Aktualności Kultura Lifestyle 

Co Polacy myślą o osobach LGBTQ?

Od tolerancji do akceptacji i solidarności wiedzie długa droga. Dowodem na to są np. wyniki badań przeprowadzonych wiosną przez CBOS i niejednoznaczny felieton Krzysztofa Cugowskiego.

„Jestem tolerancyjny, ale…”

Któż z nas nie usłyszał kiedyś stwierdzenia zaczynającego się od sławetnej konstrukcji (nie) logicznej z użyciem słów „Jestem tolerancyjny jak mogę, ale…”? Co Polacy rzeczywiście myślą na temat osób nieheteronormatywnych i jakie przełożenie na rzeczywistość mają ich deklaracje bycia tolerancyjnymi?

Aspektowi nastawienia do przedstawicieli tęczowej społeczności przyjrzał się zespół CBOSu. Członkowie Fundacji poprosili o współpracę łącznie 1064 ankietowanych, od których odpowiedzi uzyskali zarówno w bezpośredniej rozmowie, jak przy użyciu komputerowej techniki CAPI. Uprzedzamy jednak „z góry”, iż lektura raportu nie napawa jakimś szczególnym entuzjazmem.

Jak zwykle znaleźli się Ci, którzy nie byliby sobą, gdyby nie podkreślili swojej homofobii. Z tezą, iż „homoseksualność jest rzeczą nienormalną i nie należy jej tolerować” zgodziło się aż 24% naszych rodaków. Nie zdziwi Was pewnie, że nieprzychylne tęczowej społeczności zapewnień często pochodziły od wyborców PiS. Z tym, że „ homoseksualizm jest dewiacją, której nie należy tolerować” zgodziła się grupa 38% zwolenników Jarosława Kaczyńskiego. Tylko 4% sympatyków frakcji rządzących jest w stanie dostrzec naszą normalność…

Komu zaufać? I na ile?

Ponad połowa respondentów, czyli 54% z nich, raczy znosić naszą obecność w społeczeństwie. Z tym jednak zastrzeżeniem, że – choć tolerancja jest według nich postawą, jaką należy się wykazywać – orientację homoseksualną i tak uważają za „odstępstwo od normy”. Taki pogląd, w kategorii sympatii politycznych, najczęściej aprobowali wyborcy Platformy Obywatelskiej, a konkretnie 63% badanych identyfikujących się z tą partią.

Jak wskazują autorzy raportu „o stosunku Polaków do związków homoseksualnych” – sojuszników i sojuszniczek najlepiej szukać wśród osób o poglądach lewicowych. O swojej otwartości na społeczność LGBQ+ zapewnia 31% z nich. Jakimkolwiek zrozumieniem obdarzyć gotowe jest nas ponadto 26% osób „nieuczestniczących w praktykach religijnych” i 25% mieszkańców miast, gdzie osiedliło się co najmniej pół miliona ludzi.

W kontekście edukacji osoby tolerujące nas najczęściej spotkamy pomiędzy 22% studentów, studentek i braci uczniowskiej szkół wszelakich. Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę charakter życia zawodowego – okaże się, że najmniejszy dystans dzieli nas od 21% tzw. „wolnych strzelców”.

Tutaj rodzi się pytanie: jak mamy rozumieć „tolerancję”, którą chwalili się uczestnicy przedsięwzięcia? Prawo do zawierania związków małżeńskich przyznało nam tyko 29% wszystkich odpowiadających, czyli nie mniej niż 1 na 3 pytane osoby.

Notowania wyglądają podobnie w przypadku „publicznego pokazywania swojego sposobu życia”. Różnica to zaledwie punkt procentowy mniej. Największy sprzeciw budzi adoptowanie dzieci przez tęczowe pary. Wyrażona przez uczestników zgoda na taką opcję mieści się w wyniku jednocyfrowym, równym 9%.

Istotną informacją jest to, że zarówno rozmowy „face to face”, jak i wywiady internetowe miały miejsce niedługo po tym, jak w Polsce rozgorzała debata na temat podpisania przez Rafała Trzaskowskiego „Programu samorządowego dla LGBT+”. Wysiłki, jakie konserwatyści podjęli w celu przedstawienia nas w jak najgorszym świetle poskutkowały tym, że „po powolnym wzroście aprobaty praw osób homoseksualnych nastąpiło wyhamowanie tego trendu”.

„Odmienność seksualna” TAK, Parady NIE

Jednym z przedstawicieli wybiórczej tolerancji jest lider Budki Suflera. Krzysztof Cugowski podzielił się wynurzeniami na temat osób nieheteronormatywnych w ramach reakcji na facebook’owy wpis przychylnego nam żużlowca, Fredrika Lindgren’a.

Niedawno Skandynaw poinformował kibiców o swoim poparciu dla tęczowych NGOsów. Jak zaznaczył zawodnik forBET Włókniarza Częstochowy – jego zaangażowanie motywowane jest dbałością o samopoczucie kuzyna, który kilka lat temu dokonał coming out’u przed swoją rodziną.

„Bądź dumny z tego, kim jesteś. Kochaj, kogo tylko chcesz. Bądź tym, kim chcesz być i żyj pełnią życia”– napisał amator motocykli.

Część Internautów chwaliła wielokrotnego laureata Grand Prix, inni życzyli porażki i marzyli, „że to jego ostatni rok w Częstochowie”. Ktoś nawet napisał do redakcji „Sportowych Faktów” wyrażając głęboką troskę o to, jak ten gest solidarności medalisty wpłynie na kondycję „Włókniarza” i na samego sportowca.

