Aktualności Lifestyle Prawo 

I Marsz Równości przeszedł ulicami Lublina wbrew przeciwnościom losu

Najpierw organizacji Marszu Równości zabronił prezydent Krzysztof Żuk, potem wydany przez niego zakaz utrzymał Sąd Okręgowy w Lublinie. Sytuacja wyglądała naprawdę źle. Ostatecznie, dzięki determinacji Barta Staszewskiego i jego przyjaciół, Marsz się odbył i nie przerwali go nawet agresywni kontrmanifestanci.

Migający punkt.

W tym roku kolorowy sezon marszowy był  wyątkowo długi. Aktywiści z różnych stron w Polski przygotowali dla Was aż czternaście spacerów po równość. Na tęczowej mapie Polski znalazł się np. II Marsz w Katowicach, który przeszedł ulicami stolicy województwa Śląskiego po dziesięciu latach przerwy.

Nie zabrakło też nowości. Po raz pierwszy przechadzaliśmy się po Częstochowie, Koninie, Opolu. Za tydzień czeka nas, bajeczna wycieczka po Zielonej Górze, a w pierwszej połowie października (13.10.2018) debiut świętowali aktywiści z Lublina.

Zanim to jednak nastąpiło, Bart Staszewski i jego przyjaciele musieli sprostać prawdziwemu wyzwaniu. W ostatnich dniach przyszłość lubelskiej celebracji miłości stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Symbolizujący to miasto punkcik migał i było ryzyko, że zgaśnie całkowicie.

Problemy zaczęły się w ubiegłym tygodniu. Na początku radni PiS nazwali Marsz Równości „prowokacją”. Byli oburzeni faktem, że pokojowa przechadzka zbiegła się terminowo z rocznicą objawień fatimskich. Kierowani mieszanką negatywnych uczuć postanowili zwołać nadzwyczajną sesję rady miasta.

Zebranie to miało na celu głosowanie nad apelem o zakazanie realizacji wydarzenia „ze względu na domniemane naruszenia prawa oraz zgorszenie publiczne”. Dyskusja i głosowanie nie mogły się odbyć, gdyż na miejscu spotkania nie stawił się nikt poza jej inicjatorami. Innym wyrazem sprzeciwu frakcji rządzącej był wpis, jaki opublikował na Facebooku jeden z klubowiczów partii rządzącej. Tomasz Pitucha zarzucił organizatorom spaceru „promocję homoseksualizmu i pedofilii”.

Niechętny pro – równościowej przygodzie był także wojewoda lubelski, Przemysław Czarnek. Za pośrednictwem swojego wideobloga narzekał na promowanie “»zboczeń, dewiacji, wynaturzeń«, postaw »antyrodzinnych, antychrześcijańskich«”. Samorządowiec oskarżył Barta Staszewskiego i jego załogę o występowanie przeciw zasadom katechizmu i Konstytucji RP.

I chociaż władze miasta zapewniały, że nie ma przeciwwskazań do organizacji Marszu – konflikt narastał. Już na początku miesiąca (04.10.2018) Prezydent Miasta listownie poinformował polskich duchownych o tym, że nie może zakazać ani tęczowej przechadzki po równość, ani kontrmanifestacji związanych z tym wydarzeniem. Następnego dnia Krzysztof Żuk uwzględnił wątpliwości radnych PiS i i zwrócił się do lokalnej policji z prośbą o oszacowanie ryzyka, związanego z przeprowadzeniem kolorowego spaceru. W przygotowanym przez siebie oświadczeniu ostrzegał, że jeśli policja jednoznacznie orzeknie o wystąpieniu „realnego ryzyka zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi”, zdecyduje się zakazać marszu. W swojej argumentacji samorządowiec powołał się na zapisy ustawy pt. „Prawo o Zgromadzeniach”.

