Aktualności Lifestyle 

Czy Płock był drugim Białymstokiem?

Wczoraj pod patronatem prezydenta Andrzeja Nowakowskiego przez Płock przeszedł I Marsz Równości. Blisko dwa tysiące mieszkańców i przyjezdnych nie dało się sprowokować rzucającym jajkami wandalom pokazując, że „miłość nigdy nie jest w błędzie”, a miasto ma potencjał do „napędzania równości”. Na szczęście tym razem nie doszło  do poważniejszych zamieszek, bo płocka policja spisała się na medal, błyskawicznie reagując na próby zakłócenia wydarzenia. 

„Płock napędza równość”

Inicjatywa zorganizowania w Płocku I Marszu Równości rozwinęła się dzięki pomysłowi osób prywatnych, które od wielu lat pracują społecznie. Ich lokalne działania skoncentrowane są zaś głównie na kwestiach równouprawnienia oraz równości. Ważnymi partnerami w tej przygodzie są aktywiści Wolontariatu Równości. Zespół Julii Maciochy wsparł bowiem realizację wydarzenia grantem z funduszy, jakie uzyskał od należącego do koncernu Coca-Cola Co. Sprite’a.

Organizatorzy premierowej, tęczowej wycieczki chcieliby, żeby Marsz pod hasłem „Płock napędza równość” był pozytywną pełną radości imprezą. Ich marzeniem jest „zgromadzenie różnych osób, które łączy umiłowanie dla wartości takich jak równość, tolerancja, otwartość i solidarność”. Zdaniem jednego ze współorganizatorów dzisiejszego spotkania zwolenników postępu społecznego – przed przeprowadzeniem takiego spaceru we wcześniejszym terminie jego zespół powstrzymywał strach.

„Teraz świadomość środowiska LGBT wzrosła, tak w Płocku, jak i w ogóle w całej Polsce. W kraju odbyło się już albo odbędzie się jeszcze ponad 25 takich wydarzeń. Także w miastach mniejszych niż Płock – w Gnieźnie, Kaliszu czy w porównywalnym pod względem liczby mieszkańców Koszalinie. Część polityków, mediów, duchownych wciąż odmawia środowisku LGBT prawa do wolności, do równego traktowania – pojawiła się w nas potrzeba odpowiedzi. Dojrzeliśmy do tego” – tłumaczył Mateusz Goździkowski

Ważne jest, że cała ekipa przygotowawcza postanowiła sobie, że „żaden szantaż nie powstrzyma” jej „przed tym, by upominać się o prawa mniejszości”. Z perspektywy społeczników całkowitym brakiem strachu w obliczu niebezpieczeństwa charakteryzują się tylko ludzie „nierozsądni”.

Na pewno wiecie, że I Marsz Równości w Płocku był pierwszy od czasu zamieszek w Białymstoku. Poza tym: tak, jak ostatnio, swój przyjazd w celu „przegonienia dewiantów” zapowiedziały środowiska kibolskie. Dlatego też Mateusz Goździkowski i Monika Niedźwiecka stresowali się wczoraj podwójnie. Pomimo tego, dzielni działacze nie pozwolili by zapanowało nad nimi zdenerwowanie i dzięki swojej wewnętrznej sile odnieśli sukces.

„Wiemy, że narodowcy i kibole nabrali wiatr w żagle, ale my także. Pokazał to zwrot w debacie publicznej, który zmusił różne osoby do powiedzenia: »jestem sojusznikiem osób LGBT«, »wierzę w prawa człowieka«, »nie zgadzam się na przemoc«. Pokazały to też manifestacje solidarnościowe organizowane w całym kraju” – tryskała optymizmem LGBTQ+ Friendly nauczycielka pracująca nad projektem.

Oboje zgadzają się ze sobą w tym, że za rozlewającą się nad Wisłą nienawiść odpowiedzialny jest nieudolny system szkolnictwa i katoliccy duchowni.

