Aktualności Lifestyle Prawo 

KRRiT bagatelizuje problem homofobii w TVP i nagradza dziennikarkę pracująca dla tej stacji

Latem KRRiT zebrała 37 skarg w związku z materiałem na temat poznańskiego XV Marszu Równości. Kontrolerzy jakości treści publikowanych w mediach, podobnie jak sam Jacek Kurski, nie znaleźli jednak nic karygodnego w programie, w którym cytowane były homofobiczne wypowiedzi ks. Oko lub hejterskie wpisy Internautów. Anna Molska, czyli autorka reportażu wątpliwej rzetelności, została natomiast nagrodzona awansem.

Zabrudzone szkło

W sierpniu na antenie TVP3 Poznań wyemitowano dwa pogardliwe wobec osób LGBTQ+ odcinki „Teleskopu”. Ochotnicy mogli je „podziwiać” w dniu lokalnego XV Marszu Równości oraz dzień wcześniej. Audycja nadana jedenastego sierpnia była naszpikowana homofobicznymi wypowiedziami ks. Oko i Jolanty Próchniewicz, którzy gościli wtedy w studiu tej stacji.

Żeby jeszcze mocniej „wbić szpilkę” naszej społeczności -w trakcie programu opublikowało również tzw. „reportaż” pt. „Propaganda LGBT w Poznaniu”, przygotowany przez Annę Molską.

”Marsz równości, według jego organizatorów, miał promować równość, choć głównie promował homoseksualizm” – mówiła na początku

Owoc pracy Molskiej to zestawienie fragmentów relacji spaceru po równość z cytatami księdza Oko, pochodzącymi z ubiegłorocznego odcinka „Luster”. We wstępie do wywodów kleryka kobieta wspomniała o „skrajnych środowiskach LGBT”, jakim przypisała „hedonistyczny wpływ (…) na pojmowanie tradycyjnego modelu rodziny”. Swojego idola zaprezentowała za to jako autorytet w dziedzinie „zachowania odpowiednich wzorców moralnych”

W przytoczonym fragmencie „Luster” duchowny mówił m.in. o badaniach, według których geje „mają w życiu średnio 500 partnerów seksualnych”, co rzekomo sami potwierdzają. Chwalił się też posiadaniem sześciu książek, które podobno zawierały biografię znanych, homoseksualnych mężczyzn oraz wypowiedzi tych panów. Każda z nich zawierać miała wyznania o „wyjątkowo rozpustnym” życiu.

Takimi „mądrościami” TVP3 z Poznania dzieliła się za każdym razem, gdy tematem miał być punkt kulminacyjny Pride Week’u. Sugerujemy zadbanie o czystość teleskopów, szkieł czy innych przedmiotów, bo ewidentnie brunatna nienawiść, jaka na nich osiadła, uniemożliwia im oddanie realnego stanu rzeczy.

Tęczowe chorągiewki i hejterskie wpisy

Ignorantka przygotowała także materiał o 180 tęczowych chorągiewkach, jakimi w przeddzień kolorowego pochodu MPK ozdobiło tramwaje przemierzające stolicę Wielkopolski. Nim upłynęła doba od instalacji naszego pasiastego symbolu, sprawozdanie Molskiej było już w eterze.

Tym razem ulubienica konserwatystów pozwoliła sobie na przytoczenie wpisów anonimowych trolli. Część osób zaatakowała bezpośrednio Jacka Jaśkowiaka. Powodem niechęci do prezydenta miasta było udzielenie przez Niego patronatu przechadzce po równe prawa. Włodarz został nazwany „tęczowym Jacusiem” i „popaprańcem”.

Dziennikarka nie raczyła jednak zaznaczyć, że zwroty używane przez sfrustrowanych internautów z powodzeniem można zaklasyfikować jako mowę nienawiści. Co więcej, dała swoje przyzwolenie na używanie degradującego języka, usprawiedliwiając je opinią Joanny Próchniewicz.

”według specjalistów u podstaw homoseksualizmu leży zaburzenie tożsamości płciowej” – pouczała sceptyczka postępu społecznego.

Pracownica stacji publicznej dodała, że „zaburzenie” to stanowi „dramat” człowieka, zaś Marsz Równości jest formą jego promocji.

”publiczna szczekaczka”

Materiały Anny Molskiej wywołały niemałą burzę. Na interwencję zdecydował się np. włodarz miasta. Jaśkowiak zadeklarował wtedy, iż podczas kampanii wyborczej nie pojawi się żadnym programie, jaki realizować będzie publiczny dostawca.

Podobnie postąpił Tomasz Lewandowski, który pełnił w tym czasie funkcję wiceprezydenta. Polityk związany z lewicą nakłaniał też, aby do bojkotu włączyli się inni pretendenci do stanowiska włodarza lub włodarki.

”Nie ma mojej zgody na robienie z telewizji publicznej szczekaczki politycznej propagującej język nienawiści” – napisał na Facebooku ówczesny zastępca głowy Poznania.