Komendant z lokalnego komisariatu nie wykazał szczególnego entuzjazmu w związku ze swoim zadaniem. Dariusz Dudzik podkreślił, iż wydawanie opinii tego typu nie leży w gestii funkcjonariuszy. Ostatecznie przygotował wymagany raport, ale nie zawarł w nim jednoznacznego zalecenia odwołania I Marszu Równości

„(…) na podstawie oceny i analizy podobnych wydarzeń, które miały miejsce w innych częściach kraju, należy domniemywać, iż istnieje prawdopodobieństwo udziału w >> Marszu Równości<< planowanym na dzień 13 października br. różnych grup społecznych o przeciwstawnych poglądach, których spotkanie w jednym miejscu może doprowadzić do konfliktu i może być jednocześnie zagrożeniem dla mieszkańców Lublina” – oznajmił mundurowy.

Kilka dni później (09.10.2018) Włodarz miasta zawierzył prognozie policjantów i odmówił zgody na przeprowadzenie zarówno I Marszu Równości, jak i pikiety, na którą szykowali się przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej, ONR oraz członkowie fundacji „Życie i Rodzina. W toku rozwiązywaniu dylematu bazował również na informacjach, jakie pozyskał podczas rozprawy administracyjnej, jaka miała miejsce w siedzibie Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego.

Dowiedział się wtedy o potencjalnym zagrożeniu dla uczestników pochodu. Usłyszał ponadto wieści na temat zamiarów licznej grupy, dążącej do odwiedzenia Lublina i zakłócenia pierwszej w tych stronach celebracji równouprawnienia, miłości i szacunku. Ludzie Ci mieli zachęcać przez internet do różnych aktywności, min. czynów zabronionych.

Przy okazji opublikowania swojej decyzji, reprezentant PO deklarował swoje poparcie dla wolności zgromadzeń. Tłumaczył, że do jej ograniczenia zmusiła go mowa nienawiści i „nawoływanie do aktów agresji”. Obarczył też wojewodę Czarnka winą za doprowadzenie do zaognienia sprawy.

Walkę o legalne przeprowadzenie imprezy poparł Rzecznik Obywatelskich.

”Decyzja prezydenta stanowi spektakularne naruszenie podstawowych praw i wolności obywatelskich, prawa do zgromadzenia, do równego traktowania, do wyrażania swoich poglądów. Przyjęliśmy ją z zaniepokojeniem, ponieważ ostatnie tego rodzaju zakazy były wydawane 13 lat temu”– alarmował Adam Bodnar.

Nieciekawą sytuację skomentował również Robert Biedroń. Prezydent Słupska zaznaczył, że jednym z powodów jego zaangażowania się w działalność polityczną jest dążenie do zmiany i uchronienie demokracji przed podobnymi „numerami”.

”Zakazywał Kaczyński, zakazuje Żuk, kto następny w koalicji PoPisu?” – pytał retorycznie.

Reżyser „Artykułu Osiemnastego” i jego drużyna nie poddali się rezygnacji i odwołali się do Sądu Okręgowego. Wbrew oczekiwaniom, organ nie zapewnił im wsparcia. Po stronie równouprawnienia stanął dopiero Sąd apelacyjny. Ten w trakcie odroczonego na wczorajszy (12.10.2018) dzień procesu uchylił decyzję prezydenta Żuka i orzekł, że „niedopuszczalne jest zakazywanie zgromadzenia z powodu reakcji jego przeciwników”.

“Najdzielniejsi”

Miłość zwyciężyła. Wczesnym popołudniem (13.00) uczestnicy Marszu Równości zebrali się na Placu Zamkowym. Zgromadzenie zainaugurowane serią przemówień już na starcie spotkało się z wrogim odzewem ze strony kontrmanifestantów. Agresorzy zakłócali święto równouprawnienia wyzwiskami, odpalaniem rac, rzucaniem przedmiotami. Grupa frustratów przeszkadzała też na dalszych etapach wędrówki, co zmusiło filantropów do zmiany trasy marszu.

Jedna z blokad miała miejsce na skrzyżowaniu ulicy Lubartowskiej ze Świętoduską. Policjanci czuwający w tym miejscu użyli granatów hukowych i gazu łzawiącego (w godzinach trwania Marszu przydatne były także armatki wodne, pałki, tudzież siła fizyczna). Rozzłoszczeni narodowcy zaczęli rzucać w funkcjonariuszy kamieniami. Nie powstrzymali się nawet przed niszczeniem stojących po drodze samochodów, psucia marszowych dekoracji i wymijania policji w celu zaczepienia znienawidzonych spacerowiczów. Na Krakowskim Przedmieściu czekali za to wierni, modlący się wspólnie za „grzechy” osób LGBTQ+ i ich sojuszników. Policjanci zatrzymali łącznie pięćdziesiątkę osób.

