Aktualności Lifestyle 

I Marsz Równości przeszedł przez Białystok mimo wyjątkowej wrogości kontrmanifestantów

Dziś przez Białystok przeszedł I Marsz Równości – piękne i potrzebne wydarzenie, przeciwko któremu ramię w ramię protestowali ultrasi z całej Polski, fundamentaliści religijni i naziści z Młodzieży Wszechpolskiej wspomagani przez księży, zakonnice. Wartości stanowiące filar imprezy: wolność równość i miłość, połączyły ok. 1,5 tys. osób, które zdobyły miasto nawet w obliczu eskalacji przemocy ze strony pseudokibiców, narodowców i religijnych fundamentalistów

Trzy filary

Dzisiaj aktywiści Tęczowego Białegostoku przeprowadzili ulicami swojego miasta pierwszy w historii Marsz Równości. I to właśnie równość – obok wolności i miłości – stanowiła jeden z filarów tego zgromadzenia, co przedstawia grafika promująca imprezę

„Wiemy, o co walczymy i wiemy, że jest to słuszne. Wiemy, że Białystok jest miastem dla wszystkich. Chcemy to powiedzieć na głos” – zadeklarowali organizatorzy.

Oni sami realizacji tęczowego spaceru podjęli się z trzech powodów. Pierwszym z nich jest „przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na tożsamość i orientację seksualną”. Kolejny łączy się z chęcią okazania solidarności Osobom LGBT+. Za ostatnim kryje się natomiast zapał do „walki o prawa człowieka, które mamy wszyscy i o których respektowanie nie powinniśmy musieć walczyć, lecz musimy”.

„Dla nas jest to „święto różnorodności”, wsparcie mieszkańców i mieszkanek Białegostoku w byciu sobą, tworzenie bezpiecznej przestrzeni, wolnej od uprzedzeń i wykluczenia – i jesteśmy szczęśliwi i dumni” – czytamy w opisie wydarzenia.

Barwnemu korowodowi empatycznych dusz przyświecał manifest, na który złożyły się postulaty równości małżeńskiej i „związków partnerskich dla wszystkich, niezależnie od płci”. Filantropi domagali się ponadto „ochrony przed przemocą, dyskryminacją i wykluczeniem”, „wzmocnienia ochrony prawnej przed mową i przestępstwami z nienawiści”, uczynienia procesu tranzycji prostszym w aspekcie prawnym i medycznym oraz równości płci „w każdej sferze życia”, włączającej osoby niebinarne. Kolejną, ważną dla społeczników rzeczą jest to, by każdy z nas miał dostęp do rzetelnej edukacji seksualnej i antydyskryminacyjnej.

Queerowi bohaterowie ze stolicy woj. podlaskiego chcą, by „Tęczostok” był przyjazny dla seniorów, osób doświadczających niepełnosprawości, a także, rodzin z dziećmi. Nie bez znaczenia jest dla nich „poszanowanie lokalnych społeczności”, mniejszości narodowych osiedlonych w regionie, tudzież otwartość na uchodźców. Dwa ostatnie, ale równie ważne wymogi aktywistów dotyczą troski o kondycję Ziemi. Kadra LGBTQ+ Friendly organizacji apeluje o „zaprzestanie niszczenia środowiska” i odejście od technologii zatruwających planetę oraz wyzyskiwania słabszych”,

Siostry zakonne i brunatna młodzież

Wzniosłe idee I Marszu Równości w Białymstoku nie zdołały, niestety, trafić do wszystkich. Na przyswojenie umiejętności współodczuwania i szanowania innych szczególnie oporni okazali się być uczestnicy „Białostockiego Marszu dla Życia i Rodziny”

Znaczną rolę w festiwalu nienawiści odegrała Młodzież Wszechpolska i pomagający jej osoby duchowne. w pochodzie wzięli też udział narodowcy z ONR. Skandaliczne jest to, że chociaż w tłumie zwolenników skrajnej prawicy dostrzec można było wiele rasistowskich, homofobicznych symboli, usłyszeć ludzi wywrzaskujących stygmatyzujące hasła – policja nie była łaskawa rozwiązać zgromadzenia. Pewnie w ogóle nie ma to związku z tym, że – jak zaznaczyła redakcja Vox Populi – „kapelanem białostockich policjantów jest ksiądz który szkolił ONR-owców z nacjonalizmu i przyjaźni się z Międlarem”.

Bardziej zaszokował nas jednak widok czynnych zakonnic, entuzjastycznie maszerujących między chuliganami, pomagających im z rozwieszaniem „dekoracji” i przygotowaniem homofobicznych, nacjonalistycznych banerów, jakie później rozdawali księża i inni zebrani. Przykro patrzeć jak osoby, które powinny świecić przykładem łagodności, miłosierdzia i czułości, postępują całkowicie odwrotnie i niszczą pokładane w nich zaufanie.