”Ważna część dyskursu społecznego”

Sposobem na wyrażenie oburzenia materiałami o XVI Marszu Równości w Poznaniu było także składanie skarg. Do KRRiT wpłynęło ich łącznie 37. Jedną z nich wysłała ekipa Oko Press, prosząc o ustalenie zgodności z ustawą o radiofonii i telewizji.

Według członkini zespołu biura prasowego KRRiT, Karoliny Czuczman – pisma stanowiły 13% wszystkich zażaleń, jakie do połowy sierpnia wystosowano pod adresem tej instytucji. Ich nadawcy pisali, iż reportaż Molskiej jest „skrajnie nieobiektywny, nawołujący do nienawiści”. Nie podobało im się obrażanie kolorowych spacerowiczów, manipulacja faktami, sprzeczność z nauką i fałszywe dane liczbowe, na których bazowała autorka.

Chociaż KRRiT wysłała do telewizji Jacka Kurskiego zapotrzebowanie na materiały wideo i wyjaśnienia, nie przyniosło to rezultatów, jakie oczekiwaliby zwolennicy równości. Czuczman poinformowała bowiem, że „analiza materiałów nie wykazała naruszenia przez TVP obowiązujących przepisów”. Na prośbę o wyjaśnienie odpowiedziała lakonicznie, że „w analizowanych materiałach omówione zostały różnorodne aspekty dotyczące Marszu Równości”. Oznacza to, że Molska przybliżyła zarówno stanowiska entuzjastów tego wydarzenia, jak i jego przeciwników.

Ale co z tego, skoro sposób, w jaki twórczyni materiału przedstawiła „całą różnorodność wydarzeń i zjawisk” daleki był od rzetelnego, a sama dziennikarka raczej nie miała zamiaru „kierowania się odpowiedzialnością za słowo”. A te właśnie warunki narzuca rzeczona ustawa.

”Można odnieść wrażenie, że KRRiT po prostu nie zapoznała się ze sprawą. Nie chodzi przecież o to, że Anna Molska w swoich materiałach nie pokazała stanowisk różnych stron. Chodzi o to, jakie opinie wybrała i w jakim kontekście je przedstawiła” – zauważył Mateusz Sulwiński z Grupy Stonewall, którą autorka kontrowersyjnej prezentacji konsekwentnie nazywała „Stonewell”.

Aktywista zwrócił uwagę na to, iż pracownica TVP3 przedstawia użyte przez użytkowników sieci wulgaryzmy w taki sposób, jakby były one „ważną częścią dyskursu społecznego, wartą przytaczania na łamach mediów publicznych”.

Mimo wszystko, działacz nie odczuwa zdumienia zaistniałą sytuacją. Powodem jest tu kontrola, jaką PiS sprawuje zarówno nad TVP, jak i samą KRRiT. Zdziwić mogłaby go raczej niepochlebna opinia na temat telewizji publicznej.

Potwierdzeniem mogą być tu słowa dawnego pracownika TVP3 Poznań. Według Jana Józefowskiego żyjemy obecnie w „czasach cyników”. On też jest przekonany o tym, iż głos partii wart jest dla poznańskiej telewizji publicznej więcej, aniżeli sugestie widzów. Były dziennikarz nie ma ponadto wątpliwości w związku z intencją dzielenia Polaków i „napuszczania” na wybrane przez siebie grupy.

W jego opinii ludzie używający do osiągnięcia własnych celów propagandy chcą „podnieść swoim przeciwnikom ciśnienie tak bardzo, by nie byli w stanie racjonalnie analizować sytuacji i jej oceniać. „Uchronić może przed tym jedynie umiejętność chłodnego oceniania i protestowania wolnego od nienawiści.

“Rzetelność”

Kolejną, nieobojętną Wobec homofobii w TVP osobą jest Grzegorz Furga. Poseł PO złożył w tej sprawie interpelację do Piotra Glińskiego niedługo po zobaczeniu materiału o przystrojonych tramwajach.

„(…) podejmie Pan działania poprzez swoją instytucję lub inne Panu podległe, w celu wyeliminowania wulgaryzmów i mowy nienawiści w publicznych mediach?” – Pytał Piotra Glińskiego.

Szef resortu odpowiedzialnego za kulturę i dziedzictwo narodowe nie zaszczycił kolegi z Sejmu RP wyjaśnieniem. Po prawie trzech miesiącach na wezwanie do wyjaśnienia odpowiedział za to Jacek Kurski.

”W wyemitowanych materiałach dziennikarka red. Anna Molska starała się przedstawić zdanie wszystkich zainteresowanych stron debaty wokół Marszu Równości” – orzekł polityk.