Bohaterstwo ponad podziałami

Dojrzałością do wspierania naszej społeczności wykazał się ponadto prezydent Płocka, Andrzej Nowakowski. Włodarz bez chwili zawahania udzielił wydarzeniu swojego patronatu. Samorządowiec podkreślał, że jego powiązania z PO nie mają tu nic do rzeczy, bo on sam postrzega I Marsz Równości w Płocku nie jako wydarzenie polityczne, lecz „przede wszystkim” akcję społeczną. A takie nigdy nie spotkały się z jego odmową, bo każdy ruch tego typu jest dla niego „cenny”. Polityk ma świadomość faktu, że państwo szanujące prawo powinno dawać swoim obywatelom możliwość demonstrowania swoich poglądów. Polonista wie też, że media straszą osobami LGBTQ+, bo po prostu potrzebują stać w kontrze do pewnej grupy. Wcześniej byli to potrzebujący pomocy uchodźcy, teraz wybór padł na nas.

Jeszcze jednym ważnym aspektem jest to, że reprezentant płockiego magistratu nie ugiął się pod presją lekarzy, księży, nauczycieli, aktorów miejscowego teatru czy działaczy opozycji antykomunistycznej i nie wycofał honorowego patronatu, jaki przyznał imprezie.

Grupa apelująca o ten krok liczyła 46 osób. Jej uczestnicy napisali wspólny list, w treści którego zwrócili uwagę na swoje „zdumienie i oburzenie” decyzją gospodarza miasta. Takie uczucia autorów korespondencji wzmocniło to, że prezydent Nowakowski przyjął spacerowiczów pod swoje skrzydła po tym, jak podczas innych Marszów i Parad Równości doszło do „szeregu profanacji i gorszących wydarzeń”

„Obraziły one tysiące chrześcijan i zgorszyły setki dzieci. (…) Jesteśmy pewni, że jako katolik i humanista nie życzyłby pan sobie powtórzenia tego kulturowego barbarzyństwa w Płocku. (…) Płock – Miasto Bohater, w przededniu 99. rocznicy bohaterskiej obrony miasta – zasługuje na to, by jego prezydent obejmował swoim honorowym patronatem inicjatywy szlachetne i roztropne, które nie budzą zastrzeżeń moralnych” – ubolewali sygnatariusze

Adresat odpowiedział następnego dnia. Prezydent Nowakowski był zmartwiony tym, że o unieważnienia patronatu domagali się „ludzie Solidarności, którzy z narażeniem życia walczyli o podstawowe wartości, które pozwalają budować demokratyczne państwo”. Polityk pisał też, że organizatorzy zadbali o spełnienie wszystkich wymogów formalnych, umożliwiających publiczne wyrażenie swojego zdania w sprawach bliskich ich sercom i zaznaczył, że LGBTQ+ Friendly Płocczanie i ich goście za swój cel przyjęli przypomnienie o równości wszystkich wobec prawa – zasadzie, „która powinna towarzyszyć nam w codziennym życiu”.

Następca Mirosława Milewskiego był przekonany, że ludność jest w stanie zrozumieć jego poparcie dla imprezy gloryfikującej „równość, szacunek, bezpieczeństwo, tolerancję, troskę o przyszłe pokolenia, a także troskę o stan środowiska naturalnego”. I nie ma tu mowy o żadnym „promowaniu” pewnego środowiska. Mateusz Goździkowski i jego przyjaciele, jak tłumaczył prezydent Płocka, chce respektowania innych obywateli, zadbać o to, by Polska była równa, bezpieczna dla wszystkich bez wyjątku i sprawiedliwa. Aktywiści chcą też zielonego, tolerancyjnego miasta, przystosowanego do potrzeb osób doświadczających niepełnosprawności. Ich motywacją jest zjednoczyć rodaków o łączących, a nie dzielących ideach.

„Zgoda na organizację Marszu Równości nie oznacza oczywiście zgody na jakiekolwiek formy agresji, zakłócanie spokoju czy profanację symboli religijnych lub innych gorszących nas wydarzeń. Przywoływane incydenty z innych miast zasługują na potępienie, a także na sankcje przewidziane prawem. Jednak na obecną chwilę nie mam żadnych podstaw, by założyć, że w Płocku dojdzie do podobnych incydentów. Wprowadzenie prewencyjnej cenzury i zakazu oznaczałoby ograniczenie konstytucyjnie zagwarantowanej WOLNOŚCI, o którą walczyły pokolenia Polaków. Dlatego podobnie jak Państwo chciałbym podkreślić, że szanuję prawo i szanuję ludzi działających zgodnie z prawem” – dodał laureat Medalu za Zasługi dla Policji.