Pomimo niesprzyjających warunków, społeczni wrażliwcy nie poddali się i szli dalej. Otuchy dodawali im bardziej otwarci Lublinianie. W gronie „najdzielniejszych” (tak określiła towarzyszy drogi „Pacyfka”) mogliście spotkać Poznaniaków z Grupy Stonewall, ekipę z „Miłość nie Wyklucza”. Nie zabrakło „Miśków”, KPH i Prowincji Równości. Ulicami Lublina przeszli też politycy. Lider partii Razem twierdził, że zmienił swoje plany po to, by wziąć udział w dzisiejszym święcie miłości.

Nad głowami piechurów powiewały wielokolorowe flagi: tęczowa, z kolorowym godłem, flaga w barwach osób transpłciowych. Odważni obrońcy otwartości skandowali hasła, mające pokazać antagonistom, co naprawdę się liczy („Równość, wolność, akceptacja!”) i udowodnić, iż homofobię można leczyć. Próbowali przekonać środowiska prawicowe, że „dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba”.

Do zakończenia I Marszu Równości doszło na terenie Placu Teatralnego. Zanim to jednak nastąpiło, organizatorzy otworzyli jeszcze jeden blok przemówień. Na tle dużej, tęczowej flagi stanął m.in. Hubert Sobecki, przedstawicielka stowarzyszenia „My, Rodzice”, członkini Fundacji Wiara i Tęcza, Monika  “Pacyfka” Tichy W swoich wystąpieniach mówcy poruszali tematy istoty Chrześcijaństwa, fundamentów rodziny czy odwagi, jaką wykazali się mieszkańcy Lublina – miasta miłości i akceptacji. Pojawiła się też kwestia inkluzywnego patriotyzmu, solidarności. Padły słowa traktujące o wielkim znaczeniu, jakie mają dla demokracji wolne sądy oraz o współpracy w dążeniu do wywalczenia należnych nam praw. Czas pozwolił jeszcze na wypomnienie winy rządzącym, wskazanie różnic między Marszem Równości a pochodami narodowców i zacytowanie fragmentu przeboju „Dziwny jest ten świat”.

Kilka zdań powiedział też sam Bart Staszewski. „Ojciec – założyciel” przechadzki dał znać, że nie czuje się bohaterem przedsięwzięcia, zaś największe zasługi przypisał ludziom, którzy „przeszli przez to miasto i pokazali, że są dumnymi mieszkańcami tego miasta”.

LublIN

Lubliński Marsz Równości poprzedzał trzy inne wydarzenia. Wszystkie spotkania miały miejsce w Centrum Spotkań Kultur w Lublinie i – podobnie, jak główny punkt programu  honorowały setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości.

Tuż po tęczowej wycieczce mogliście porozmawiać o konotacjach między wiarą i religią, a przynależnością do społeczności LGBTQ+. O godzinie  15.00 w czekało na Was trio specjalistów: Misza Czerniak z Fundacji Wiara i Tęcza, Dota Szymborska (socjolożka i filozofka) oraz dr hab. Tomasz Kitliński (filozof).

Po dwóch godzinach rozpoczęła się debata pt. „LGBT a Konstytucja RP”, monitorowana przez Renatę Kim. W gronie rozmówców dziennikarki obecna była zastępczyni RPO – Sylwia Sprunik. Poznaliście też opinię piastującego stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego prof. Mirosława Wyrzykowskiego oraz znanej z feministycznych poglądów prawniczki, Moniki Płatek.

Ostatnią propozycją był seans „Artykułu Osiemnastego”. Mieliście też okazję porozmawiać z twórcami filmu o równości małżeńskiej w Polsce (a raczej jej rażącego braku)

A czy Wy znaleźliście się w szeregach odważnej, tęczowej drużyny? Jeśli tak, prosimy o podzielenie się refleksjami!

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×