Aktualności Kultura 

Dziesiąta Pride Parade w Indiach!

W ubiegły weekend w Indiach odbyła się dziesiąta, doroczna Parada Równości. Jej uczestnicy i uczestniczki pokładają w niej spore nadzieję. Marzą, by to wydarzenie skłoniło lokalne władze do polepszenia sytuacji prawnej społeczności LGBTQ+, mieszkającej w tym kraju – głównie przez unieważnienie Section 377. Ustawa ta od 1861 r. grozi sankcjami za aktywność seksualną między osobami tej samej płci.

Tęczowy Jubileusz

W ubiegłą niedzielę (12.11 br.) w Indiach wydarzyło się coś ważnego. W stolicy tego kraju miała miejsce dziesiąta Pride Parade. W tęczowym marszu wzięło udział ponad 5 tys. osób. Byli wśród nich zarówno mieszkańcy, jak i turyści z różnych stron świata. Podczas najbardziej bogatego w barwy eventu w mieście spotkać można było rodziny z dziećmi i zwierzętami.

Ludzie nosili kolorowe sari, przystrajali głowy piórami. Szarość owianego smogiem miasta przebijały kolorowe balony i inne dekoracje. Nad bezpieczeństwem zebranych czuwała miejska policja.

Tłumy Hindusów skandowały pro-równościowe hasła i niosły transparenty, które można było wykonać np. w trakcie pikniku zorganizowanego w październiku w celu ich stworzenia.

W tym roku trasa przemarszu została nieco zmieniona. W związku z tym, że dostęp do Jantar Matar został zablokowany dla jakichkolwiek zgromadzeń i protestów – organizatorzy parady uzyskali od lokalnej policji pozwolenie na zakończenie jubileuszowego wydarzenia wysokości Parliament Street.

Pobity został także rekord długości tęczowej flagi, niesionej podczas parady. Ważny dla osób homoseksualnych symbol osiągnął rozmiar piętnastu metrów, a ludzie, którzy się pod nim znajdowali, tańczyli przy dźwiękach rodzimej muzyki.

Wartym uwagi jest fakt, że każdego roku to święto miłości realizowane jest wyłącznie ze środków pozyskanych jedynie przez miejscową społeczność aktywistów i aktywistek. Komitet organizacyjny nie chce przyjąć pieniędzy od korporacji, odrzuca też wszelkiego rodzaju sponsorowanie realizacji sponsoring na rzecz realizacji swoich zamierzeń.

Osoby zaangażowane w to przedsięwzięcie cenią równość praw, wolność działań i prywatność. Ich aktywizm skoncentrowany jest na ochronie praw Dalitów (są to przedstawiciele i przedstawicielki najniższych kast oraz osoby, które są z niego wykluczone. Ogólnie można określić ich jako „uciśnionych”), wsparciu ruchu feministycznego i oczywiście osób LGBTQ+.

Co więcej – z każdym rokiem rośnie liczba uczestników, którzy czują się na tyle bezpiecznie, że rezygnują z osłaniania swojej twarzy podczas spaceru w imię równych praw do miłości.

Section 377

Podczas dziesiątej w historii Indii Pride Parade najgłośniej wybrzmiało hasło „We’re here and we’re queer”. Skandowane przez tysiące marzycieli, świadczyło o niezgodzie na „niewidzialność” osób, które nie uginają się pod wymogami heteronormy. Ubiegło tygodniowy przemarsz stanowił kontynuację walki o unieważnienie dokumentu pt. Section 377. Ta jest bowiem głównym celem eventu.

Czego dotyczy ten tajemniczy przepis? Jest to jeden z paragrafów Indyjskiego Kodeksu Karnego, uwzględniony w szesnastym rozdziale tej publikacji. Ustaliły go brytyjskie władze kraju nad Gangesem, wzorując się na obowiązujących od 1953 r. zapisach Buggery Act.

Prawo zawarte w tym paragrafie wiązało się z dotkliwymi sankcjami, wymierzanymi za „postępowanie przeciwko porządkowi natury”. Reguła ta dotyczyła również zbliżeń seksualnych pomiędzy osobami tej samej płci. Za seks uprawiany między nieheteronormatywnymi partnerami grozi dożywotnie pozbawienie wolności, tortury, kara śmierci i mandaty.

Od 2008 r. prawo bazujące na Section 377 ulegało modyfikacjom. W roku 2009 Sąd Najwyższy w Delhi zdecydował, że zezwoli na akty seksualne między nieheteroseksualnymi dorosłymi, którzy świadomie godzą się na współżycie. Cztery lata później (11.12.2013 r.) przedstawiciele wyższej instancji – Sądu Najwyższego Indii – uchylili wyrok. Swoją decyzję argumentowali stwierdzeniem, że sprawą tą powinien zająć się parlament, a nie wymiar sprawiedliwości.