Absolwent UMK w Toruniu przypomniał, że już w pierwszych dniach swojej kadencji „przyjął otwartą postawę wobec wszystkich wydarzeń odbywających się w Płocku”, co argumentował chęcią rozwijania społeczeństwa obywatelskiego. Polityk zaznaczył, że zezwolił również na to, by w mieście odbyły się wydarzenia o zgoła innym charakterze. Nawiązał też do bohaterskiej historii Płocczan i w pięknym stylu przemienił go w dowód na to, że I Marsz Równości jak najbardziej zasługuje na prezydenckie uznanie.

„Dobrze, że Państwo właśnie o tym wydarzeniu przypominacie. Fenomen naszej obrony w 1920 roku polegał nie tylko na tym, że było to militarne zwycięstwo. Fenomenem był fakt, że gdy bolszewikom udało się wedrzeć do Płocka – całe miasto razem, ramię w ramię, stanęło do jego obrony. Bez względu na wiek, rasę, wyznanie, płeć, orientację seksualną. Nie było podziałów klasowych, czy religijnych lub ekonomicznych. Panowała równość i solidarność. A więc te same idee, jakich promocję deklarują organizatorzy Marszu Równości” – ripostował.

Następnie poseł na Sejm VI kadencji wykazał, że każdy członek miejscowej społeczności stoi przed wyborem. I albo zaangażuje się w budowanie lokalnej wspólnoty, otworzy na innych, albo zamknie się „w świecie uprzedzeń, ksenofobii i kompleksów”.

„Ostatnie tygodnie – zwłaszcza czas festiwali – pokazują, że jako płocczanie jesteśmy otwarci, przyjaźni, tolerancyjni, gotowi do pozytywnego działania. Niech tak będzie również w przyszłości. Szanujmy się wzajemnie mimo różnic, dzielmy się dobrem i cieszmy wolnością” – zachęcał sceptyków filolog.

Miłość jest bezbłędna

Wczorajszy spacer po lepszą, bardziej kolorową przyszłość, rozpoczął się o 14.00 na Nowym Rynku, lecz przygotowania do niego i formułowanie czoła miało miejsce już kilkadziesiąt minut wcześniej. Miejsce startu musiał opuścić właściciel plecaka z tęczową przypinką, niezbyt uprzejmie pożegnany przez uczestników antagonistycznej demonstracji „w obronie tradycyjnych wartości”, jaka urzędowała w pobliżu.

Jeszcze przed wyruszeniem w drogę można było wysłuchać kilku przemówień. Jednym z występujących był Mateusz Goździkowski.

„Dzisiaj idziemy, aby walczyć o nasze postulaty, o równą i demokratyczną Polskę i o taki sam Płock. (…) Nie damy się zepchnąć na margines, należą nam się takie same prawa, taki sam szacunek i taka sama godność” – deklarował społecznik

Jego słowa spotkały się z gorącą aprobatą zebranych i chóralnymi krzykami „nie pozwolimy!”. Gotowość do walki w tym samym celu obiecała też członkini delegacji europosłów. Julie Ward zapewniała przy tym, iż, „miłość nigdy nie jest zła, nigdy nie jest w błędzie”

„Wspaniale widzieć, jak taka demonstracja, która mogłaby być małą manifestacją w małym mieście, stała się wielką walką o podstawowe europejskie prawa. Jesteście wspaniali, odważni, humanitarni, to Wy jesteście przyszłością Europy i świata” – chwaliła polityczka.

Podobnie jak Rasmus Andersen i Robert Biedroń, Brytyjka jeszcze przed rozpoczęciem pochodu rozmawiała z członkami naszych rodzimych NGOsów m.in. na temat „możliwości wsparcia ze strony Europarlamentu w przeciwdziałaniu nienawiści oraz przemocy wobec osób LGBTQ”

Szansę na powiedzenie kilku słów od serca dostała też Monika „Pacyfka” Tichy. Członkini szczecińskiej Lambdy zauważyła, iż to nie spalenie katedry Notre Dame było oznaką upadku Chrześcijaństwa a to, co niecały miesiąc temu wydarzyło się w Białymstoku. Ludzie rzekomo chroniący bliskie temu systemowi religijnemu ideały przekreślili go w momencie, gdy po odmówieniu „Ojcze Nasz” – rzucali petardami w dziewczynę na wózku, bo ona akurat nie mogła uciekać