„Białostocki Marsz dla Życia i Rodziny” to tylko jeden z wielu okazji do spotkań przeciwników postępu społecznego. Marszałek podlaski, czyli dowodzący lokalnymi strukturami PiS Artur Kosicki wpadł na pomysł urządzenia w mieście „Pikniku Rodzinnego”. Blisko 200 uczestniczących w tej „imprezie” osób kultywowało „idee rodziny w rozumieniu art. 18 Konstytucji RP”. Wiele z nich otrzymało naklejki z hasłem „Strefa wolna od LGBT”, o których szerzej napiszemy już jutro.

Innym miejscem wyrażania wrogości wobec osób nieheteronormatywnych była katolicka archikatedra. W środku budynku sakralnego przez pół dnia odbywało się czuwanie, zaś na zewnątrz – podobnie jak w innych punktach miasta – modlitewne czuwania. W środowisku chrześcijańskim wrogość okazał nam też związany z „Tęczostokiem” abp Tadeusz Wojda i prawosławny ordynariusz diecezji białostocko-gdańskiej abp Jakub.

Co więcej, wczoraj miało nawet dojść do „Ogólnopolskiego zjazdu kibiców”. Według Gazety Wyborczej ostatecznie na miejscu byli tylko fanatycy „Jagiellonii”, bo amatorzy zadym, wrzasków i przyśpiewek niskich lotów zrezygnowali ze „zjednoczenia”. Spotkanie to miało służyć zawarciu „paktu o nieagresji” i „bronienia miasta przed zboczeńcami”.

Obojętność

Prezydent Białegostoku przyjął za to postawę dość obojętną. Nie zabronił celebrować miłości, ale nie chciał w tym „święcie różnorodności” uczestniczyć ani udzielać mu patronatu, o co organizatorzy wnioskowali jeszcze przed ubiegłymi wyborami samorządowymi.

Warto wiedzieć, że w petycji skierowanej do Włodarza zawarta była dodatkowo prośba o „powołanie ośrodka interwencji kryzysowej pomocy osobom ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową czy stworzenie całodobowego telefonu zaufania dla osób nieheteronormatywnych i niecispłciowych, co miałoby być elementem wspierania osób LGBT+.  „Tego raczej lokalna, tęczowa społeczność się nie doczeka. Jeśli mieszkacie na Podlasiu – jedyne na co możecie liczyć to pomoc Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie lub ogólnodostępny telefon do Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Lokalni urzędnicy nie mają w planach ani wprowadzania Karty LGBT+, ani podejmować się jakichkolwiek innych działań na naszą korzyść.

W podobnym tonie wyrazili się za pośrednictwem Facebook’a prawosławni radni Forum Mniejszości Podlasia. Urzędnicy wyjaśnili zainteresowanym, że „nie popierają i nie utożsamiają się z ideologią LGBT”. Oficjele zaznaczyli przy tym, że zdają sobie sprawę z zagwarantowanego przez ustawę zasadniczą praw do demonstrowania poglądów i odbieranie jej nie jest ich zamiarem. Na końcu oznajmili, że pracownicy magistratu nie są upoważnieni do zakazywania organizacji I Marszu Równości oraz poprosili o wzajemny szacunek.

„Jesteśmy w domu!”

Z przykrością musimy przyznać, że I Marsz Równości w Białymstoku odbył się w bardzo napiętej atmosferze. Ze względu na to, że nasi przeciwnicy zostali uprawnieni do przebywania w pobliżu punktu startowego trasy, placu Niezależnego Zrzeszenia Studentów do 13.59 – kolorowa wycieczka rozpoczęła się o 14.30 z półgodzinnym opóźnieniem. Mimo limitu czasowego, kibole i narodowcy zabawili na placu dłużej. Wykrzykiwali obraźliwe hasła, odprawiali modły, strzelali petardami.

Dalej było jeszcze „ciekawiej”. Chuligani opluli grupę aktywistów i zainicjowali szarpaninę. Policja reagowała dopiero na prośbę dziennikarzy. Bandyci atakowali też osoby dopiero docierające na zbiórkę pod pomnikiem, którego zdjęcie widzicie na grafice promującej I Marsz Równości. Z tą różnicą, że na filarach oryginału umieszczone zostały słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Podobne „atrakcje” czekały po tym, jak o 14.15 tęczowy pochód ruszył w drogę. Ofiarowaliście temu miastu miłość, pozytywne emocje. A w zamian dostaliście inwektywy oraz rzucane w Was butelki i petardy… Frustraci, nie pojmujący, że „jesteście u siebie”, usiłowali Was sabotować blokadą na al. Piłsudskiego, a potem na ul. Mickiewicza. W międzyczasie, na wysokości ul. Legionowej mijając katedrę i stojącą przy niej reprezentację środowisk kibicowskich do spółki z mobilnym „Piknikiem Rodzinnym”.