Oficjel zdaje sobie sprawę z dużego „ładunku emocjonalnego” wpisów cytowanych w reportażu Molskiej. Z drugiej strony przychyla się do orzeczenia, jakie w 2006 r. wydał stołeczny Sąd Apelacyjny. Na jego mocy „osoby podejmujące działalność publiczną muszą się w znacznie większym stopniu niż osoby prywatne liczyć się z tym, że ramy zainteresowania i dostępnej krytyki są szersze”.

Prezes Kurski zapomniał chyba, że obelgi nie były kierowane wyłącznie w stronę prezydenta Jaśkowiaka. On sam nie był też inicjatorem akcji wysyłania skarg do kontrolerów radia i telewizji. Pomysł zrodził się w umysłach osób dotkniętych dyskryminacyjnymi sformułowaniami i szerzeniem kłamstwa przez Annę Molską, jej zespół i „ekspertów”.

I chociaż autorka kontrowersyjnych materiałów faktycznie oddała głos uczestnikom XV Marszu Równości oraz jego patronowi – głosy te zostały stłumione przez chamskie komentarze i oszczerstwa. A tego nie da się tak łatwo zrekompensować…

Jak pewnie się domyślacie, dziennikarka nie poniosła konsekwencji przygotowania tak skandalicznego reportażu. Jak stwierdził szef rady programowej TVP Poznań – „błąd w sztuce dziennikarskiej, zwłaszcza w przypadku młodych adeptów, jest czymś przykrym, ale nie może powodować gruntownego przekreślenia danej osoby”.
Fanka homofobicznego księdza została nawet awansowana do rangi… wydawczyni „Teleskopu”. Jak słodko.

”Przeciwko wulgarnemu językowi”

Czy Wy też macie tego wszystkiego dosyć? Jeśli tak, zachęcamy do podpisania petycji „Przeciwko wulgarnemu językowi TVP Poznań”, przygotowanej przez lokalnych dziennikarzy „z szacunku do ich zawodu, do Polski, o której piszą i o którą się spierają” oraz „naszego publicznego języka”.

Autorzy uwrażliwiają na skutki, jakie może nieść ze sobą niespełnienie obowiązku, jakim jest wspomniana wcześniej odpowiedzialność za używane słowa.

”Historia nie pozostawia wątpliwości, że słowa mogą być paliwem nienawiści, które wybucha w realnych stosunkach” – alarmują.

Poznaniacy o lekkim piórze czują się „oburzeni” i odrzuceni” tym, że Anna Molska użyła w swojej prezentacji wyrazów: „spedalone” i „pedalskie”. Twórcy petycji dostrzegli bowiem ich ’wulgarny”, „agresywny” „piętnujący” i „wykluczający” charakter.

Zdaniem przedstawicieli mediów (naszym też!) nie jest usprawiedliwieniem to, że słowa te zostały wykorzystane jako cytat. Reporterka pokazała je w całości po to, by udowodnić swoją tezę. Świadczy to o jej wąskich horyzontach i nie licuje ze standardami „kultury dyskusji kraju, który szanuje wszystkich obywateli, bez względu na ich orientację seksualną, wyznanie, czy światopogląd”.

Reporterów, którzy przygotowali petycję, jeszcze bardziej boli fakt, że obelgi tego typu obecne są w telewizji publicznej, „której obowiązki wobec obywateli i języka polskiego są szczególne”. Ich użycie nie może być legitymizowane różnicą w światopoglądzie. Dlatego też autorzy petycji obiecują, iż „nigdy” nie użyją języka nienawiści przeciwko TVP Poznań, a z drugiej strony nie zawahają się protestować, gdy będa się nim posługiwać pracownice pracownicy telewizji publicznej.

Informatorzy ze stolicy Wielkopolski skrytykowali ponadto publikowanie nieprawdziwych danych, przekłamania, wygłaszania jednostronnych komentarzy. Według autorów petycji – podobnie, jak w przypadku wyzwisk- takie praktyki są tym bardziej rażące, jeśli stosują je media publiczne. Dziennikarze opowiadający się za respektowaniem zasad etycznych wezwali do skończenia z takim postępowaniem i ostrzegli, iż „nazwiska autorów tych działań zostaną odpowiednio zapamiętane przez wiele lat.

Obecnie Oko. press czeka na odpowiedź od rzeczniczki prasowej KRRiT. Ekipa niezależnego magazynu poprosiła Teresę Brykczyńską o „udostępnienie pełnego uzasadnienia odrzucenia skarg”. Co prawda odpowiedź na zażalenia uzyskał jeden z dziennikarzy Gazety Wyborczej (Piotr Żytnicki dowiedział się, iż materiały Anny Molskiej nie naruszają obowiązującego prawa”), ale na oficjalnej stronie KRRiT nie ma śladu informacji na ten temat. Redakcja Oko. press dała pani rzecznik 2 tygodnie na udzielenie komentarza.

Źródła: oko.press, petycjeonline.com  poznan.wyborcza.pl [1] [2], rainbowstar.pl [1] [2] fot. poznan.wyborcza.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×