„A Ci, którzy powiedzieli tym chuliganom, że można nas bić, to kler i rząd! Tam żywi ludzie byli żywych ludzi! Nasi potomkowie będą się dziwić, ze lataliśmy w kosmos, mieliśmy Wikipedię, a mimo to odmawiano nam podstawowych praw. Ale to nasi przeciwnicy odejdą na śmietnik historii, a nie my, bo to miłość, najwyższe dobro zwycięży. To nie nienawiść powinna siedzieć w szafie. Miłość zwycięży!” – dodawała otuchy działaczka z Pomorza Zachodniego.

Po tym, jak wszyscy uprzywilejowani do tego uczestnicy zabrali głos, liczący blisko tysiąca barwnych dusz tłum odśpiewał hymn Polski. Happening miał na celu uświadomienie społeczeństwu, że osoby LGBTQ+ są jego częścią, a wiele z nich czuje wielkie przywiązanie do ojczyzny, jakkolwiek homofobiczna by ona nie była.

„Patriotyzm to nie jest to, co pokazują nasi przeciwnicy, odbierając godność innym ludziom. Prawdziwy szacunek to okazywanie godności innym ludziom, szacunek dla demokracji (…)Racja stoi po naszej stronie. Pokażmy, że to tu jest Polska” – mówił Goździkowski.

„Obnośmy się prawdą i pięknem”

Ulicami mazowieckiego miasta oprócz byłego prezydenta Słupska, przeszło wielu innych członków zarówno Wiosny Roberta Biedronia, jak i Lewicy ogólnie. Na miejscu był np. Włodzimierz Czarzasty, Adrian Zandberg oraz Joanna Senyszyn. Prezydent Nowakowski nie przyszedł, bo już dawno zaplanował inne aktywności. Myślimy, że można Mu to wybaczyć tym bardziej, że wcześniej wykazał się dobrą wolą i nie ugiął się pod presją namawiających do odcięcia się od wycieczki zrealizowanej w słusznej sprawie.

Na Płockiej ziemi zawitali Obywatele RP, Monika Płatek, Joanna Scheuring-Wielgus i tęczowi aktywiści z różnych stron kraju: Siostry  Nieustającej Przyjemności, KPH, Prowincja Równości, Miłość Nie Wyklucza. Nie zabrakło też wpierających swoje pociechy krewnych ze stowarzyszenia My, Rodzice.  Mazowsze odwiedziły dodatkowo m.in. Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom i członkowie Tęczowego Białegostoku.

Pomiędzy kolorowymi chorągiewkami, sektorówką, flagami i innymi gadżetami odważy pochód przeszedł przez ul. Królewiecką, Bielską, Kwiatka, Kolegialną, Gradowskiego, Kościuszki. Energii spacerującym dodawały natomiast dźwięki bębnów, wybijające rytm samby. Mocy potrzebnej do przeciwstawiania się złu dostarczyły też hity dobiegające z marszowej furgonetki. W niepewnych chwilach towarzyszyła muzyka Madonny, George’a Michael’a, tudzież naszej nieodżałowanej sojuszniczki – Kory i Maanamu. Uwielbiane przeboje sprzyjały robieniu tęczowej fali, zalewającej ulice miasta dobrem.

Wielu z Was – zmęczonych pogardą, jaką zieje do nas polski episkopat – przygotowało transparenty nawiązujące do skandalicznej wypowiedzi abp Marka Jędraszewskiego. Nas najbardziej poruszyła tablica z podobizną kościelnego hierarchy i hasłem „Miłość Bliźniego? A co to takiego?”

Pocieszające jest to, że chociaż początkowo mieszkańcy zachowywali się z rezerwą, a nawet pewną wrogością, niedługo potem wielu z nich wychodziło ze swoich mieszkań, pozdrawiało, a nawet przytulało! W oknie pewnego mieszkania ktoś wystawił kwiatka i tęczowe flagi. To niewątpliwie piękny widok i sygnał, że „ ludzi dobrej woli jest więcej”.

Białystok vol. 2?

