Aktualności Prawo 

Indonezyjska policja upokorzyła transpłciowe kobiety

Aceh to jedyna prowincja Indonezji, na której obowiązuje prawo szariatu. Tydzień temu, w związku z surowymi zasadami lokalnej wspólnoty religijnej, ucierpiało 12 transseksualnych kobiet. Wszystkie doświadczyły degradującego traktowania ze strony funkcjonariuszy policji współpracujących ze strażnikami cywilnymi w ramach „operacji na rzecz chorób wspólnotowych”.

Umiarkowanie vs. fundamentalizm

Indonezja zdecydowanie nie należy do najbardziej LGBTQ+ Friendly miejsc na świecie. Osoby nieheteronormatywne, żyjące w tym kraju, skrępowane są prawem i konserwatywnymi obyczajami, które mają niebagatelny wpływ na politykę publiczną. Przedstawiciele tęczowej społeczności mogą cieszyć się tylko namiastką równouprawnienia.

Jak ona wygląda? Na niemal całej przestrzeni Indonezji zbliżenia erotyczne między parami jednopłciowymi są legalne. Nie mogą sobie na nie pozwalać jedynie mieszkańcy prowincji Aceh oraz muzułmanie mieszkający w mieście Palembang. Ponadto, osoby transpłciowe mają szansę na przejście tranzycji, jeśli spełnią kilka postawionych przed nimi wymagań.

Niestety, lista ograniczeń jest znacznie dłuższa. Ma to związek z założeniami islamu, którymi kieruje się większość ludzi żyjących w tym azjatyckim państwie. Indonezyjczycy LGBTQ+ nie mają zapewnionej żadnej ochrony przed dyskryminacją. Nie mogą służyć w wojsku. Pozbawieni są również jakichkolwiek możliwości zalegalizowania związku i legalnego założenia rodziny, bo władze nie honorują ani związków partnerskich, ani równości małżeńskiej. Adopcja nie jest możliwa w żadnej z odmian. Coming out’y stanowią w tym kraju rzadkością, gdyż „siedzący w szafie” boją się odtrącenia przez społeczeństwo i bliskich.

Jak sami widzicie – nie jest różowo. I może być jeszcze gorzej. Obraz Indonezji, znanej jako „nieco umiarkowany kraj muzułmański” coraz częściej zakłócają religijni fundamentaliści, opowiadający się za prawem szariatu. Grupa ta od kilku lat cieszy się wzrastającym poparciem swoich rodaków. W związku z tym – osoby niepodzielające ich systemu wartości coraz częściej obierane są za cel ataków.

Jedno z większych ognisk homofobii wybuchło 2 lata temu. Krajowa policja wykazywała wtedy jawnie wrogie nastawienie wobec organizacji na rzecz osób nieheteronormatywnych. Swoją niechęć demonstrowała m.in. używaniem mowy nienawiści. A w zeszłym roku? Po raz pierwszy doszło do wykonania kary chłosty. Skazani na nią zostali dwaj będący ze sobą w związku mężczyźni, których „przewinieniem” było współżycie.

Nieco później, w grudniu, na celowniku wojujących islamskich straży znalazła się grupa 12 transseksualnych kobiet. Zatrzymano je i wypuszczono dopiero po upływie doby. W Dżakarcie pozbawieniem wolności ukarano 141 mężczyzn. Powodem był ich udział w gejowskiej imprezie o charakterze erotycznym. Sytuacja miała miejsce w maju ub. r.

Co więcej – konserwatywni muzułmanie naciskają na parlament, by ten zrewidował kodeks karny w celu całkowitej penalizacji stosunków seksualnych między osobami LGBTQ+. Dyskusja na ten temat rozpoczęła się w styczniu. Zagrożeniem dla równości jest i m.in. cenzura. Rząd, na prośbę policji, chce walczyć z „homopropagandą” w internecie. Możliwe, że ograniczenia zostaną nałożone także na pracowników telewizji. Od października ub. r. władze Indonezji zastanawiają się bowiem nad zablokowaniem „destrukcyjnych” treści o tematyce LGBTQ+. Tym razem inicjatorami pomysłu byli radcy prawni.

„Macho”

Na najbardziej surowe represje narażeni są mieszkańcy Acech. Jest to jedyna prowincja Indonezji, na terenie której oficjalnie obowiązuje prawo szariatu. Kierujący nią działacze w 2005 r. uzyskali od rządu koncesję na pełnoprawne praktykowanie tych zasad. Rozwiązanie to wynikało z regulacji zawartych w umowie o autonomii.

Ofiarami restrykcyjnych zasad padły w ostatnich dniach transpłciowe mieszkanki tej prowincji. Dwa tygodnie temu (28.01. 2018), o poranku, policjanci i strażnicy udali się do około 6 różnych salonów piękności na terenie Lhoksukon, Pantonlabuukon i Pantonlabu. W ich obrębie pojmali niecisgenderowe kobiety.

Łącznie pozbawionych wolności zostało tuzin pań. Wśród nich były zarówno pracownice punktów, jak i ich goście. Przed wkroczeniem do obiektów policja wystosowała ostrzeżenia pod adresem każdego z nich. Szef miejscowej policji (Ahmad Untung Surianata) stwierdził, że celem pojmania jest przymusowy „trening”, który odbył się w policyjnej kwaterze głównej.

Kobiety LGBTQ+ doświadczyły publicznego linczu. Przedstawiciele służb mundurowych i cywilni strażnicy ogolili im głowy, zmusili do założenia odzieży stereotypowo uznanej za męską. Sytuację obserwowały osoby trzecie. Część z nich nagrywała całe zajście telefonem. Sposobem na „wychowanie” w duchu ról płciowych był również rozkaz głośnego śpiewania. Intonowanie pieśni- w zamyśle represora- miało wydobyć niskie tony ich głosu.

Po wzięciu udziału w upokarzających „korepetycjach z męskości”, wszystkie ofiary wróciły do domu bez konieczności uiszczenia kaucji. Ahmad Untung Surianata przyznał, że haniebne działania w ramach „operacji na rzecz chorób wspólnotowych” uzyskały aprobatę islamskich uczonych. Twierdzi, iż „ekspresja mężczyzn ubranych jak kobiety wymaga poważnej uwagi”.

Według komendanta – seria aresztowań została wszczęta, by zapobiec rozwoju społeczności LGBTQ+, żyjących w Indonezji. Policjant określił ten postęp jako „zagrożenie dla następnych pokoleń”. Szef  komisariatu w Aceh nie uległ nawet matkom schwytanych kobiet, zmartwionych o swoje dzieci. Reprezentant władzy w odpowiedzi ich szlochania skwitował „tezą”, że transseksualność jest „nie w porządku”, i „trzeba skończyć z tą chorobą społeczną”. Głos w sprawie zabrał rzecznik Amnesty International.

„Ostatnie obławy na salony piękności to tylko najnowszy przykład władz arbitralnie atakujących osoby transpłciowe po prostu za to, kim są” – alarmował Usman Hamid.

Działacz nazwał rzeczy po imieniu i zaznaczył, że szykany, jakim poddano transseksualne kobiety z Sumatry są niczym innym, jak „publicznym zawstydzaniem i okrutnym, nieludzkim i poniżającym traktowaniem”. Zwrócił również uwagę na sprzeczność postępowania funkcjonariuszy z międzynarodowymi zobowiązaniami, jakich podjęła się Indonezja. Warto wiedzieć, że Amnesty International wielokrotnie upominała indonezyjskich polityków o zaprzestanie rażącej dyskryminacji względem osób nieheteronormatywnych.

Aresztowania niecisgenderowych pań potępiła nawet Indonezyjska Krajowa Komisja Praw Człowieka. W ocenie jej reprezentantów, ostatnie zdarzenia noszą miano „pozasądowych i nieludzkich”.

„Wszyscy obywatele zasługują na ochronę i równe traktowanie. (…) Po obejrzeniu zdjęć nalotu i informacji, które otrzymaliśmy do tej pory na jego temat, jest oczywiste, że naruszono policyjny kodeks postępowania. Zadaniem policji powinno być chronienie ludzi, szczególnie tych bezbronnych” – powiedziała w komentarzu dla BBC komisarz Beka Ulung Hapsara.

Transfobiczy dowódca nie widzi nic bezprawnego w postępowaniu swojej brygady. Wręcz cieszy się, że – jak sądzi – pomogła ona pojmanym, „uszczęśliwiła” je i przyczyniła się do tego, że kobiety odnalazły się poza swoją „fałszywą tożsamością”. „Pomogliśmy im wrócić do ich męskiej natury i okazało się, że faktycznie byli macho”– chwalił się w rozmowie z Megan, Palin, reprezentującą portal news.com.au.

Możnowładcy, którzy decydują o losach prowincji, najwyraźniej nie mają zamiaru zmiany swoich priorytetów na bardziej ludzkie. Ale starają się ukryć ten fakt i „zamieść pod dywan” problemy, jakie piętrzą się przed zaszczutą grupą społeczną. Kamuflują niewygodne fakty, by potencjalni inwestorzy nie zniechęcili się do współpracy w razie przyjęcia roli świadków tak niegodziwego traktowania innych.

Badania, jakie przeprowadzono podczas zeszłorocznego lata, oszacowały wysokość strat na 12 miliardów dolarów. Przykrym jest, że dla części ludzi pieniądze i biznes są droższe od ludzkiego życia i godności, samopoczucia, a kwestia „opłacalności” liczy się bardziej, niż uczucia obrażanych.

Źródła:  pinknews.co.uk [1] [2]reuters.comedition.cnn.comsdgln.comnews.com.au, Fot. pinknews.co.uk

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×