pomagają ludziom w najróżniejszych sytuacjach. No i z nikim tak piwo nie smakuje, ale to już inna historia.

Co myślicie o tym,by robić coming outy i czy zachęcacie do tego innych?

Jakub: To jest indywidualna sprawa każdego. Ja mogę powiedzieć ze swojej strony, że wreszcie czuję się wolny i oddycham pełną piersią. Obaj chcielibyśmy, aby jak najwięcej z nas wychodziło z ukrycia, bo wszystkim żyłoby się łatwiej. Pamiętam jedną z pierwszych akcji społecznych LGBT w Polsce pod hasłem „Niech nas zobaczą!”. To wciąż jest aktualne. Im częściej ludzie będą nas widzieli, tym szybciej się do nas przyzwyczają i wreszcie Kuba całujący Dawida na ulicy nie będzie sensacją.

Jakie plany na przyszłość, zamierzacie się pobrać?

Dawid: Absolutnie tak. To nie jest już pytanie „czy” tylko „kiedy” i „jak”. Przede wszystkim jestem zły, że jesteśmy normalnymi obywatelami, którzy płacą w Polsce podatki tak samo jak inni ludzie, a nie mamy takich praw, jak inni. I to jest najzwyczajniej w świecie nie fair. Po pieniądze państwo polskie wyciąga do nas rękę, ale praw nie chce dać. Myśleliśmy kiedyś o podpisaniu szeregu umów cywilnoprawnych, które byłyby jakimś substytutem małżeństwa, ale uznaliśmy, że to dla nas za duża rzecz, aby poprzestawać na półśrodkach. Chcemy wziąć prawdziwy ślub, jeśli nie możemy w kraju, to za granicą. Oczywiście on nie będzie honorowany w Polsce, więc podpiszemy odpowiednie umowy, ale będą one jakby następstwem ślubu za granicą. Mamy dwa wytypowane miejsca i plany na czerwiec 2017.

Macie jakieś porady dla innych?

Jakub i Dawid: Przede wszystkim dziękujemy za szereg wiadomości, słów wsparcia, pytań, a czasem i krytyki. Nie znamy recepty na szczęście, nie wiemy gdzie szukać prawdziwej miłości, ale te kilka lat razem nauczyły nas, żeby zawsze wierzyć w siebie, słuchać serca, ale też nie robić niczego na siłę. A jak coś nie wyjdzie, pamiętajcie, że zawsze jest „some other summer”!

 

Na zdjęciu Jakub & Dawid. Fot. galeria prywatna

Polecane artykuły

2 Thoughts to “Może ludzie się do nas przyzwyczają”

Zostaw komentarz

×