Marsz Równości w Płocku zakończył się na Starym Rynku. W okolicy tej, niestety, atmosfera uległa znacznemu zagęszczeniu. Na jednym z budynków zawisł baner informujący o sprzeciwie „lokalsów” wobec „homoterroru”, a kibole, narodowcy i religijni fanatycy elementu tylko czekali, aż pojawicie się na mecie. Część z nich nie mogła znieść pozytywnej energii do tego stopnia, że musiała się wywrzeszczeć i upić. Mało tego, analogicznie do zdarzeń z Podlasia, „heterokwiat narodu” przyprowadził na kontrmanifestację, a raczej bandycką burdę, swoje dzieci, od małego uczone bazowania na najniższych instynktach. W odpowiedzi usłyszeli egzotyczne słowo: „tolerancja”

Obraz patologii dopełnił się już niecałe pół godziny po godzinie 16.00 w punkcie mety doszło do przepychanki, w wyniku której co najmniej jeden z agresorów został skuty przez policję. Policja zareagowała i przegoniła bandytów. Funkcjonariusze otoczyli Stary Rynek kordonem.

Niestety tęczowi spacerowicze, m.in. Robert Biedroń, Adrian Zandberg, jak również inni przechodnie schronieni w barze Antrykot przekonali się, że bezpieczeństwo było chwilowe. Ich poczucie ulgi zaburzyli troglodyci wszczynający bójkę w jednej z toalet.

„W pewnym momencie wybiegła kobieta i krzyknęła „wzywać policję”. Kelnerki uciekły na zaplecze, ludzie się przestraszyli. (…) do zdarzenia najprawdopodobniej doszło w chwili, gdy kontrmanifestanci dosiedli się do uczestników marszu siedzących w lokalu” – powiadomiły Lena Gontarek i Katarzyna Nowak.

Jak twierdziły dziennikarki, powołując się na relacjonującego bezpośrednio przemarsz Tomasza Golonkę, kilka minut po godzinie 17.00 sytuacja była już opanowana dzięki reakcji uzbrojonych mundurowych. Póki co nie ma żadnych wzmianek dotyczących rannych, a „osoby, które brały udział w starciu, prawdopodobnie opuściły lokal przez zaplecze”.

„Nie musicie być tacy naburmuszeni”

Zamieszanie na finiszu nie było jednak pierwszą kontrmanifestacją z narodowcami i ultrasami. Do spotkania postępu społecznego i ciemnoty doszło już niecałą godzinę po otworzeniu zgromadzenia. Grupa frustratów nie była zbyt liczna. Byli jednak wyposażeni w obraźliwe transparenty i jajka, którymi chętnie rzucali, krzycząc przy tym np. „Zandberg, Ty cwelu”. Odpowiedź była jedna: „Miłość, równość, akceptacja”.

Na czele szli mundurowi, chroniąc przed rozwścieczonymi protestującymi, których skutecznie wyłapywali. Pomimo ich obecności, minuty przed 15.00 „wielu” wandali wybiegło na ulicę Kaczmarskiego. To spotkało się jednak z szybką interwencją kierowców kilkunastu radiowozów, jakie ruszyły za nimi. Potem sytuacja się załagodziła, aż do opisanej wyżej końcówki wydarzenia.

Innym miejscem zbiórki nieprzyjaciół był plac Narutowicza. Chyba nic nie boli tych ludzi bardziej niż to, że ich kamienie i zaciśnięte pięści nie robią na nikim wrażenia. Jesteśmy z dumni za to, że szliście z podniesioną głową i nie daliście się sprowokować, przekonując przy tym biorącą udział w homofobicznym spędzie „Szanowną Panią”, że – wraz z kolegami i koleżankami – „nie muszą być tacy naburmuszeni” i „także mogą być księżniczkami”.

Byliście na Marszu? Jak wyglądało to wydarzenie w porównaniu do Białegostoku? I czy obecność znanych polityków wpłynęła na poziom Waszego poczucia bezpieczeństwa i komfortu psychicznego? Zapraszamy do dyskusji!

Źródła: pl.wikipedia.org, oko.presstokfm.pl, news.yahoo.com, polskatimes.pl,, alternatywa.net.pl, portalsamorzadowy.pl,  wiaomosci.onet.pl [1] [2]  wiadomosci.gazeta.pl [1] [2] facebook.com [1] [2] [3] plock.wyborcza.pl [1] [2] [3] [4] fot. polskatimes.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz