Aktualności Kultura 

Dziewicza miłość czyli „Call Me By Your Name”

Któż z nas będąc młodym chłopakiem, czy już dorastającym urwisem nie myślał o przeżyciu prostej miłości z delikatnym zabarwieniem erotycznym? Może dlatego, że pogoda za oknem nie zachęca do spacerów tylko we dwoje, warto wybrać się z tego powodu na „Call Me By Your Name”. Trzeba dodać, że tytuł jest nominowany do tegorocznych Oskarów w kategorii najlepszy film. Nominacja dodaje prestiżu i dodatkowej promocji, ale i bez tego ekranizacja się broni.

Film oparty został na książce André Acimana o tym samym tytule (2007). Produkcję wyreżyserował Luca Guadagnino na podstawie scenariusza autorstwa Jamesa Ivory’ego. Jest to ostatnia część trylogii tematycznej Guadagniniego, na którą składają się wcześniejsze: Jestem miłością (2009) oraz Nienasyceni (2015). Akcja toczy się w północnych Włoszech w 1983 roku, a fabuła koncentruje się na losach siedemnastolatka Elio Perlmana (Timothée Chalamet) i kilka lat starszego Olivera (Armie Hammer), którzy wdają się w wakacyjny romans. W rolach drugoplanowych wystąpili w filmie Michael Stuhlbarg i Amira Casar.

Olivier przybywa z Ameryki do Włoch. Poznaje Elio i rozpoczyna się burza uczuć pomiędzy chłopakami. Dosłownie! Olivier zdaje sobie sprawę, że uczucie jakim darzy go młodzieniec jest silne, ale nie będzie mógł go odwzajemnić. Nastolatek z kolei wyczuwa intencje, ale sytuacja w jego ocenie rozwija się zbyt wolno i nie do końca rozumie dlaczego Oliwier nie chce poddać się namiętności. Emocje i budowanie relacji z obydwu stron oraz aura erotyzmu powoduje, że oglądając film odnosi się wrażenie, że wszystko odbywa się podczas jednego dnia. Z czasem kochankom udaje się zbudować uczucie i połączyć się erotycznym tańcem nad rzeką. Obraz nie jest przeładowany natrętnym erotyzmem. Są wątki gdy młody Elio onanizuje się przy pomocy owocu, czy też bielizny, ale sceny nie są obsceniczne i pokazują to co większość chłopaków zna z autopsji. Ekranizacja przypomina trochę lekki wakacyjny romans, ale też z dawką dojrzałości ze strony ojca nastolatka. Jak to bywa z wakacyjnymi romansami, szybciej się kończą, niż zaczynają, tak i jest w tym przypadku. Jednak na uwagę zasługuje scena Elio z ojcem, po jego rozstaniu. Młodzieniec usłyszał to co rodzic wiedział, ale ubrał przekaz w tak piękny sposób, że bez zbędnego nazewnictwa obaj wiedzieli o czym mówią. Jednym słowem jeśli macie wolną chwilę polecamy spacer i wizytę w Waszym ulubionym kinie. Ten film jest wart obejrzenia.

Fot. theplaylist

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×