„Poglądy Lindgrena to jego prywatna sprawa (…) Może i u nas zostaną one uznane za kontrowersyjne, ale on żyje w innym kraju, gdzie ludzie mówią to, co myślą. W Szwecji nie ma podwójnej moralności, która często jest widoczna u nas. Poza wszystkim 80 procent Polaków nawet nie wie, co to LGBT”– skomentował sytuację trener odważnego cywilnie żużlowca.

Lider Budki Suflera odniósł się do sprawy dość ambiwalentnie. Z jednej strony artysta już w tytule tekstu apelował, by „nie wyrzucać Lindgrena za LGBT”.

„(…) dziwię się ludziom, którzy starają się teraz atakować zawodnika, pisać, że Włókniarz powinien go wyrzucić. Takie głosy nie powinny mieć miejsca, bo one tylko dają argument drugiej stronie, że Polacy mają z tym problem. Szkoda, że tak się dzieje. Dla mnie popieranie LGBT nie jest żadnym argumentem za wyrzucaniem człowieka z pracy” – napisał piosenkarz.

Lublinianin stanął ponadto po stronie Marka Cieślaka, dając znak, że wpis Lindgrena nie stanowi dla niego żadnego problemu.

„Lindgren jest Szwedem i mówił do swoich. A w Szwecji jego słowa przejdą bez echa. U nas pewnie głosy poparcia wymieszają się z szykanami, ale cóż zrobić. Za chwilę to przeminie” – skwitował.

Co więcej, jeden z czołowych, rodzimych gwiazdorów „już na wstępie” podkreślił: „nie mam nic przeciwko ludziom odmiennej orientacji seksualnej”. Cugowski dodał przy tym, iż ma świadomość faktu, że istniejemy od dawna. Wszak „nie pojawiliśmy się wczoraj”. Po prostu wcześniej orientacja seksualna i tożsamość płciowa nie stanowiły przedmiotu debaty w przestrzeni publicznej.

Z drugiej zaś strony, inny fragment felietonu z cyklu „Żużlowe Tango” daleki jest od równościowego ideału. Co nam z tych pięknych słów, skoro dalej wokalista narzekał, że „już cały ten ruch LGBT kompletnie mu nie odpowiada” i wyłożył na stół kartę przetargową w postaci znajomych osób LGBTQ+, które są przeciwne tęczowemu aktywizmowi i organizowaniem Parad, tudzież Marszów Równości?

„Dla nich, dla mnie też, są to wyłącznie pomysły polityczne i niczego nie wnoszące widowiska”-podsumował idol wielu pokoleń.

Solista wspomniał ponadto o popularnej wśród naszej społeczności greckiej wyspie, która akurat jego homoseksualnemu znajomemu nie przypadła do gustu. Wzmianka ta miała na celu podkreślenie różnorodności opinii i poglądów, jaka występuje między osobami LGBTQ+. W przedostatnim akapicie porównał za to żużlowca z homofobiczną windsurferką. Chyba wiadomo o kogo chodzi, nie karmmy już tej pani uwagą. Rozśpiewany senator VI kadencji obwieścił, że oboje mają prawo myśleć po swojemu, oraz wzywał do szacunku wobec obojga.

„W tych sprawach zawsze jest tak, że albo wrzeszczą jedni, albo drudzy. Wolałbym i takie mam zdanie, żeby nie wykorzystywano takich spraw do robienia awantury politycznej” – pisał Krzysztof Cugowski.

Szkoda, że wykonawca hitu „Bal wszystkich świętych” nie wziął pod uwagę jednej rzeczy. Wszystko komplikuje się, kiedy swoje procesy myślowe postanowimy uzewnętrznić. O ile wspieranie tęczowych krewnych, przyjaciół czy ogólnie jakiejkolwiek grupy marginalizowanej jest jak najbardziej w porządku, tak hejterskie docinki już, delikatnie rzecz ujmując, nie bardzo.

Wypowiedzi i oświadczenia olimpijki są skandaliczne, więc krytyka jej zachowania jest zasadna. To, co zrobił członek Włókniarza Częstochowy, notabene jako pierwszy w historii polskiego żużlu – jest pomocne nie tylko dla jego bliskiego, ale także dla wielu innych, nieheteronormatywnych osób. Jego wpis ma realny, pozytywny wpływ m.in. na miłośników wybranej przez niego dziedziny sportu. Dla nadal „siedzących w szafie” fanów Szweda to naprawdę dużo. To, jak zauważył zespół Queer.pl, JEST WIELKA SPRAWA.

Widać różnicę w podejściach obu zwolenników kultury fizycznej? Wydaje nam się, że jest ona dość zauważalna, a wręcz fluorescencyjna. Wolność słowa nie oznacza przyzwolenia na dyskryminację.

Warto zauważyć, że walka z łamaniem praw człowieka nie jest „polityczną awanturą”, lecz dążeniem do bycia traktowanymi z godnością lub – w przypadku sojuszników i sojuszniczek takich, jak sportowiec z północy – dbaniem o to, by mniej uprzywilejowani nie byli narażeni na przemoc, a ich problemy były traktowane poważnie,  a nie „zamiatane pod dywan”. Podobne znaczenie ma spacerowanie po równość. Inaczej nie byłoby ich w Polsce tak wiele. Presja ma sens.

A co Wy o tym sądzicie? Wystarczy Wam, jeśli ktoś zgodzi się na życie obok Was czy raczej podzielacie zdanie twórców kampanii „My Poznań 36,6” i bez wahania podpisalibyście się pod stwierdzeniem: „wobec ludzi tolerancja to za mało”? Dajcie znać w komentarzach!

Źródła: polsatnews.pl, wiadomosci.dziennik.pl, queer.pl [1] [2], sportowefakty.wp.pl [1] [2], pl.wikkipedia.org [1] [2] fot. muzyka.interia.pl

Polecane artykuły

Zostaw komentarz