Ale wróćmy jeszcze do okolic świątyni. Tam też trzeba było zmierzyć się z rodakami tarasującymi przejście. Gromada homofobów ponownie wyzywała od najgorszych i rzucała butelkami, użyła pirotechniki. Nieprzyjaciół do pionu sprowadził dopiero gaz pieprzowy, użyty przez funkcjonariuszy.

Na dalszym etapie wielokolorowego – mimo otaczającej go zewsząd brunatności – pochodu warunki maszerowania nieco się poprawiły, ale nie na tyle, żeby mieć szansę spokojnego przejścia przez centrum. Jak tłumaczył rzecznik policji wojewódzkiej, przeciwwskazania wynikały z poważnego ryzyka zniszczeń w przypadku konfrontacji z „urzędującymi” na Rynku Kościuszki uczestnikami „Pikniku Rodzinnego”.

Rzecznik policji wojewódzkiej oszacował, że w sercu miasta przebywało wtedy kilkanaście tysięcy zwolenników tradycyjnego modelu społeczeństwa, a nastroje ich były „napięte”, co jest raczej oczywiste. Okoliczności zmusiły zatem do zmiany planów i powrót na plac NZS.

Przez całą drogę o bezpieczeństwo dbała ekipa kilkuset funkcjonariuszy. Komfort psychiczny miał dodatkowo zapewnić helikopter wprowadzony do akcji w celu zagłuszania nienawistnych haseł kontrmanifestantów. W urzędzie miejskim powołany został nawet sztab kryzysowy, w którym zasiadał prezydent Tadeusz Truskolaski w towarzystwie zespołu służb mundurowych, m.in. delegata wojewódzkiej policji czy komendanta straży miejskiej – Krzysztofa Kolendy.

Definitywny bilans wygląda tak, że „do jednostek policji doprowadzono 20 osób. 4 podejrzane o popełnienie przestępstw, m.in. rozboju, naruszenia nietykalności funkcjonariuszy, użycia groźby, znieważenie funkcjonariuszy. 16 osób ukarano mandatami” Wiemy też, że jedna z policjantek „przebywa na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym na badaniach”, Jej życiu nic nie zagraża, więc plotki o ofiarach śmiertelnych, poniesionych podczas białostockiego I Marszu Równości są mocno przesadzone.

Wbrew całego zła, jakie Was spotkało – zrobiliście to. Sprawiliście, że Białystok nieśmiało nabrał tęczowych barw i z każdym kolejnym marszem te kolory będą jeszcze bardziej nasycone. Napadający nie „odzobaczą” flag, transparentów informujących, że „Miłość nie jest grzechem”. Nie cofną tego, że widzieli Waszą determinację, opanowanie czy to, że animowani przez Gosię Linkiewicz i Tomka Pawłowskiego emanowaliście pozytywną energią i czystą agape.

Przełom

Nasi hejterzy nic nie poradzą także na to, iż padło wiele ważnych dla naszej społeczności słów. Przemówień posłuchać mogliście na ul. Mickiewicza, a autorem jednego z nich był Jacek Dehnel.

Literat opowiadał o „przedziwnej sytuacji”, związanej z dokonującym się aktualnie przełomem. Nie potrafił jednak ocenić, gdzie ta wielka zmiana nas zaprowadzi. Pisarz mówił też o tworzonej przez nas „wielkiej sile” i lepszych notowaniach sondaży dotyczących akceptacji nieheteronormatywnch obywateli Polski, które porównał z wynikami sprzed dekady.

Uwadze nie umknęła mu jednak agresja, która rośnie w siłę wprost proporcjonalnie do poziomu otwartości na nas. Jako „najgroźniejsze” uznał zaś to, że owa agresja posiada swoją „oficjalną twarz”, co wytłumaczył na przykładzie opieki, jaką państwo otoczyło ostatnio Tomasza K. W związku z tym, jak cyniczni potrafią być dziennikarze, duchowni, politycy – poeta przekonywał do pójścia na wybory i oddania głosu na ludzi, którzy nie zawahają się stanąć murem za osobami LGBTQ+.

Kilka zdań „od serca” powiedziała też artystka Ewa Chacianowska, należący do ekipy Tęczowego Białegostoku Jakub Przybysz, jak również działająca w KPH Anna Zofia Pietrucha. Przygodę zainaugurowała Katarzyna Rosińska, będąca jedną z założycielek NGOsa skupiającego organizatorów spaceru.

Byliście dzisiaj w Białymstoku? Wytrwaliście do końca, czy przez poczucie zagrożenia skończyliście maszerowanie wcześniej? Pamiętajcie, że jakkolwiek by nie było – jesteśmy z Was dumni nawet, jeśli przeszliście tylko kawałek.

Źródła: facebook.com, fakty.interia.pl, wiadomosci.wp.pl, bialystokonline.pl, www.vox24.pl, facebook.com, bialystok.wyborcza.pl [1] [2] fot. gazeta.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz