Aktualności Felieton Lifestyle 

Dlaczego nie lubimy seksu i nie mamy do siebie nawzajem szacunku?

[Od redakcji: Marcin napisał do nas z prośbą o opublikowanie jego przemyśleń na temat stosunku do seksu i otwartości seksualnej. Nie chciał podawać nazwiska ze względu na to, że, jak to określił, tekst jest w części intymny, nie miałby też energii na ewentualne konsekwencje społeczne.]

Tytuł trochę przewrotny, tak, to prawda. Ale pasuje mi do tego, co narastało we mnie od jakiegoś czasu, a czym postanowiłem się w końcu podzielić. Żeby była jasność: ja lubię seks. Zawsze był i jest on dla mnie dobrym sposobem na zrelaksowanie się między zawodowymi obowiązkami, jest przyjemnym przełamaniem rutyny. Poprzez seksrandki zdarza mi się poznać też naprawdę fajne osoby, wyluzowane, inteligentne. Niektórzy z nich to jednorazowe spotkania, inni z kolei to dłuższe romanse albo w miarę regularne sekskumpelstwo, są też tacy, z którymi się zaprzyjaźniłem i robimy razem wiele głupich i śmiechawskich rzeczy, jak jeżdżenie latem w nocy na rowerze w samych majtkach po Poznaniu, pijemy piwo nad Wisłą czy chodzimy do kina. Nie szukam chłopaka, nie jestem monogamiczny, lubię seks, lubię nowe doświadczenia. Uwielbiam sprawiać przyjemność, otrzymywać przyjemność, a tych przyjemności jest tak dużo… bo sekskumple czy osoby, z którymi zdarza mi się spotykać na seks, mają swoje własne praktyki przyjemności. Lubię dynamikę tych pierwszych spotkań z nowopoznanymi osobami. Nie jestem pruderyjny. Jestem bardziej pasywny. Zbliżam się do trzydziestki, więc mam doświadczenie i wiedzę. Orientuję się dosyć dobrze w praktykach tzw. bezpieczniejszego seksu, w HIV/AIDS i innych chorobach przenoszonych drogą płciową. Bywam na PrEPie. Nie uprawiam seksu analnego bez gumy z przypadkowymi kolesiami i na pierwszych spotkaniach. Badam się co trzy miesiące, czyli tak, jak to powinno być w przypadku osób, które często uprawiają seks. Gdy się z kimś spotykam, staram się, aby przyjemność była obopólna. Staram się również, aby atmosfera na spotkaniach była miła, pełna luzu, bo różne osoby różnie się odnajdują w takich sytuacjach, niektórzy potrzebują trochę czasu, by pogadać, wypić kawę. Oczywiście, zdarzają się spotkania z „ustawionym” wcześniej scenariuszem, na których nie musi być rozmowy i dbania o miłą atmosferę, jak np. oral bez gadki w dynamice dominacji/ uległości itd.

Skąd więc ten tytuł? Ano, umawiając i spotykając się, zauważyłem pewną dziwną rzecz. Na początku wydawało mi się, że to nic, że to po prostu zwyczajnie zindywidualizowane reakcje: są przecież różni kolesie, lubią różne rzeczy, mają różne podejście do seksu. Z czasem jednak zorientowałem się, że jest to pewna regularność – gdy na grindrze miałem treść, że szukam na seks i bardziej konkretne opisy („obciągnę” lub „zruchaj”), kolesie, których zdjęcia i/czy profile mi się spodobały, więc zagadywałem, bo widziałem, że też akurat szukają na seks, lub też ci, którzy mieli zaznaczone w profilu „right now” (co oznacza, że też umawiają się na spontany), byli albo mało kontaktowi, albo niezainteresowani, albo odmawiali z nieskrywaną wręcz pogardą, pisząc, że „kurew nie szukają”. Natomiast gdy treść miałem nastawioną na kontakty towarzyskie, bez wzmianek o seksie, to jak dochodziło do rozmów pod kątem ewentualnej seksrandki, tak ekstremalnych reakcji nie było. Bywało też dziwacznie, bo czasem, gdy miałem treści bardziej towarzyskie, zagadywali mnie pod kątem seksu kolesie, którzy jakiś czas wcześniej – gdy miałem w opisie konkrety seksualne – wyzywali mnie od szmat i sugerowali przebadanie się pod kątem syfów…

Postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment. Korzystałem przez jakiś czas z dwóch kont na grindrze – jedno czysto „towarzyskie” (opis w ogóle nie nawiązywał do poszukiwania przyjemności cielesnych), drugie czysto „seksualne” (z konkretnym opisem, seksualnym). Na tym seksualnym zaznaczyłem w rubryce „HIV status” opcję „Negative, on PrEP”, czyli bez wirusa i na PrEPie, a w tym towarzyskim zostawiłem tylko „Negative” i datę ostatniego badania. Nie jest to bynajmniej fałsz, bo mam okresy, kiedy jestem na PrEP (urlop, wyjazdy na weekendy itp.). Wydawało mi się, że dla wielu osób informacja, że ktoś jest na PrEPie, to sygnał, że ta osoba ma wiedzę, dba o swoje zdrowie, no i że często się bada (bo przy PrEPie powinno się badać co trzy miesiące – pod kątem wirusa HIV, ale też innych zakażeń przenoszonych drogą płciową). Pewnie, że wiem, że często faceci zaznaczają byle co, niekoniecznie opcję, która odpowiada rzeczywistości, ale tak pomyślałem, że zaznaczony PrEP „dowartościuje” mnie w oczach innych użytkowników grindra – mnie, pasywka szukającego przyjemności seksualnej. Znam kolesi, którzy mają zaznaczone „negatywny”, ale ostatnio badali się rok temu albo i dawniej… więc opcja „negatywny” zdawała się mniej godna zaufania niż opcja „negatywny, na PrEPie”. Używałem więc równolegle dwóch kont, chodziłem i jeździłem czasami z dwoma telefonami.

Porównując, zdecydowanie częściej seks uprawiałem przez konto towarzyskie. Na konto seksualne bardzo rzadko udawało mi się spotkać na zabawę. Oba konta miały naprawdę fajne foty, na które ja – cha cha – bym na pewno poleciał, gdybym nie był sobą i popatrzył na nie przez oczy innego użytkownika. Oba konta miały też kreatywne opisy, takie nietuzinkowe, często je chwalono, zarówno treść na towarzyskim, jak i na tym seksualnym. Mnóstwo osób pisało do mnie na konto towarzyskie, byli wśród nich często kolesie, którzy nawet nie zareagowali na moje powitania z konta seksualnego albo po prostu mnie blokowali lub wyzywali od kurew, gdy proponowałem im z konta seksualnego seksspotkania. A na konto towarzyskie do mnie pisali, często sami sprowadzali rozmowę na tematy erotyczne i wypytywali o ewentualne seksspotkanie. Przed „eksperymentem” zdecydowałem, że będę miał też inną dynamikę konwersacyjną, jeśli chodzi o te dwa konta – na towarzyskim, spoko, rozmawiałem o wszystkim; na seksualnym – przyjemna gadka szmatka, uczciwe i otwarte rozmowy o seksie i – przede wszystkim – umawianie się na seksspotkania, ale bez filozoficznych przemyśleń i szczegółów z rutyny życia.

Na koncie towarzyskim bardzo rzadko padały pytania odnośnie tego, czy się badam regularnie, jaki mam serostatus. Właściwie jeśli chodzi o to, czy „plus” czy „minus”, to nikt konkretnie mnie o to nie zapytał. Owszem, padało to głupie „jesteś zdrowy?”, a przecież wiadomo (w sensie, ja wiem, ale jest to też wiedza powszechna, jeśli się chce dowiedzieć), że koleś, który jest „plusem”, czyli żyje z wirusem HIV, też może być „zdrowy”, bo jest na lekach, ma niewykrywalną wiremię, uprawia sport itp. Jest to masakrycznie głupie pytanie, bo (tak, pozwolę sobie na ironię) przecież wiadomo, że jakbym był przeziębiony albo w ogóle chory, to bym się nie spotykał, bo jaki jest fun z seksu, kiedy masz gorączkę?.. Natomiast odnosiłem takie wrażenie, że kolesie rozmawiający ze mną na koncie seksualnym zakładali od razu, że jestem, cytuję, „podejrzany”, „niebezpieczny”, że mogę być inkubatorem jakiejś choroby wenerycznej. Różnicę zauważyłem też podczas spotkań seksualnych; pewnie, że tutaj może też wchodzić indywidualne podejście tych kolesi, ale generalnie rzecz biorąc, faceci, z którymi się umawiałem przez konto towarzyskie byli bardziej chętni i otwarci na różnego rodzaju praktyki seksualne (całowanie się, pieszczenie mojego ciała, rimming) niż faceci, z którymi spotykałem się przez konto seksualne. Ci poznani przez konto towarzyskie częściej nawet sami wychodzili z inicjatywą czy pytaniem odnośnie całowania się czy rimmingu, a tych z konta seksualnego trzeba było specjalnie zagadywać pod tym kątem, często jednak ciężko było ich nakłonić do pewnych „dodatkowych” przyjemności. Powracali najczęściej ci kolesie, z którymi spotkałem się przez konto towarzyskie.

To są oczywiście generalizacje, to tak statystycznie, na jednym koncie było więcej jednego typu zachowań, na drugim innego typu. Pewnie, że na koncie seksualnym też udawało się mieć całkiem przyjemne ruchanie ze świetnymi mężczyznami, ale jednak były różnice. Często czułem się jakbym był dwiema różnymi osobami, zabawne rozdwojenie. W sumie byłem… Bezpruderyjnym, otwartym seksualnie kolesiem, który po prostu jasno wyrażał swoje potrzeby, czy to w rozmowach, czy to w treści na profilu. No i takim miłym w obejściu, wyluzowanym facetem, który jest otwarty na ludzi i wszelkiego typu rozmowy, ale nie sugeruje otwarcie w treści na profilu bądź podczas inicjowania rozmów, że też byłby zainteresowany przyjemnością seksualną.

Różnica doświadczeń pomiędzy tymi dwoma profilami jest dosyć duża. Byłem do tego stopnia nią zszokowany, że postanowiłem też wybadać doświadczenia innych osób, znajomych, ale też przypadkowych kolesi, z którymi gadałem, fajnie się gadało, więc po pewnym czasie zaczynałem dzielić się z nimi refleksjami odnośnie umawiania się na seks. To, co pisali albo mówili, było śmieszne, ale i przygnębiające, widziałem w ich historiach wiele z mojego doświadczenia. Poniżej wklejam, za ich pozwoleniem, kilka historii.

Czasem sam już nie wiem, co dać w opisie na grindrze… Miałem taką sytuację, weekend na wyjeździe, w dużym mieście obok. Rozmawiam z gościem na fellow z grzecznego profilu z ładnymi swoimi zdjęciami, gadka szmatka, o wszystkim, naprawdę spoko, potem świntuszymy, wymieniamy się ostrymi fotami, zgadujemy na seksik. Zaczepiam go dzień później na grindrze, by się przypomnieć, mam inną fotę, nie mam tej akurat na fellow, ale było widać jeden charakterystyczny tatuaż. Opis na grindrze już nie taki grzeczny, było coś w stylu „wyruchaj fajną dupę”, bo miałem parcie na dobry seks. Nie wiem, chyba mnie nie poznał. Napisałem jakoś, „hej, to co, spotykamy się dzisiaj?” On na to, że, cytuję, z kurwami nie sypiam. Po prostu ręce mi opadły.

Niektórzy są zabawni. Proponujesz seks, od razu blok. Choć wiem, kojarzę, że do świętych nie należą. Wejdziesz w weekend, a na ich statusach „fun”, „do 3” albo „grupa?”.

Pamiętam, że jeden gościu zeschizował, jak się okazało, że posiadam dobrą wiedzę z zakresu profilaktyki HIV/AIDS i wenery. On dyskret, bi, niby od czasu do czasu, chciał tylko ze zdrowym, molestował mnie więc pytaniami. W końcu rzucił mi, że to, że się znam, jest, uwaga, podejrzane. Czaisz? Nie był już zainteresowany. Nie wiem, dla mnie to oczywiste, że jeśli lubi się seks i się go uprawia, to trzeba wiedzieć to i owo.

Zatem niby z jednej strony lubimy seks, z drugiej wydaje się, że wiele osób nie lubi, jak ten seks uderza im otwarcie w twarz, że ktoś otwarcie o nim pisze i mówi. Niby wiele osób jest bardzo aktywnych seksualnie, lubi przygody i nowych facetów, ale gardzą „kurwami”, a „kurwą” dla nich jest ktoś, kto po prostu ma profil czysto seksualny. Bo przecież, nie oszukujmy się, czy większość z nich szuka na grindrze, scruffie, hornecie i innych tego typu aplikacjach miłości w sąsiedztwie swojego hotelu, tymczasowego miejsca zamieszkania albo domu? Jeśli ktoś otwarcie mówi i pisze, że szuka na seks, to niektórzy goście od razu ustawiają się w defensywie, bo, myślą, pewnie ma syfy itd. itp., ale w stosunku do nieseksualnie sprofilowanych kolesi na aplikacjach już tacy podejrzliwi nie są. Zauważyłem też, że wielu nie wie, co to PrEP; niektórzy myślą, że na PrEPie są tylko kolesie, którzy ruchają się bez gumy. Zdarzają się też tacy, którzy myślą, że HIV mogą się zakazić, jak ktoś im strzeli laskę. Są też tacy, którzy, owszem, badają się co jakiś czas, ale np. tylko pod kątem HIV, natomiast już rzadko kiły, rzeżączki, wirusów wątrobowych. Podczas rozmowy jednak zgrywają świętych i porządnych, i próbują moralizować – uśmiałem się czasem, jak w trakcie tego moralizowania okazywało się, że ja badam się częściej i na większą liczbę chorób przenoszonych drogą płciową niż oni. Zdumiewało mnie też, że osoby naprawdę mega wykształcone, po których jakoś tak automatycznie spodziewa się dużej wiedzy w tym zakresie, okazywały się kompletnymi ignorantami, jeśli chodzi o ten tzw. bezpieczniejszy seks czy wiedzę HIV/AIDS.

Rozumiem, że każdy ma własne podejście do seksu i że niektórzy muszą najpierw poznać osobę, ustawić się na kawę czy piwo, obczaić i pomyśleć o ewentualnym kontakcie – szanuję te wybory i różne podejścia. Ale wkurzało mnie i wkurza, gdy ktoś próbuje zgrywać świętojebliwego, kreuje się na niewiadomo kogo, niewiadomo jak moralnego, porządnego i wyedukowanego, a później – w trakcie rozmowy – okazuje się, że powiela jakieś głupie przemocowe klisze w stylu „mówisz głośno, że lubisz seks, to jesteś kurwą, a kurew nie traktuje się poważnie, nie ma się do nich szacunku”. Głowa boli od pruderii, hipokryzji i pozerstwa. Nie wiem, czy ten lęk, strach, agresja i negatywny stosunek do otwartości seksualnej to wina tego, że dorastali czy dorastają w katolickim kraju? Braku porządnej edukacji seksualnej? Czy też jest to dbanie o swój własny wizerunek, taka trochę dulszczyzna? Chęć poczucia się lepszym?

Będąc zagranicą, w Wielkiej Brytanii, Holandii czy Niemczech nie miewałem aż tak negatywnych doświadczeń związanych z byciem otwartym, jeśli chodzi o szukanie na seks i treści seksualne na koncie na grindrze czy na innych aplikacjach.

Marcin

 

Źródła: (zdjęcie) wyborcza.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz

×