Kolejne zmiany nastąpiły na początku ubiegłego roku. W pierwszej połowie lutego (6.02.2016 r.) doszło do ostatecznej rozprawy dotyczącej petycji leczniczej, wystosowanej przez Fundację NAZ i wielu innych obecnych wtedy w Sądzie Najwyższym Indii osób. W związku z tym procesem powstało łącznie osiem petycji. T. S Thakura, Główna Sędzia Indii, obiecała, że wszystko zostanie rozstrzygnięte przez radę konstytucyjną.

Przełom, na który czekała hinduska społeczność aktywistów, pojawił się ostatniego lata. W sierpniu (24.08. br.) Sąd Najwyższy Indii ocenił orientację seksualną jako „istotny atrybut prywatności”. Zgodnie z treścią wyroku – dyskryminacja człowieka, warunkowana jego orientacją „głęboko obraża godność i wartość osobistą tej osoby”.

Decydenci i decydentki zgodzili się, że prawa osób LGBTQ+ nie są prawami „tak zwanymi”, a rzeczywistymi przepisami, u których podstawy leży doktryna konstytucyjna.

W ocenie indyjskiej władzy sądowniczej prawa te „stanowią istotę wolności i wolności. Orientacja seksualna jest istotnym elementem tożsamości. Równa ochrona wymaga ochrony tożsamości każdego człowieka bez dyskryminacji.”

Aby osiągnąć pełne zwycięstwo – działacze, działaczki i osoby im sprzyjające muszą wykonać jeszcze wiele pracy. Mimo tego nie zrażają się i wierzą w swój sukces i w to, że zostaną zauważeni, a ich oczekiwania spełnione.

Nadzieję na „ujrzenie cywilizowanych Indii za naszego życia” ma także Pulapre Balakrishnan, profesor Ekonomii na Uniwersytecie Ashoki. Przeciwnik uznawania prywatności za główny argument (w jego mniemaniu umysły sędziów nie są wzniesione na tyle wysoko, by uznały prawa seksualne za takie, które mogłyby być legalnie podlegające praktyce) uważa, że o ile wymiar sprawiedliwości jest w stanie uniknąć odpowiadania w sprawie praw dotyczących seksualności Hindusów i Hindusek, „klasa polityczna nie może już dłużej tego robić w sposób wiarygodny”.

Ekspert argumentuje, że jeśli partii Partia Bharatiya Janata (BJP) naprawdę zależy na „wszystkich” mieszkańcach i na ich postępie, na inkluzji, to jej członkowie i członkinie powinni zrozumieć, że Ci „wszyscy”, to wszystkie stworzenia „kwitnące życiem”, a cel ich życia nie ogranicza się do produkcji dóbr zdatnych do sprzedaży za granicę.

W komentarzu dotyczącym sprawy Section 377 zaakcentował, że partie polityczne mają pewne obowiązki, które leżą ich w gestii.

„Kongres musi uznać, że przepisy tej ustawy są wykluczające, ponieważ pomijają część hindusów”.

Jeśli weźmiemy pod uwagę założenia raportu Kinsey’a, będziemy musieli przyjąć, że ok. 10% hindusów stanowią geje. Będą zatem grupą liczniejszą, niż niektóre obecne w Indiach. Balakrishnan wywnioskował, że główne partie polityczne Indii hasła opiewające wspólnotę sprowadzają do uprzywilejowania stowarzyszeń duchowych. Dodał, że jeśli członkowie i członkinie BJP chciałyby postępować zgodnie z logiką głoszonych przez siebie poglądów, „nie mogą przestać poświęcać swojej energii na wzmocnienie społeczności LGBT w Indiach”.

Partią, która poczyniła pewne kroki w unieważnieniu Section 377 była CPI, która wnioskowała o jej uchylenie. Ale działacze i działaczki należące do tej frakcji najprawdopodobniej działali interesownie. Można to wywnioskować, chociażby, po niechęci ich politycznych wspólników (Uttar Pradesh i Bihar) do ogólnych swobód obywatelskich.

Obecnie zespół BJP jest ostrożny. Tuż po ogłoszeniu wyroku dotyczącego potrójnego talaq’a (który Minister Prawa i Sprawiedliwości określił jako wyroku podtrzymującym „sprawiedliwość płci, godność i równość), kierownictwo bacznie obserwowało wpisy na twitterze oraz oświadczenia opublikowane w związku z tym tematem.

Profesor ekonomii wyraził też swój entuzjazm odnośnie dziesiątej Pride Parade. W jego rozeznaniu marsz ten jest przykładem prawdziwej inkluzywności. I chociaż wymarzone rozwiązania prawne „mogą być w pewien sposób oddalone”, Ruch LGBTQ+ jest obecny cały czas i podejmie stosowne dla siebie działania. I tak się stało. I, mamy nadzieję, będzie tak dalej.

Źródła: thehindu.com, wikipedia.org [1], [2], [3]pinknews.co.uklivemint.comndtv.com, fot.: News18.com /EB

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×